Vladimir Nabokov (fragment powieści Lolita, 1955)
06 listopada 2013
rejony, przez które pełznąłem, były schedą poetów. . .
Rozwodzę się nad dreszczami i podchodami tej odległej nocy, postanowiłem bowiem
udowodnić, że nie jestem, nie byłem i nigdy być nie mogłem brutalnym łotrem. Delikatne,
marzycielskie rejony, przez które pełznąłem, były schedą poetów - nie zaś łowiskiem zbrodni.
Gdybym wtedy osiągnął cel, moje upojenie byłoby jedną wielką miękkością, procesem
wewnętrznego spalania, którego żar Lo ledwie by poczuła, choćby wcale nie spała. Nie traciłem
jednak nadziei, że stopniowo omota ją zupełne odrętwienie, pozwalając mi skosztować czegoś
więcej aniżeli tylko jej poblasku. Toteż wśród próbnych przybliżeń, w zamęcie percepcji, który
przeistaczał ją w księżycowe oka lub w krzew rozkwitły puszyście, śniłem, że znów przytomnieję,
śniłem; że czyham.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz