Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zola Émile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zola Émile. Pokaż wszystkie posty

24 maja 2014

dźwiękiem ciężarna była ziemia... wzrastała czarna armia mścicieli. . .

   Uparte uderzenia kilofów głęboko pod ziemią nie ustawały, koledzy towarzyszyli jego krokom. Czy to nie Maheudka pracowała pod tym polem buraków, zgięta we dwoje? Słyszał jej chrapliwy oddech, któremu wtórowało sapanie wentylatora. Na lewo, na prawo, przed sobą, pod zbożem, pod żywopłotami, pod kępami młodych drzew dostrzegał innych. Kwietniowe słońce ogrzewało płodną ziemię. Z jej łona tryskało życie, pączki rozwierały się w zielone liście, pola drżały pod naporem kiełkujących traw. Wszędzie naokół nabrzmiałe ziarna spragnione ciepła i światła wydobywały się na powierzchnię, płynęły bujne soki, szmer dobywających się kiełków był głosem pocałunku. Wciąż i wciąż, coraz to wyraźniej, jak gdyby przybliżali się do powierzchni, towarzysze uderzali kilofami. Tym to właśnie dźwiękiem ciężarna była ziemia owego młodzieńczego ranka w pałających promieniach słońca. Wzrastała czarna armia mścicieli, w głębokich bruzdach kiełkował wolno posiew, aby rozerwawszy skorupę ziemi przynieść plon w nadchodzącym stuleciu.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

świadomość nędzy całych pokoleń. . .

   Nagle poczuł wstrząs. Rozległy się jakieś głosy, odłamki skał potoczyły się aż do jego stóp. Kiedy zobaczył lampę, rozpłakał się. Mrugając oczami wodził za nią wzrokiem i nie mógł się dość napatrzeć, rozradowany widokiem tego czerwonego punkcika ledwo znaczącego się w ciemności. Koledzy podnieśli go i wleli mu pomiędzy zaciśnięte zęby parę łyżeczek bulionu. Dopiero w chodniku Requillart poznał jedną z postaci, inżyniera Négrela stojącego nad nim; i ci dwaj ludzie, którzy pogardzali sobą nawzajem, zbuntowany robotnik i sceptyczny kierownik, rzucili się sobie na szyję łkając głośno. Ten wstrząs wyzwolił wszystko, co było w nich ludzkiego; bezmierny smutek, świadomość nędzy całych pokoleń i nadmiaru boleści, jaki może zaciążyć nad życiem.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

szedł w nieznane, ku nowym zagładom. . .

Wówczas na chwiejącej się hałdzie Suwarin powstał. Poznał Maheudkę i Zachariasza łkających w obliczu tej katastrofy, której ciężar zawisł nad głowami nieszczęśników pozostałych w głębi. Rzucił ostatniego papierosa i oddalił się w ciemności nie oglądając się za siebie. Jego cień zmniejszał się coraz bardziej, aż wreszcie stopił w jedno z mrokiem.. Spokojny jak zawsze Suwarin szedł w nieznane, ku nowym zagładom, wszędzie tam, gdzie jest dynamit, aby wysadzać w powietrze miasta i ludzi. Jego to niechybnie będzie dzieło, gdy konająca burżuazja usłyszy, jak za każdym jej stąpnięciem wypryskuje do góry bruk ulic.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

23 maja 2014

samotny teraz szedł w nieskończoność. . .

Stefan skierował się w stronę osiedla, a Suwarin zawrócił brzegiem kanału. Samotny teraz szedł w nieskończoność, z opuszczoną głową, tak pogrążony w ciemnościach, że był już tylko jednym z ruchomych cieni nocy. Chwilami zatrzymywał się i łowił dźwięki zegara w oddali. Kiedy wybiła dwunasta, udał się do le Voreux.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

kobietom nie dość było tej zemsty. podobne do wilczyc krążyły wokół niego, węsząc. . .

   Tłum zauważył Maigrata na dachu przybudówki.
(...)
   – Brać kota! Brać kota! Skończyć z nim!
   I nagle rozwarł obie dłonie, stoczył się jak kula, podskoczył na rynnie, odbił się od muru okalającego ogród i upadł na drogę tak nieszczęśliwie, że trafił głową w kamienny narożnik ogrodzenia. Trysnął mózg. Maigrat nie żył. Jego żona, blada i niewyraźna za szybą, patrzyła wciąż.
   (...)
Rzuciły się kobiety pijane żądzą krwi.
   – Więc jest jednak sprawiedliwość na tym świecie! Ach, łajdak, dostał za swoje!
   Otoczyły ciepłe jeszcze zwłoki i lżyły je ze śmiechem, nazywały ohydną mordą jego rozbitą głowę, prosto w twarz śmierci rzucały okrzyki nabrzmiałe urazą długoletniej nędzy.
   – Byłam ci winna sześćdziesiąt franków, masz teraz swoją zapłatę, złodzieju! – krzyczała Maheudka jeszcze bardziej rozjuszona niż inne. – Już mi nie odmówisz kredytu! Poczekaj, poczekaj, niech no cię jeszcze nakarmię!
   Drapała palcami ziemię, nabrała jej pełne garście i wepchnęła mu do ust.
   – Masz, żryj to, żryj!... Przez całe życie nas pożerałeś!
(...)
   Ale kobietom nie dość było tej zemsty. Podobne do wilczyc krążyły wokół niego, węsząc. Szukały jakiejś obelgi, jakiegoś okrucieństwa, które przyniosłoby im ulgę.
   – Uciąć mu ogon jak kotu! – rozległ się ostry głos starej Brûlé.
   – Tak! Tak! Brać kota! Brać kota!... Dosyć już narobił złego, łajdak!
   Mouquette ściągała mu już spodnie; a Lewaczka podniosła nogi. Stara Brûlé rozsunęła obnażone uda i wyschłymi dłońmi chwyciła obumarły członek. Napinając z wysiłkiem chudy grzbiet ciągnęła z całych sił. Zwiotczałe ciało stawiało opór, musiała ponowić swój chwyt i wreszcie podniosła do góry krwawy strzęp wymachując nim i śmiejąc się triumfalnie:
   – Mam go! Mam go!
   Przekleństwa i złorzeczenia powitały to ohydne trofeum.
   – Nie będzie już więcej robił dzieci naszym córkom!
   – Skończyło się, nie będziemy ci już nadstawiać tyłka, żebyś dał nam chleba!
(...)
   Zaniosły się straszliwym śmiechem. Pokazywały sobie skrwawiony ochłap jak złe zwierzę, które każdej z nich robiło krzywdę. Dostały je teraz w swe ręce i zmiażdżyły. Pluły na ciało, powtarzały dławiąc się pogardą:
   – Już nie może, już nie może!... Już nie chłopa zakopią do ziemi! A gnij sobie, boś i tak już do niczego!

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

22 maja 2014

jedynym dobrem jest nie istnieć, a jeśli się już istnieje, to być drzewem, kamieniem. . .

   – Chleba! Chleba! Chleba!
   Rozgniewał się i rzucił z wściekłością w rozgwar tamtych głosów:
   – Chleba! Czyż to wystarczy, głupcy?
   To prawda, on miał pełny żołądek, ale czy mniej przez to cierpiał? Tragedia spustoszonego ogniska domowego, smutek całego życia podpłynął mu do gardła i targał nim jak przedśmiertna czkawka. I cóż z tego, że miał dosyć chleba? Jakimż głupcem trzeba być, aby myśleć, że szczęście leży w posiadaniu bogactw! Ci naiwni marzyciele, rewolucjoniści, mogą sobie zmieść z powierzchni ziemi stare społeczeństwo i zbudować nowe, ale nie dodadzą ludzkości ani łuta szczęścia, nie zmniejszą w niczym jej utrapień przez to, że każdy otrzyma bułkę z masłem. Przeciwnie, rozszerzą jeszcze krąg cierpień, sprawią, że nawet psy zaniosą się pewnego dnia wyciem rozpaczy, wyrwane z beztroskiego zaspokajania swych instynktów po to, żeby dźwigać jarzmo nienasyconej męki wielkich namiętności. Nie, jedynym dobrem jest nie istnieć, a jeśli się już istnieje, to być drzewem, kamieniem – mniej jeszcze: ziarnkiem piasku, które nie może spłynąć krwią pod stopami przechodniów.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

mogli byli usłyszeć. . .

(...) i nikt nie przeczuwał, że z oddali nadciąga burza, że zbliża się tłum, którego kroki mogli byli usłyszeć przyłożywszy ucho do ziemi.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

ogniem, trucizną, sztyletem!. . .

   – Wytłumaczże mi wreszcie – co jest waszym celem?
   – Zniszczyć wszystko... Narody, rządy, własność, Boga, religię...
   – Rozumiem. Ale do czego to was zaprowadzi?
   – Do wspólnoty pierwotnej, bezkształtnej jeszcze, do świata, który powstanie od nowa.
   – W jaki sposób zamierzacie urzeczywistnić wasze zamierzenia? Jakimi środkami? -
   – Ogniem, trucizną, sztyletem! Zabójca to prawdziwy bohater, mściciel ludowy, rewolucjonista czynu a nie słowa. Trzeba, aby szereg wstrząsających zamachów przeraził tych, którzy dzierżą władzę, i obudził lud.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

20 maja 2014

jak już człowiek umiera, to umiera!. . .

   – Żeby to choć była prawda, co mówią księża, że ci, co cierpią biedę na tym świecie, na tamtym będą bogaci!
   Przerwał jej wybuch śmiechu. Nawet dzieci wzruszały ramionami. Wszyscy oni przestali wierzyć i chociaż zachowali tajony lęk przed upiorami, pokpiwali sobie jednak z nieba, które stało się dla nich puste.
   – A jakże, księża! – zawołał Maheu.—Jakby sami wierzyli w to, co mówią, mniej by jedli, a więcej pracowali, żeby zapewnić sobie dobre miejsce na tamtym świecie... Nie, nie, jak już człowiek umiera, to umiera!
(...)
   – Więc rzeczywiście nie ma dla nas żadnego ratunku?
(...)
   – A cóż to znowu za pomysły! – rzekł Stefan. – Czy koniecznie potrzebny wam jest Bóg i niebo, żebyście mogli być szczęśliwi? Czy nie potraficie stworzyć sobie sami szczęścia na ziemi?
   Z zapałem w głosie mówił dalej, otwierał przed nimi nowe horyzonty, rzucał snop światła w ich mroczne życie biedaków. Wieczysta nędza, zwierzęcy wysiłek, los bydląt wyzyskiwanych, mordowanych, wszystko to znikło jakby wymiecione promieniami słońca; sprawiedliwość zstępowała z nieba. Ponieważ Bóg nie istniał, ona miała zapewnić szczęście ludziom, wprowadzić rządy równości, braterstwa. Jak we snach wyrastało nagle nowe społeczeństwo – niezmierzone miasto piękne niby w bajce, w którym każdy obywatel żył ze swej pracy i brał udział we wspólnych radościach. Stary, zgniły świat rozpadł się w gruzy, a młoda ludzkość oczyszczona z dawnych zbrodni tworzyła jedną wielką rzeszę pracowników, którym przyświecała dewiza: każdy według swoich zdolności, każdemu według jego pracy. Marzenie zataczało coraz szersze kręgi, tym piękniejsze i bardziej kuszące, im trudniej osiągalne.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

z właściwym samoukom brakiem metody. . .

Opanowała go żądza wiedzy połączona z właściwym samoukom brakiem metody. (...) Sprowadzał książki, a ich źle przetrawiona treść potęgowała jeszcze jego egzaltację.
(...) 
Stefan powracał stale do tego samego tematu. Im subtelniejsza stawała się jego natura, tym bardziej raziły go warunki życia w kolonii. Jakim prawem stłoczono ich tak jak bydlęta, że nie mogli zmienić koszuli, aby nie pokazać tyłka sąsiadom? Jakiż fatalny wpływ wywierał ten natłok na ich zdrowie i moralność!

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

na suchy chleb i płodzenie dzieci. . .

– Czyż można podnieść płace? Żelazne prawo ustala je na takim poziomie, że wystarczą zaledwie na suchy chleb i płodzenie dzieci... Gdyby spadły niżej, robotnik zdechłby z głodu i popyt na nową siłę roboczą znów by je podniósł. Gdyby zaś wzrosły, nadmierna podaż tej siły natychmiast spowodowałaby ich obniżkę. Jest to równowaga pustych brzuchów, wyrok skazujący na wieczną nędzę.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)
   
   
   

19 maja 2014

pańskie!. . .

   – Więc czyjeż to wszystko?
   Ale Bonnemort dostał nagle tak silnego ataku kaszlu, że nie mógł pochwycić tchu. Kiedy odplunął wreszcie i otarł czarną pianę z warg, odparł wśród wzmagających się podmuchów wiatru:
   – Czyje? A no, nie wiadomo... Pańskie!
   I dłonią wskazał jakiś punkt w ciemności, jakieś odległe, niewidzialne miejsce, zamieszkałe przez tych, dla których rodzina Maheuów od stu lat wydobywała węgiel z głębi ziemi. W jego głosie zabrzmiał zabobonny lęk, jak gdyby mówił o jakimś niedostępnym przybytku, kryjącym w swym wnętrzu syte bóstwo, które pasło się ich krwią, a którego nigdy nie oglądali.

Émile Zola (fragment powieści Germinal, 1885
z cyklu Rougon-Macquartowie)