04 lipca 2017

już czas ukochać w sadzie. . .

Już czas ukochać w sadzie pustkowie bezdomne,
Ptaki niebem schorzałe i drzewa ułomne,
CieńI płot, co tyle desek w złe stracił godziny,
Że na trawę cień rzuca przejrzystej drabiny.

Już czas ukochać wieczór z tamtej strony rzeki,
I zmarłego sąsiada ogród niedaleki,
CiemnośćI ciemność, co, nim duszę sny do snu uprzątną,
Żywi nas po kryjomu dobrocią pokątną.
Starość, Miłość, ŁzyJuż czas ciułać okruchy ostatniego znoju

W ubogich złocistościach zlękłego pokoju,
I skroń złożyć w twe ręce, wycieńczone mgłami, —
I nie płakać — nie płakać wspólnymi siłami!

                                                       Bolesław Leśmian  (z tomu Napój cienisty / 
                                                       Powieść o rozumnej dziewczynie, 1936)
  
  
  

01 lipca 2017

misterium, które trzeba podziwiać w liściu. . .

Istnieje zatem misterium, które trzeba podziwiać w liściu, w ścieżce, w rosie, w twarzy ubogiego.

Franciszek
Jorge Mario Bergoglio
(fragment encykliki Laudato si', 2015)
   
   
   

proponuje rozwój wstrzemięźliwości i zdolności radowania się, mając niewiele. . .

Duchowość chrześcijańska proponuje rozwój wstrzemięźliwości i zdolności radowania się, mając niewiele. To powrót do prostoty, która pozwala nam się zatrzymać i docenić to, co małe, i dziękować za możliwości, jakie daje życie, nie przywiązując się do nich ani nie smucąc z powodu tego, czego nie posiadamy. Wymaga to unikania dynamiki panowania i gromadzenia samych tylko przyjemności.

   223. Wstrzemięźliwość przeżywana świadomie i w wolności wyzwala nas. Nie jest gorszym życiem, nie jest mniejszą intensywnością, ale całkiem odwrotnie. W istocie tymi, którzy bardziej się rozkoszują i lepiej przeżywają każdą chwilę, są ci, którzy nie chcą wybierać tu i tam, nieustannie poszukując tego, czego nie mają, lecz doświadczają, co oznacza docenienie każdej osoby i każ- dej rzeczy, uczą się nawiązywać kontakt i potrafią się cieszyć z najprostszych rzeczy. W ten sposób potrafią pomniejszyć niezaspokojone potrzeby i zredukować zmęczenie i niepokój. Można mieć niewiele, a żyć intensywnie, zwłaszcza gdy jesteśmy w stanie odkryć inne przyjemności i odnajdywać satysfakcję w braterskich spotkaniach, usługiwaniu, w realizowaniu swoich charyzmatów, w muzyce i sztuce, w kontakcie z naturą, w modlitwie. Szczęście wymaga umiejętności ograniczenia pewnych potrzeb, które nas ogłuszają, i pozostawania w ten sposób otwartymi na wiele możliwości, jakie daje nam życie.

Franciszek
Jorge Mario Bergoglio
(fragment encykliki Laudato si', 2015)
   
   
   

ustawodawstwo dotyczące ochrony lasów. . .

Wiemy na przykład, że kraje, które mają jasne ustawodawstwo dotyczące ochrony lasów, są nadal niemymi świadkami częstego pogwałcania prawa.

Franciszek
Jorge Mario Bergoglio
(fragment encykliki Laudato si', 2015)
   
   
   

przedmioty wytwarzane przez technikę nie są neutralne. . .

Należy uznać, że przedmioty wytwarzane przez technikę nie są neutralne, ponieważ wpływają na styl życia i ukierunkowują możliwości społeczne zgodnie z interesami określonych grup władzy. Pewne decyzje, które wydają się czysto instrumentalne, są w istocie wyborami odnoszącymi się do typu życia społecznego, jaki ma się zamiar rozwijać.


Franciszek
Jorge Mario Bergoglio
(fragment encykliki Laudato si', 2015)
   
   
   

tradycja chrześcijańska nigdy nie uznała prawa do własności prywatnej. . .

Zasada podporządkowania własności prywatnej powszechnemu przeznaczeniu dóbr jest zatem uniwersalnym prawem jej użytkowania, jest „złotą regułą” zachowań społecznych oraz «pierwszą zasadą całego porządku społeczno-etycznego »71. Tradycja chrześcijańska nigdy nie uznała prawa do własności prywatnej za absolutne i nienaruszalne i podkreślała społeczną funkcję wszelkiej formy własności prywatnej. Święty Jan Paweł II zdecydowanie przypomniał tę doktrynę, mówiąc, że «Bóg dał ziemię całemu rodzajowi ludzkiemu, aby utrzymywała wszystkich jego członków, nie wykluczając ani nie wyróżniając nikogo»72.


Franciszek
Jorge Mario Bergoglio
(fragment encykliki Laudato si', 2015)
   
   
   

arbitralność najsilniejszych doprowadziła do ogromnych nierówności. . .

Wizja umacniająca arbitralność najsilniejszych doprowadziła do ogromnych nierówności, niesprawiedliwości i przemocy wobec większości rodzaju ludzkiego, ponieważ zasoby stają się własnością tego, kto przybył pierwszy, albo tego, kto ma więcej władzy: zwycięzca bierze wszystko. Ideał harmonii, sprawiedliwości, braterstwa i pokoju, jaki proponuje Jezus, jest przeciwieństwem takiego modelu. Wyraził On to w odniesieniu do możnych swoich czasów: «Władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą » (Mt 20, 25-26).


Franciszek
Jorge Mario Bergoglio
(fragment encykliki Laudato si', 2015)
   
   
   

dynamika mediów i świata cyfrowego. . .

47. Dołącza się do tego dynamika mediów i świata cyfrowego, gdy staje się wszechobecna, nie sprzyjając rozwojowi zdolności do mądrego życia, głębokiego myślenia, wielkodusznego miłowania. Wielkim mędrcom przeszłości groziłoby w tym kontekście, że będą świadkami, jak ich mądrość jest przytłumiana pośród rozpraszającego zgiełku informacyjnego. Konieczny jest wysiłek, aby środki te stały się bodźcem do nowego rozwoju kulturalnego ludzkości, a nie degradacją jej najgłębszego bogactwa. Prawdziwej mądrości, owocu refleksji, dialogu i wielkodusznego spotkania między ludźmi, nie osiąga się jedynie na drodze gromadzenia danych, prowadzącego do przesytu i zamętu w swego rodzaju skażeniu umysłowym. Równocześnie istnieje tendencja do zastąpienia realnych relacji z innymi, ze wszystkimi związanymi z nimi wyzwaniami, przez pewien typ komunikacji za pośrednictwem internetu. Pozwala to na selekcjonowanie lub eliminowanie relacji według naszego uznania. W ten sposób rodzi się nowy rodzaj sztucznych emocji, które mają więcej wspólnego z urządzeniami i ekranami niż z osobami i przyrodą. Obecne środki pozwalają nam komunikować się oraz dzielić wiedzą i uczuciami. Jednak czasami uniemożliwiają nam bezpośredni kontakt z niepokojem, wstrząsem, radością bliźniego oraz złożonością jego doświadczenia osobistego. Nie powinno więc dziwić, że wraz z przytłaczającą podażą tych produktów narasta głęboka melancholia i niezadowolenie w relacjach międzyosobowych czy też niebezpieczna izolacja.


Franciszek
Jorge Mario Bergoglio
(fragment encykliki Laudato si', 2015)
   
   
   

kontrola wody ... stanie się głównym źródłem konfliktów w tym wieku. . .

W rzeczywistości dostęp do wody pitnej i bezpiecznej jest istotnym, fundamentalnym i powszechnym prawem człowieka, ponieważ determinuje przeżycie osób i z tego względu jest warunkiem korzystania z innych praw człowieka. Ten świat ma poważny dług społeczny wobec ubogich, którzy nie mają dostępu do wody pitnej, gdyż jest to odmawianie im prawa do życia zakorzenionego w ich niezbywalnej godności. Dług ten spłaca się częściowo poprzez większą pomoc finansową, by zapewnić czystą wodę i usługi kanalizacyjne ludom najuboższym.
(...)
Oddziaływania na środowisko mogą mieć wpływ na miliardy ludzi, a można też oczekiwać, że kontrola wody przez wielkie światowe korporacje stanie się głównym źródłem konfliktów w tym wieku.

Franciszek
Jorge Mario Bergoglio
(fragment encykliki Laudato si', 2015)
   
   
   

zatracenie różnorodności biologicznej. . .

III. Zatracenie różnorodności biologicznej 

   32. Zasoby ziemi są również grabione z powodu krótkowzrocznego rozumienia gospodarki i działalności handlowej oraz produkcji. Strata puszcz i lasów pociąga za sobą równocześnie stratę gatunków, które mogłyby w przyszłości stanowić zasoby niezwykle ważne nie tylko dla wyżywienia, ale także dla leczenia chorób i wielu usług. Różne gatunki zawierają geny, które mogą być kluczem do zaspokojenia w przyszłości pewnych ludzkich potrzeb lub uregulowania pewnych problemów ekologicznych.
(...)
   37. Pewne kraje poczyniły postępy w skutecznej ochronie określonych miejsc i obszarów, na lądzie i w oceanach, gdzie zakazano wszelkiej ingerencji człowieka, która mogłaby zmienić ich wygląd lub modyfikować ich oryginalną strukturę.
(...)
Godny pochwały jest wysiłek organizacji międzynarodowych oraz organizacji społeczeństwa obywatelskiego uwrażliwiających mieszkańców posługujących się również dozwolonymi prawem mechanizmami nacisku, aby każdy rząd wypełniał swój nieprzekazywalny obowiązek ochrony środowiska i zasobów naturalnych swego kraju, nie zaprzedając się fałszywym interesom lokalnym czy międzynarodowym.

Franciszek
Jorge Mario Bergoglio
(fragment encykliki Laudato si', 2015)
   
   
   

24 czerwca 2017

czymże jest wolność. . .

Czymże jest wolność! Jedynie to, co obojętne, jest wolne, zaś to, co charakterystyczne, nie jest wolne nigdy, jest napiętnowane, zdeterminowane, związane.

Thomas Mann 
(fragment powieści Doktor Faustus. 
Żywot kompozytora niemieckiego Adriana Leverkühna 
opowiedziany przez przyjaciela, 1947)

   
   

11 czerwca 2017

zmartwychwstanie. . .

Więc po tym życiu miałyby nas kiedyś obudzić
przeraźliwe jęki trąb i rogów?

Odpuść mi, Boże, ale krzepię się wiarą,
że początek i wskrzeszenie wszystkich nas, nieboszczyków,
obwieści po prostu pianie koguta...

Potem przez chwilę zostaniemy jeszcze w łóżku…

Pierwsza wstanie
mama… Usłyszymy,
jak cichutko rozpala ogień,
jak cichutko stawia wodę na blasze
i troskliwie wyjmuje z szafki młynek do kawy.

Będziemy znowu w domu.

                                      Vladimìr Holan
  
 
  

13 maja 2017

psalm XV. . .

Niech będzie pohańbiony
I obleczony w hańbę
I zawstydzony niechaj będzie
Niechaj w sromocie tonie

Niech będzie jako plewy
Na wiatr rzucone nocą
I niech ta droga długa
Prowadzi na zginienie

Niech mu zaniemieją wargi
Usta niegodne i kłamliwe
Zapłatą niech mu będzie
Pogarda sprawiedliwych

Niech będzie spustoszony
Niech będzie podeptany
Niech zatracony ginie
I w poniżeniu kona

Niech wodą się rozpłynie
i w niwecz się obróci
Niech będzie jako strzała
w cięciwie połamana

Niech będzie rozproszony
wypadnie z pamięci
Niech będzie mu zagłada
ze świata czterech stron

Niechaj ci będzie synu, człowieku,
który źle myślisz przeciwko drugiemu,
zagłada, niechaj ci będzie synu, człowieku.

Niechaj ci będzie zagłada.

Niechaj ci będzie synu człowieku,
który źle myślisz przeciwko drugiemu...

Niechaj ci będzie zagłada.

                                               Jerzy Andrzejewski
   
   
   

11 maja 2017

ze szczytu schodów. . .

Oczywiście
ci którzy stoją na szczycie schodów
oni wiedzą
oni wiedzą wszystko

co innego my
sprzątacze placów
zakładnicy lepszej przyszłości
którym ci ze szczytu schodów
ukazują się rzadko
zawsze z palcem na ustach

jesteśmy cierpliwi
żony nasze cerują niedzielną koszulę
rozmawiamy o racjach żywności
o piłce nożnej cenie butów
a w sobotę przechylamy głowę w tył
i pijemy

nie jesteśmy z tych
co zaciskają pięści
potrząsają łańcuchami
mówią i pytają
namawiają do buntu
rozgorączkowani
wciąż mówią i pytają

oto ich bajka -
rzucimy się na schody
i zdobędziemy je szturmem
będą się toczyć po schodach
głowy tych którzy stali na szczycie
i wreszcie zobaczymy
co widać z tych wysokości
jaką przyszłość
jaką pustkę

nie pragniemy widoku
toczących się głów
wiemy jak łatwo odrastają głowy
i zawsze na szczycie zostaje
jeden albo trzech
a na dole aż czarno od mioteł i łopat

czasem nam się marzy
że ci ze szczytu schodów
zejdą nisko
to znaczy do nas
gdy nad gazetą żujemy chleb
i rzekną

                     -a teraz pomówmy
                     jak człowiek z człowiekiem
                     to nie jest prawda co wykrzykują afisze
                     prawdę nosimy w zaciśniętych ustach
                     okrutna jest i nazbyt ciężka
                     więc dźwigamy ją sami
                     nie jesteśmy szczęśliwi
                     chętnie zostalibyśmy
                     tutaj

to są oczywiście marzenia
mogą się spełnić
albo nie spełnić
więc dalej
będziemy uprawiali
nasz kwadrat ziemi
nasz kwadrat kamienia

z lekką głową
papierosem za uchem
i bez kropli nadziei w sercu

1956
                                                                   
                                                    Zbigniew Herbert
                                                    (z tomu Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze, 1983)
 
 
   

30 kwietnia 2017

dzwony. . .

Chowałem dzwony w piersi mej; ponure, groźne, głuche dzwony,
Drzemiące niby w mrocznej mgle dzwonnicy cichej, opuszczonej.
Czuwałem trwożnie nad ich snem, bo byłem w sercu pełen lęku,
By się nie zbudził śpiący spiż z huraganowym echem jęku;
Czuwałem trwożnie nad ich snem tłoczącym, ciężkim jakby ołów,
Kochałem bowiem senny czar opustoszałych już kościołów.

O, duszo! Czemuś w ową noc, gdy w gruz runęły twe świątnice,
Rozpaczą swych zgorzkniałych ust plunęła w zmierzchłych nieb ciemnice?
Oślepły blade oczy gwiazd od jadów twej piołunnej śliny
I przerażenia ślepy strach widnokrąg ziemi zaległ siny.
O, w ową straszną, krwawą noc dzwony się obudziły senne,
Gromowej nawałnicy sztorm lejąc w otchłanie sfer bezdenne.

Z bezdni, gdzie głuchy leżał mrok, pomruk wydźwignął się ponury,
Wyrosło tysiąc nagich rąk, chwyciły silnie dzwonów sznury
I rozkiełznany, dziki szał prostuje, kurczy rąk nawałę,
Co rwą i szarpią, jakby w strzęp rozrywać chciały światy całe!
Szarpiących rąk szatański szał rozdziera pierś broczącą w męce!
O, nieznużone w wieków wiek, tysiączne, nagie, silne ręce...

Rozkołysane w grozy jęk, w ryk rozszalałe huczą dzwony!
Złowieszczy lament dzikich trwóg! Obłęd rozpaczy rozjuszonej!
Dławiący w głuszy czyha strach! Ogniste walą z chmur pioruny
W miedziane szczyty wzniosłych wież! Pomrok zalały krwawe łuny!
Bluźnierczej skargi bunt i gniew! Duszonych starców ciężkie skony!
Rozkołysane w grozy jęk, w ryk rozszalałe huczą dzwony!

Rozkołysane w grozy jęk, w ryk rozszalałe dzwony huczą!
A każdy huk spiżowych płuc bucha brzemienny krwawą tuczą!
Morze dymiącej, spiekłej krwi rozlewa w krąg odmęty błotne,
Które sięgają już mych ust, jak węże śliskie i wilgotne!
Huk każdy ciosem wali w skroń, zbolałą skroń rozmiażdżą, stłuczą!
Rozkołysane w grozy jęk, w ryk rozszalałe dzwony huczą!

O, dzwony, dzwony, dzwonów huk! Każdy powietrza nikły atom
Zmienił się w wściekły, głośny dzwon i skargi swoje wieści światom.
Każdy powietrza atom grzmi, burz rozpętanych szał rozlewa
I wrzaskiem tysiąckrotnych ech ryki potworne znów odbrzmiewa!
Z każdego dzwonu wali grom! Krew bucha z każdej dzwoonu czary!
Huk! Nieskończoność dzwonów! Jęk! W krąg bezkres dzwonów! Huk w bezmiary!

Wszechświat się cały dzwonem stał, a jam jest sercem tego dzwonu!
Olbrzymi dzwon brzeg oparł swój o widnokręgi nieboskłonu.
Trącony w ruch, rozchwiany w pęd, rozmachem miota się i ciska,
Buja nad chmury, spada w dół, szalona, straszna ma kołyska!
Ja, serce dzwonu, pełen trwóg w spazmie przerażeń oszalałem
I w stujęzyczny twardy spiż uderzam okrwawionym ciałem!

Błyskawicowym lotem gnam. Pęd dech zapiera, świszcze, smaga!
Pruję powietrze jakby grom, uderza w dzwon pierś moja naga...
Głuszące ryki! Ostry ból! Rozbite ciało spiż rozdziera!
Powrotnym lotem jak wichr gnam. Pęd świszcze, smaga, dech zapiera!
Pruję powietrze jakby grom, uderzam w dzwon zbolałą skronią...
Głuszące ryki, ostry ból! Rany krwi spiekłej krople ronią.

Zbolałe ciało broczy krwią. Padają czarne krwi korale
W skłębionych huków ciemny wir, w spiętrzone dzikich szałów fale,
W pomroku straszny niecą blask, jakby miotane dla igraszek,
Świeciły krwawe oczy w mgle ze starczych wyłupione czaszek.
I pędzę, gnam i biję w dzwon, struchlały wśród tych ślepych wzroków,
I dzwoni tysiąc nagich rąk, i nie ma dla nich pęt ni oków!

Rozkołysane w grozy jęk, w ryk rozszalałe huczą dzwony!
Złowieszczy lament dzikich trwóg! Obłęd rozpaczy rozjuszonej!
Dławiący w duszy czyha strach! Ogniste walą z chmur pioruny
W miedziane szczyty wzniosłych wież! Pomrok zalały krwawe łuny!
Bluźnierczej skargi bunt i gniew! Duszonych starców ciężkie skony!
Rozkołysane w grozy jęk, w ryk rozszałałe huczą dzwony!

                                                                                               Leopold Staff (z tomu ,)
   
   
   

09 kwietnia 2017

o vos ómnes. . .

O vos ómnes qui transítis per víam, atténdite et vidéte:
Si est dólor símilis sícut dólor méus.
V. Atténdite, univérsi pópuli, et vidéte dolórem méum.
Si est dólor símilis sícut dólor méus.

☆☆☆

O all you who walk by on the road, pay attention and see:
if there be any sorrow like my sorrow.
V. Pay attention, all people, and look at my sorrow:
if there be any sorrow like my sorrow.
   
   
  

02 kwietnia 2017

*** / po ciemku, po ciemku łkasz. . .

                Po ciemku, po ciemku łkasz,
Bezradność twych łez rozumiem!
                Schorzałą śmiertelnie twarz
Radośnie całować umiem.

                Do końca nie zabraknie mąk,
Do końca wystarczy mocy!
                Zmarniałych, zmarniałych rąk
Potrafię pożądać w nocy!

                Oględnie z rozkoszy mdlej
Tą piersią, co z trudem dyszy!
                Do śmierci, do śmierci twej
Wraz z tobą nawykam w ciszy.

                                       Bolesław Leśmian (z tomu Łąka [Noc bezsenna], 1920)
 
 
 

18 marca 2017

pieśń o nocy. . .

O, nie śpij, druhu, nocy tej.
Tyś jest Duch, a myśmy chorzy nocy tej.
Odpędź z oczu Twoich sen! Nocy tej!
Tajemnica się rozwidni. Nocy tej!
Tyś jest Jowisz na niebiosach,
wśród gwiazd krążysz firmamentu, nocy tej!
Nad otchłanie orła pędź!
Bohaterem jest Twój Duch nocy tej!
O, nie spij, druhu, nocy tej!

Jak cicho. Inni śpią.
Ja i Bóg jesteśmy sami, nocy tej!
Jaki szum! Wschodzi szczęście,
prawda skrzydłem opromienia nocy tej!
Nie śpij, druhu, nocy tej,

Gdybym przespał aż do ranka,
już bym nigdy nie odzyskał nocy tej!
Targowiska już ucichły,
Patrz na rynek gwiezdnych dróg nocy tej!
Lew i Orion,
Andromeda I Merkury krwawo lśni nocy tej!
Wpływ złowieszczy miota Saturn,
Wenus płynie w złotym dżdżu nocy tej!
Zamilknięciem wiąże język,
lecz ja mówię bez języka nocy tej!

                                    Rumi
                                    tłum. Tadeusz Miciński

17 marca 2017

jestem afryką. . .

o 15.34 w piątek 23 lipca 1971
sunę po przepaści Afryki
(jak kameleon po wargach mowy)
ponad Libią, na ukos od Benghazi,
po czerwonej ziemi, gdzie zabawne chmurki
jak białe słonie kosztują swego cienia;
a teraz ponad wstęgą Morza Śródziemnego:
niebo jest w górze i w dole:
Afryko, chciałbym do ciebie przywrzeć,
moja rzeczywistości, moja ziemio,
ta bolesność za ciemnymi szkłami,
które chronią przed blaskiem twojej wspaniałości,
białej jak słonie-chmury, to nie są łzy skruchy ani smutku:
Afryko, serce mi pęka z dumy,
Afryko, kraju moich przodków,
kraju, gdzie ojciec wpatrzony w horyzont
uspokaja drzewa,
kontynencie, na którym moja matka
z muszel i słońca potrafi wyczarować dom,
obszarze, na którym moi towarzysze powstaną w całej bezgraniczności
człowieczeństwa: Afryko,
płaczę, gdyż jesteś życiem mojego życia,
gdyż zawsze z powrotem się odrodzę
teraz jestem słowem z ciała mego kraju,
mojego lądu, mej przeszłości, teraz wiem
że musimy zajść dalej, o całą wieczność dalej
poza granice przyzwyczajeń, że każdy
musi zdruzgotać małoduszne struktury
zniewolenia, niewiedzy i odosobnienia
aby dorównać twej naturze:
być wysokim i stać tak pewnie jak twe góry
zarośnięty jak ty lasami,
twardy i nieokiełzany jak twe pustynie,
bogaty jak twe wybrzeża,
urodzajny jak łożyska twych rzek, wolny jak twe zwierzęta,
człowiek jak twoi ludzie,
na zawsze  człowiek tak jak oni, przez pamięć dla ich ran:
Afryko, nasieniem rewolucji
obsiejemy cię taką, jaka jesteś:
a jesteś: dniem i nocą, w których mieszkają ludzie

Afryko, gdzie sny są czarne,
Afryko, płaczę bo jestem silny,
Afryko, do widzenia

                                                             Breyten Breytenbach
                                                             przeł. Andrzej Braga
   
   
   

19 stycznia 2017

meduza. . .

Idąc przez życie, obawiam się ludzi
I zdarzeń, które, mając wzrok Meduzy,
Zmieniają w kamień każdego, kto spojrzy
W ich grząskie oczy. Są takie spojrzenia.
Głowę odwracam. Dante nie ufając
Mym palcom nazbyt nieszczelnym i drżącym
Ilekroć czuje zbliżanie się Gorgon -
Na moich oczach kładzie swoją dłoń.
I tak wędruję przez ten świat widzialny
Z zasłoną palców Dantejskich na oczach.

                                                              Roman Brandstaetter
 
 
 

rachunek kamieni. . .

Przebudzony kamień jest bardzo zdziwiony.
Z przebudzenia wynika, że nie jest kamieniem.
Więc czym jest? Z jakiej materii zdziałany?

Niewielkie jest moje poznanie, niewielkie,
Moja wiedza jest skąpa, a to co rozumiem,
Jest owocobraniem mojej słabej wiary.

Trud mój dopiero teraz się zaczyna,
Boże, który jesteś dla mnie większym ciężarem
Niż ja dla Ciebie.
A chociaż upadam pod Twoim brzemieniem,
Trwam pod nim,
Bo pragnę zasiąść
Na drugim brzegu człowieka,
Na drugim brzegu brata,
Na drugim brzegu myśli,
Na drugim brzegu serca,
Przy stole pojednania,

Chrystus Frasobliwy kapliczka przydrożna - Kurowice - 1997
Gdzie wszystko ma swój sens i ład,
Gdzie nie ma żadnych sprzeczności i złudzeń,
Gdzie duch nie walczy z oporem materii,
Gdzie ostry topór nie godzi w pień drzewa,
Gdzie krew nie płynie od ukłucia nożem,
Gdzie woda nie jest przeciwna ogniowi,
Gdzie nie istnieje szukanie i lęk.

Dlatego wierzę, chociaż owa wiara,
Która dla innych jest ojczyzną ciszy,
Dla mnie jest jeszcze jedną
Burzą.

Dlatego wciąż od nowa szukam Cię i szukam,
Jakby Cię za mało było w tym wszystkim,
W czym Cię nieustannie widzę i czuję.

Jesteś umęczony mną, Boże,
Ale ja również jestem umęczony Tobą.

Zerwane sieci w falach Genezareth,
Gorzkie modlitwy, piwnice, ciemności
I medytacje nad tajemną sprawą,
Dlaczego ginie sprawiedliwy mąż,
A zły zasiada w radzie człowieczeństwa,
Dlaczego mędrzec pada pod toporem,
A tłuste sadło żre włochaty szczur,
Dlaczego kłamie czarna zakonnica,
A Maria Curie była ateistką.

Kołowrót męki, niepokój sumienia
I karuzela grzechów, i upadek,
I to pytanie, od którego bolą
Wargi:
Powiedz, czy tę rzeczywistość
Może ocalić poezja?

A potem znowu wszystko od początku:
Zawiłe drogi, zasadzki i sidła,
Zerwane sieci w falach Genezareth
I wizja kwitnącego figowca,
Który jeszcze wieczorem
Był uschniętym kikutem.

Boże nauki, serc i intuicji,
Pragnę odnaleźć nici, które łączą
Serce ze sercem, zjawisko z zjawiskiem.

Pragnę odnaleźć kiełki wszystkich zdarzeń,
Ich sen i jawę, spoczynek i trud,
I te klęczące w naiwnej pokorze
Pyłki i ziarnka,
I te przeciwko Tobie zbuntowane
Góry gigantów,

Abym mógł wreszcie zrozumieć i pojąć,
Jak żyć by przeżyć godnie odrobinę
Wrogiego czasu,
Jak żyć, by nie złamać
Twojego imienia —
Ja, celnik, który kiedyś
Będę Cię błagał o kromkę wieczności
Jak o kromkę chleba.

                                                            Roman Brandstaetter
 
 
 

przylot aniołów I. . .

Patrz, puste są dłonie ślepego pokolenia
Jak sad po krucjacie jesieni.
Ani jednego owocu nie znajdziesz,
Ani jednego.
Takie są dłonie ślepego pokolenia.
Puste.

Tityr nie zrzuci z siebie troski w cieniu buka
Ani nie będzie grał na wiejskiej fletni
Zielonej piosenki, ani nie napełni
Gaju miłosnym gruchaniem z Amarylis.

Padają radioaktywne deszcze,
Pęka Pompeja jądrowych wybuchów,
Kobiety rodzą w szóstym miesiącu ciąży,

Wypalona ziemia jest jałowa,
A cień, negatyw śmierci,
Który pozostał na progu domu,
Jest ostatnim śladem jego właściciela
Na ziemi.

Jest noc.

Żołnierze grają w kości
O łachmany, o rzemyk od sandałów
I o całą wieczność.

                                                  Roman Brandstaetter
 
 
 

rozmowa z aretuzą. . .

Stoję nad twoim źródłem, Aretuzo,
I patrzę w gąszcze mądrych papirusów,
Obrosłych wiedzą wielu tysiącleci.
Po mojej twarzy z wolna się przesuwa
Cień twej postaci. Powiedz mi, czy warto
Wracać do dawnych kształtów i zwyczajów
I znowu wszystko zaczynać od nowa
Dla kilku uczuć i dla kilku myśli,
Które, nim wzejdą, już więdną i giną?

Na to odrzekła wdzięczna Aretuza:
- Nie warto nigdy zaczynać od nowa,
Bo człowiek zawsze potknie się o kamień
W tym samym miejscu i w tym samym czasie.

- Zatem ty wierzysz w przeznaczenie, nimfo?

- Tak, lecz nie w twoje.

- A w czyje?

- Kamienia.

                                                                 Roman Brandstaetter
 
 
 

14 stycznia 2017

potrzebę mocy ... zdobycia władzy, dominacji. . .

   Następny przykład wpływu procesu socjalizacji na kształtowanie się potrzeb człowieka jest znacznie bardziej interesujący. Alfred Adler, znany psychoanalityk austriacki, wykrył, że ludzie posiadają potrzebę mocy; dążą oni do zdobycia władzy, dominacji i sławy. Zresztą istnienie tego rodzaju popędów nie jest również negowane przez psychologów, którzy przyjmują inne koncepcje człowieka. Tomasz Kocowski zwrócił kiedyś uwagę, że „potrzeby mocy są potężnym motorem działań ludzkich, wstrząsających niekiedy społeczeństwami”*. Zgodnie z potocznymi wyobrażeniami dążenie do dominacji i zdobycia władzy jest wyrazem siły jednostki; świadczy o jej twardym charakterze i niezłomnej woli. Adler i inni psychoanalitycy odrzucili ten pogląd. Ich zdaniem człowiek dąży do mocy nie dlatego, że jest silny, lecz dlatego, iż jest po prostu słaby. Potrzeba mocy kształtuje się w procesie socjalizacji; nikt nie rodzi się Oxenstierną czy Napoleonem. Zasadniczą rolę w rozwoju tej potrzeby odgrywa sytuacja rodzinna; dziecko żyje w świecie dorosłych, którzy są silni, mądrzy -i niezależni; wobec nich czuje się ono bezradne i słabe. W takiej sytuacji często powstaje u dzieci poczucie niższości; poczucie to jest szczególnie silne u dzieci upośledzonych i nieporadnych, którym rodzice zwracają uwagę na ich słabości. Chcąc skompensować poczucie niższości, ludzie zaczynają dążyć do mocy; rodzi się u nich potrzeba dominacji i władzy, jednocześnie ulegają osłabieniu motywy afiliacyjne. Zatem potrzeba mocy powstaje w wyniku specyficznego przebiegu procesu socjalizacji. Nie można zaprzeczyć, że tego rodzaju hipoteza jest niezmiernie oryginalna i wyrafinowana; sformułowanie jej wymagało dużej pomysłowości i rozwiniętej fantazji.

* T. Kocowski, Taktyka i strategia sterowania motywacją ludzką w skali masłowskiej, w zbiorze: A. Podgórecki (red.), Socjotechnika. Style działania, Warszawa 1972.

Józef Kozielecki (Koncepcje psychologiczne człowieka, 1998)
   
   
   

01 stycznia 2017

w wielkiem zwycięstwie. . .

Po wielkiem zwycięstwie . — Najlepszem w wielkiem zwycięstwie jest to, że odbiera ono zwycięzcy lęk przed klęską. »Czemużby też raz nie przegrać ? — mówi sobie: jestem teraz dość na to bogaty «.

Friedrich Nietzsche (Wiedza Radosna, 1882)