Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siemion Piotr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siemion Piotr. Pokaż wszystkie posty

25 stycznia 2023

pada raz śnieg, raz sadza. polska to. . .

    Podczas gdy Kluge szamoce się z silnikiem, Dred przemyka na tył autobusu, gdzie na podłodze, uważając na potłuczone szkło, przycupnęła Spinka. Obok niej siedzi miejscowa dziewczyna, jej branka, a z nią niesamowicie umorusany i śmierdzący chłopiec w przydługiej koszulinie w kratę.

    — Cały zoolog sobie nazbierałaś, Spinka — mówi Dred. Nie szukał zaczepki, ale i tak mu się udało. — Jak my mamy walczyć, wlokąc taki tabor, nie wiesz czasem?

    — A mamy walczyć? — pyta Spinka obojętnie. — O co tymrazem?

    — O to, co zawsze. Wolny kraj, zasobny i bez obcych. Kraj, gdzie wysoko nosimy sztandar wiary i państwowości. Mamci przypomnieć rotę?

    — Zamknij wreszcie ryja.

    — Bo co? — pyta zaskoczony Dred. — Ja mówię o Polsce!

    — Nie wiesz, o czym mówisz. Z tego nieba pada raz śnieg, raz sadza. Polska to które z nich?

    — Sama się zamknij.


Piotr Siemion (Bella, ciao, 2022)

   

   

   


pedalskie to. jakieś brudne ... to szostakowicz. . .

    Tugarin czyta chyba w jego myślach, bo w połowie melodii hamuje nagle Siniuchina.

    — Dość rzępolenia! Pedalskie to. Jakieś brudne — pouczył.

    — To Szostakowicz...— broni się pianista. — On nasz!

    — Nasz, nie nasz, nie kładź chłopakom w uszy takiego barachła, Siniuchin, bo cię tu zostawię i chrzan zobaczysz a nie kraj rodzinny i dom.

    — Wypierdolić im instrument za okno, komendancie? Profilaktycznie? — pyta starszyna Achmatow.


Piotr Siemion (Bella, ciao, 2022)

   

   

   

24 stycznia 2023

las ... złudnie pusty ... po umarłych ... molekuły już myślą o nowej strukturze. . .

[...] tylko las. Wychłodzony, złudnie pusty. Złudnie, bo pełen żywej zwierzyny i martwych ludzi, jak każdy teraz. Oto polanka, nad którą wirują wrony, jej mieszkańcy, upiory. Lis wlokący ludzki gnat w spiczastym pysku. Zbyt zielona kępa chwastu w szkielecie spalonego auta. Pilne żuki, wędrujące w głąb zasypanego okopu, znikające jeden po drugim w bramie czyichś żeber. Rozrzucone po zaroślach ludzkie trupy, które łuszczą się szarobiałymi warstwicami jak wielkie podłużne grzyby. Za rok, dwa zostaną po umarłych tylko sprzączki, czaszka z figlarną dziurką, potrącana przez kuny i wiewiórki smyrgające w poszyciu. Miedziowane noski nabojów śniedzieją już po tygodniu, brudząc palce kwaśną zielenią. Ale to nie jest śmierć, to nie kres. Nie będzie kresu. Nie tutaj, w lesie. Te kości jeszcze bieleją, świecą — coraz słabiej — ale ich tlejący proch już po cichu zwiera szyk, molekuły już myślą o nowej strukturze, nowej wspinaczce ku górze, niechby i w łodydze durnej roślinki. Dlatego woń rozkładu i butwienia nie jest złem. Ani w połowie takim jak swąd płonącej strzechy, wiew kloaki za więziennym barakiem, metaliczny odór ciepłej krwi na posadzce. 

    Świeżą śmierć przełknąć najtrudniej, dławią się nią przerażone zmysły. Co innego butwienie, rozpad: niespieszne fazowe przejścia, a za nimi pociecha i spokój.


Piotr Siemion (Bella, ciao, 2022)