Słyszała: bądź. Żadnej podpowiedzi.
Potem zniknął, a może w ogóle
go nie było. Kobieta i głosy, masa
dźwięków – światła dla niewidomych.
Odwołane lekcje, a coś trzeba umieć,
żeby się przebić przez tę czerń
i dotknąć rzeczy, które nie popłyną.
Mirka Szychowiak
15 sierpnia 2012
09 sierpnia 2012
powrót. . .
Co cię przywiodło ku mnie, orszaku tułaczy?
Biedni! Skulony grzbiet wasz, uznojone skronie,
Prochem gościńców łachman zabrudzony żebraczy,
Zgarbieni, wyciągacie ku mnie dłonie...
<<Przychodzimy po prośbie, bezdomni nędzarze...
Przyszliśmy cię przebłagać! Patrz, jaka pokora
Naszych czół...>> Zda się, znane mi są wasze twarze,
Ale inne, dumniejsze jakieś były wczora...
<<Jesteśmy sny królewskie, twe wielkie pragnienia,
Któreś wygnał bezmyślnej chwili niską złością...
Żebrzemy... przyj nas znowu!... W prochy poniżenia
Padamy na kolana z błaganiem i łzami...>>
Na Boga! nie klękajcie przed moją nicością,
Bom niegodzien z stóp waszych pył zamiatać ustami!
Leopold Staff (z tomu Sny o potędze, 1901)
Biedni! Skulony grzbiet wasz, uznojone skronie,
Prochem gościńców łachman zabrudzony żebraczy,
Zgarbieni, wyciągacie ku mnie dłonie...
<<Przychodzimy po prośbie, bezdomni nędzarze...
Przyszliśmy cię przebłagać! Patrz, jaka pokora
Naszych czół...>> Zda się, znane mi są wasze twarze,
Ale inne, dumniejsze jakieś były wczora...
<<Jesteśmy sny królewskie, twe wielkie pragnienia,
Któreś wygnał bezmyślnej chwili niską złością...
Żebrzemy... przyj nas znowu!... W prochy poniżenia
Padamy na kolana z błaganiem i łzami...>>
Na Boga! nie klękajcie przed moją nicością,
Bom niegodzien z stóp waszych pył zamiatać ustami!
Leopold Staff (z tomu Sny o potędze, 1901)
04 sierpnia 2012
hazardzistka. . .
mama ziemska jest końska
mama ziemska jest wódeczna
bieżąca za końmi jak woda
trybuna kipi ona paruje
pada dopiero na
swój
anin
matriarchat
jako swoja pierwsza wóda
i zmiemskość:
grzywka
torby pod okiem
buzia mamina konina
Miron Białoszewski (z tomu Rachunek Zachciankowy, 1959)
mama ziemska jest wódeczna
bieżąca za końmi jak woda
trybuna kipi ona paruje
pada dopiero na
swój
anin
matriarchat
jako swoja pierwsza wóda
i zmiemskość:
grzywka
torby pod okiem
buzia mamina konina
Miron Białoszewski (z tomu Rachunek Zachciankowy, 1959)
31 lipca 2012
dysonans. . .
świat jest taki mały
świat ma tylko dwa piętra
na wyższym jesteś ty
oddychasz cężko
obok stoi wieczność
ciemna
mozolnie po schodach
odę w długiej koszuli
ocieram usta
ciepłą wilgotną ręką
zakrywam usta
za mną
idzie wieczność
obydwie
stajemy pod twoimi drzwiami
z czołem opartym
bezgłose
jak rozpięty na strunie krzyk
łapczywie chwytany oddech
liczmy raz... dwa... trzy...
świat ma tylko dwa piętra
tylko dwa
nieduże
z krążącymi gwiazdami świat
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -
dlaczego tak trudno umrzeć?
Halina Poświatowska (z tomu Hymn Bałwochwalczy, 1958)
świat ma tylko dwa piętra
na wyższym jesteś ty
oddychasz cężko
obok stoi wieczność
ciemna
mozolnie po schodach
odę w długiej koszuli
ocieram usta
ciepłą wilgotną ręką
zakrywam usta
za mną
idzie wieczność
obydwie
stajemy pod twoimi drzwiami
z czołem opartym
bezgłose
jak rozpięty na strunie krzyk
łapczywie chwytany oddech
liczmy raz... dwa... trzy...
świat ma tylko dwa piętra
tylko dwa
nieduże
z krążącymi gwiazdami świat
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -
dlaczego tak trudno umrzeć?
Halina Poświatowska (z tomu Hymn Bałwochwalczy, 1958)
30 lipca 2012
azylum. . .
tutaj czas zakrzepł
jak krew w żyłach umarłego
bandaże z uschłych liści
owijają stężałe ciało
doskonałego snu
nie przerywa
szum głębokich skrzydeł
ani szelest fontanny
faraon w papirusach
namalowaną twarzą
pobłaża
nagłemu kwitnieniu drzewa
na nieruchomych ścięgnach
krótkie interludia
wygrywa przelatujący wiatr
poza tym cisza
Halina Poświatowska (z tomu Oda Do Rąk, 1966)
jak krew w żyłach umarłego
bandaże z uschłych liści
owijają stężałe ciało
doskonałego snu
nie przerywa
szum głębokich skrzydeł
ani szelest fontanny
faraon w papirusach
namalowaną twarzą
pobłaża
nagłemu kwitnieniu drzewa
na nieruchomych ścięgnach
krótkie interludia
wygrywa przelatujący wiatr
poza tym cisza
Halina Poświatowska (z tomu Oda Do Rąk, 1966)
27 lipca 2012
chwila. . .
Idę stokiem pagórka zazielenionego.
Trawa, kwiatuszki w trawie
jak na obrazku dla dzieci.
Niebo zamglone, już błękitniejące.
Widok na inne wzgórza rozlega się w ciszy.
Jakby tutaj nie było żadnych kambrów, sylurów,
skał warczących na siebie,
wypiętrzonych otchłani,
żadnych nocy w płomieniach
i dni w kłębach ciemności.
Jakby nie przesuwały się tędy niziny
w gorączkowych malignach,
lodowatych dreszczach.
Jakby tylko gdzie indziej burzyły się morza
i rozrywały brzegi horyzontów.
Jest dziewiąta trzydzieści czasu lokalnego.
Wszystko na swoim miejscu i w układnej zgodzie.
W dolince potok mały jako potok mały.
Ścieżka w postaci ścieżki od zawsze do zawsze.
Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen,
a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie.
Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil
proszonych, żeby trwały.
Wisława Szymborska (z tomu Chwila, 2003)
Trawa, kwiatuszki w trawie
jak na obrazku dla dzieci.
Niebo zamglone, już błękitniejące.
Widok na inne wzgórza rozlega się w ciszy.
Jakby tutaj nie było żadnych kambrów, sylurów,
skał warczących na siebie,
wypiętrzonych otchłani,
żadnych nocy w płomieniach
i dni w kłębach ciemności.
Jakby nie przesuwały się tędy niziny
w gorączkowych malignach,
lodowatych dreszczach.
Jakby tylko gdzie indziej burzyły się morza
i rozrywały brzegi horyzontów.
Jest dziewiąta trzydzieści czasu lokalnego.
Wszystko na swoim miejscu i w układnej zgodzie.
W dolince potok mały jako potok mały.
Ścieżka w postaci ścieżki od zawsze do zawsze.
Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen,
a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie.
Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil
proszonych, żeby trwały.
Wisława Szymborska (z tomu Chwila, 2003)
13 czerwca 2012
budda jest kobietą. . .
Budda jest kobietą
czasem trzepie dywan
mrucząc świętą wibrację
Ommm...
po dwudziestej drugiej
dozorca przepędza ją z podwórka
dajże LUDZIOM spać kobito
Budda jest kobietą
łagodną
karmi ptaki wibracją
Ommm...
wie wiele o cierpieniu
narodzin
pieluch
odleżyn i śmierci
ale nie zdradza tego nikomu
nawet sąsiadce
Ommm...
Budda jak każda
pierze swoje majtki
marząc o cichej starości
Budda jest kobietą
we mnie
Norbert Kulesza
czasem trzepie dywan
mrucząc świętą wibrację
Ommm...
po dwudziestej drugiej
dozorca przepędza ją z podwórka
dajże LUDZIOM spać kobito
Budda jest kobietą
łagodną
karmi ptaki wibracją
Ommm...
wie wiele o cierpieniu
narodzin
pieluch
odleżyn i śmierci
ale nie zdradza tego nikomu
nawet sąsiadce
Ommm...
Budda jak każda
pierze swoje majtki
marząc o cichej starości
Budda jest kobietą
we mnie
Norbert Kulesza
08 czerwca 2012
domysły. . .
świecą na prawdzie
jak gwiazdy
Miron Białoszewski (z tomu Poezje wybrane, 1976)
jak gwiazdy
Miron Białoszewski (z tomu Poezje wybrane, 1976)
ścisk zimna. . .
ścisk zimna
pogorszenie świata
sarkofagi ludzkości z betonu
Miron Białoszewski
pogorszenie świata
sarkofagi ludzkości z betonu
Miron Białoszewski
05 czerwca 2012
dzień to ja. ..
Dzień to ja
idę, idę!
Miron Białoszewski
idę, idę!
Miron Białoszewski
04 czerwca 2012
w końcu. . .
W końcu przecież każdy prawdziwy poeta
pisze Wielki Testament
Od początku do końca pisze
testament życia po śmierci
Czasem dłuższy czasem krótszy
ale każdy wiersz jest testamentem
Nie powinno być niedobrych wierszy
skoro każdy ma być ostatnią wolą
naszych niepokornych uczuć
naszych zakazanych myśli
naszego udanego życia
od morza
do morza
krwi
Jacek Bieriezin
pisze Wielki Testament
Od początku do końca pisze
testament życia po śmierci
Czasem dłuższy czasem krótszy
ale każdy wiersz jest testamentem
Nie powinno być niedobrych wierszy
skoro każdy ma być ostatnią wolą
naszych niepokornych uczuć
naszych zakazanych myśli
naszego udanego życia
od morza
do morza
krwi
Jacek Bieriezin
02 czerwca 2012
przeżycia z duszami. . .
(...)[dusze] które zgrzeszyły przeciwko wierze, nosiły na sercu ciemny płomień, a te, które zgrzeszyły nieczystością, miały płomień czerwony. (...) Każda dusza karana jest stosownie do rodzaju przewinienia i afektu, w jakim dopuściła się grzechu. (...)
Dlaczego ofiary pieniężne?
Żądanie pomocy dla dusz (...) w formie ofiar pieniężnych na misje i msze(...) Obecnie niezwykle ważnym dziełem jest wspieranie misji wśród pogan(...) Każdy wierzący człowiek ma obowiązek wspierania(...) Ponadto niektóre dusze w czyśćcu winne są zadośćuczynienie za niespłacone długi.
Dlaczego ofiary pieniężne?
Żądanie pomocy dla dusz (...) w formie ofiar pieniężnych na misje i msze(...) Obecnie niezwykle ważnym dziełem jest wspieranie misji wśród pogan(...) Każdy wierzący człowiek ma obowiązek wspierania(...) Ponadto niektóre dusze w czyśćcu winne są zadośćuczynienie za niespłacone długi.
Maria Simma (Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi, 2008)
28 maja 2012
do autorów dramatycznych. . .
A niech was połamie wszystkich
Z waszą "lekkomyślnością dialogu",
Z tym małpowaniem bzdur paryskich,
Z węszeniem wiecznym zdrad i rogów !
Z waszym subtelnym dowcipuszkiem,
Wykwintem, paradoksem, Francją,
Pyjamą, damą, elegancją,
Kochankiem i kokocim łóżkiem!
Bodaj was sprało z "żywą akcją".
Potocznością scen kretyńskich!
Wbiłbym wam w brzuchy z satysfakcją
Rogi rogaczów waszych świńskich!
A niech wam wejdzie ostrym kantem
Każdy małżeński trójkąt chamski
Cholerą w bok pod żebro piąte,
Skisłe szekspiry majtek damskich!
Bodajcie karki poskręcali,
Fidrygałgany i pieszczochy,
Nim znów się który rozmigdali
Na temat kołdry i pończochy!
Za aforyzmy o miłości,
Za błyskotliwość, zręczność wreszcie,
Czas by wam kto zgruchotał kości:
- W łóżku na scenie z bólu wrzeszczcie!
O, to mi będzie widowisko:
Gdy się w francuskim łóżku kurczy
Złojony kijem za to wszystko
Nasz nonszalancki dramaturczyn!
Kiedy w wytwornym tym szpitalu
Śmiać się z uciechy będą twarze,
Że klituś, bajduś, cacuś, laluś
Ma pod pyjamką swą - bandaże!
To ci dopiero sukces będzie!
Wtedy zabawisz się, Warszawo!
Ja też usiądę w pierwszym rzędzie
I będę krzyczał: "Autor! Brawo!".
1925
Julian Tuwim (z tomu Jarmark rymów, 1938)
Z waszą "lekkomyślnością dialogu",
Z tym małpowaniem bzdur paryskich,
Z węszeniem wiecznym zdrad i rogów !
Z waszym subtelnym dowcipuszkiem,
Wykwintem, paradoksem, Francją,
Pyjamą, damą, elegancją,
Kochankiem i kokocim łóżkiem!
Bodaj was sprało z "żywą akcją".
Potocznością scen kretyńskich!
Wbiłbym wam w brzuchy z satysfakcją
Rogi rogaczów waszych świńskich!
A niech wam wejdzie ostrym kantem
Każdy małżeński trójkąt chamski
Cholerą w bok pod żebro piąte,
Skisłe szekspiry majtek damskich!
Bodajcie karki poskręcali,
Fidrygałgany i pieszczochy,
Nim znów się który rozmigdali
Na temat kołdry i pończochy!
Za aforyzmy o miłości,
Za błyskotliwość, zręczność wreszcie,
Czas by wam kto zgruchotał kości:
- W łóżku na scenie z bólu wrzeszczcie!
O, to mi będzie widowisko:
Gdy się w francuskim łóżku kurczy
Złojony kijem za to wszystko
Nasz nonszalancki dramaturczyn!
Kiedy w wytwornym tym szpitalu
Śmiać się z uciechy będą twarze,
Że klituś, bajduś, cacuś, laluś
Ma pod pyjamką swą - bandaże!
To ci dopiero sukces będzie!
Wtedy zabawisz się, Warszawo!
Ja też usiądę w pierwszym rzędzie
I będę krzyczał: "Autor! Brawo!".
1925
Julian Tuwim (z tomu Jarmark rymów, 1938)
27 maja 2012
los angeles, 10 II 1969 r.. . .
Los Angeles, 10 II 1969 r.
Mamusiu najukochańsza. Wysłałem Ci list, przed świętami jeszcze chyba, ale widać, że go nie dostałaś. (...) List Twój wzruszył mnie naprawdę. Dlaczego piszesz: kochałeś mnie? Przecież wiesz że Cię kocham. Ale to nie moja wina, że giną listy(...) Ale na czym polegają Twoje obawy o mnie? Czego się konkretnie spodziewasz? (...) Ja przeważnie siedzę w domu i piszę i naprawdę, żebym nie wiem jak chciał, nic o sobie innego napisać nie umiem, bo ani nigdzie nie chodzę, anie nikogo nie znam, i myślę o tym żeby się przenieść gdzieś w oko- lice New Yorku, ale będę mógł to zrobić dopiero po skończeniu książki. Nie wiem teraz naprawdę, czy uda mi się pojechać Europy, bo jak wiesz zaszły tu zmiany niezależne ode mnie.(...) Jeśli ta impreza w Izraelu dojdzie do skutku, to rzecz jasna będę mógł przyjechać do Soni i tam coś zorganizować. Ale będę bardzo ostrożny w obiecywaniu czegoś, kiedy jestem zależny od innych ludzi; tak że lepiej trzy- maj się raczej z rezerwą wobec tej możliwości. Jestem tak zmęczony tym pisaniem książki, płaceniem długów i tymi dwoma latami wyczekiwania na pozwolenie pracy, że marzę o tym, żeby po prostu nic w ogóle nie robić i wymyślać coś.(...) Jeśli uda mi się tam dojechać, to daj Boże, jeśli nie, będę myślał o czym innym. Bądź cierpliwa i módl się codziennie o mnie - jak i ja modlę się o Ciebie.
Bogu Cię polecam - Marek
Marek Hłasko (z Listów do Matki)
ejlat, 17 III 1959 r.. . .
Ejlat, 17 III 1959 r.
Kochana Mamo! Jeśli spojrzysz na mapę Azji i odszukasz Morze Czer- wone (Red Sea), i odnajdziesz tam maleńką mieścinę EJLAT - to ja właśnie tu mieszkam i kombinuję, jak by tu wrócić. Mam nadzieję, że wszystko jest na do- brej drodze, i niedługo już zaczniemy się kłócić od początku.
Twój - Marek
Marek Hłasko (z Listów do Matki)
26 maja 2012
diana. . .
co mnie właściwie obchodzi
że te nogi należały
do prawdziwej księżniczki
reszta była
hipotetyczna
co mi właściwie pomoże
że te nogi
kiedy stanowiły jeszcze
niewyobrażalną całość
wymagały
więcej troski
jak uśmiech Nefretete
jak wzorzec
czasu i przestrzeni
złożony w Greenwich
Zbigniew Herbert (z tomu Epilog Burzy, 1998)
że te nogi należały
do prawdziwej księżniczki
reszta była
hipotetyczna
co mi właściwie pomoże
że te nogi
kiedy stanowiły jeszcze
niewyobrażalną całość
wymagały
więcej troski
jak uśmiech Nefretete
jak wzorzec
czasu i przestrzeni
złożony w Greenwich
Zbigniew Herbert (z tomu Epilog Burzy, 1998)
24 maja 2012
do muzyki. . .
O, ukochana Sztuko w jak wielu szarych godzinach,
Kiedy spowalniające orbity życia wyśmiewają mnie,
Ty rozpalasz moje serce do czułej miłości,
Przenosisz mnie daleko do lepszego świata!
Jak często westchnienie wymyka się z twej harfy,
Słodki, święty akord twój
Otwiera dla mnie niebo lepszych czasów,
O, ukochana Sztuko, za to dziękuję ci!
Franz von Schober (tłumaczenie własne)
Kiedy spowalniające orbity życia wyśmiewają mnie,
Ty rozpalasz moje serce do czułej miłości,
Przenosisz mnie daleko do lepszego świata!
Jak często westchnienie wymyka się z twej harfy,
Słodki, święty akord twój
Otwiera dla mnie niebo lepszych czasów,
O, ukochana Sztuko, za to dziękuję ci!
Franz von Schober (tłumaczenie własne)
obłąkani. . .
Oni poznali wszystko, co jest wszystkim.
Oni wiedzą to, czego nie wiecie.
Oni przetrzymali ogień ogni.
Oni przez morskie przeszli dna.
Stoją i chodzą w łunie złotej
jak podpalony nóż i Matka Boga.
To oni idą - jak nóż w ogniu -
z ciemności żaru do jasności.
Odcięte wszystkie rany niosą
w milczącym spowite sekrecie,
cierpliwie nad wodami mroku
spłukują ropę z płócien dnia.
W wieczność na rzekę niepamięci
niepokalana pcha ich droga
i ziemia im powoli w bęben
bije pałkami własnych kości.
Jan Bolesław Ożóg
Oni wiedzą to, czego nie wiecie.
Oni przetrzymali ogień ogni.
Oni przez morskie przeszli dna.
Stoją i chodzą w łunie złotej
jak podpalony nóż i Matka Boga.
To oni idą - jak nóż w ogniu -
z ciemności żaru do jasności.
Odcięte wszystkie rany niosą
w milczącym spowite sekrecie,
cierpliwie nad wodami mroku
spłukują ropę z płócien dnia.
W wieczność na rzekę niepamięci
niepokalana pcha ich droga
i ziemia im powoli w bęben
bije pałkami własnych kości.
Jan Bolesław Ożóg
22 maja 2012
poste restante. . .
to już umiem
odlatywać
uprawiać tęsknotę
na niewielkich grządkach
w cieniu nieoswojonych drzew
wić kolejne gniazdo
opuszczać je
i szukać nowego
zmieniać słońca i języki
zamieszkałam na poste restante
Agata Tuszyńska
odlatywać
uprawiać tęsknotę
na niewielkich grządkach
w cieniu nieoswojonych drzew
wić kolejne gniazdo
opuszczać je
i szukać nowego
zmieniać słońca i języki
zamieszkałam na poste restante
Agata Tuszyńska
19 maja 2012
oczy otchłani. . .
Oto godzina snu: tajemna doba
Zaniku życia, odpływ serca, duszy...
Wiecznie powrotna ciemności żałoba,
Która myśl łamie i miażdży, i kruszy
Na miał nicości, na rozprzęg chaosu
W niezmordowanych nigdy żarnach losu.
(...)
O, walczcie, cierpcie, marzyjcie! wśród pustoszy
Nocy bezgwiezdnej, bez szczęścia rozkoszy!
O, bracia moi1 Nie błogim spokojem
Jest życie, ale nieustannym bojem!
Niech dzień wam będzie o swe serce bitwą,
A noc najgłębszą o miłość modlitwą!
Leopold Staff (z tomu Żywiąc się w locie, 1922)
Zaniku życia, odpływ serca, duszy...
Wiecznie powrotna ciemności żałoba,
Która myśl łamie i miażdży, i kruszy
Na miał nicości, na rozprzęg chaosu
W niezmordowanych nigdy żarnach losu.
(...)
O, walczcie, cierpcie, marzyjcie! wśród pustoszy
Nocy bezgwiezdnej, bez szczęścia rozkoszy!
O, bracia moi1 Nie błogim spokojem
Jest życie, ale nieustannym bojem!
Niech dzień wam będzie o swe serce bitwą,
A noc najgłębszą o miłość modlitwą!
Leopold Staff (z tomu Żywiąc się w locie, 1922)
16 maja 2012
prawa do. . .
W jednym z programów telewizyjnych zdarzyło mi się przeprowadzać wywiad z wielebnym Michaelem Brayem, znanym amerykańskim przeciwnikiem aborcji. Spytałem go wówczas, skąd bierze się u chrześcijańskich fundamentalistów taka obsesja na punkcie prywatnych preferencji seksualnych, choćby homoseksualizmu, który poza bezpośrednio "zainteresowanymi" nikomu nie powinni wadzić. Odpowiedź Braya odwoływała się do prawa do samoobrony. Stwierdził bowiem, że niewinni ludzie mogą się bronić przed tym, by nie stać się "przypadkowymi ofiarami", gdy bóg zdecyduje się zesłać na jakieś miasto kary za to, że żyją w nim grzesznicy. W roku 2005 przepiękny Nowy Orlean padł ofiarą huraganu. Gdy woda zalewała kolejne dzielnice miasta, wielebny Pat Robertson, jeden z najbardziej znanych amerykańskich teleewangelistów i były kandydat na prezydenta USA, oświadczył, że winę za tę tragedię ponosi... pewna mieszkająca w Nowym Orleanie aktorka komediowa-homoseksualistka. A można by pomyśleć, że wszechmocny bóg potrafi nieco celniej trafić w niepoprawnych grzeszników - czy na przykład ewentualny atak serca nie byłby rozsądniejszą karą niż zniszczenie całego miasta tylko dla tego, że w nim akurat przebywała jakaś bezczelna lesbijka.
Richard Dawkins (z książki Bóg urojony, 2006)
15 maja 2012
za te biedne brzózki. . .
Za te biedne brzózki się módl,
by rosły smuklej i wyżej,
by młodziutkich nie rąbał chłop
synom zabitym na krzyże.
Za dęby wysokie proś,
by wróg nie kazał odmienić
zdrowych i mocnych pni
na chmurne drzewa szubienic.
... Ojcze nasz, któryś jest w niebie,
Przyjdź królestwo twoje.
Za biedne brzózki się módl,
za dęby ojczyzny mojej.
Tadeusz Kubiak
by rosły smuklej i wyżej,
by młodziutkich nie rąbał chłop
synom zabitym na krzyże.
Za dęby wysokie proś,
by wróg nie kazał odmienić
zdrowych i mocnych pni
na chmurne drzewa szubienic.
... Ojcze nasz, któryś jest w niebie,
Przyjdź królestwo twoje.
Za biedne brzózki się módl,
za dęby ojczyzny mojej.
Tadeusz Kubiak
10 maja 2012
prospekt. . .
Jestem pastylka na uspokojenie.
Działam w mieszkaniu,
skutkuję w urzędzie,
siadam do egzaminów,
starannie sklejam rozbite garnuszki -
tylko mnie zażyj,
rozpuść pod językiem,
tylko mnie połknij,
tylko popij wodą.
Wiem, co robić z nieszczęściem,
jak znieść złą nowinę,
zmniejszyć niesprawiedliwość,
rozjaśnić brak Boga,
dobrać do twarzy kapelusz żałobny.
Na co czekasz -
zaufaj chemicznej litości.
Jesteś jeszcze młody (młoda),
powinieneś (powinnaś) urządzić się jakoś.
Kto powiedział,
że życie ma być odważnie przeżyte?
Oddaj mi swoją przepaść -
wymoszczę ją snem,
będziesz mi wdzięczny (wdzięczna)
za cztery łapy spadania.
Sprzedaj mi swoją duszę.
Inny się kupiec nie trafi.
Innego diabła nie ma.
Wisława Szymborska (z tomu Wszelki wypadek, 1972)
Działam w mieszkaniu,
skutkuję w urzędzie,
siadam do egzaminów,
starannie sklejam rozbite garnuszki -
tylko mnie zażyj,
rozpuść pod językiem,
tylko mnie połknij,
tylko popij wodą.
Wiem, co robić z nieszczęściem,
jak znieść złą nowinę,
zmniejszyć niesprawiedliwość,
rozjaśnić brak Boga,
dobrać do twarzy kapelusz żałobny.
Na co czekasz -
zaufaj chemicznej litości.
Jesteś jeszcze młody (młoda),
powinieneś (powinnaś) urządzić się jakoś.
Kto powiedział,
że życie ma być odważnie przeżyte?
Oddaj mi swoją przepaść -
wymoszczę ją snem,
będziesz mi wdzięczny (wdzięczna)
za cztery łapy spadania.
Sprzedaj mi swoją duszę.
Inny się kupiec nie trafi.
Innego diabła nie ma.
Wisława Szymborska (z tomu Wszelki wypadek, 1972)
26 kwietnia 2012
pośród głupców. . .
Żyć pośród głupców
jest znacznie trudniej
niż żyć z dzikimi zwierzętami
Zwierzę odpędza ogień
broń i słowo
ze zwierzętami można żyć
w pokorze i wyrzeczeniu
poskramiając siebie samego
ale z głupcem
i pośród głupców?
Nic nie pomoże.
Tu słowo nie jest słowem
ogień nie jest ogniem
broń nie jest bronią
pokora pokorą
wyrzeczenie wyrzeczeniem nie jest
pośród głupców jesteś ciągle sam
i co jeszcze straszniejsze
chcąc nie chcąc powoli
stajesz się jednym z nich
Powiedz głupcowi
że życie to coś innego
niż wygoda
że to nieustanna walka
tym pełniejsza im trudniejsza
że radość
wiąże się z wysiłkiem
miłość z cnotą
prawda z oczywistością
smutek z prawdą
że jeśli pyta o człowieka
musi pytać o tajemnicę
że jeśli patrzy na siebie
nie zobaczy nic
jeśli odsunie na bok duszę
---------------------
ocal mnie Panie!
Jiří Kolář
jest znacznie trudniej
niż żyć z dzikimi zwierzętami
Zwierzę odpędza ogień
broń i słowo
ze zwierzętami można żyć
w pokorze i wyrzeczeniu
poskramiając siebie samego
ale z głupcem
i pośród głupców?
Nic nie pomoże.
Tu słowo nie jest słowem
ogień nie jest ogniem
broń nie jest bronią
pokora pokorą
wyrzeczenie wyrzeczeniem nie jest
pośród głupców jesteś ciągle sam
i co jeszcze straszniejsze
chcąc nie chcąc powoli
stajesz się jednym z nich
Powiedz głupcowi
że życie to coś innego
niż wygoda
że to nieustanna walka
tym pełniejsza im trudniejsza
że radość
wiąże się z wysiłkiem
miłość z cnotą
prawda z oczywistością
smutek z prawdą
że jeśli pyta o człowieka
musi pytać o tajemnicę
że jeśli patrzy na siebie
nie zobaczy nic
jeśli odsunie na bok duszę
---------------------
ocal mnie Panie!
Jiří Kolář
24 kwietnia 2012
wyznania maszyny czytającej. . .
Ja, Numer Trzy Plus Cztery Dzielone Przez Siedem,
słynę z rozległej lingwistycznej wiedzy.
Zdążyłem już rozpoznać tysiące języków,
jakimi w swoich dziejach
posługiwali się wymarli ludzie.
Wszystko, co zapisali swoimi znakami,
mimo że przywalone warstwami katastrof,
wydobywam, odtwarzam
w pierwotnej postaci.
To nie przechwałki —
czytam nawet lawę
i kartkuję popioły.
Objaśniam na ekranie każdą wzmiankowaną rzecz,
kiedy ją wykonano,
i z czego, i po co.
A już zupełnie z własnego rozpędu
badam niektóre listy
i poprawiam w nich błędy ortograficzne.
Przyznaję — pewne słowa
sprawiają mi trudność.
Na przykład stanów zwanych “uczuciami”
nie potrafię jak dotąd wytłumaczyć ściśle.
Podobnie z “duszą”, wyrazem dziwacznym.
Ustaliłem na razie, że to rodzaj mgły,
rzekomo od śmiertelnych organizmów trwalszy.
Jednak największy kłopot mam ze słowem “jestem”.
Wygląda to na czynność pospolitą,
uprawianą powszechnie, ale nie zbiorowo,
w praczasie teraźniejszym,
w trybie niedokonanym,
choć, jak wiadomo, dawno dokonanym.
Tylko czy to wystarcza jako definicja?
Mam na łączach burczenie i śrubek zgrzytanie.
Mój guzik do Centrali kopci zamiast świecić.
Poproszę chyba o braterską pomoc
kumpla Dwie Piąte Zera Łamane Przez Pół.
To wprawdzie znany wariat,
ale ma pomysły.
Wisława Szymborska (z tomu Wystarczy, 2012)
słynę z rozległej lingwistycznej wiedzy.
Zdążyłem już rozpoznać tysiące języków,
jakimi w swoich dziejach
posługiwali się wymarli ludzie.
Wszystko, co zapisali swoimi znakami,
mimo że przywalone warstwami katastrof,
wydobywam, odtwarzam
w pierwotnej postaci.
To nie przechwałki —
czytam nawet lawę
i kartkuję popioły.
Objaśniam na ekranie każdą wzmiankowaną rzecz,
kiedy ją wykonano,
i z czego, i po co.
A już zupełnie z własnego rozpędu
badam niektóre listy
i poprawiam w nich błędy ortograficzne.
Przyznaję — pewne słowa
sprawiają mi trudność.
Na przykład stanów zwanych “uczuciami”
nie potrafię jak dotąd wytłumaczyć ściśle.
Podobnie z “duszą”, wyrazem dziwacznym.
Ustaliłem na razie, że to rodzaj mgły,
rzekomo od śmiertelnych organizmów trwalszy.
Jednak największy kłopot mam ze słowem “jestem”.
Wygląda to na czynność pospolitą,
uprawianą powszechnie, ale nie zbiorowo,
w praczasie teraźniejszym,
w trybie niedokonanym,
choć, jak wiadomo, dawno dokonanym.
Tylko czy to wystarcza jako definicja?
Mam na łączach burczenie i śrubek zgrzytanie.
Mój guzik do Centrali kopci zamiast świecić.
Poproszę chyba o braterską pomoc
kumpla Dwie Piąte Zera Łamane Przez Pół.
To wprawdzie znany wariat,
ale ma pomysły.
Wisława Szymborska (z tomu Wystarczy, 2012)
Subskrybuj:
Posty (Atom)