Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert Zbigniew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert Zbigniew. Pokaż wszystkie posty

29 października 2022

szeptem. . .

pozdrowienie zamkniętym powiekom
pokłon ciału gorzkiemu we śnie

i oddechom skrzypiącym jak żuraw
krwi czuwającej

przebaczenie głowie
która nieświadoma bluźnierstwa usnęła na moim ramieniu

    a to Ty
    Tyś jest gniazdo i cierń

    bez Ciebie
    sen pełen kamieni
    muł w gardle
    gruda ziemi na oczy

    przyjm głowę która nieświadoma usnęła na moim ramieniu

    daj wejść

    po liniach opuszczonych
    po zatrzymanych ruchach
    z małej kotliny powietrza
    z której powstali zmarli

                                            Zbigniew Herbert 
                                            (z tomu Utwory rozproszone / Rekonesans 2 / 1951-1955, 2017)
   
   
   

20 sierpnia 2017

po krużgankach elsinoru. . .

   W brudnych pończochach opuszczonych do kostek błąka się książę po krużgankach Elsinoru, z otwartą książką, bezsilnym sztyletem, więdnącym kwiatem.
   - Patrzcie, idzie biedak. Czyta.
   Ukryci za kolumną słyszą stłumione westchnienia i pomieszane słowa. Widzą, przesuwającą się chwiejnym krokiem postać księcia, który wlecze za sobą z wysiłkiem cień. Widzą także czarny płaszcz zsuwający się z ramion. Biada tym, którzy nie widzą nic więcej, którym płaszcz i cień przesłoniły człowieka.

Zbigniew Herbert (z tomu posth. Mistrz z Delft, 2008)
   
   
   

obłąkana ofelia ... obłąkany hamlet ... pewna normalność nie do przyjęcia. . .

Prawdziwie obłąkana Ofelia i nieprawdziwie obłąkany Hamlet wyrażają wielostronny bunt poety przeciwko zwyczajności świata. Istnieje bowiem pewna normalność nie do przyjęcia, normalność podła, wygodna, uległa wobec rzeczywistości, łatwo zapominająca. Jest ona powszechna dlatego, że jakieś prawo ekonomii wewnętrznej nie pozwala nam przeżyć rzeczywistości do końca, do dna, do najgłębszych odczuć i znaczeń. Ten sam instynkt zachowawczy w dziedzinie intelektualnej chroni nas przed zbytnią dociekliwością, przed ostatecznym dlaczego i po co. Hamlet jest zaprzeczeniem tej postawy.

Zbigniew Herbert (z tomu posth. Mistrz z Delft, 2008)
   
   
   

to myślenie, które przeoruje całego człowieka. . .

Dlatego monologi księcia, w których dramatyzacja myśli dochodzi do szczytu, są równie pasjonujące, jeśli nie ciekawsze niż akcja. Są tak subtelnie utkane z materii myśli, że słuchać ich można z zamkniętymi oczyma, i to z żalem, że są wypowiadane. Jeśli płytki ślad w świadomości, jaki powstaje przy recytowaniu wyuczonego wiersza albo czytaniu obcego tekstu, można nazwać "myślą myślaną", to myślenie, które przeoruje całego człowieka, które angażuje go w ten proces bez reszty, z całym poczuciem odpowiedzialności i ryzyka, aż do granic zakwestionowania samego siebie - to myślenie określić można za filozofem współczesnym jako "myśl myślącą", pełną i integralnie związaną z podmiotem. Ta bohaterska forma intelektualnego przeżywania rzeczywistości, mimo falowań, uniesień i upadków, nie ma nic wspólnego z nastrojowością, odróżnia się od niej głębią i prawdziwością.

Zbigniew Herbert (z tomu posth. Mistrz z Delft, 2008)
   
   
   

11 maja 2017

ze szczytu schodów. . .

Oczywiście
ci którzy stoją na szczycie schodów
oni wiedzą
oni wiedzą wszystko

co innego my
sprzątacze placów
zakładnicy lepszej przyszłości
którym ci ze szczytu schodów
ukazują się rzadko
zawsze z palcem na ustach

jesteśmy cierpliwi
żony nasze cerują niedzielną koszulę
rozmawiamy o racjach żywności
o piłce nożnej cenie butów
a w sobotę przechylamy głowę w tył
i pijemy

nie jesteśmy z tych
co zaciskają pięści
potrząsają łańcuchami
mówią i pytają
namawiają do buntu
rozgorączkowani
wciąż mówią i pytają

oto ich bajka -
rzucimy się na schody
i zdobędziemy je szturmem
będą się toczyć po schodach
głowy tych którzy stali na szczycie
i wreszcie zobaczymy
co widać z tych wysokości
jaką przyszłość
jaką pustkę

nie pragniemy widoku
toczących się głów
wiemy jak łatwo odrastają głowy
i zawsze na szczycie zostaje
jeden albo trzech
a na dole aż czarno od mioteł i łopat

czasem nam się marzy
że ci ze szczytu schodów
zejdą nisko
to znaczy do nas
gdy nad gazetą żujemy chleb
i rzekną

                     -a teraz pomówmy
                     jak człowiek z człowiekiem
                     to nie jest prawda co wykrzykują afisze
                     prawdę nosimy w zaciśniętych ustach
                     okrutna jest i nazbyt ciężka
                     więc dźwigamy ją sami
                     nie jesteśmy szczęśliwi
                     chętnie zostalibyśmy
                     tutaj

to są oczywiście marzenia
mogą się spełnić
albo nie spełnić
więc dalej
będziemy uprawiali
nasz kwadrat ziemi
nasz kwadrat kamienia

z lekką głową
papierosem za uchem
i bez kropli nadziei w sercu

1956
                                                                   
                                                    Zbigniew Herbert
                                                    (z tomu Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze, 1983)
 
 
   

19 września 2015

wariatka. . .

   Jej pałające spojrzenie trzyma mnie mocno jak w objęciach. Mówi słowa pomieszane ze snami. Zaprasza. Będziesz szczęśliwy, jeśli uwierzysz i zaczepisz swój wózek o gwiazdę. Jest łagodna, kiedy karmi piersią obłoki, ale gdy opuści ją spokój, biegnie nad morze i wyrzuca ramiona w niebo.
   W jej oczach widzę, jak u moich ramion stoją dwaj aniołowie: blady, złośliwy anioł Ironii i potężny, miłujący anioł Schizofrenii.

Zbigniew Herbert (z tomu Hermes pies i gwiazda, 1957)
   
   
   

12 września 2015

epizod z saint-benoît. . .

w starym opactwie nad Loarą
(wszystkie soki z drzew spłynęły tą rzeką)
przed wejściem do bazyliki
(nie jest to nartex ale kamienna alegoria)
na jednym z kapitelów
nagi Max Jacob
którego wydzierają sobie
szatan i czteroskrzydły archangelus

wynik tych zapasów
nie został ogłoszony
jeśli nie wziąć pod uwagę
sąsiedniego kapitelu

szatan trzyma mocno
oderwaną rękę Jacoba
pozwalając reszcie
wykrwawić się między
czterema niewidocznymi skrzydłami

                                Zbigniew Herbert (z tomu Napis, 1962)
  
  
  

21 lipca 2015

objawienie. . .

dwa może trzy razy
byłem pewny
że dotknę istoty rzeczy
i będę wiedział

tkanka mojej formuły
z aluzji jak w Fedomie
miała także ścisłość
równania Heisenberga

siedziałem nieruchomo
z załzawionymi oczami
czułem jak stos pacierzowy
wypełnia trzeźwa pewność

ziemia stanęła
niebo stanęło
moja nieruchomość
była prawie doskonała

zadzwonił listonosz
musiałem wylać brudną wodę
nastawić herbatę

Sziwa podniósł palec
sprzęty nieba i ziemi
zaczęły znowu wirować

wróciłem do pokoju
gdzież ten pokój doskonały
idea szklanki
rozlewała się na stole

usiadłem nieruchomo
z załzawionymi oczami
wypełnionymi pustką
to znaczy pożądaniem

jeśli zdarzy mi się to raz jeszcze
nie ruszy mnie ani dzwonek listonosza
ani wrzask aniołów

będę siedział
nieruchomy
zapatrzony
w serce rzeczy

martwą gwiazdę

czarną kroplę nieskończoności

                                 Zbigniew Herbert (z tomu Studium przedmiotu, 1962)
  
  
  

29 kwietnia 2015

pan cogito rozmyśla o cierpieniu. . .

Wszystkie próby oddalenia
tak zwanego kielicha goryczy -
przez refleksję
opętańczą akcję na rzecz bezdomnych kotów
głęboki oddech
religię -
zawiodły

należy zgodzić się
pochylić łagodnie głowę
nie załamywać rąk
posługiwać się cierpieniem w miarę łagodnie
jak protezą
bez fałszywego wstydu
ale także bez pychy

nie wywijać kikutem
nad głowami innych
nie stukać białą laską
w okna sytych

pić wyciąg gorzkich ziół
ale nie do dna
zostawić przezornie
parę łyków na przyszłość

przyjąć
ale równocześnie
wyodrębnić w sobie
i jeśli to możliwe
stworzyć z materii cierpienia
rzecz albo osobę

grać
z nim
oczywiście
grać

bawić się z nim
bardzo ostrożnie
jak z chorym dzieckiem
wymuszając na końcu
głupimi sztuczkami
nikły
uśmiech

                            Zbigniew Herbert (z tomu Pan Cogito, 1974)
 
 
 

09 listopada 2014

z nienapisanej teorii snów. . .

                                                              Pamięci Jeana Améry
I
Oprawcy śpią spokojnie sny mają różowe
poczciwi ludobójcy którym już wybaczyła
krótka ludzka pamięć - obcy i plemieńcy

łagodny wiatr obraca kartki rodzinnych albumów
okna domu otwarte na sierpień cień jabłoni w kwiatach
pod którą się zgromadził zacny ród
bryczka dziadka wyprawa do kościoła
pierwsza komunia pierwszy uścisk matki
ognisko na polanie i niebo gwiaździste
bez znaków i tajemnic bez apokalipsy
więc śpią spokojnie sny mają pożywne
pełne jadła napojów tłustych ciał kobiecych
z którymi gry miłosne w gąszczach zagajników
a nad tym wszystkim płynie głos niezapomniany
głos czysty jak źródło niewinny jak echo
o chłopcu który spotkał różę na łące pośród wrzosów

dzwon pamięci nie budzi widm ani koszmarów
dzwon pamięci powtarza wielkie odpuszczenie

budzą się wcześnie rano pełni woli mocy
starannie golą kupieckie policzki
resztę włosów układają jak wieniec laurowy
pod wodą zapomnienia która zmywa wszystko
namydlają swe ciało mydłem marki Macbeth

2
Dlaczego sen - schronienie wszystkich ludzi
odmawia swojej łaski ofiarom przemocy
dlaczego w nocy krwawią wśród czystej pościeli
i wchodzą w swoje łóżka jak do sali tortur
jak do celi śmierci jak w cień szubienicy
przecież i oni mieli matkę i widzieli
las polanę niebo jabłoń w kwiatach różę
kto wygnał to wszystko z zakamarków duszy
oni także przeżyli chwile szczęścia więc dlaczego

ich wycie budzi w nocy niewinnych domowników
i zrywają się raz jeszcze do szalonej ucieczki
tłukąc głową o ścianę a potem już nie śpią

wpatrzeni tępo w zegar który niczego nie zmieni

dzwon pamięci powtarza wielkie przerażenie
dzwon pamięci bije niezmiennie na trwogę

zaiste ciężko wyznać oprawcy odnieśli zwycięstwo
ofiary na całą wieczność życia są już pokonane

więc muszą sami ułożyć się z tą karą bez winy
z blizną wstydu odciskiem palców na policzku
podłą wolą przeżycia pokusą wybaczenia

a opowieść o piekle budzi już słuszny niesmak

nie ma już teraz miejsca gdzie by zanieść skargę
niepojęte wyroki feruje trybunał snów

                                                                       Zbigniew Herbert (z wierszy rozproszonych)
     
 
 
 

25 października 2014

szwaczka. . .

Od rana pada deszcz. Będzie pogrzeb tej z naprzeciwka Szwaczki.
Marzyła o ślubnym pierścionku, a umarła z naparstkiem na palcu.
Wszyscy się z tego śmieją. Poczciwy deszcz ceruje niebo z ziemią.
Ale z tego też nic nie będzie.

                                                                                                Zbigniew Herbert
 
 
 

23 sierpnia 2014

owoce światła. . .

Mądra zasada Goethego: „Wer den Dichter will uerstehen, muss in Dichters Lande gehen" __ tłumaczy się w dziedzinie malarstwa w ten sposób: obrazy jako owoce światła należy oglądać pod słońcem ojczyzny artysty.

Zbigniew Herbert (ze zbioru szkiców Barbarzyńca w ogrodzie, 1962)
   
   
   

20 sierpnia 2014

przeniesiona zostaje z łóżkiem na pośpiesznie zmontowany stos. . .

Otóż 4 sierpnia 1235 roku po uroczystej mszy biskupowi Tuluzy Rajmundowi du Fauga doniesiono, że w pobliskim domu umierająca staruszka otrzymała consolamentum. Biskup w towarzystwie duchownych udaje się do pokoju konającej damy, która nie zdając sobie sprawy z tego, co się dzieje, i przekonana o tym, że odwiedza ją biskup katarów, czyni wyznanie wiary. Wezwana nagle do nawrócenia się na katolicyzm — odmawia, po czym przeniesiona zostaje z łóżkiem na pośpiesznie zmontowany stos i spalona. Dokonawszy tego biskup i jego świta wraca do refektarza, „gdzie z radością spożyli, co zostało podane, zanosząc dziękczynienie do Boga i świętego Dominika".

Zbigniew Herbert (ze zbioru szkiców Barbarzyńca w ogrodzie, 1962)
   
   
   

cum ingenio gaudio. . .

Wojna coraz bardziej zbliża się do księstwa Tuluzy i hrabstwa Foix. Zgodnie z planem metodycznego podboju krzyżowcy oblegają Lavaur. Broni go Aimery de Montreal, dawny sprzymierzeniec Montforta, syn Blanche de Laurac, znanej „doskonałej". Dama słynna jest z przywiązania do Kościoła katarów i dzieł miłosierdzia. Po bohaterskiej walce, trwającej przeszło dwa miesiące, padają mury Lavaur. Obrońca i osiemdziesięciu rycerzy zostają powieszeni. Szubienica ustawiona w pośpiechu nie wytrzymuje ciężaru i wielu skazanych trzeba było po prostu dorzynać. Kasztelanka Lavaur zostaje wrzucona do studni i ukamienowana. Gigantyczny stos, największy w czasie tej wojny, pochłania czterystu albigensów, którzy wstępują w płomienie śpiewając „cum ingenio gaudio".

Zbigniew Herbert (ze zbioru szkiców Barbarzyńca w ogrodzie, 1962)
   
   
   

zabijajcie wszystkich. . .

Arnaud Amaury, legat papieski, gdy mu w czasie walk zwrócono uwagę, że w liczbie masakrowanych znajdują się na pewno także katolicy, miał odpowiedzieć: „Zabijajcie wszystkich, a Bóg rozpozna swoich".

Zbigniew Herbert (ze zbioru szkiców Barbarzyńca w ogrodzie, 1962)
   
   
   

w rytuale katarów. . .

   Uroczystość odbywała się w domu prywatnym. Ściany bez ozdób, malowane były wapnem, parę prostych sprzętów, stół nakryty śnieżnobiałym obrusem. Ewangelia i zapalone świece. Kandydat na „doskonałego" wyrzekał się wiary katolickiej, zobowiązywał się nie jeść mięsa ani innych pokarmów pochodzenia zwierzęcego, nie zabijać,nie przysięgać, wyrzekał się także wszelkich związków cielesnych. Dobra oddawał Kościołowi katarów. Odtąd całkowicie poświęcał się pracy apostolskiej i czynom miłosiernym, zwłaszcza niesieniu pomocy chorym, co jest pewnym rysem paradoksalnym u ludzi, którzy gardzili ciałem. Ślubował też uroczyście nie zaprzeć się nowej wiary i historia przekazała tylko trzy nazwiska „doskonałych", których przeraził ogień stosu.
   W rytuale katarów nie znajdujemy żadnych rysów magii, inicjacji czy gnostycyzmu.

Zbigniew Herbert (ze zbioru szkiców Barbarzyńca w ogrodzie, 1962)
   
   
   

podkreślały związek służebny. . .

Dochodzą jeszcze do tego wynagrodzenia w naturze — ubiory. Z początku miały one znaczenie czegoś w rodzaju liberii, a więc podkreślały związek służebny. Ale kiedy dowiadujemy się, że w roku 1255 John Gloucester dostaje okrycie na futrze, jakie nosiła zwykle szlachta, jest to już wyraźny znak nobilitacji.

Zbigniew Herbert (ze zbioru szkiców Barbarzyńca w ogrodzie, 1962)
   
   
   

sine scientia nihil. . .

Architekt francuski, Jean Mignot, krytykuje gwałtownie architektów włoskich i wypowiada klasyczny aforyzm: Ars sine scientia nihil est [sztuka bez wiedzy niczym jest]. Ale owa scientia leżała w krainie empirii, skoro żadna ze spierających się stron nie potrafiła przeprowadzić naukowego dowodu bronionych przez siebie stanowisk.

Zbigniew Herbert (ze zbioru szkiców Barbarzyńca w ogrodzie, 1962)
   
   
   

unam bonam. . .

Mediolańczycy w roku 1397 nabyli od papieża za 500 florenów „unam bonam indulgentiam" [dobry odpust].

Zbigniew Herbert (ze zbioru szkiców Barbarzyńca w ogrodzie, 1962)
   
   
   

zatapia się oczy w żywych rubinach i kontempluje się jak chińskie morze. . .

Teraz patrzy na mnie zza lady, co będę robił z tym cennym trunkiem.
   Należy nachylić szklankę, aby zobaczyć, jak płyn spływa po szkle, czy nie zostawia śladów. Następnie podnosi sieją do oczu i,jak mówi pewien francuski smakosz, zatapia się oczy w żywych rubinach i kontempluje się jak chińskie morze pełne korali i alg. Trzeci gest — zbliżyć brzeg szklanki do dolnej wargi i wdychać zapach mammola — bukietu fiołków oznajmiających nozdrzom, że chianti jest dobre. Zaciągnąć się tym aż do dna płuc tak, żeby mieć w sobie woń dojrzałych winogron i ziemi. Wreszcie — ale unikając barbarzyńskiego pośpiechu — wziąć w usta mały łyk 1 językiem rozetrzeć ciemny, zamszowy smak na podniebieniu.

Zbigniew Herbert (ze zbioru szkiców Barbarzyńca w ogrodzie, 1962)