06 października 2012

notatki do wiersza. . .

| nasze głowy są jak klatki zamknięte i napakowane | jako że są konieczne trzeba pilnować ich otwartości - wnieść w nie pustkę | dlatego trzeba zmienić wciąż industrialne pokolenia | rozbić "mury wynikłe ściśle" | czytać i pisać | pokazać gdzie próbować zmartwychwstania | on to widział i się tym zachwycił | ona opisała gościa który to sprzątał | powinien być poetą |


05 października 2012

z firmamentów do wzniesionej głowy / gmachy. . .

Poeta,
wykrzyknik ulicy!

Masy wpółzatrzymane, z których budowniczy
uprowadził ruch: znieruchomiałe piętra.
Dachy
przerwane w skłonie.
Mury
wynikłe ściśle.
Góry naładowane trudem człowieczym:
gmachy.

Pomyśleć:
Każda cegła spoczywa na wyjętej dłoni.

                                   Julian Przyboś (z tomu Sponad, 1930)

04 października 2012

sonet. . .

Już północ - cień ponury pół świata okrywa,
A jeszcze serce zmysłom spoczynku nie daje,
Myśl za minionym szczęściem gonić nie przestaje,
Westchnienie po westchnieniu z piersi się wyrywa.

A choć znużóne ciało we śnie odpoczywa,
To myśl znów ulatuje w snów i marzeń kraje,
Goni za marą, której szczęściu niedostje,
A dusza przez sen nawet drugiej duszy wzywa.

Jest kwiat, co się otwiera pośród nocy cienia
I spogląda na księżyc, i miłe tchnienie wonie,
Aż póki nie obaczy jutrzenki promienia.

Jest serce, co się kryje w zakrwawionym łonie,
W nocy tylko oddycha, w nocy we łzach tonie,
A w dzień pilnie ukrywa głębokie cierpienia.


                                                         Juliusz Słowacki

piękne brzmienie. . .

Eufonia (stgr. εὐφωνία euphonia – "piękne brzmienie") – jest to nazwa zbiorcza dla wszystkich typów organizacji nadanej tekstu w jego warstwie brzmieniowej, które w jakimś okresie uważane są za estetycznie dodatnie. Eufonia to przyjemny brzmieniowo ton wypowiedzi, harmonijny dobór dźwięków. Można osiągnąć ten efekt np. poprzez eliminowanie z wiersza głosek syczących lub szumiących, opieranie się na głoskach sonornych i samogłoskach, a także o unikanie hiatusu. Przeciwieństwem eufonii jest kakofonia.

Eufonią nazywa się też dział poetyki obejmujący wiedzę o harmonijnym doborze dźwięków mowy.

Celem eufonii jest sprawienie, by utwór pięknie brzmiał przez m.in.:

celowe powtarzanie tych samych głosek w bliskim sąsiedztwie (konsonanse – gdy powtarzane są spółgłoski i asonanse – gdy samogłoski), np. w wierszu "Epitafium Rzymowi" Mikołaja Sępa Szarzyńskiego: "Ty, co Rzym wpośród Rzyma chcąc baczyć pielgrzymie,/ a wżdy baczyć nie możesz w samym Rzyma Rzymie,/ patrzaj na okrąg murów i w rum obrócone (...)"

aliterację, czyli powtarzanie się tych samych głosek lub zespołów głoskowych na początku kolejnych wyrazów tworzących wers, np. "Wierzbowa wodo, wonna wikliną" (J. Iwaszkiewicz, "Ikwa i ja") ".

eliminowanie trudnych do wymówienia połączeń fonetycznych poprzez rozbijanie ich za pomocą innych głosek (zestarzeć się, we wnętrzu)

perswazja. . .

Nie bój się
to jest twój pokój
o widzisz stół a tu szafa
jabłuszko na stole
boisz się mebli
głuptasku
ten pan już nie przyjdzie

Ty boisz się krzesła
starej gazety pióra
przesadzasz
dziwaczysz
chcesz się wyróżnić

Uśmiechnij się
ten pan już nie przyjdzie
spójrz nam w oczy
nie kryj się po kontach
nie stój pod ścianą
przecież nikt ci nie każe
stać pod ścianą

odezwij się

zima 1958

                  Tadeusz Różewicz (z tomu Rozmowa z Księciem, 1960)


lament. . .

Zwracam się do was kapłani
nauczyciele sędziowie artyści
szewcy lekarze referenci
i do ciebie mój ojcze
Wysłuchajcie mnie.

Nie jestem młody
niech was smukłość mego ciała
nie zwodzi
ani tkliwa biel szyi
ani jasność otwartego czoła
ani puch nad słodką wargą
ni śmiech cherubiński
ni krok elastyczny

Nie jestem młody
niech was moja niewinność
nie wzrusza
ani moja czystość
ani moja słabość
kruchość i prostota

mam lat dwadzieścia
jestem mordercą
jestem narzędziem
tak ślepym jak miecz
w dłoni kata
zamordowałem człowieka
i czerwonymi palcami
gładziłem białe piersi kobiet.

Okaleczony nie widziałem
ani nieba ani róży
ptaka gniazda drzewa
świętego Franciszka
Achillesa i Hektora
Przez sześć lat
buchał z nozdrza opar krwi
Nie wierzę w przemianę wody w wino
nie wierzę w grzechów odpuszczenie
nie wierzę w ciała zmartwychwstanie

                                          Tadeusz Różewicz (z tomu Niepokój, wiersze z lat 1945-1946)





03 października 2012

list z jesieni. . .

Czekam listu od ciebie... Tam Południa słońce
I morze mówi z tobą... U mnie długa słota,
Samotność, jesień, chmury i drzewa więdnące...
Dziś pogoda... lecz słońce chore - jak tęsknota...

Nim wyślesz, włóż list w trawę wonną albo w kwiaty,
Bo tu żadne nie kwitną już... Niech go przepoi
Spokój, woń słońca, szczęście twej bliży i szaty -
Albo go noś godzinę w fałdach sukni swojej...

A papier niechaj będzie niebieski... Bo może
Znów przyjdą chmury szare, smutne, znów na dworze
Słota łkać będzie, kiedy list przyjdzie od ciebie;

Skarżyć się będą drzewa, co więdną i mokną,
A ja, samotny, może znów będę przez okno
Patrzał za małym skrawkiem błękitu na niebie...

                                                  Leopold Staff (z tomu  Ptakom Niebieskim, 1905)

z listów. . .

 Tak sobie myślę, że odrzucanie wszelkich ideologi to byłoby najlepsze wyjście. Nie czytać gazet, nie oglądać żadnej publicystyki w mediach itd. .
Tylko czy bylibyśmy w tym miejscu gdyby koś nad tym nie "pracował". Pewnie tkwilibyśmy w głębokim średniowieczu!
Przeczytałem właśnie przypadkowo parę bzdur bp. Ż., a na portalu znalazłem informacje o sprzedaży listów Alberta Einsteina. i oto co zawierał jeden z nich.
(Można tu zadać pytanie kto czuje się mądrzejszy od tego pana - ale to byłoby nie fair)


"Słowo 'Bóg' jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych, legend, które są ponadto dość dziecinne. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może (dla mnie) tego zmienić"

                                                                                                                           Albert Einstein

A na koniec do każdego kto się nie zgadza, bezczelnie:

"Dwie rzeczy są nieskończone wszechświat i ludzka głupota ...co do wszechświata nie mam pewności"

                                                                                                                           Albert Einstein


   

tren fortynbrasa. . .

                                                                                   Dla M.C.

Teraz kiedy zostaliśmy sami możemy porozmawiać książę jak mężczyzna z mężczyzną
chociaż leżysz na schodach i widzisz tyle co martwa mrówka
to znaczy czarne słońce o złamanych promieniach
Nigdy nie mogłem myśleć o twoich dłoniach bez uśmiechu
i teraz kiedy leżą na kamieniu jak strącone gniazda
są tak samo bezbronne jak przedtem To jest właśnie koniec
Ręce leżą osobno Szpada leży osobno Osobno głowa
I nogi rycerza w miękkich pantoflach

Pogrzeb mieć będziesz żołnierski chociaż nie byłeś żołnierzem
jest to jedyny rytuał na jakim trochę się znam
Nie będzie gromnic i śpiewu będą lonty i huk
kir wleczony po bruku hełmy podkute buty konie artyleryjskie
werbel werbel wiem nic pięknego
to będą moje manewry przed objęciem władzy
trzeba wziąć miasto za gardło i wstrząsnąć nim trochę

Tak czy owak musiałeś zginąć Hamlecie nie byłeś do życia
wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie glinę ludzką
żyłeś ciągłymi skurczami jak we śnie łowiłeś chimery
łapczywie gryzłeś powietrze i natychmiast wymiotowałeś
nie umiałeś żadnej ludzkiej rzeczy nawet oddychać nie umiałeś

Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało
i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie
wybrałeś część łatwiejszą efektywny sztych
lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania
z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle
z widokiem na mrowisko i tarczę zegara
Żegnaj książę czeka na mnie projekt kanalizacji
i dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem
Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
Gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii

Ani nam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach
A ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę

                                                               Zbigniew Herbert (z tomu Studium przedmiotu, 1961)


 
 

można. . .

Pamiętam że dawniej
poeci pisali "poezje"
można jeszcze pisać wiersze
przez wiele wiele lat
można też robić
wiele innych rzeczy

                        Tadeusz Różewicz (z tomu Rozmowa z księciem, 1960)



przy okrągłym stole. . .

"Du holde Kunst, in wieviel grauen
Stunden"
                                                Pieśń Szuberta

A może byśmy tak, jedyna,
Wpadli na dzień do Tomaszowa?
Może tam jeszcze zmierzchem złotym
Ta sama cisza trwa wrześniowa...

W tym białym domu, w tym pokoju,
Gdzie cudze meble postawiono,
Musimy skończyć naszą dawną
Rozmowę smutnie nie skończoną.

Do dzisiaj przy okrągłym stole
Siedzimy martwo, jak zaklęci!
Kto odczaruje nas? Kto wyrwie
Z nieubłaganej niepamięci?

Jeszcze mi ciągle z jasnych oczu
Spływa do warg kropelka słona,
A ty mi nic nie odpowiadasz
I jesz zielone winogrona.

Jeszcze ci wciąż spojrzeniem śpiewam:
"Du holde Kunst"... i serce pęka!
I muszę jechać... więc mnie żegnasz,
Lecz nie drży w dłoni mej twa ręka.

I wyjechałem, zostawiłem,
Jak sen urwała się rozmowa,
Błogosławiłem, przeklinałem:
"Du holde Kunst! Więc tak? Bez słowa?".

Ten biały dom, ten pokój martwy
Do dziś się dziwi, nie rozumie...
Wstawili ludzie cudze meble
I wychodzili stamtąd w zadumie...

A przecież wszystko - tam zostało!
Nawet ta cisza trwa wrześniowa...
Więc może byśmy tak, najmilsza,
Wpadli na dzień do Tomaszowa...?

                                            Julian Tuwim (z tomu Siódma jesień, 1921)


kiedy umrę kochanie. . .

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym

czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny

często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie

patrząc w płomień kochanie
myślę, co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym

a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny

                        Halina Poświatowska (z wierszy odszukanych / z rękopisów, ~1968)


wieża / różewicz. . .

To ciało które ona nosi na sobie
które kładzie na łóżku zmęczone
w które wprowadzano metalowe instrumenty
to smutne ciało co drży jak piesek
pod zbyt obszernym niebem
to wesołe ciało które tańczyło tak lekko
które miało usta i drogocenne oczy w głowie
które mówiło

ta skóra po której wędrowało słońce
spływały deszcze
ta cisza skóry uroczysta
rozpięta nad nami jak namiot

To ciało którego nigdy nie miałem
bo nalezło tylko do siebie
to ciało chodzi samo po dalekim obcym
mieście siada na ławce odpoczywa
obojętne na nasze
pragnienia
zamknięte

nie rzucaj tego ciała z wysokiej wieży
nie przecinaj mu żył
nie wieszaj go na sznurze
nie maluj na kolor zielony czarny

Ono wraca bez wytchnienia
do swej matki większej
do ziemi

lato 1956

                                     Tadeusz Różewicz (z tomu Formy, 1958)


02 października 2012

miałeś, chamie, złoty róg. . .

Zdobyłem se pawich piór,
nastroiłem pawich piór,
pawie pióra ładne,
pawie pióra kradne,
postawie se pański dwór!

Zdobęde se pański dwór,
wywleke se złoty wór;
złoty wór wysypie
ludziskom przed ślipie;
nakupie se pawich piór!

Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur...

                    Stanisław Wyspiański

30 września 2012

cierpienia z powitania. . .

Wszystko zbieram pilnie i podaję tutaj. Jeśli chcecie możecie odmówić mojemu duchowi i charakterowi podziwu i miłości, a losom łez.

A ty, dobra duszo miotana tymi samymi uczuciami co ja, czerp pociechę z tych cierpień i pozwól temu blogowi zostać twym przyjacielem, jeśli skutkiem losu lub własnej winy nie możesz znaleźć bliższego.


Johann Wolfgang von Goethe (ze wstępu dopowieści epistolarnej Cierpienia młodego Wertera, 1774)


   

29 września 2012

wild nights - emily dickinson. . .

Szalone - Dzikie Noce!Przy Twoim boku
Wiodłyby takie Noce
W Rozkosz i Spokój!

Cóż szkodzą - Wichry -
Sercu w Przystani?
Zbędna Busola -
Koniec z Mapami!

Przez Raj wiosłować - przez Morza
Rozległość!
Byle przybić - tej Nocy - do Brzegu
Twojego!

                         Emily Dickinson (przekład Stanisława Barańczaka)



Dzikie noce, błędne noce!
Gdybyś ty przy mnie wytrwał,
byłyby takie noce
najkosztowniejszym zbytkiem.

Co znaczą wichry
dla statku w porcie!
Więc precz z busolą,
mapy wyrzućcie.

W raju wiosłować,
pruć morski Eden
i z tobą przybić
do rajskich brzegów.

                         Emily Dickinson (przekład Kazimiery Iłłakowiczównej)



Dzikie noce - Dzikie noce - !
W których ja z tobą.
Dzikie noce - winne być
Luksusem naszym!

Daremne - wiatry
Ku serca portom.
Koniec z busolą -
Koniec z map rysowaniem - !

Wiosłować w Eden -
Ah! morze!
Chamiałabym zacumować -
Tej nocy -
W tobie!

                         Emily Dickinson (przekład własny)

26 września 2012

pieśń nad pieśniami katakumbowej. . .

Mój młody kooochaneczek
za moim złotem pójdzie
katakumboowym skarbem
wielkiego uupragnienia
Ujmę go pod rączki
biegiem na Powąski
w Katakumbie skryję
drzwi do niej zabiję
zasunę kamieniem
przed wniebowstąpieniem
Schowam kochaneczka
pod trumienne wieczko(...)

                                 Miron Białoszewski / Ludwik Hering
                                (fragment Pieśni nad pieśniami katakumbowej ze sztuki Osmędeusze, 1957)
 
 
 

15 sierpnia 2012

do dna. . .

Słyszała: bądź. Żadnej podpowiedzi.
Potem zniknął, a może w ogóle
go nie było. Kobieta i głosy, masa
dźwięków – światła dla niewidomych.

Odwołane lekcje, a coś trzeba umieć,
żeby się przebić przez tę czerń
i dotknąć rzeczy, które nie popłyną.

                                  Mirka Szychowiak


   

09 sierpnia 2012

powrót. . .

Co cię przywiodło ku mnie, orszaku tułaczy?
Biedni! Skulony grzbiet wasz, uznojone skronie,
Prochem gościńców łachman zabrudzony żebraczy,
Zgarbieni, wyciągacie ku mnie dłonie...

<<Przychodzimy po prośbie, bezdomni nędzarze...
Przyszliśmy cię przebłagać! Patrz, jaka pokora
Naszych czół...>> Zda się, znane mi są wasze twarze,
Ale inne, dumniejsze jakieś były wczora...

<<Jesteśmy sny królewskie, twe wielkie pragnienia,
Któreś wygnał bezmyślnej chwili niską złością...
Żebrzemy... przyj nas znowu!... W prochy poniżenia

Padamy na kolana z błaganiem i łzami...>>
Na Boga! nie klękajcie przed moją nicością,
Bom niegodzien z stóp waszych pył zamiatać ustami!

                                                                      Leopold Staff (z tomu Sny o potędze, 1901)


   

04 sierpnia 2012

hazardzistka. . .

mama ziemska jest końska
mama ziemska jest wódeczna
bieżąca za końmi jak woda
trybuna kipi ona paruje
pada dopiero na
                       swój
                       anin
                       matriarchat
jako swoja pierwsza wóda
i zmiemskość:
                       grzywka
                       torby pod okiem
                       buzia mamina konina

                                                   Miron Białoszewski (z tomu Rachunek Zachciankowy, 1959)


   

31 lipca 2012

dysonans. . .

świat jest taki mały
świat ma tylko dwa piętra
na wyższym jesteś ty
oddychasz cężko
obok stoi wieczność
ciemna

mozolnie po schodach
odę w długiej koszuli
ocieram usta
ciepłą wilgotną ręką
zakrywam usta
za mną
idzie wieczność
obydwie
stajemy pod twoimi drzwiami

z czołem opartym
bezgłose
jak rozpięty na strunie krzyk
łapczywie chwytany oddech
liczmy raz... dwa... trzy...
świat ma tylko dwa piętra
tylko dwa
nieduże
z krążącymi gwiazdami świat
- - - - - - - - - - - - - - - - - - -
dlaczego tak trudno umrzeć?

                                       Halina Poświatowska (z tomu Hymn Bałwochwalczy, 1958)


   

30 lipca 2012

azylum. . .

tutaj czas zakrzepł
jak krew w żyłach umarłego
bandaże z uschłych liści
owijają stężałe ciało

doskonałego snu
nie przerywa
szum głębokich skrzydeł
ani szelest fontanny

faraon w papirusach
namalowaną twarzą
pobłaża
nagłemu kwitnieniu drzewa

na nieruchomych ścięgnach
krótkie interludia
wygrywa przelatujący wiatr

poza tym cisza

                            Halina Poświatowska (z tomu Oda Do Rąk, 1966)


   

27 lipca 2012

chwila. . .

Idę stokiem pagórka zazielenionego.
Trawa, kwiatuszki w trawie
jak na obrazku dla dzieci.
Niebo zamglone, już błękitniejące.
Widok na inne wzgórza rozlega się w ciszy.


Jakby tutaj nie było żadnych kambrów, sylurów,
skał warczących na siebie,
wypiętrzonych otchłani,
żadnych nocy w płomieniach
i dni w kłębach ciemności.

Jakby nie przesuwały się tędy niziny
w gorączkowych malignach,
lodowatych dreszczach.
Jakby tylko gdzie indziej burzyły się morza
i rozrywały brzegi horyzontów.

Jest dziewiąta trzydzieści czasu lokalnego.
Wszystko na swoim miejscu i w układnej zgodzie.
W dolince potok mały jako potok mały.
Ścieżka w postaci ścieżki od zawsze do zawsze.
Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen,
a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie.

Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil
proszonych, żeby trwały.
 
                                           Wisława Szymborska (z tomu Chwila, 2003)