07 września 2013

tylko pełne wykorzystanie własnych możliwości może ocalić czyjąś indywidualność. . .

Skoro więc już futboliści i konie mogą być genialnymi i tylko pełne wykorzystanie własnych możliwości może ocalić czyjąś indywidualność, Ulrich postanowił wziąć sobie od swego życia roczny urlop, aby szuka odpowiedniego zastosowania dla swoich zdolności.

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

sprawność i znaczenie da się bezbłędnie wymierzyć. . .

Ponadto koń i bokser górują nad wielkim umysłami tym, że ich sprawność i znaczenie da się bezbłędnie wymierzyć, tak że najlepszy spośród nich zostaje rzeczywiście uznany za najlepszego, i w ten sposób sport i rzeczywistość słusznie doczekały się swej kolei, odsuwając w cień przestarzałe pojęcia genialności i wielkości humanistycznej.

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

jakość czynników zależy od danych warunków historycznych, a jakość człowieka od psychotechnicznej zręczności. . .

Kogo może jeszcze interesować tocząca się od tysiąca lat gadanina o ty, co dobre, a co złe, skoro się okazuje, ze nie są to żadne "wartości stałe". ale jedynie "funkcjonalne", tak że jakość czynników zależy od danych warunków historycznych, a jakość człowieka od psychotechnicznej zręczności, z jaką wykorzystuje się jego zalety!

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

uczucie... posługiwać rozumem. . .

Uczucie ludzkie nie nauczyło się jeszcze posługiwać rozumem i pomiędzy jednym a drugim istnieje różnica rozwoju niemal równie wielka jak pomiędzy ślepą kiszką a korą mózgową.

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

geniuszu uważano za łobuzów. . .

Zresztą w Cekanii geniuszy uważano za łobuzów, ale też nigdy, jak zdarzało się to gdzie indziej, nie uważano pierwszego lepszego łobuza za geniusza.

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

dla uzyskania szczęścia. . .

Cele są wytyczone na krótką metę, ale i życie jest krótkie.  W ten sposób wydobywa się z niego maksimum osiągnięć i niczego ponadto człowiek do szczęścia nie potrzebuje, gdyż to, co się osiąga kształtuje duszę, podczas gdy nie spełnione pragnienia ją wypacają. Dla uzyskania szczęścia nie jest ważne, czego się pranie, ale czy się to osiąga.
(...)
Wysiąść! Wyskoczyć! Tęsknimy za tym, by ktoś nas zatrzymał, by to się już dalej nie rozwijało, stanęło w miejscu i wróciło do punktu przed rozgałęzieniem, gnie zjechaliśmy na fałszywy tor.

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

sport jest brutalny.. . .

- Zapewne - przytakną pośpiesznie Ulrich. - Sport jest brutalny. Można nawet powiedzieć, że jest to osad rozproszkowanej powszechnej nienawiści(...)

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

teologia zaś czymś, o czym się nie wie. . .

Może było to nawet i ciekawe, jako że sport jest czymś bardzo współczesnym, teologia zaś czymś, o czym się nic nie wie(...)

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

twoja dupa wprawia mnie w istny zachwyt!. . .

Ten człowiek, chociaż chciał być z nią sam na sam, nie potrafił jej nawet powiedzieć: "Jezus Maria, Leona! Ta twoja dupa wprawia mnie w istny zachwyt!", oblizując z apetytem swój wąsik, kiedy na nią patrzył, jak to czynili zwykle inni jej adoratorzy.

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

pewnego dnia poczuje się człowiekiem pozbawionym właściwości. . .

A ponieważ posiadanie cech zakłada już z góry pewną radość z tego, że one w ogóle istnieją, pozwala to przewidzieć, że komuś kto nawet wobec siebie samego nie ma poczucia tego, co rzeczywiste, może się przytrafić, iż pewnego dnia poczuje się człowiekiem pozbawionym właściwości.

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

u przeciętnego mieszkańca miast. . .

"Z tego można wyciągnąć dwa wnioski - rzekł do siebie. - Wydajność mięśni u przeciętnego mieszkańca miast, który przez cały dzień spokojnie chodzi za własnymi sprawami, jest bez porównania większa niż u atlety, który raz na dzień podnosi olbrzymi ciężar. Zostało to fizjologicznie stwierdzone i dlatego drobne, powszednie wysiłki zsumowane w skali całego społeczeństwa, właśnie dzięki tej swojej zdolności sumowania się, wnoszą w nasz świat o wiele więcej energii niż wielkie czyny bohaterów. Bam heroiczny wyczyn wydaje się wręcz znikomy, jak ziarnko piasku położone na szczycie góry w złudnym przeświadczeniu, że ono coś znaczy".

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

okropny wypadek zaszeregować jako problem czysto techniczny. . .

Prawdopodobnie słyszała już kiedyś o hamulcach, ale nie wiedziała, co to znaczy, i właściwie wcale ją to nie interesowało. Wystarczyło, że w taki sposób można ten okropny wypadek zaszeregować jako problem czysto techniczny, który jej bezpośrednio nie dotyczył.

Robert Musil 
(fragment powieści awangardowej Człowiek bez właściwości, 1942)
   
   
   

opuszczony. . .

Wrony krakać poczęły,
furkocząc skrzydłami ciągną nad miasto:
zaraz zacznie się śnieg, -
temu dobrze, co teraz Heimat ma!

Oto stanąłeś skostniały,
za siebie patrzysz, ach, jak dawno już!
Czemuś tak, głupcze
przed zimą wypuścił się w świat?

Świat - brama
do pustyń tysiąca niema i chłodna!
Kto ją raz zgubił,
coś ty zgubił, nie odnajdzie się.

Teraz blady stanąłeś,
na tułaczkę zimową skazany,
podobny do dymu,
wciąż do zimnych nieb szukając dróg.

Leć, ptaku, skrzecz
twą pieśń pustynnej nuty! -
Skryj głupcze,
serce krwawiące w lodzie i kpinie!

Wrony krakać poczęły
furkocząc skrzydłami ciągną nad miasto:
zaraz zacznie się śnieg, -
temu biada, co Heimatu nie ma!

                                         Friedrich Nietzsche
   
   
   

miliardy i jeszcze ciągle nowe się rodzą. . .

Każdy w sobie nosi te miliardy gwiazd, gasnących powoli jedna po drugiej, zjadanych przez troski, choroby, nieszczęścia i kataklizmy, ale dużo ich – gwiazd, niezliczenie, miliardy i jeszcze ciągle nowe się rodzą, i może to jest to właśnie, co trzyma nas. Może to jest to, ten ciężki cud, za sprawą którego udaje się jednak wyleźć z mroków jamy na powierzchnię, i żyje się dalej. Świeci się dalej.

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

do kogo, jakim słowami. . .

Kto modlił się, do kogo, jakim słowami, czy mógłby też pomodlić się za nas?

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

06 września 2013

skończył się czas na kobiety. . .

(...)aluminium teraz robi karierę, kobiety już nie, skończył się czas na kobiety(...)

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

tu brałyśmy lekcje życia. . .

Słońce świeciło. Siedzieliśmy i paliliśmy papierosa na naszej ławce, na której, zapomniałem przez gapiostwo powiedzieć, wypisany był długopisem pamiątkowy napis: "Tu brałyśmy lekcje życia - Jadźka i Bronka". Dla czystej bezinteresownej informacji albo gdyby się ktoś pytał, to melduję, że nie z nami brały Jadźka i Bronka na tej ławce lekcje życia. Czyichś zasług nie będziemy sobie przypisywać.

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

dla nas nie ma ratunku, ale my nie zginiemy. . .

Która była godzina. To jest nieważne. Była godzina G. Zawsze jest godzina G. Ginąca gigantyczna godzina. Gorączkowo grasująca. Galopująca w gardle. Gruchocąca grdykę. I tak dalej. Alemy się nie damy. Dla nas nie ma ratunku, ale my nie zginiemy(...)

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

oczy ma suche, twarz nieruchomą, a on płacze. . .

(...) czułem, jakby mi łzy ściekały po wewnętrznych ściankach gardła i piersi, jak wilgoć po ściankach jaskini. O, niewidoczny, podskośny płacz. Oto patrzysz na kogoś, oczy ma suche, twarz nieruchomą, a on płacze. Szloch nim wstrząsa, choć nie drga mu brew.

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

cokolwiek powiecie, to i tak nie będzie to. . .

Niech mnie nikt nie rusza, mówię. Ty, i ty, i ty, i pan, i pani, i pan: czy można prosić was? Nie ruszajcie mnie. Nie mówcie o mnie. Ni źle, ni dobrze, ni w ogóle, ni mimochodem. Bo cokolwiek powiecie, to i tak nie będzie to. Pomińcie, proszę, mnie milczeniem. A najlepiej zapomnijcie. Szczęście z wami, cicho ze mną.

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

wstajemy?. . .

- Cześć - usłyszałem.
- Cześć, Witek. Dawno nie śpisz?
- Niedawno. Wstajemy?
- Wstajemy. Zjemy coś i przejdziemy się gdzieś.
- Tak trzeba. Wiedeńscy lekarze o tym mówią.
- Aha. A o czym?
- Że ruch jest korzystny.

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

nigdy nie da nam sen tylu sił, żeby starczyło nam ich na jawę. . .

Witek odwrócony do mnie plecami, nie wiem, czy spał, czy też leżał przebudzony, na boku, z otwartymi oczami. Na razie nie chciałem go pytać, cicho oczywiście, tak żeby go nie przebudzić, w razie gdyby spał. Jeśli śpi, niech śpi. Wczoraj, jak każdego dnia, straciliśmy dużo sił, a ze snu podobno rodzą się siły nowe. Niech więc wtedy obudzi się Witek, kiedy trochę nazbiera mu się, kiedy narodzi mu się nowych sił. (...)ale mówię "trochę", bowiem, że nigdy nie da nam sen tylu sił, żeby starczyło nam ich na jawę. Sennych sił starcza zaledwie na parę godzin. Inaczej mówiąc: gdzieś do południa. Trochę sił daje chleb i woda. Do chleba smalec, do wody listek herbaty. Ale to wszystko mało. Starcza tych sił na parę godzin. Inaczej mówiąc: gdzieś do czwartej po południu. To skąd bierzemy siły, żeby żyć na jawie, żeby się jawić do północy i często dalej, do nocnego popołudnia, i często dalej, do białego ranka?

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

po gęstości, barwie i zapachu ciemności. . .

Kiedy obudziłem się, miarkując po smugach światła przebijających przez dziury w dachu i przez szczyt od południowo-wschodniej, mogło być około ósmej rano. Określanie godziny po nachyleniu konta promieni czy w ogóle po światłości dnia i określanie nocnej godziny już nie po gwiazdach, ale po gęstości, barwie i zapachu ciemności - należało do zakresu tej gałęzi nauki, którą zawsze ceniłem(...)

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

żeby śmierci, tej zwyczajnej wariatce, nic nie zostawić w spadku. . .

Tak to my z Witkiem żywi byliśmy. Tak to my czuliśmy i dźwigaliśmy wstrząsający ciężar najbłahszej chwili, że to jest wprost niewiarygodne, tak żyć w ciągłym nieustannym napięciu. Ale tak my żyliśmy. I nie pomyślałem przedtem o tym, ale wiedząc, co nas czeka, to znaczy to, że przestanie bić nam serce, tylko tak mogliśmy się uratować. Życiem bez reszty. Wypalić się do końca, od spodu, żeby śmierci, tej zwyczajnej wariatce, nic nie zostawić w spadku, niech odziedziczy po nas popiół wygasły i niech go sobie rozdmucha, jeśli chce, na siedem stron, i niech ma przy tym iluzję, że nie jest bezrobotna.

Edward Stachura (fragment powieści Cała Jaskrawość, 1969)
   
   
   

05 września 2013

liście winnej latorośli rysowały się cieniami na piasku. . .

Nazajutrz Karol usiadł na ławce w altanie. Przez drewnianą kratkę przenikało światło; liście winnej latorośli rysowały się cieniami na piasku, pachniał jaśmin, niebo było niebieskie, kantarydy brzęczały wokół kwitnących lilii i Karol dławił się jak młodzieniec od tych niejasnych tchnień miłosnych wzbierających w tym jego zbolałym sercu.

Gustave Flaubert 
(fragment powieści realistyczno-psychologicznej Pani Bovary, 1857)