21 kwietnia 2014

wzdychał głęboko jak dziewica. . .

Glinka zaś posunęła się tak daleko (postępek groźny, którego Simonini się obawiał), że w nagrodę za ten wspaniały sukces zaoferowała mu swoje ciało. Wymówił się przerażony, dając do zrozumienia – trzęsły mu się przy tym ręce, wzdychał głęboko jak dziewica – że jego stan nie różni się od stanu Octave’a de Malivert.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

z własnych trzewi rodzi swojego grabarza. . .

Kapitalizm z własnych trzewi rodzi swojego grabarza – proletariat, a proletariusze oświadczają kapitalistom bez ogródek: „Chcemy was teraz zniszczyć i przywłaszczyć sobie wszystko, co do was należy”. To cudowne.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

20 kwietnia 2014

wtajemniczony doskonały. . .

Brat Generalny, Suwerenny Komandor, Mistrz Doświadczony Wielkiej Loży Symbolicznej, Mistrz Tajny, Mistrz Doskonały, Sekretarz Poufny, Namiestnik i Sędzia, Mistrz Wybrany Dziewięciu, Dostojny Wybraniec Piętnastu, Wyniosły Rycerz Wybrany, Wódz Dwunastu Plemion, Wielki Mistrz Budowniczy, Wielki Wybraniec Szkocki Świętego Sklepienia, Mason Doskonały i Najwyższy, Rycerz Wschodu lub Miecza, Książę Jerozolimy, Rycerz Wschodu i Zachodu, Suwerenny Książę Różanego Krzyża, Wielki Patriarcha, Czcigodny Mistrz Dożywotni wszystkich Lóż Symbolicznych, Rycerz Pruski Noachita, Wielki Mistrz Klucza, Książę Libanu i Tabernakulum, Rycerz Spiżowego Węża, Suwerenny Komandor Świątyni, Rycerz Słońca, Książę Adept, Wielki Szkot od Świętego Andrzeja ze Szkocji, Wielki Wybrany Rycerz Kadoszu, Wtajemniczony Doskonały, Wielki Inspektor Inkwizytor Komandor, Świetlisty i Wzniosły Książę Królewskiej Tajemnicy, Trzydziesty Trzeci, Najpotężniejszy i Potężny Suwerenny Komandor Generalny Wielki Mistrz Kustosza Świętego Palladium, Najwyższy Kapłan Wolnomularstwa Powszechnego.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

prowadzi do samobójstwa. . .

Wygrałem wiele bitew, ale jestem przegrany. Nadchodzi chwila, kiedy człowiekowi pęka coś w środku, powodując utratę energii i woli. Mówi się, że trzeba żyć, ale życie to problem, który z czasem prowadzi do samobójstwa.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

szatanie, przybądź!. . .

– Crux sacra non sit mihi lux, sed draco sit mihi dux, veni Satana, veni! Krzyżu święty, nie bądź mi światłem, lecz ty, smoku, bądź mi przewodnikiem, przybądź, Szatanie, przybądź!
(...)
– Consummatum est. Dokonało się – mówi.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

jedno oblicze. . .

Niebezpieczeństwo powinno mieć jedno oblicze, bo inaczej uwaga czytelnika się rozprasza. Jeśli chcesz oskarżać Żydów, pisz o Żydach, a zostaw w spokoju Irlandczyków, neapolitańskie książęta, piemonckich generałów, polskich patriotów i rosyjskich nihilistów. Za dużo tego dobrego.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

z nihilistami, przeklętym plemieniem. . .

Rozwodził się nad machinacjami masonów spod znaku Mazziniego we Włoszech, potem przenosił akcję do Warszawy, gdzie masoni spiskowali przeciwko Rosji wraz z nihilistami, przeklętym plemieniem z gatunku tych, które regularnie pojawiają się w krajach słowiańskich.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

taka będzie jutro demokracja. . .

– Proszę tylko pomyśleć! Wykorzystał powszechne prawo wyborcze, żeby ustanowić despotyzm! Ten nędznik dokonał autorytarnego zamachu stanu, apelując do ciemnego ludu! To dla nas ostrzeżenie: taka będzie jutro demokracja.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

19 kwietnia 2014

r o d z i c i e l e - to prowokatorzy albo szaleńcy. . .

Trzeba więc koniecznie zniechęcać do prokreacji, jako ze obawa przed wygaśnięciem rodzaju ludzkiego nie ma żadnych podstaw: cokolwiek nastąpi, wszędzie znajdzie się dość durniów marzących tylko o uwiecznieniu swego rodu. A jeśliby i oni w końcu chcieli się wymigać, zawsze znajdzie się jakaś wstrętna para gotowa do poświęceń.
   Chodzi o zwalczanie nie tyle chęci życia, ile chęci "posiadania potomstwa". Rodzice - r o d z i c i e l e - to prowokatorzy albo szaleńcy.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zły demiurg, 1969)
   
   
   

stała matka bolejąca. . .



Antonio Vivaldi (fragmenty I-IV/IX z Stabat Mater, 1712)
 
 
   

widok z ziarnkiem piasku. . .

Zwiemy je ziarnkiem piasku.
A ono siebie ani ziarnkiem, ani piasku.
Obywa się bez nazwy
ogólnej, szczególnej,
przelotnej, trwałej,
mylnej czy właściwej.

Na nic mu nasze spojrzenie, dotknięcie.
Nie czuje się ujrzane i dotknięte.
A to, że spadło na parapet okna,
to tylko nasza, nie jego przygoda.
Dla niego to to samo, co spaść na cokolwiek,
bez pewności, czy spadło już,
czy spada jeszcze.

Z okna jest piękny widok na jezioro,
ale ten widok sam siebie nie widzi.
Bezbarwnie i bezkształtnie,
bezgłośnie, bezwonnie
i bezboleśnie jest mu na tym świecie.

Bezdennie dnu jeziora
i bezbrzeżnie brzegom.
Nie pojedynczo ani mnogo falom,
co szumią głuche na swój własny szum
wokół nie małych, nie dużych kamieni.

A wszystko to pod niebem z natury bezniebnym,
w którym zachodzi słońce nie zachodząc wcale
i kryje się nie kryjąc za bezwiedną chmurą.
Targa nią wiatr bez żadnych innych powodów,
jak tylko ten, że wieje.

Mija jedna sekunda.
Druga sekunda.
Trzecia sekunda.
Ale to tylko nasze trzy sekundy.

Czas przebiegł jak posłaniec z pilną wiadomością.
Ale to tylko nasze porównanie.
Zmyślona postać, wmówiony jej pośpiech,
a wiadomość nieludzka.

                                         Wisława Szymborska (z tomu Ludzie na moście, 1986)
   
   
   

17 kwietnia 2014

jezuita z pewnością zawsze będzie jezuitą, jedno mówi, a drugie robi. . .

(...)jezuita z pewnością zawsze będzie jezuitą, jedno mówi, a drugie robi, jedno robi, a drugie mówi(...)
   Nie ma na świecie sekty bardziej bez serca, mówił ojciec, bardziej bezwzględnej i bezlitosnej w obronie swoich interesów niż Towarzystwo Jezusowe. Jezuita poddany dyscyplinie swojego zakonu i posłuszny zleceniom przełożonych jest ujmujący i przypochlebny, czaruje uprzejmym sposobem bycia, z jego ust leje się miód, lecz pod tą maską kryje duszę ze stali, której obce są wszelkie święte i szlachetne uczucia. Trzyma się skrupulatnie zasady Machiavellego: gdy w rachubę wchodzi dobro ojczyzny... dla jezuitów: zakonu... nie wolno rozróżniać między tym, co sprawiedliwe, a tym, co niesprawiedliwe, między litością a okrucieństwem. Dlatego tych ludzi od dzieciństwa uczy się w kolegiach, by zapominali o związkach rodzinnych, nie mieli przyjaciół, donosili przełożonym o najdrobniejszym nawet przewinieniu najdroższego towarzysza, poskramiali każdy zryw serca, przygotowywali się do posłuszeństwa absolutnego, perinde ac cadaver.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

w szczególności wiedzieć. . .

Trzeba w szczególności wiedzieć to, czego zdaniem innych się nie wie.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

tylko głupcy, aby nie czuć się samotnie, muszą mieć pod kołdrą kobietę lub chłopca. . .

Potrzeba na to trochę czasu, ale rozkosze związane z dobrą kuchnią zaczynają się jeszcze przed jedzeniem, bo gotowanie jest zapowiedzią przyjemności. Wylegując się teraz w łóżku, tym właśnie się delektowałem. Tylko głupcy, aby nie czuć się samotnie, muszą mieć pod kołdrą kobietę lub chłopca. Nie wiedzą, że łykać ślinkę jest lepiej, niż mieć erekcję.

Umberto Eco (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

15 kwietnia 2014

księża... ich królestwo nie jest z tego świata, ale zgarniają co się da. . .

   Księża… Jak ich poznałem? Zdaje się, że u dziadka. Przypominam sobie te rozbiegane oczy, zepsute zęby, nieświeże oddechy, spocone dłonie próbujące pogłaskać mnie po karku. Obrzydliwość. Próżniacy, klasa niebezpieczna, jak złodzieje i włóczędzy. Księdzem lub mnichem zostaje się po to, żeby próżnować; a próżnować mogą, bo jest ich dużo. Gdyby ksiądz był – powiedzmy – jeden na tysiąc dusz, miałby tyle roboty, że nie mógłby leżeć do góry brzuchem i opychać się kapłonami. Spośród księży najmniej godnych rząd wybiera najgłupszych i mianuje ich biskupami.
   Księża są przy tobie tuż po urodzeniu, kiedy cię chrzczą. Potem masz ich w szkole, jeżeli rodzice byli bigotami i powierzyli im twoją edukację. Kolej na pierwszą komunię, lekcje katechizmu i bierzmowanie. W dniu ślubu ksiądz powiada ci, co masz robić w sypialni, a nazajutrz, żeby mieć się czym podniecać w konfesjonale, pyta cię na spowiedzi, ile razy to zrobiłeś. Tobie o spółkowaniu mówią księża ze wstrętem, a sami wstają codziennie z łóżek, gdzie je uprawiali; nie myją sobie nawet rąk i idą jeść i pić swojego Pana, żeby potem wydalić go z siebie i wysikać.
   Powtarzają, że ich królestwo nie jest z tego świata, ale zgarniają, co się da. Cywilizacja nie osiągnie doskonałości, póki ostatni kamień z ostatniego kościoła nie spadnie na ostatniego księdza i nie uwolni świata od tej hołoty.

Eco Umberto (fragment powieści Cmentarz w Pradze, 2010)
   
   
   

13 kwietnia 2014

607. . .

Nie trzeba być Komnatą - aby w nas straszyło -
Lub nawiedzonym Domem -
Nie ma Wnętrz straszniejszych niż Mózgu
Korytarze kryjome -

Ileż bezpieczniej - o Północy
Ujrzeć Upiora przed sobą -
Niż spojrzeć w twarz własnym - wewnętrznym -
Pustkom i Chłodom.

Prościej gnać przez widmowe Opactwo,
Gdy hurgot Głazów nas goni -
Niż stanąć z sobą do walki -
Bez Broni -

Własne Ja - gdy się zaczai
Za Samym Sobą -
Przerazi bardziej niż Morderca
W pokoju obok.

Ciało - wyciąga Rewolwer -
Drzwi ryglują trzęsące się ręce -
Przeoczając potężniejsze widmo -
Lub nawet Więcej -

                                   Emily Dickinson
   
   
   

róża. . .

W miękko okrytym kirem sercu
Tej białej róży, cierpliwe oko,
Oko miłości,
Kim jestem wie, i gdzie bywałem
Dzisiejszej nocy, i co chciałem zrobić.

Przyglądam się tej białej róży
Godzinami, wyobrażając sobie
Że każde drgnienie każdego płatka jest jak oddech
Co koi i ucisza.
Spójrz na nią, rzekłbym
Gdybyś tutaj była: jest znakiem
Tego, co nietrwałe, samotne
I oddane.
Ale cię nie ma, więc powiem, że to mądre:
Cierpliwy oddech, oko, róża
Która otwiera się zbyt łatwo, i umiera.

                                                                   Ian Hamilton
   
   
   

12 kwietnia 2014

ujrzał przez mgnienie oka sens ludzkiej walki i borykania. nieustanny, zmienny marsz ludzkości poprzez wieczność. . .

   W pokoju panowała głucha jak noc cisza. Biff stał przykuty do miejsca, zatopiony w myślach. Nagle coś w nim drgnęło. Poczuł ucisk w sercu i musiał oprzeć się plecami o ladę, by nie upaść. Bo w nagłym błysku ujrzał przez mgnienie oka sens ludzkiej walki i borykania. Nieustanny, zmienny marsz ludzkości poprzez wieczność. Tych, co się ciężko trudzą, i tych — co tylko kochają. Dusza jego rozpostarła skrzydła. Ale tylko na moment. Bo przeniknął go nagle strach, poczuł w sobie jakby ostrzeżenie. Był zawieszony pomiędzy dwoma światami. Spostrzegł, że wpatruje się we własną twarz w lustrze za ladą. Wykrzywioną, z kroplami potu na czole. Jedno oko otwarte było szerzej niż drugie. Lewe zagłębiało się badawczo w przeszłość, prawe z wyrazem lęku patrzyło w mroczną przyszłość, pełną pomyłek i klęsk. A on trwał zawieszony pomiędzy światłem a mrokiem. Pomiędzy gorzką rozpaczą a wiarą.

Carson McCullers (fragment powieści Serce to samotny myśliwy, 1940)
   
   
   

jakby ją oszukano. . .

   Teraz już żadna muzyka nie rozbrzmiewała jej w myślach. Zabawna rzecz. Jakby nie miała teraz wstępu do świata marzeń. Czasami nadpływała i odpływała krótka melodia w szybkim rytmie, ale ona nigdy nie zanurzyła się już w świat marzeń ze swoją muzyką, jak zwykła była robić dawniej. Tak jakby żyła w zbyt wielkim napięciu. A może to sklep zabierał jej całą energię i czas? Sklep Woolwortha to nie było to samo co szkoła. Kiedy wracała do domu ze szkoły, czuła się dobrze i mogła poświęcić się muzyce. Ale teraz była zawsze zanadto zmęczona. W domu zjadała tylko kolację i kładła się spać, rano zjadała śniadanie i znów szła do sklepu. Melodia, którą zaczęła zapisywać w swoim notesie przed dwoma miesiącami, była wciąż jeszcze nie skończona. Chciała przebywać w swoim świecie marzeń, ale nie wiedziała, jak to zrobić. Tak jakby świat ten był gdzieś daleko, zamknięty przed nią. Bardzo to trudne do zrozumienia.
(...) 
   Mick zmarszczyła brwi i potarła pięścią czoło. Tak to wszystko się przedstawiało. Cały czas była wściekła. Nie tak jak dziecko, które wpada nagle w złość i prędko się uspokaja — ale inaczej. Nie było żadnego powodu do wściekłości. Chyba ten sklep. Ale w sklepie nie proszono jej, żeby tam pracowała. Nie było więc czego się wściekać. Miała takie uczucie, jakby ją oszukano. A nikt jej przecież nie oszukał. Nie było więc nikogo, na kim mogłaby wyładować złość. A jednak czuła się oszukana.
   Ale może te marzenia o fortepianie ziszczą się i wszystko będzie jeszcze dobrze. Może trafi się jej jakaś szansa? Bo inaczej, na co, u licha, się to wszystko zdało — jej zamiłowanie do muzyki i plany, jakie snuła w krainie marzeń? Musiało to mieć jakiś sens, jeżeli wszystko na świecie ma sens. Za dużo było tego, za dużo, za dużo, za dużo. Musiało mieć sens.
   W porządku!
   Dobrze!
   Jakiś sens.

Carson McCullers (fragment powieści Serce to samotny myśliwy, 1940)
   
   
   

parę patyków, ułożył je na podkładzie z papieru, a na tym wszystkim węgiel, zgodnie z jakąś swoją metodą. . .

   Niewielki pokój był bardzo schludny. Słońce oświetlało kosz fioletowych winogron stojących na stole. Singer, z rękami w kieszeniach, siedział na odchylonym do tyłu krześle, zapatrzony w okno.
(...) 
   Jake wzdrygnął się. Choć słońce świeciło jasno, w pokoju było chłodno. Singer podniósł wskazujący palec do góry i wyszedł do sieni. Wrócił po chwili, niosąc wiaderko węgla i trochę drewna na podpałkę. Jake obserwował go, kiedy ukląkł przed paleniskiem. Połamał starannie parę patyków, ułożył je na podkładzie z papieru, a na tym wszystkim węgiel, zgodnie z jakąś swoją metodą. Z początku ogień nie chciał się rozpalić. Migocące słabo płomyki tłamsiła czarna wijąca się smuga dymu. Singer przykrył ruszt podwójną warstwą gazet. Ciąg powietrza ożywił ogień. W pokoju zahuczało. Papier zapłonął i został wciągnięty w głąb pieca. Potrzaskujący, lekko pomarańczowy płomień buchnął na palenisku.

Carson McCullers (fragment powieści Serce to samotny myśliwy, 1940)
   
   
   

wykwit nędzy. . .

— Rozgoryczenie to najcenniejszy wykwit nędzy.

Carson McCullers (fragment powieści Serce to samotny myśliwy, 1940)
   
   
   

08 kwietnia 2014

oto pokorny hołd złożony wolności. demokracji i tyranii. . .

- Pół centa dla tego biedaka, co sadził tytoń, i tyle samo dla durnia, co go zwijał. A dla pana, Biff, cały cent. - Starał się skupić wzrok, by odczytać napisy na pięciocentówce i dziesięciocentówce. Palcem przytrzymywał dwie monety i kręcił nimi w kółko. W końcu odepchnął je od siebie. - Oto pokorny hołd złożony wolności. Demokracji i tyranii. Wolności i grabieży.

Carson McCullers (fragment powieści Serce to samotny myśliwy, 1940)
   
   
   

06 kwietnia 2014

exegi monumentum aere perennius. . .

Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu.
Od królewskich piramid sięgający wyżej;
Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony
Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony

Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie.
Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie
Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody,
Róść ja dopóty będę, dopóki na schody

Kapitolu z westalką cichą kapłan kroczy.
Gdzie z szumem się Aufidus rozhukany toczy,
Gdzie Daunus w suchym kraju rządził polne ludy,
Tam o mnie mówić będą, że ja, niski wprzódy,

Na wyżyny się wzbiłem i żem przeniósł pierwszy
Do narodu Italów rytm eolskich wierszy.
Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie,
I delfickim wawrzynem wieńcz mi skroń radośnie.

                                                                    Horacy
   
  
   

05 kwietnia 2014

samotność. . .

Trzystu na obiad prosisz gości
i dziwisz się, że nie przybywam,
narzekasz na mnie, spory wszczynasz.
A przecież prosta jest przyczyna:
nie lubię jadać w samotności.

                                              Marcjalis
   
   
   

04 kwietnia 2014

motto. . .

Mój Boże, co dzień to samo dokoła,
Myśli te same, w tym samym szeregu,
Jak akermańskie echo: „nikt nie woła”,
(Pióro drży w ręku) jak „sto mil od brzegu”.

Odbiegły mewy (według nich: rybitwy),
Pusto na wodach. Wielki Wóz nie świeci.
Zostały słowa, rym wszedł do modlitwy,
Bo tak się za nas modlili poeci.

Tyle naszego. Tym jednym cytatem
Wiek nakryć można i łączyć go z wiekiem;
Jak polskie motto zapisać nad światem
I czytać w nocy na niebie dalekiem.

                                         Kazimierz Wierzyński