Louis-Ferdinand Céline (fragment powieści Podróż do kresu nocy, 1932)
14 sierpnia 2016
się zapomina, zwłaszcza o tym, co was wykańcza za życia. . .
Największą klęską, tak naprawdę i całkiem poważnie, jest to, że się zapomina, zwłaszcza o tym, co was wykańcza za życia, i że zdycha się, nie zdając sobie sprawy, do jakiego stopnia człowiek potrafi być ścierwem. Kiedy już będzie nam bardzo blisko do piachu, kiwając się nad dołem, trzeba będzie prze- | stać zgrywać się na bohaterów, ale też nie wolno o niczym zapomnieć i trzeba będzie opowiedzieć wszystko, nie zmieniając choćby jednego słowa, o tym, co najpodlejsze w człowieku, a potem odwalić zgrabnie kitę i zsunąć się w otchłań. A roboty nad tym wystarczy spokojnie na cały żywot.
pracujcie! tak nam mówią. ... jaja spocone niemożebnie, no i tyle!
Pracujcie! Tak nam mówią. I jest to jeszcze gorsze niż cała reszta, ta ich praca. Siedzimy tam na dole, pod pokładem, ledwie zipiąc, jedzie od nas na kilometr, jaja spocone niemożebnie, no i tyle! A tymczasem tam na górze, na świeżym powietrzu nasi władcy, którzy się niczym nie przejmują, ze swoimi zaróżowionymi kobitkami o wyperfumowanych nóżkach. Każą l wspiąć się na pokład. Wtedy zakładają swoje szapoklaki i zaczynają się na nas wydzierać ile wlezie: „No i co, bando bydlaków, wojna będzie!", mówią do nas. „Ruszymy na nich, na tych szaubrawców, co to są z ojczyzny numer 2 i od razu ich rozpirzymy ! Jazda! No jazda! Mamy tu na pokładzie wszystko czego trzeba! I wszyscy razem! Pokażcie, jak umiecie się rozedrzeć, aż się zatrzęsie: Niech żyje Ojczyzna numer 1! No, dalej!
Louis-Ferdinand Céline (fragment powieści Podróż do kresu nocy, 1932)
nie zmieniamy ani skarpetek, ani panów, ani poglądów. . .
— Masz słuszność Arturze, co do tego to masz słuszność! Źli a wraz potulni, gwałceni, grabieni, wybebeszani i zawsze tchórze, byli nas warci, byli! Wiadomo! My się nie zmieniamy! Nie zmieniamy ani skarpetek, ani panów, ani poglądów, albą tak późno, że to już się nie opłaca. Rodzimy się wierni i zdychamy .przez to! Żołnierze bez zapłaty, bohaterowie dla wszystkich i małpy mówiące — przygnębiające to słowa — i jesteśmy pieszczochami Króla-Nędzy. W jego jesteśmy mocy! Gdy kto nie jest grzeczny, on go ściska... Ma się jego palce na szyi, zawsze, to krępuje w mówieniu, należy bacznie uważać, jeśli się chce móc jeść... Za byle co dusi cię... To nie jest życie...
Louis-Ferdinand Céline (fragment powieści Podróż do kresu nocy, 1932)
07 sierpnia 2016
chwila postoju. . .
Zaczynamy się starzeć i każdy z nas przypomina sobie teraz, że miał matkę, ojca
i rodzeństwo. I że ma dwie nogi, podobnie jak wróbel i kawka i umysł na miarę
tego, czego dokonał, talent na miarę tego, co roztrwonił.
Dobrotliwa natura szkli szkli w nas już okna matowymi szybami, otula uszy, by nie chwytały obelg, złorzeczeń i wyrzutów.
Tylko wewnątrz to nie cichnące palenisko, gdzie mali kowale wykuwają w płomieniu nadziei niefałszowane monety, ten jasny pokój, w którym obradują poważni ustawodawcy, i mała dziewczynka, która leżąc na starym dywanie szuka pod fotelem zgubionej piłki.
i rodzeństwo. I że ma dwie nogi, podobnie jak wróbel i kawka i umysł na miarę
tego, czego dokonał, talent na miarę tego, co roztrwonił.
Dobrotliwa natura szkli szkli w nas już okna matowymi szybami, otula uszy, by nie chwytały obelg, złorzeczeń i wyrzutów.
Tylko wewnątrz to nie cichnące palenisko, gdzie mali kowale wykuwają w płomieniu nadziei niefałszowane monety, ten jasny pokój, w którym obradują poważni ustawodawcy, i mała dziewczynka, która leżąc na starym dywanie szuka pod fotelem zgubionej piłki.
Julia Hartwig (z tomu Chwila postoju, 1980)
co można usłyszeć w kuchni?. . .
Co można usłyszeć w kuchni? Że się postarzała, że puchną mu nogi, że kogoś posadzili i kogoś wypuścili, że kipi zupa i zamordowano emerytkę w sąsiedztwie, a także kawałek koncertu skrzypcowego z parteru naprzeciw, okrzyk daj buzi tadek i uderzenie skrzydłem o szybę zmylonego gołębia.
Co można zobaczyć w kuchni? Jarzynę, która jeszcze przez chwilę jest jarzyną, mięso, które nie zapomniało jeszcze oddechu zwierzęcia.Szybkość oblekania materii w nowe kostiumy jest tu prawie natchniona. Woda, ogień i sól towarzyszą surowemu obrzędowi przeistoczenia, materia stoi jeszcze w blasku oczekiwania.
Dopiero w pokoju okazuje się, że nie stać nas na stworzenie z tych elementów czegoś składnego, co mogłoby osiągnąć rangę sztuki.
Co można zobaczyć w kuchni? Jarzynę, która jeszcze przez chwilę jest jarzyną, mięso, które nie zapomniało jeszcze oddechu zwierzęcia.Szybkość oblekania materii w nowe kostiumy jest tu prawie natchniona. Woda, ogień i sól towarzyszą surowemu obrzędowi przeistoczenia, materia stoi jeszcze w blasku oczekiwania.
Dopiero w pokoju okazuje się, że nie stać nas na stworzenie z tych elementów czegoś składnego, co mogłoby osiągnąć rangę sztuki.
Julia Hartwig (z tomu Chwila postoju, 1980)
16 lipca 2016
upić się warto. . .
Taka noc październikowa, niewierna
I w te okna tylko deszcz, i ciągły plusk.
I taka chandra się kładzie cholerna,
I na głowę, i na serce, i na mózg.
Już cały dzień taki był i cały tydzień.
I będzie drugi, będzie trzeci taki sam.
Już nie mogę, już nie wiem, już nie widzę,
Co z sobą począć, gdzie się podziać z sobą mam.
Kochać nie warto, lubić nie warto,
Znaleźć nie warto i zgubić nie warto.
Przysiąc nie warto, wierzyć nie warto,
Chodzić nie warto i leżeć nie warto.
Pieścić nie warto, łowić nie warto,
Stracić nie warto, zarobić nie warto.
Jedno co warto, to upić się warto.
Siedzieć i płakać, i śpiewać to warto.
Przypomina się cholerna dziewczyna.
No to co? I znowu bez niej ani rusz.
Ani ona była jedna jedyna,
Ani drugiej takiej mieć nie będę już.
Podeprzeć głowę rękami obiema,
Na siebie patrzeć niby tak jak obcy widz.
O co chodzi, że była, że jej nie ma?
Co z tego? Chyba… A właśnie, że nic.
Upić się warto, upić się warto.
W szynku na rynku wygłupić się warto.
W dobrej kompanii popić się warto.
Czystą, kroplami zakropić się warto.
Upić się warto, upić się warto.
Siedzieć i płakać, i śpiewać to warto.
Z sercem ściśniętym i z duszą rozdartą
Upić się, upić to jedno co warto.
Marian Hemar
I w te okna tylko deszcz, i ciągły plusk.
I taka chandra się kładzie cholerna,
I na głowę, i na serce, i na mózg.
Już cały dzień taki był i cały tydzień.
I będzie drugi, będzie trzeci taki sam.
Już nie mogę, już nie wiem, już nie widzę,
Co z sobą począć, gdzie się podziać z sobą mam.
Kochać nie warto, lubić nie warto,
Znaleźć nie warto i zgubić nie warto.
Przysiąc nie warto, wierzyć nie warto,
Chodzić nie warto i leżeć nie warto.
Pieścić nie warto, łowić nie warto,
Stracić nie warto, zarobić nie warto.
Jedno co warto, to upić się warto.
Siedzieć i płakać, i śpiewać to warto.
Przypomina się cholerna dziewczyna.
No to co? I znowu bez niej ani rusz.
Ani ona była jedna jedyna,
Ani drugiej takiej mieć nie będę już.
Podeprzeć głowę rękami obiema,
Na siebie patrzeć niby tak jak obcy widz.
O co chodzi, że była, że jej nie ma?
Co z tego? Chyba… A właśnie, że nic.
Upić się warto, upić się warto.
W szynku na rynku wygłupić się warto.
W dobrej kompanii popić się warto.
Czystą, kroplami zakropić się warto.
Upić się warto, upić się warto.
Siedzieć i płakać, i śpiewać to warto.
Z sercem ściśniętym i z duszą rozdartą
Upić się, upić to jedno co warto.
Marian Hemar
13 kwietnia 2016
język-tarcza. . .
Boże, jak trudno wypowiedzieć
to, co leży na sercu. Jak
trudno zamienić słowo "szczerość"
na zdanie: "jestem bezsilny,
nie wiem, co robić, tracę
orientację". Maski
pozory, kłamstwa.
Julian Kornhauser
10 kwietnia 2016
niemoc. . .
Jam Cesarstwo u schyłku wielkiego konania,
Które, patrząc, jak idą Barbarzyńce białe,
Układa akrostychy wytworne, niedbałe,
Stylem złotym, gdzie niemoc sennych słońc się słania.
Duszy, samiutkiej, mdło aż, w nudzie, co ochłania.
Skądciś tam wieści niosą walk olbrzymich chwałę.
O, nie móc, przez tę słabość, przez żądze tak małe,
O, nie chcieć zaznać nieco tego falowania!
O, nie chcieć, o i nie móc umrzeć chociaż nieco!
Wszystko wypite! Ty tam, nie śmiej się z mych żali!
Wszystko, wszystko wypite! zjedzone! - Cóż dalej?
Tylko garść słabych wierszy, co ot w ogień lecą,
Tylko niewolnik nicpoń, co nie dba o pana,
Tylko ból jakiejś troski, co żre pierś, nieznana.
Paul Verlaine
Które, patrząc, jak idą Barbarzyńce białe,
Układa akrostychy wytworne, niedbałe,
Stylem złotym, gdzie niemoc sennych słońc się słania.
Duszy, samiutkiej, mdło aż, w nudzie, co ochłania.
Skądciś tam wieści niosą walk olbrzymich chwałę.
O, nie móc, przez tę słabość, przez żądze tak małe,
O, nie chcieć zaznać nieco tego falowania!
O, nie chcieć, o i nie móc umrzeć chociaż nieco!
Wszystko wypite! Ty tam, nie śmiej się z mych żali!
Wszystko, wszystko wypite! zjedzone! - Cóż dalej?
Tylko garść słabych wierszy, co ot w ogień lecą,
Tylko niewolnik nicpoń, co nie dba o pana,
Tylko ból jakiejś troski, co żre pierś, nieznana.
Paul Verlaine
28 marca 2016
budzik odsyła do możliwości pójścia do pracy. . .
Dzwoniący rano budzik odsyła do możliwości pójścia do
pracy, która jest
moją możliwością. Uchwycić i pojąć wezwanie budzika
właśnie jako wezwanie to tyle, co wstać. Sama czynność wstawania jest
dla nas pewną
gwarancją i działa uspokajająco, bo uchyla pytanie: „Czy
praca jest naprawdę
moją możliwością?". Tym samym wstawanie czyni mnie
niezdolnym do
uchwycenia możliwości kwietyzmu, odmowy podjęcia
pracy, a ostatecznie
odrzucenia świata i śmierci.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
odkrywam swoje możliwości ... w samym akcie ich urzeczywistniania. . .
Dlatego
we wszystkich niemal codziennych czynnościach
angażuję się, podejmuję
zakład i odkrywam swoje możliwości - wtedy, kiedy je
urzeczywistniam, i to
w samym akcie ich urzeczywistniania - jako wymagania,
naglące potrzeby
bądź poręczne narzędzia.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
strach przenosi mnie w przyszłość ... iż samobójstwo uciszy trwogę. . .
Mój strach
przenosi mnie w przyszłość i nicościuje siebie w tym, że
konstytuuje przyszłość
jako możliwą.
[...]
Jeśli nic
nie zmusza mnie do
zachowania czy ratowania życia, to nic nie przeszkadza
mi również rzucić
się w przepaść. Moje zachowanie decyzyjne wyłoni się
ze mnie, a właściwie
z „ja" ', którym jeszcze nie jestem. W ten oto sposób to
,ja", którym jestem,
zależy jakoś we mnie od „ja", którym jeszcze nie jestem,
dokładnie w tym
samym stopniu, w jakim „ja", którym jeszcze nie jestem,
nie zależy od „ja",
którym jestem. Zawrót głowy jawi się zaś jako
uchwycenie tej zależności.
Zbliżam się do przepaści i moje spojrzenie szuka mnie w
jej czeluści. Od tej
chwili prowadzę już grę z moimi możliwościami. Mój
wzrok, przebiegając
przepaść z góry w dół, naśladuje niejako moje możliwe
spadanie i symbolicznie
je urzeczywistnia. Równocześnie zachowanie
samobójcze, już przez to,
że staje się „moją możliwą możliwością", sprawia, iż
pojawiają się z kolei
możliwe pobudki urzeczywistnienia takiego zachowania
(na przykład taka, iż
samobójstwo uciszy trwogę).
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
strach i trwoga. . .
(...)strach i trwoga nawzajem
się wykluczają, ponieważ
strach jest bezrefleksyjnym ujęciem tego, co
transcendentne, natomiast
trwoga jest refleksyjnym ujęciem samego siebie.
Jedno rodzi się z zaniku
drugiego(...)
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
wyodrębniany i utrwalany w określeniach tegoż intelektu. . .
To
prawda, że czysty byt
jest ujmowany przez intelekt, a następnie wyodrębniany i
utrwalany w określeniach tegoż intelektu.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
abstrakt zależy od konkretu. . .
Le Senne mówi o filozofii Hamelina: „Każde z określeń
niższych zależy od
określenia wyższego, tak jak abstrakt zależy od
konkretu, który jest mu niezbędny
do urzeczywistnienia się"
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
jest zatem dane migotanie nicości. . .
Naocznej intuicji jest zatem dane migotanie nicości;
jest dana nicość tła, którego nicościowanie wzywa i
domaga się, by pojawiła
się forma; jest dana forma, czyli nicość, która jako jakieś
„nic" prześlizguje
się po powierzchni tła.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
byt jest kruchy o tyle, o ile nosi w sobie określoną możliwość niebytu. . .
Byt jest kruchy o tyle, o ile nosi w sobie
określoną możliwość niebytu.
Ale to znowu przez człowieka kruchość nawiedza
byt, bowiem indywidualizujące
i wydzielające ograniczenie, o którym dopiero
co wspominaliśmy,
jest właśnie warunkiem kruchości: to jakiś byt jest
kruchy, a nie cały byt,
który jest poza wszelkim możliwym zniszczeniem. [...] Człowiek zatem
sprawia, że miasta są zniszczalne - właśnie dlatego,
że przyjmuje, iż są
kruche i cenne, i że podejmuje wobec nich cały szereg
przedsięwzięć ochronnych.
Właśnie z powodu tych przedsięwzięć jakiś
wstrząs tektoniczny lub
wybuch wulkanu może zniszczyć miasta bądź inne
ludzkie konstrukcje. Najskromniejsze
ludzkie budowanie zawiera już niejako w
sobie pierwotny sens i cel
wojny. Trzeba więc przyznać, że niszczenie jest
zasadniczo sprawą ludzką(...)
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
niebyt jawi się zawsze w granicach ludzkiego oczekiwania. . .
Jest oczywiste, że niebyt jawi się zawsze w granicach
ludzkiego oczekiwania.
Właśnie dlatego, że spodziewam się znaleźć 1500
franków, faktycznie
znajduję ich tylko 1300. Właśnie dlatego, że fizyk
spodziewa się potwierdzenia
swojej hipotezy, przyroda może mu powiedzieć
„nie". Daremnie więc
byłoby przeczyć, iż negacja pojawia się na pierwotnym
tle relacji między
człowiekiem a światem; świat odsłania swoje niebyty
tylko temu, kto najpierw
założył je jako możliwości.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
byt ... nieskończenie jest sobą i w byciu sobą się wyczerpuje. . .
Byt jest bowiem bytem
stawania się, i już
z tej racji jest poza stawaniem się. Jest tym, czym jest, a
to znaczy, że sam
przez się nie mógłby nawet nie być tym, czym nie jest;
faktycznie widzieliśmy, że nie zawiera w sobie żadnej negacji. Jest pełną
pozytywnością. Nie
zna więc inności: nigdy nie konstytuuje się jako inny niż
inny byt; nie może
pozostawać w żadnej relacji z tym, co inne.
Nieskończenie jest sobą i w byciu
sobą się wyczerpuje.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
myślenie jawi się. . .
(...)myślenie
jawi się sobie wyłącznie poprzez własne wytwory, a to znaczy, że nigdy
nie uchwycimy go
inaczej niż w postaci znaczenia gotowych już myśli; zaś
filozof poszukujący
myślenia musi śledzić ukonstytuowane już nauki, aby
wydobyć z nich myślenie jako warunek ich możliwości.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
świadomość jest pełnią istnienia. . .
Świadomość jest pełnią istnienia, a to determinowanie siebie przez siebie
jest pewną charakterystyką esencjalną.
[...]
Świadomość
nie ma w sobie niczego substancjalnego, jest
czystym „zjawiskiem"
w tym sensie, że istnieje tylko o tyle, o ile się sobie jawi.
Lecz właśnie dlatego,
że jest czystym zjawiskiem, że jest całkowitą pustką
(ponieważ cały świat
jest poza nią), z racji zachodzącej w mej tożsamości
zjawiska i istnienia,
świadomość może być uważana za absolut.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
do stwierdzenia, że istnieje. . .
(...)wystarczy, że
mam świadomość
uświadamiania sobie tego przedmiotu (stołu), abym miał
faktycznie jego
świadomość. Zapewne to nie wystarczy, bym mógł
stwierdzić, że ten przedmiot
(stół) istnieje sam w sobie [en soi]; wystarczy to
jednak do stwierdzenia,
że istnieje on dla mnie [pour moi].
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
bycie-po-to-by-odsłaniać. . .
Byt jest
fenomenem, tzn. wskazuje
sam na siebie jako na zorganizowany zbiór jakości.
Wskazuje na siebie, anie
na swoje bycie. Bycie jest po prostu warunkiem
wszelkiego odsłonięcia: to
nie byt odsłaniany, lecz bycie-po-to-by-odsłaniać [etre-pour-dévoiler].
Cóż
zatem znaczy to wychodzenie ku temu, co ontologiczne.
o którym mówi
Heidegger?
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
konsekwencją „teorii fenomenu" jest. . .
Na razie
pierwszą konsekwencją
„teorii fenomenu" jest to. że zjawisko nie odsyła do bytu,
tak jak kaniowski
fenomen do noumenu. Skoro nie ma za nim niczego i
skoro wskazuje ono
tylko na siebie (i na całą serię zjawisk), to nie może być
podtrzymywane przez
byt inny niż własny, nie może być cienkim naskórkiem nicości, oddzielają-
cym byt podmiotu od bytu absolutu. Jeśli istotą zjawiska
jest, jawienie się",
które już nie przeciwstawia się żadnemu bytowi, to
istnieje prawomocny problem
bytu tego jawienia się. Właśnie ten problem będzie
nas tu zajmował i będzie punktem wyjścia naszych rozważań dotyczących
bytu i nicości.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
nazwane „niewyczerpywalnością" dzieła. . .
Geniuszowi Prousta, nawet sprowadzonemu do
faktycznie stworzonych
dzieł, wciąż odpowiada nieskończoność
możliwych punktów
widzenia, które można przyjąć wobec jego dzieła;
zostanie to nazwane „niewyczerpywalnością"
dzieła Prousta.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
idea fenomenu. . .
Jean-Paul Sartre
Byt i nicość
Zarys ontologii fenomenologicznej
L'Etre et ie Neant
Essai d'ontologie phenomenologique
WPROWADZENIE
W poszukiwaniu bytu
I. Idea fenomenu
Myśl współczesna dokonała znaczącego postępu, sprowadzając byt do serii wyglądów, które go ukazują.
[...]
Na przykład siła to nie jakiś niewiadomego rodzaju
metafizyczny popęd [un conałus], który ukrywałby się za swoimi skutkami
(takimi jak przyspieszenia, odchylenia etc), ale właśnie zbiór tych skutków.
Jean-Paul Sartre
(Byt i nicość.
Zarys ontologii fenomenologicznej, 1943)
Subskrybuj:
Posty (Atom)