27 grudnia 2015

zgasić światłość. . .

Ze względów oszczędnościowych polecam zgasić światłość wiekuistą, która mi może będzie świecić.

Julian Tuwim
 
 
 

urok płomieni. . .

Cały urok płomieni tkwi w ich zniewalającym, dziwnym pląsaniu, gdzieś poza kategoriami harmonii, proporcji i miary. Czyż niepochwytne wzloty płomienia nie są dobrym symbolem wdzięku i tragedii, naiwności i rozpaczy, rozkoszy i smutku?


Emil Cioran (fragment pisma filozoficznego Na szczytach rozpaczy, 1934)
  
   
   

możliwości umierania. . .

(...)życie utkane jest z ciągłej , niewykorzystanej możliwości umierania: pochłania ich bezbarwny holokaust historii, zbiorowa mogiła.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

literackie wyrafinowanie. . .

(...)wszelkie inne literackie wyrafinowanie początkowo wynika z potrzeby przewietrzenia słów , przykrycia ich uwiądu zręcznym wyrafinowaniem, lecz kończą się zmęczeniem, w którym umysł i słowo roztapiają się w sobie, a później ulegają rozkładowi.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

pomiędzy inteligencją i głupotą. . .

Różnica pomiędzy inteligencją i głupotą polega na umiejętnym manipulowaniu przymiotnikami, bez ich zmienności i różnorodności powstaje banał. Sam Bóg żyje jedynie dzięki przymiotnikom, które mu przypisujemy: to racja bytu teologii. Tak też człowiek nazywa za każdym razem inaczej monotonię swych nieszczęść; a usprawiedliwić się z niej przed umysłem może tylko przez namiętne poszukiwanie nowych przymiotników.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   


człowiek ... dlaczego on nie próbuje się zabić?

Za każdym razem, gdy spojrzymy na człowieka z dystansu, nasuwa się na myśl jedno i to samo pytanie: dlaczego on nie próbuje się zabić? Trudno wyobrazić sobie coś bardziej naturalnego niż samobójstwo i trudno przyjąć za 'dobrą monetę wysuwane przeciwko niemu argumenty. Kiedy dzięki poruszającej i często powracającej intuicji pojmujemy własną bezużyteczność , wręcz niepojęte staje się, dlaczego wszyscy tego nie robią. Usunąć samego siebie - ten czyn wydaje się tak prosty i tak oczywisty! Dlaczego więc zdarza się tak rzadko, dlaczego wszyscy Inni się przed nim uchylają? Dzieje się tak dlatego, że choć co prawda rozum odbiera nam chęć życia, owo nic, które przedłuża nasze działania , jest silniejsze niż wszelkie absoluty, ono jest przyczyną milczącej zmowy śmiertelnych przeciwko śmierci; jest ono nie tyle symbolem istnienia, ile samym istnieniem, jest wszystkim.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

cierpi z powodów, których błahość napawa umysł trwogą. . .

Spotykamy człowieka uwikłanego w niezbadany i niepojęty świat, widzimy go pełnego przekonań i pożądań, z których buduje ponad rzeczywistością jakieś chorobliwe konstrukcje. Stworzył całe systemy błędów i potem cierpi z powodów, których błahość napawa umysł trwogą; poświęca się dla wartości , których śmieszność jest porażająca. Czy podejmowane przez niego przedsięwzięcia można uznać za coś więcej niż tylko błahostki , a regularność jego gorączkowych trosk czy może wydać się bardziej stabilna niż architektura niedorzeczności? Dla kogoś, kto patrzy z zewnątrz, absolut każdego życia okazuje się względny, a wszystkie przeznaczenia arbitralne, choć ze swej istoty nieuniknione.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

jedynie poeta potrafi wziąć pełną odpowiedzialność za "ja". . .

A ten, kto mówi w imieniu innych, zawsze jest uzurpatorem. Politycy, reformatorzy i wszyscy ci, którzy głoszą coś , powołując się na zbiorowość , są oszustami. Jedynie kłamstwo artysty nie jest kłamstwem totalnym, gdyż on nie wymyśla nic więcej , jak siebie samego. Jeśli nie zdamy się na to, co niekomunikowalne, nie zawiesimy w pół słowa naszych niewypowiedzianych i nieukojonych niepokojów, życie stanie się tylko zgiełkiem w przestrzeni bez współrzędnych, a wszechświat geometrią, którą chwyciła epilepsja.
[...]
Jedynie poeta potrafi wziąć pełną odpowiedzialność za "ja", tylko on mówi we własnym imieniu i tylko on ma prawo to robić. Poezja, gdy staje się podatna na proroctwa i doktryny, wypacza się : "misja" dławi jej śpiew , idea powstrzymuje jej wzlot.
[...]
   I jak tu nie zwrócić się ku poezji? Jej usprawiedliwieniem - tak jak życia - jest fakt, że niczego nie dowodzi.)

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

tylko człowiek wzbudza trwałą odrazę. . .

   Pośród wszystkich stworzeń tylko człowiek wzbudza trwałą odrazę. Wstręt, który budzi zwierzę,jest przelotny, szybko się rozwiewa; tymczasem ludzie natrętnie nawiedzaj ą umysł, myśl o nich nieustannie przenika przez mur, którym ogrodziliśmy się od świata, i tylko utwierdza nas w strategii odmowy i nieprzystępowania. Po każdej wyrafinowanej rozmowie, która sama dla siebie rozkoszuje się wysokim poziomem swej kultury, można tylko zatęsknić za Saharą i pozazdrościć roślinom albo nieskończonym monologom świata zwierząt.
   Z każdym wymówionym słowem odnosimy zwycięstwo nad nicością, ale po to tylko, by lepiej znosić jej władzę.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

cierpienie ... wrażenie pełni. . .

Intensywne cierpienie zawsze stwarza wrażenie pełni i stawia świadomość w obliczu potwornej, nieuniknionej rzeczywistości[...]

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

najmniejsza odrobina przenikliwości sprowadza. . .

Czas płynie tylko " dzięki temu, że fikcyjny wszechświat zapełniają niezliczone wytwory naszej wyobraźni , gdy tymczasem nicość naszej świadomości ogołociłaby go natychmiast; najmniejsza odrobina przenikliwości sprowadza człowieka do jego pierwotnej kondycji: nagości ; najmniejsza szczypta ironii zdziera z niego śmieszne wdzianko nadziei, dzięki któremu może mylić się i tworzyć złudzenia - każda inna droga prowadzi poza życie . Nuda jest właśnie początki e m tego szlaku ... Sprawia, że czas zaczyna wydawać się nam zbyt długi - a nie odsłania przed nami końca . Obojętni na wszystko, nie znajdując na zewnątrz siebie samych nic, co moglibyśmy przyswoić , niszczejemy powoli, gdyż przyszłość nie ma już dla nas żadnej racji bytu.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

wobec obsesji śmierci. . .

Wobec obsesji śmierci zarówno wykrętne sztuczki nadziei, jak i argumenty rozumu, okazują się bezwartościowe : ich nieskuteczność wzmaga tylko chęć umierania. Jest tylko jedna "metoda", która pozwala nad tą obsesją zapanować: to doświadczyć jej aż do końca, znosząc wszystkie jej rozkosze i udręki, nie próbując jej unikać. Obsesja, której poddamy się aż do przesytu, zanika we własnym nadmiarze. Myśl, nieustannie rozwodząc się nad nieskończonością śmierci, zaczyna jej używać, zaczyna budzić w nas obrzydzenie do niej, negatywny przesyt, który niczego nie oszczędza i który, zanim nadszarpnie prestiż śmierci i ośmieszy ją, objawia przed nami całą znikomość życia.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   


25 grudnia 2015

interpretacja jako styl refleksji. . .

(...)interpretacja jako styl refleksji, odżegnujący się od iluzji posiadania wiedzy pewnej i ostatecznej, otwarty na dialog i porozumienie miedzy różnymi dyskursami.
Wynikałoby z tego, że pogłębianie umiejętności interpretacyjnych nie służy samo sobie, ale odbija się na jakości naszych związków ze światem i z innymi, a w konsekwencji wpływa zasadniczo na budowanie własnej tożsamości.

Dariusz Szczukowski, Grażyna Tomaszewska
(Sztuka interpretacji a lekcja polskiego. Uwagi wstępne.
[w:] Sztuka interpretacji. Poezja Polska XX i XXI wieku, 2014)
   
   
   

jeżeli jesteś. . .

Jeżeli jesteś, spotkasz mnie na chmurnej drodze
W niesamowitej porze, kiedy brzozy w trwodze
Drżą pod naporem wichrów, i wskażesz mi dęby,
Co miotając swych koron kędzierzawe kłęby
Uczą rozpaczliwymi swych konarów szumy
Nadaremnych wysiłków piękności i dumy,
Bohaterstwa obłędu, kiedy liści gęstwa
Wybucha triumfalną niemocą szaleństwa,
W pustce zimnej, nieczułej na ziemi i niebie,
Wśród opętańczych zmagań, co wiodą do ciebie.

Lecz niech nie znam niepogód, błyskawic i burzy,
Którym głos piorunowy groźnym echem wtórzy;
Niech mnie czeka w przystani dzień błogi i długi
Z dala od niebezpieczeństw, raf i klęsk żeglugi,
Na wygładzonej fali, wśród ciszy obłoków,
Nie znającej szarpania bezsilnego oków,
Bezrozumnego buntu, który gryzie skały,
Bym był jak trumna syty, jak cmentarz — dojrzały,
Spokojny jak trup między deskami czterema
Uroczystej nicości — jeśli ciebie nie ma.

                                                          Leopold Staff (z tomu Martwa pogoda, 1964)
 
 
 

24 grudnia 2015

zmierzch zimą. . .

Słońce zachodzi w zimnie bez przyjaciół,
Bez wyrzutów, po tym co dla nas zrobiło.
Zachodzi nie wierząc w nic.
Kiedy zaszło, słyszę, jak biegnie za nim strumyk,
Wziął ze sobą swój flecik, bo droga daleka.

                                                            William S. Merwin
   
   
  

13 grudnia 2015

pozory ... do rangi stylu. . .

Pozostają pozory: dlaczego by nie wznieść ich do rangi stylu? Na tym właśnie polega każda prawdziwie inteligentna epoka.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

cierpienie w swoje ręce, w całkowite posiadanie. . .

Wziąć cierpienie w swoje ręce, w całkowite posiadanie, i wyjść z niego, coś z niego wynieść. To jest jakieś zwycięstwo, tylko to ma sens. Nie zostaje się z pustymi rękami... Bo inaczej po co było zstępować do piekieł?

Swietłana Aleksijewicz (Czasy secondhand. Koniec Czerwonego człowieka, 2009)
   
   
      

się człowiek lituje, to znaczy, że jeszcze nie zajrzał tak głęboko. . .

Kiedy się człowiek lituje, to znaczy, że jeszcze nie zajrzał tak głęboko, jeszcze nie uciekł od ludzi. Bo jeśli uciekł, to wystarczy mu to, co jest w nim samym. Ja zajrzałam nazbyt głęboko... Trudno mnie skrzywdzić. Rzadko płaczę. Śmieszą mnie wszystkie zwyczajne nieszczęścia(...)

Swietłana Aleksijewicz (Czasy secondhand. Koniec Czerwonego człowieka, 2009)
   
   
      

słowa są tylko. . .

Obawiam się, że nie starczy mi talentu, żeby to przekazać. Wskrzesić. Słowa są tylko dopełnieniem naszego stanu. Naszych uczuć.

Swietłana Aleksijewicz (Czasy secondhand. Koniec Czerwonego człowieka, 2009)
   
   
      

wiosną było najstraszniej. . .

Wiosną było najstraszniej. Wszystko w przyrodzie się zmienia... wszystko zaczyna żyć... Lepiej nikogo nie pytać, ile zostało mu do odsiedzenia. Wiosną każdy wyrok to wieczność! Jak ptaki przelecą, to nikt nie podniesie głowy. Wiosną nie patrzy się w niebo...

Swietłana Aleksijewicz (Czasy secondhand. Koniec Czerwonego człowieka, 2009)
   
   
      

12 grudnia 2015

głos. . .

Kaleczą się i dręczą
milczeniem i słowami
jakby mieli przed sobą
jeszcze jedno życie

czynią tak
jakby zapomnieli
że ich ciała
są skłonne do śmierci
że wnętrze człowieka
łatwo ulega zniszczeniu

bezwzględni dla siebie
są słabsi
od roślin i zwierząt
może ich zabić słowo
uśmiech spojrzenie


                          Tadeusz Różewicz (z tomu Niepokój, wiersze z lat 1945-1946)



ciemno... brudno... ... za kulisy. . .

To jest jak w teatrze. Z sali widzi się piękną bajkę - posprzątaną scenę, świetnych aktorów, tajemnicze światło, ale kiedy trafia się za kulisy... Od razu za kurtyną leżą kawałki jakichś desek, szmaty, niedomalowane, porzucone płótna... butelki po wódce... resztki jedzenia... Nie ma bajki. Jest ciemno... brudno... Mnie właśnie zaprowadzono za kulisy... Rozumiesz?

Swietłana Aleksijewicz (Czasy secondhand. Koniec Czerwonego człowieka, 2009)
   
   
      

jak dobiegniesz do lasu. . .

Zrobisz krok - zastrzelą, a jak dobiegniesz do lasu, to rozszarpią cię dzikie zwierzęta.

Swietłana Aleksijewicz (Czasy secondhand. Koniec Czerwonego człowieka, 2009)
   
   
      

szczęśliwi ludzie. . .

Szczęśliwi ludzie są zawsze dziećmi. Trzeba ich chronić, są delikatni i śmieszni. Bezbronni. Tak było z nami, a jak powinno być w ogóle, tego nie wiem. Z tym tak, a z innym inaczej. Co sobie stworzysz... „Nieszczęście to najlepszy nauczyciel” - mawiała moja mama. Ale każdy woli szczęście. Nocą budziłam się z myślą: „Co ja robię?" Czułam się nieswojo, a napięcie sprawiało, że... miałam... „Masz cały czas napięty kark” - mówił do mnie. Co ja robię? Gdzie spadam? Tam jest przepaść.

Swietłana Aleksijewicz (Czasy secondhand. Koniec Czerwonego człowieka, 2009)
   
   
      

11 grudnia 2015

nasze melodie. . .

Były naszym domem. Potrafiliśmy je sobie gwizdać,
kręcąc się po kuchni
albo bycząc się po niedzielnym obiedzie.
Mówiły o tym, co powinniśmy lubić, lubiliśmy

je, skoczne albo smętne
poglądy na świat, który się ulatniał, aż
zupełnie go zapomnieliśmy. I nie pamiętamy. Zostaliśmy bez wyczucia
domowego ogniska, w piersiach nam już nie grają

jak czyste rachunki. A jeszcze bardziej niż o siebie
martwiliśmy się o towar, który przynieśliśmy na targ,
o roszponkę i inne sałaty,
zima kąsała, chociaż nie była syberyjska.

Ale my się kochaliśmy, naprawdę.
Nasze zabawy i pogrzeby nie były beznadziejne.
I pewnego dnia, kiedy po długim czasie znów
odeszliśmy w góry, one przyszły za nami.

W ten sposób jeszcze przez chwilę, wciąż je mieliśmy,
gdzieś na końcu języka, by dla nas śpiewały,
czego sami już nie możemy. No tak, w każdym razie nie bez trudu.
Jeszcze na śmierć sobie gwiżdżemy, byleby nie oniemieć.

                                                                                                Primož Čučnik