30 kwietnia 2013

zniknąłem, lecz świat kręci się dalej. . .

Moja jednodniowa nieobecność prawdopodobnie nie zrobiła nikomu różnicy. Prawdopodobnie nikt się nawet nie zorientował, że mnie nie ma. Zniknąłem, lecz świat kręci się dalej, wcale tym niezainteresowany. Sytuacja jest naprawdę bardzo zawikłana, ale jedna rzecz wydaje się oczywista. A mianowicie: nie jestem już nikomu potrzebny.

Haruki Murakami (fragment powieści Kronika ptaka nakręcacza, 1995)
 
 
   

w ich sferze pojmowania. . .

Wiele osób ignoruje i pomija milczeniem sprawy niemieszczące się w ich sferze pojmowania, uznając je za nieracjonalne i niewarte zastanowienia.

Haruki Murakami (fragment powieści Kronika ptaka nakręcacza, 1995)
 
 
   

29 kwietnia 2013

pamiętam imiona wszystkich braci karamazow. . .

Oczywiście nie znaczy to, że jestem pozbawiony cech charakterystycznych. Mam album Sketches of Spain z autografem Milesa Davisa, mam dość wolny puls, zwykle około 47, i nawet kiedy mam gorączkę 38,5°C mój puls nie przekracza 70. Jestem bezrobotny i pamiętam imiona wszystkich braci Karamazow, ale tego typu rzeczy oczywiście nie można poznać po wyglądzie zewnętrznym.

Haruki Murakami (fragment powieści Kronika ptaka nakręcacza, 1995)
 
 
   

czytając książkę, czekałem na powrót żony. . .

Kumiko w pośpiechu zjadła śniadanie i wyszła, a ja włożyłem pranie do pralki, posłałem łóżko, zmyłem naczynia, odkurzyłem podłogę. Potem usiadłem razem z kotem na werandzie i przejrzałem w gazecie ogłoszenia o pracy i reklamy wyprzedaży. W południe przygotowałem sobie coś prostego do jedzenia i poszedłem do sklepu. Zrobiłem zakupy na kolację, z półki z przecenionymi towarami wziąłem proszek do prania, a także chusteczki jednorazowe i papier toaletowy. Następnie wróciłem do domu, przygotowałem kolację, a potem położyłem się na kanapie i czytając książkę, czekałem na powrót żony.

Haruki Murakami (fragment powieści Kronika ptaka nakręcacza, 1995)


   

28 kwietnia 2013

wieczystego trwania nikt nie obiecywał. . .

Zapewne moje książki, one również, jak i moja istota cielesna, umrą kiedyś na koniec. Ale trzeba pogodzić się ze śmiercią. Akceptujemy myśl, że za dziesięć lat nie będzie nas, a za sto - naszych książek. Wieczystego trwania nikt nie obiecywał zarówno dziełom, jak i ludziom.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 7: Czas odnaleziony, 1927) 
 
 
   

nieczytanie. . .

Do dzieła Prousta
nie dodają w księgarni pilota,
nie można się przełączyć
na mecz piłki nożnej
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.

Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,
choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.
Tu ja z jakimś facetem.
Tam chyba mój eks.
Tu wszyscy na golasa,
więc gdzieś pewnie na plaży.

Siedem tomów – litości.
Nie dałoby się tego streścić, skrócić,
albo najlepiej pokazać w obrazkach.
Szedł kiedyś serial pt. Lalka,
ale bratowa mówi, że kogoś innego na P.

Zresztą, nawiasem mówiąc, kto to taki.
Podobno pisał w łóżku całymi latami.
Kartka za kartką, z ograniczoną prędkością.
A my na piątym biegu
i - odpukać – zdrowi.

                                     Wisława Szymborska (z tomu Tutaj, 2009)
   

nie czułem już sił. . .

Ale miast pracować, żyłem w lenistwie, wśród hulanek i uciech, wśród choroby, kuracji i różnych manii, i dzieło moje przedsięwziąłem w wilię śmierci, nie znając rzemiosła. Nie czułem już sił, bu stawić czoła moim zobowiązaniom wobec ludzi ani też obowiązkom wobec mojej myśli oraz dzieła, a tym mniej wobec jednych i drugich.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 7: Czas odnaleziony, 1927) 
 
 
   

cudownym udoskonaleniem życia zwierzęcego. . .

Mieć ciało to wielkie niebezpieczeństwo dla umysłu, dla życia ludzkiego i myślącego, o którym zapewne należy mówić tyle, że jest cudownym udoskonaleniem życia zwierzęcego(...) Umysł jest zamknięty w ciele niby w fortecy; fortecę niebawem zaczną oblegać ze wszech stron i umysł będzie musiał się poddać.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 7: Czas odnaleziony, 1927) 
 
 
   



największe obawy, jak i największe nadzieje. . .

(...)gdyż największe obawy, jak i największe nadzieje nie są czymś ponad nasze siły i w końcu opanowujemy pierwsze, a urzeczywistniamy drugie.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 7: Czas odnaleziony, 1927) 
 
 
   

27 kwietnia 2013

życie wznosi mur. . .

Tam, gdzie życie wznosi mur, inteligencja przebija wyjście(...)

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 7: Czas odnaleziony, 1927) 
 
 
   

26 kwietnia 2013

nie sposób osiągnąć w rzeczywistości tego, co tkwi w głębi nas. . .

Aż nazbyt częste doświadczenia wskazały mi, że nie sposób osiągnąć w rzeczywistości tego, co tkwi w głębi nas; że to już nie na placu Świętego Marka i nie za moją drugą podróżą do Balbec albo powrotem do Tansonville, żeby zobaczyć się z Gilbertą, odzyskałbym Czas utracony.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 7: Czas odnaleziony, 1927) 
 
 
   

gdy odzyskiwałem równowagę. . .

W chwili jednak gdy odzyskiwałem równowagę, postawiłem stopę na płycie trochę niżej niż poprzednia wystającej i wtedy rozwiało się moje zniechęcenie ustąpiwszy miejsca szczęśliwości, jaką w różnych okresach mojego życia napełniał mnie to widok drzew, które, jak mi się zdawało, rozpoznałem w trakcie przejażdżki powozem wokół Balbec, to widok dzwonnic w Martinville, to smak magdalenki zamaczanej w herbacie i tyle innych wrażeń, o których już mówiłem, a które, jak mi się wydawał, zsyntetyzowały się w ostatnich dziełach Vinteuila. Jak w momencie, kiedy brałem do ust magdalenkę, pierzchł cały niepokój o przyszłość, pierzchło całe zwątpienie intelektualne. Te zaś niepokoje i zwątpienia, które napastowały mnie przed chwilą, dotyczące rzeczywistości literatury, znikły jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej. Choć nie przeprowadziłem żadnych nowych rozumowań, choć nie znalazłem żadnego decydującego argumentu, trudności, przed chwilą jeszcze nieprzezwyciężone, straciły wszelkie znaczenie

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 7: Czas odnaleziony, 1927) 
 
 
   

25 kwietnia 2013

ciała, które nie cofa się, lecz przybliża. . .

Tego lub owego bardziej niż odzyskanie wolności moralnej kusił mrok, co zapadł raptem na ulicach. Niektórzy nawet z owych pompejańczyków, roszeni już deszczem ognistym, zeszli w korytarze metre, ciemne niczym katakumby. Wiedzieli, owszem, że nie będą sami. Otóż ciemność, co zalewa wszystko niczym nowy żywioł, działa na niektórych w sposób nieodparcie kuszący, niweczy bowiem pierwsze stadium rozkoszy i wprowadza nas bez żadnych wstępów w dziedzinę pieszczot, dokąd zazwyczaj docieramy dopiero po pewnym czasie. Niezależnie od tego, czy przedmiot naszych pożądań stanowi kobieta czy też mężczyzna, przypuśćmy nawet - ktoś łatwy, kto nie wymagałby skomplikowanych umizgów przedłużających się do nieskończoności w salonie (przynajmniej za dnia), wieczorem (nawet na ulicy oświetlonej choćby słabo) istnieją tu przynajmniej działania wstępne, kiedy jedynie oczy pożerają winogrona zielone jeszcze i kiedy lęk, jaki budzą w nas przechodnie, a również i ktoś upragniony, przeszkadza nam tak, iż potrafimy tylko spoglądać i mówić. W ciemnościach cała ta odwieczna gra rozsypuje się w gruzy, ręce, wargi, ciała mogą pierwsze rozpocząć igraszkę. Zdołasz zawsze wytłumaczyć się ciemnością z pomyłek, jakie ciemność rodzi, jeśli zostaniesz źle przyjęty. A jeśli przyjmą cię dobrze, bezpośrednia odpowiedź ciała, które nie cofa się, lecz przybliża, daje nam o tej (lub tym), do której zwracamy się w milczeniu, pojęcie, że jest kimś pozbawionym przesądów i występnym, pojęcie, od którego wzmaga się nasza radość, że mogliśmy się wgryźć w miąższ owocu nie pożerając go wzrokiem i nie prosząc o pozwolenie. A tymczasem ciemności trwają; zatopieni tym nowym żywiołem, klienci Jupiena mniemając, iż odbyli podróż i że ściągnęli tu, by przyglądać się zjawisku naturalnemu jak przypływ albo zaćmienie i miast w rokoszy gotowej już całkiem i zadomowionej smakować w przypadkowych spotkaniach wśród nieznanego, odprawiali przy wulkanicznym pomruku bomb, u stup pompejańskiego burdelu, rytuał sekretny w mrokach katakumb.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 7: Czas odnaleziony, 1927) 
 
 
   

24 kwietnia 2013

wśród pełni życia codziennego. . .

(...)życie bowiem zawodzi nas tak dalece, że zaczynamy w końcu wierzyć, iż literatura nie ma z nim żadnego związku, ogarnia więc nas osłupienie, jeśli widzimy, jak cenne myśli ukazane w książkach rozprzestrzeniają się, nie lękając się zagłady, spontanicznie, naturalnie, wśród pełni życia codziennego(...)

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 7: Czas odnaleziony, 1927) 
 
 
   

baptysterium i fale jordanu. . .

Widząc, że długo będę stał przez mozaiką przedstawiająca chrzest Chrystusa, moja matka, aby mnie uchronić przed chłodem panującym w baptysterium, zarzucała mi na ramiona szalik. Będąc w Balbec z Albertyną sądziłem, że uległa ona powierzchownemu złudzeniu właściwemu tylu osobom, które nie myślą jasno, gdy mi mówiła o przyjemności - według mnie najzupełniej urojonej - jaką by miała oglądając ten czy inny obraz w moim towarzystwie. Dziś jestem już pewien, że istnieje przyjemność, która polega , jeżeli nie na tym, że się widzi, to przynajmniej, że się widziało jakąś piękną rzecz razem z pewną osobą. Przyszła dla mnie taka godzina, że kiedy wspominam baptysterium i fale Jordanu, w których święty Jan zanurza Chrystusa, podczas gdy przez Piazzettą czekała na nas gondola, nie jest mi obojętne, iż w tym chłodnym półmroku stała przy mnie kobieta udrapowana w swoją żałobę, pogrążona w pełnym szacunku i entuzjastycznym skupieniu staruszki widniejącej na weneckim obrazie Carpaccia Święta Urszula, i że ta kobieta o zaczerwienionych policzkach, smutnych oczach, zasłonięta czarną woalką, na zawsze skojarzona dla mnie z tym łagodnie oświetlonym sanktuarium Św. Marka, gdzie w każdej chwili na pewno mogę ją odnaleźć, bo to miejsce dla niej zastrzeżone i niezmienne jak mozaika - jest moją matką.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 6: Nie ma Albertyny, 1925) 
 
 
   

23 kwietnia 2013

dzieło śmierci i zapomnienia. . .

Przyjął się zwyczaj nieprzypominania go nawet przy wyrażeniach, których często używał, przy prezentach, które od niego pochodziły, i właśnie istota mająca obowiązek odmłodzić - jeżeli nie uwiecznić - pamięć o nim przyspieszała o doprowadzała do końca dzieło śmierci i zapomnienia.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 6: Nie ma Albertyny, 1925) 
 
 
   

czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła. . .

Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła. (...) Homo Ludens z Książką jest wolny. Przynajmniej na tyle, na ile wolnym być można. Sam sobie ustanawia reguły gry, posłuszny własnej tylko ciekawości. Pozwala sobie na czytanie zarówno książek mądrych, z których czegoś się dowie, jak i głupich, bo i one o czymś informują. Wolno mu jednej książki nie doczytać do końca, a drugą od końca zacząć i cofnąć się do początku. Wolno mu zachichotać w miejscu do tego nie przewidzianym albo nagle zatrzymać się przy słowach, które zapamięta przez całe życie. Wolno mu wreszcie - czego żadna inna zabawa ofiarować mu nie może - posłuchać o czym rozprawia Montaigne albo dać chwilowego nurka w mezozoik.

Wisława Szymborska (z Lektur nadobowiązkowych)


   

22 kwietnia 2013

budziłem i podejmowałem mój smutek. . .

Od chwili kiedy się budziłem i podejmowałem mój smutek w miejscu, gdziem go zostawił przed zaśnięciem, niby książkę zamkniętą na chwilę, ale odtąd mającą mi towarzyszyć aż do wieczora, wszystkie moje wrażenia, zewnętrzne, zawsze się dostrajały do jakiejś myśli o(...)

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 6: Nie ma Albertyny, 1925) 
 
 
   

*** / w prawej pióro

w prawej pióro
lewa liczy
pięć spotkań pięć rozstań
już brak palców

gdzie jesteś
dworce lotniska
buczy w górze samolot
czy w niebie się błyska

autostrady pożegnań
przez kukurydzę przez stepy
a ty jesteś jedna
i jeden los ślepy

                                  Włodzimierz Holsztyński


   

21 kwietnia 2013

oddaje się wszystkie siły w przeświadczeniu, że to są ostatnie. . .

(...) wszystko zależy od tej bitwy, ale te bitwy mniej są podobne do owych dawniejszych, które trwały kilka godzin, niż do bitwy współczesnej, która nie kończy się ani jutro, ani pojutrze, ani za tydzień. Oddaje się wszystkie siły w przeświadczeniu, że to są ostatnie, jakich się będzie potrzebowało. I więcej niż rok mija nie przynosząc "rozstrzygnięcia".

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 5: Uwięziona, 1923) 
 
 
   

oprzyj się na moim ramieniu. . .

   - Niedobrze wyglądasz, kuzynie - rzekła do pana de Charlus. - Oprzyj się na moim ramieniu. Bądź pewny, że zawsze cię ono podeprze. Dosyć jest silne na to. - Potem, podnosząc dumnie oczy i spoglądając wprost na panią Verdurin i na Morela, dodała: - Wiesz, że niegdyś w Gaecie umiało ono trzymać w respekcie kanalię. Potrafi ci posłużyć za szaniec.
   I w ten sposób, prowadząc pod ranię barona i nie pozwoliwszy przedstawić sobie Morela, wyszła wspaniała siostra cesarzowej Elżbiety [Królowa Neapolu].

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 5: Uwięziona, 1923) 
 
 
   

refleks teraźniejszości. . .

(...) człowiek wyobraża sobie przyszłość jako refleks teraźniejszości rzutowanej w pustą przestrzeń, gdy ona jest wynikiem - często bardzo bliskim - przyczyn przeważnie dla nas nieuchwytnych.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 5: Uwięziona, 1923) 
 
 
   

wołanie, którego nie przestanę już słyszeć nigdy. . .

(...) mogłem usłyszeć dziwne wołanie, którego nie przestanę już słyszeć nigdy, jaki przeznaczenie i dowód, że istnieje coś innego niż nicość, którą znalazłem we wszystkich rozkoszach i w samej miłości; coś możebnego do osiągnięcia zapewne przez sztukę; i że jeżeli życie wydawało mi się tak czcze, to przynajmniej nie wyczerpało ono wszystkiego.

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 5: Uwięziona, 1923) 
 
 
   

18 kwietnia 2013

*** / smutne pticzki wiecznej wiosny. . .

Smutne pticzki wiecznej wiosny
W stromym, chłodnym San Francisco.
Radość ma tu smak żałosny
Choć się stroi na parysko.

Szczekające leżą foki
Nad przybojem oceanu.
Błękit, bladość wzgórz zatoki
(Wanda stwierdza wyższość planu).

No i ludzie, jak tu zwykle
Energiczni i głupawi:
Mówi się te figle-migle
A właściwie serce krwawi.

Zapamiętaj straszną rybę:
Strój tancerza jawajskiego.
Przypomina też Habimę -
Coś nieprawdo-podobnego.

Drugą, którąśmy nazwali
Odettą, tak jak u Prousta:
Kostium w rzucik, wcięta w talii
I różowe mieszki usta.
(Rybę tę, choć to jest świństwo
Ja nazywam też O-dyńską).

Zapamiętaj zapach gorzki
Roztartego eukaliptu.
Zabierz z sobą to do Polski
I opowiedz, jaki wikt tu.

                                          San Francisco, 6 czerwca 1948

                                          Czesław Miłosz (z Wierszy rozproszonych 1948-1954)


  

wąska szczelina otwierająca się na beethovena i na veronese'a!. . .

(...)- zarówno homoseksualizm młodzieńców Platona, jak pasterzy Wirgiliusza - zanikł, przetrwał zaś i mnoży się jedynie homoseksualizm wrodzony, organiczny, ten, co się kryje przed innymi i maskuje przed samym sobą. I pan de Charlus byłby w błędzie nie chcąc się szczerze odrzec genealogii pogańskiej. W zamian za trochę plastycznego piękna, ileż wyższości duchowej! Pasterz Teoretyka, wzdychający do młodego chłopca, stanie się późnej równie brutalny i tępy jak inny pasterz, którego fletnia rozbrzmiewa dla Amarylis. Bo pierwszy z nich nie jest dotknięty chorobą, jest tylko posłuszny obyczajom epoki. Jedynie homoseksualizm wstydliwy, zohydzony, jest prawdziwy, jedyny, który jest zdolny wydać u tegoż osobnika wysublimowanie duchowe. Drżeniem przejmuje związek spraw fizycznych ze sprawami ducha; myśl, że drobne przemieszczenie czysto fizycznych skłonności, lekka skaza pewnego zmysłu sprawia, iż wszechświat poezji i muzyki, zamknięty dla księcia Guermantes, otwiera się dla pana de Charlus. Nie dziwi nas smak pana de Charlus w urządzaniu mieszkania ani to, że jak kobieta lubuje się w cackach; ale ta wąska szczelina otwierająca się na Beethovena i na Veronese'a!

Marcel Proust 
(fragment powieści W poszukiwaniu straconego czasu. 
Tom 5: Uwięziona, 1923)