Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabelais François. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabelais François. Pokaż wszystkie posty

03 października 2015

losy wiodą. . .

   Na jednej z tablic, po prawej, znajdował się w starożytnych literach łacińskich misternie wyryty jambiczny wiersz:

Ducunt yolentem fata, nolentem trahunt. 

   „Losy wiodą tego, który się im poddaje, ciągną tego, który się opiera." Po lewej zaś ujrzałem wielkimi głoskami wdzięcznie wyrytą tę sentencję:

Wszystkie rzeczy zmierzają do swego celu.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

02 grudnia 2013

doskonałego szczęścia. . .

Adeo nihil est ex omni parte beatum [Nie ma doskonałego szczęścia na ziemi.]

François Rabelais (wynotowane z powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

o chorobach tego roku. . .

PANTAGRUELICZNE PRZEPOWIEDNIE PEWNE, PRAWDZIWE, NIEOMYLNE NA ROK NIEUSTAJĄCY ŚWIEŻO UŁOŻONE KU POŻYTKOWI I ROZWAŻANIU LUDZI Z NATURY POMYLONYCH I ŁAKOMYCH NA MIGDAŁY NIEBIESKIE PRZEZ MISTRZA ALKOFRYBASA ARCHITRYKLINA RZECZONEGO PANTAGRUELA 

III O chorobach tego roku

 Tego roku ślepi będą widzieć bardzo mało, głusi będą słyszeć dość licho, niemi nie będą wcale się odzywać, bogaci będą się mieć nieco lepiej niż biedni, a zdrowi lepiej niż chorzy. Mnogo baranów, wołów, prosiąt, gąsek, kur i kaczek pomrze śmiercią, mniej zaś okrutna śmiertelność będzie wśród małp i dromaderów. Starość będzie nieuleczalną tego roku z przyczyny lat ubiegłych. Cierpiący na pleurę będą doznawali srogiego bólu w boku. Cierpiący na biegunkę będą często bieżąc na stolec, katary będą tego roku schodzić od mózgu ku niższym członkom; schorzenie oczu będzie bardzo niepomyślnie wpływało na wzrok; uszy będą w Gaskonii jeszcze krótsze i rzadsze niż zazwyczaj. I będzie panować niemal powszechnie bardzo straszna i niebezpieczna, złośliwa, przewrotna, przerażająca i dokuczliwa choroba, od której świat będzie chodził jak ogłupiały i ludzie nie będą wiedzieli, w który pośladek się drapać, i bardzo często będą popadać w bredzenia, sylogizując o kamieniu filozoficznym i uszach Midasa. Drżę ze strachu, kiedy myślę o niej; powiadam wam bowiem, iż będzie ona epidemiczna. Awerroes VII Colliget nazywają ją: brak pieniędzy. I zważywszy na kometę zeszłego roku i wsteczną drogę Saturna, umrze w szpitalu wielki nicpotem, cały zakatarzony i ochroszczony, po którego śmierci powstaną wielkie rozruchy między kotami a szczurami, psami i zającami, sokołami i kaczkami, między mnichami i jajcami.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

ślubować nie chcę: ni komu!. . .

Brat Jan, również jakoby w poetyckim szale, rzekł tak:
Żenić się! patrzcie mi kusia!
Na but świętego Beniusia,
Kto mnie zna, ten wnet odgadnie
Iżbym setkę kijów snadnie
Wziął w ten zadek, niżbym kiedy
Chciał dopytać się tej biedy
I żonę wziąć na kark sobie.
Ha, ha! jaż bym miał w tej dobie
Spokojną dolę człowieka
Wiązać z babskiem na wiek wieka?
Do kroćset! kpię z takich wróży!
Niechby tu był i sam Duży
Aleksander, Cezar śmiały,
Przysięgam wam, na te gały,
Ni im, mimo cnót ogromu,
Ślubować nie chcę: ni komu!

Panurg, zrzucając swój kitel i odzież mistyczną, odpowiedział:

Za to też, pieskie nasienie,
W piekle będziesz mełł kamienie.
Podczas gdy ja, miły bratku,
W raju siądę na swym zadku,
Skąd na cię, sprośna rypało,
Oddam w mig urynę całą.
Owo słuchaj, jeśli łaska:
Skoro do czarnego diaska
Powędrujesz, gdyby ninie
Zdarzyło się Prozerpinie,
Iżby chęcią zapałała
Do szpikulca z twego ciała,
Co go w pludrach nosisz grzecznie,
I gdybyście się statecznie
Sparzyli w trzęsącym ruchu
I ty byś się na jej brzuchu
Znalazł: powiedz, żali wtedy
Herszta diabelskiej czeredy,
Lucypera bez gawędy,
Zali nie poślesz w te pędy,
Iżby z piekielnego szynka
Przyniósł wam smacznego winka?
Ho, ho, taka wycirucha
Warta klasztornego zucha!

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

zupy w siedmiu rodzajach i do tego wiekuista musztarda. . .

Pożywienie ich było takie: w niedzielę jedli kiszki, kiełbasy, serdelki, potrawki, bigosy, nie licząc oczywiście sera na początek, a musztardy na zakończenie. W poniedziałek nadobny groch ze słoniną, z obszernym komentarzem i glosą interlinearną. Wtorek: dużo opłatka, kołacze, ciasta, biszkopty. Środa: pieczyste, to jest smakowita głowa barania, cielęca, głowa borsuka, który obficie znajduje się w tej okolicy. We czwartek zupy w siedmiu rodzajach i do tego wiekuista musztarda. W piątek nic, jeno jarzębina, i to niezbyt dojrzała, o ile mogłem sądzić po kolorze. W sobotę ogryzali kości; nie trzeba wszelako sądzić, iżby byli zmizerowani albo cierpiący głód, każdy bowiem miał zapasik brzucha wcale pokaźny. Za napitek służyło im wino antyfortunalne; tak nazywali swój miejscowy napój. Kiedy mieli jeść albo pić, obracali kapuzy ku przodowi, aby im służyły za śliniaczki.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

01 grudnia 2013

abyś zawsze miał pierścień swej żony na palcu. . .

Owóż, jednej nocy, gdy spoczywał z nią w łóżku dręcząc się takimi rozważaniami, przyśniło mu się, iż rozmawia z diabłem i że mu opowiada swoje utrapienia. Diabeł pokrzepiał go na duchu i włożył mu na średni palec pierścień, mówiąc: „Daję ci ten oto pierścień; póki go będziesz miał na palcu, żona twoja nie będzie mogła z nikim obcować cieleśnie bez twojej wiedzy i zezwolenia." ,,Serdeczne dzięki, panie diable — odparł Hans Karwel. — Wyrzekam się Mahometa, jeśli pozwolę go sobie komukolwiek zdjąć z palca." Diabeł zniknął. Hans Karwel, pełen radości, obudził się i zobaczył, że ma palec w sekretnym miejscu swojej żony. Zapomniałem opowiedzieć, że żona jego, czując to, cofnęła się kuprem wstecz, jakoby mówiąc: „Nie, nie, nie to trzeba tam włożyć"; i wówczas to zdawało się Hansowi, że ktoś chciał mu ściągnąć jego pierścień. Czyż to nie jest niezawodne lekarstwo? Idź za tym przykładem i staraj się, radzę ci z serca, abyś zawsze miał pierścień swej żony na palcu.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

ryk prozerpiny. . .

— Przebóg, drżę cały, zdaje mi się, że mnie urzeczono: ona nie mówi po chrześcijańsku. O, patrzcież! toć w oczach nam urosła o cztery piędzi, od chwili gdy wdziała na łeb ten fartuch diabelski. Co ma znaczyć to ruszanie szczękami? Co to za wytrząsanie ramionami? Po kiego licha ona wywija łapami jak małpa jedząca raki? W uszach mi dzwoni; zda mi się, że słyszę jakoby ryk Prozerpiny: zaraz tu diabły powyskakują z komina. O szpetne bestie! uciekajmy, na miły Bóg, umieram ze strachu. Nie lubię diabłów. Drażnią mnie, a przy tym są obrzydliwe; uciekajmy. Do widzenia, moja pani, serdeczne dzięki za łaskawość. Nie chcę się już żenić, nie. Odrzekam się wszystkiego.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

rozpręża członek, sprowadza dobry stołeczek, pozwala dobrze rzygać, sikać, pierdzieć, bejać, szczać, kichać. . .

Ze zboża na pniu przyrządza się pyszną, smakowitą, lekko strawną zieloną zupkę, która krzepi wam mózgownicę, orzeźwia zwierzęce soki; ożywia wzrok, wzmaga apetyt, raduje smak, wzmacnia serce, łaskocze język, odświeża cerę, tezy muskuły, uśmierza krew, pobudza diafragmę, oczyszcza wątrobę, zwalnia śledzionę, przeczyszcza nerki, daje gibkość lędźwiom, zwinność kręgom, opróżnia moczowody, rozszerza dukty nasienne, daje jędrność kremasterom *, osusza pęcherz, rozpulchnia narządy rozrodcze, ściąga napletek, rozpuszcza żółć, rozpręża członek, sprowadza dobry stołeczek, pozwala dobrze rzygać, sikać, pierdzieć, bejać, szczać, kichać, krząkać, kaszlać, spluwać, czkać, ziewać, siąkać, chuchać, wzdychać, wydychać, chrapać, pocić się, nastawiać, co trzeba, i tysiące innych cennych korzyści.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

obracać, kręcić, wywijać, nachylać, wyrtać, przewyrtać, kiwać, huśtać, hojdać, wiercić, kołować. . .

Widząc Diogenes, iż wszyscy krzątają się z takim zapałem, a sam nie będąc przez urzędników powołany do żadnego zatrudnienia, przyglądał się parę dni ich dziełom nie mówiąc słowa, następnie zaś, jakoby opętany duchem wojennym, opasał się płaszczem jak szarfą, odwinął rękawy po łokcie, podkasał się jak do zbierania jabłek, oddał jakiemuś staremu dziadydze swoje sakwy, księgi i szpargały, po czym, wyszedłszy z miasta w stronę Kranionu (jest to górzysty przylądek koło Koryntu), wyszukał sobie piękną terasę; tam zatoczył swoją glinianą beczkę, która mu służyła za schronienie przeciw dokuczliwościom niepogody, i z wielką gwałtownością rozprężając ramiona zaczął ją obracać, kręcić, wywijać, nachylać, wyrtać, przewyrtać, kiwać, huśtać, hojdać, wiercić, kołować, wirować, zataczać, wytrząsać, potrząsać, przetrząsać, klepać, szturchać, pobijać, podrzucać, mordować, głaskać, klaskać, tułać, nosić, podnosić, unosić, przenosić, tarmosić, miętosić, deptać, chłeptać, kołysać, potrącać, obchodzić, obtańczać, obniańczać, hodować, całować, zataczać, wytrząsać, potrząsać, przetrząsać, klepać, szturchać; staczał ją z góry w dolinę i strącał ze szczytu Kranionu, potem z dołu wytaczał ją pod górę, jako Syzyf swój kamień: tak iż niewiele brakowało, a byłby ją w kawałeczki potrzaskał. Co widząc, któryś z przyjaciół pytał, co za przyczyna tak podnieca jego ciało i umysł i każe mu dręczyć beczkę. Filozof odpowiedział, iż nie będąc zatrudnionym przy żadnej czynności dla dobra rzeczypospolitej, w ten sposób zabawia się przy swojej beczce, aby wśród całego ludu, krzątającego się tak gorliwie, nie świecił sam jeden bezczynnością i próżniactwem.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

30 listopada 2013

zgraja świętoszków, nabożnisiów, ślimaków, obłudników, bigotów, klepiróżańców, pasibrzuchów i innych tym podobnych gadów. . .

   Jeśli mi powiecie: ,,Mistrzu, zdaje się nam, że niewiele okazujecie rozsądku spisując takie baśnie i duby smalone", odpowiem wam, że wy go okazujecie jeszcze mniej, bawiąc się przy ich czytaniu. Jeśli wszelako czytacie je dla uczciwej zabawy, jako ja w zabawie i uciesze je pisałem, wówczas i wy, i ja godniejsi jesteśmy przebaczenia niż cała zgraja świętoszków, nabożnisiów, ślimaków, obłudników, bigotów, klepiróżańców, pasibrzuchów i innych tym podobnych gadów, którzy przystroili się w maski, aby świat ołgiwać. Każą bowiem wierzyć pospólstwu, iż jeno zatopieni są w kontemplacji a nabożeństwie, w postach a umartwieniu pożądliwości cielesnych, tak iż ledwo utrzymują przy życiu swoją mizerną egzystencję, a tymczasem, zgoła przeciwnie, żyją sobie bardzo tłusto folgują sobie sam Bóg wie jak, et Curios simulant, sed bacchanalia vivunt [Udają świętych, a żyją jak rozpustnicy.]. Możecie to wyczytać wielkimi literami i z kolorowanym inicjałem na ich czerwonych facjatach i spasłych brzuchach, chyba że kurują siarką swoje wielebne france. A za całe studia mają jeno rozczytywanie się w książkach pantagruelicznych, nie tyle, aby czas przepędzić uciesznie, ile żeby komuś zaszkodzić podstępnie: to znaczy artykułując, monartykułując, tortykułując, węsząc, myszkując, miszkując, diablikując, to jest spotwarzając. W czym podobni są owym wiejskim urwipołciom, którzy grzebią i rozdrapują łajno małych dzieci w porze wisien i czereśni, aby odszukać pestki i sprzedać je drogistom na wyrób oliwki magelańskiej.
   Od tych uciekajcie, brzydźcie się nimi i nienawidźcie ich,, jak ja czynię: wierzcie mi, iż dobrze na tym wyjdziecie. I jeśli chcecie być dobrymi Pantagruelistami, to jest żyć w pokoju, radości i zdrowiu i trwać w statecznym weselu, nie ufajcie nigdy ludziom, którzy zaglądają przez szparki!

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

dobieram jeno kontrapunkt do tej melodii. . .

   — Patrzcie, paniusie, patrzcie, oto sztuczka ładnie odrobiona!
   I wytrząsał im ją dobrze pod nosem, tak że potem kichały cztery godziny bez wytchnienia. A on pierdział tymczasem jak dziki osieł, a damy śmiały się mówiąc:
   — Cóż to, pan pierdzi, panie Panurgu?
   — Nic, nic — odpowiadał — dobieram jeno kontrapunkt do tej melodii, którą panie wygrywacie nosem.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

siła octu i wody różanej, aby ich wrócić do zmysłów. . .

Co się zaś tyczy rajców i innych doktorów przy tym obecnych, z ekstazy popadli w omdlenie trwające wyżej trzech godzin; tak wszyscy byli olśnieni i pełni podziwu dla więcej niż ludzkiej bystrości Pantagruela, którą jasno poznali w osądzeniu tak drażliwej i trudnej sprawy. I trwaliby w onym zachwyceniu pewnie jeszcze dotąd, gdyby nie to, iż przyniesiono siła octu i wody różanej, aby ich wrócić do zmysłów i do zwyczajnego rozsądku; za co Bogu niech będzie chwała!

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

solona wołowina pozwala znaleźć wino o północy bez latarni. . .

Nie jestem ja dość uczony na to, aby ściągać księżyc z nieba zębami; wszelako w tym garnku masła, w którym mieściły się wulkaniczne instrumenta, rozeszła się wieść, iż solona wołowina pozwala znaleźć wino o północy bez latarni, chociażby nawet było ukryte na dnie worka węglarza, okryte i przysłonięte pokrowcem z blachy, z naramiennikami zaś przygotowanymi ze wszystkim, aby w nich dobrze usmażyć pieczyste, to znaczy głowę baranią.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

beati tumani. . .

(...)gdy wyzwolono na licencjata mistrza Durnia z Koszałek-Opałek, doktora wszech nauk tumańskich, jako powiadają kanoniści: Beati tumani, quoniam ipsi potykawerunt.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

de musztarda post obiadum. . .

Magistra Rozbratla Oślejnogi, de Musztarda post obiadum podawanda, lib. quatuordecim, apostiiati per M. Łapserdaczkum.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

29 listopada 2013

kaptujemy sobie benewolencję omnijudycznego, omniformnego i omnigennego seksu feminalnego. . .

— Zatem przybywasz z Paryża — rzekł Pantagruel — i na czymże wy tam spędzacie czas, panowie studenci, w onym Paryżu?

Student odparł:

— Nawigujemy po Sekwanie o dilukulu i krepuskulu; ambulujemy po kompitach i kwadryniach metropolii; [Pływamy po Sekwanie o wschodzie i zachodzie słońca, przechadzamy się po drogach krzyżowych i rozstajnych stolicy] eksercytujemy się w werbocynacji latyńskiej i jako wersymiliczne amorabundy kaptujemy sobie benewolencję omnijudycznego, omniformnego i omnigennego seksu feminalnego. W niektóre diecula inspektujemy lupanary w Ryczywole, w Zadzie Górnym, w Pludrakowie i w ekstazie wenerycznej inkulkujemy penisy swoje do najpenireceptywniejszych recesów pudendalnych wielce amikalnych meretrykułek; później kauponizujemy w tawernach merytorycznych pod Wiechą, Papuciem, Magdalenką piękne werwecyniczne szpatułki, perforaminowane petrozylem. A jeśli azardem fortuny nastąpi rarytność albo zgoła penuria pekuniarna w naszych marsupiach i jeśli są ewakuowane z ferruginicznego metalu, opuszczamy gospodarzowi jako cechę nasze pepla i codica w zastaw, ekspektując tabletek mających nadejść z patrymonialnych penatów i larów.

Na co rzekł Pantagruel:

— Cóż to u diabła za gwara? Przez Boga, z ciebie musi być jakiś heretyk.

— Segnor, no — rzekł szkolarz — libentissymnie bowiem skoro tylko zailluceskuje jakiś minutalny okrawek dnia, demigruję do którego z tak nadobnie architektyzowanych templów; i tam, irrygując się lustralną wodą, mamroczę coś niecoś z jakiejś missywnej prekacji naszych sakryfikułów. I submirmulując swoje prekulne horaria, eluuję i absterguję duszę z jej nokturnicznych inikwamentów. Reweruję ołympikolów. Weneruję patrialnie supernalnego astripotensa. Diliguję i redamuję swoich proksymów. Strzegę dekalogicznych preskryptów i wedle fakultatywnej wirylności swojej nie disceduję od nich ani na ungwikulną latytudę. Werekundia przyznać każe, iż jako że Mammon nie supergurgituje zgoła w moich lokulach, jestem nieco opieszały i skąpy w supererogowaniu elemosynów egenom kwerytującym hostiatywnie swoich styptów.

— Gówno — rzekł Pantagruel — co on tu szczeka, ten błazen?

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

szalbierstw waszych gnój / łan by zniszczył mój. . .

LIV. Napis umieszczony na wielkiej bramie Telemy

Wara od wrót tych, cudaki, bigoty,
Mamuty stare, hołysze nadęte,
Tumany, głąby, ciemniejsze niż Goty
I Ostrogoty, pokraki wyklęte,
Franty, świętoszki, zakute wszarze.
Dziady plugawe, żarłoki, opoje,
Padły opuchłe, okpiświaty wraże,
Śpieszcie gdzie indziej nieść szalbierstwa swoje.

Szalbierstw waszych gnój
Łan by zniszczył mój
Cuchnącą bronią;
Zatrułby wonią
Pieśni moich zdrój
Szalbierstw waszych gnój.

Wara od drzwi tych, papierowe grzyby,
Trabanty, woźne, pijawki narodu,
Oficyjanty, faryzeje, skryby,
Sędzię poczciwe, co z swego zawodu
Jak psy kąsacie na śmierć dobrych ludzi;
Ot, szubienica to wasza zapłata,
Tam idźcie szczekać; tu niech się nie trudzi
Wasz pysk bezecny brata szczuć na brata.
Zdradziecki spór
I aktów wór
Tu nie popłaca;
Daremna praca:
Nie zna ten dwór,
Co zdradny spór.

Wara od drzwi tych, obrzydłe lichwiarze,
Kutwy mizerne, podłe dusigrosze,
Wy, liczykrupy, oszusty, wekslarze,
Gryzipaznokcie, wy, żyły, twardosze;
Ludzkiego szpiku zawsze wam za mało,
Idźcież gdzie indziej, niosąc wór na grzbiecie,
Gnieść biednych ludzi hultajstw mocą całą,
Aż was morowa zaraza wygniecie.

Nieludzkie pyski,
Chciwe na zyski,
Precz, precz mi stąd:
Tutaj wasz trąd
Jest mi za bliski,
Obmierzłe pyski.

Precz mi od wrót tych, wy, zatęchłe pały,
Wy, zazdrośniki, nudziarze, mantyki,
Wy, co toczycie rozjuszone gały,
Awanturniki, rabiaty, kłótniki;
Wy, rozpustniki, wy, przymiotne draby,
Świerzbem okryte i stoczone trądem,
Gdzie indziej bieżcie stręczyć swe powaby,
Czoła okryte hańbą i nierządem.

Mir, zdrowie, cześć
Kto chce nam nieść,
Powitań będzie;
Społem niech siędzie,
Kto chce nam nieść
Mir, zdrowie, cześć.

Wejdźcie w te wrota i witajcie w gości,
Wszyscy szlachetni i dworni rycerze;
Otoć przybytek dostatku, godności,
Szczęsny, kto sobie za dom go obierze;
Wielcy i mali, byle zacni, prawi,
Witam was, druhy, wnijdźcie w te komnaty;
Weseli, raźni, ucieszni i żwawi,
Słowem, przezacne i lube kamraty.

Przezacne pany,
Lube kompany,
Gdy macie wolę
Dzielić tę dolę,
Wnijdźcie w te ściany,
Lube kompany.

Wnijdźcie w te wrota, wy, co Pańskie Słowo
Głosicie śmiało wbrew szemraniu ludzi;
Niech za tarcz służy wam schronienie owo
Przeciw wrogowi, co próżno się trudzi
Zatruwać fałszem serca Prawdy dzieci;
Wejdźcie: tu wiary głębokiej ognisko,
Stąd niechaj postrach i grom na tych leci,
Co z rzeczy świętych chcą czynić igrzysko.

Święte orędzie
Tutaj nie będzie
Podane w wzgardę:
Niezmienne, harde,
Trwać tutaj będzie
Święte orędzie.

Wejdźcie w te wrota wy, panie dostojne,
Bezpiecznie siądźcie u naszych ołtarzy;
Piękności ziemskiej kwiaty bogobojne
Z wdzięczną i słodką powagą na twarzy;
Oto jest miejsce honoru i części;
Pan możny, co nam otworzył te wrota,
Chciał je przybytkiem mieć i płci niewieściej
I ku jej służbom hojnie sypnął złota.

Myśl jego śmiała
Ten skarb nam dała,
By z tego złota
Luba ochota
Wiecznie tryskała,
Myśl takoż śmiała.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

wedle prawdziwej filozofii monastycznej to dlatego, iż moja mamka miała miękkie cycusie. . .

— Wszystko furda — rzekł mnich — wedle prawdziwej filozofii monastycznej to dlatego, iż moja mamka miała miękkie cycusie: owo gdy mnie karmiła, nos właził tam jak w masło i rósł sobie w nim i pęczniał niby ciasto w dzieży. Twarde cycki u mamki robią z dzieci płaskonosów. Ale co tam! Hura! Zdrów! Zdrów! Ad formom nasz cognoscitur ad te levavi! [Po kształcie nosa poznaje się... to, co ku tobie podniosłem] Dziękuję, nigdy nie jadam konfitur. Paziu, coś mokrego tutaj. Item pieczonych kasztanów!

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

w naszym klasztorze nikt się nie bawi w naukę; to szkodzi na pęcherz. . .

A znacie tam brata Klaudiusza, u Świętego Dionizego? O, cóż to za kompan! Ale patrzcie, co za giez go ukąsił; nic teraz nie robi, jeno w księgach siedzi od niepamiętnych czasów. Ja bo tam z książkami się nie wdaję. W naszym klasztorze nikt się nie bawi w naukę; to szkodzi na pęcherz. Nieboszczyk opat mawiał, że to monstrum przyrody widzieć uczonego mnicha. Tam do licha, brateńku, magis magnos clericos non sunt magis magnos sapientes.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)
   
   
   

ci, co zginęli w potopie urynnym owej kobyły. . .

   — Otom znalazł, czego mi trzeba. To drzewo mi obstanie za pałkę i dzidę. 
I wyrwał ją z łatwością z ziemi, odarł z gałęzi i obrobił sobie do ręki. Tymczasem klacz oddała wodę, aby sobie ulżyć; a było tego taka obfitość, iż na siedem mil uczynił się jakoby potop i popłynęły wszystkie te siuśki aż do Wedeńskiego Brodu, i tak go wezbrały, iż cała gromada nieprzyjaciół potopiła się w okrutny sposób z wyjątkiem tych, którzy się wzięli na lewo ku pagórkom
(...)
Stamtąd udali się do mostu młyńskiego i znaleźli cały bród zawalony trupami w takiej mnogości, iż wstrzymały bieg młyna; to byli ci, co zginęli w potopie urynnym owej kobyły. Tam jęli medytować, jakby można przejść bród mimo tej zapory.

François Rabelais (fragment powieści Gargantua i Pantagruel, 1564)