04 sierpnia 2013

spacerować wzdłuż wybrzeża. . .

W słońcu migotało mrowie dachów, autostrad, tłumów podróżnych, reklawizji, betonu... a daleko w tle osad nieba zatonął w miejscu, gdzie cała boleść słowa „jestem” rozpływała się w błękitnym spokoju.

Powiedział głośno.

– Ocean.

Nigdy wcześniej nie widziałaś oceanu?

Tylko na sonych, na 3D Papy Songa o Uniesieniu i w xiążce Yoony; nigdy nie widziałam go naprawdę, na własne oczy. Pragnęłam iść przed siebie i go dotknąć, spacerować wzdłuż wybrzeża.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

nasza prawda jest straszliwie zimna. . .

Nie mogłem przestać przypominać se rzeczy i bajać, jak jedliśmy, o mojej rodzinie i Tacie, i o Adamie też. Myślałem, że jak żyją w słowach, nie mogli pomrzeć w ciele. Wiedziałem, że brak mi będzie Meronym bardzo, jak już jej nie będzie, bo nie miałem żadnego innego brata na Bigajlu, coby nie stał się już zniewolnikiem. Księżyc wzeszedł i patrzał na moje rozpękłe przecudne Doliny swoimi srebrzystymi, żałośliwymi oczami i dingo płakały po umarłych. Przemyśliwałem, gdzie się tera dusze moich plemieńców odrodzą, jak kobiety z Dolin już bobów nie będą rodzić. Żałowałem, że nie ma z nami Ksieni, bo ona by mi rzekła o tym, o czym ja nie umiałem nicanic rzec, ani Meronym. „My, Profeci”, odrzekła po jakim migu, „wierzymy, że jak umierasz, to umierasz i nie wracasz”.

„Ale co z Duszą?”. zapytałem.

Profety nie wierzą w Duszę.

Ale czy umieranie nie jest straszliwie zimne, jak nie ma nicanic potem?

„Tak”. Zaśmiała się jakoś, ale bez uśmiechu. „Nasza prawda jest straszliwie zimna”.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

03 sierpnia 2013

strugali swój własny upadek. . .

Profetka odrzekła: „Starzy strugali swój własny Upadek”.

Och, słowa jej były jak powróz z dymu. „Ale Starzy mieli Bystronia!”.

Pamiętam, że odrzekła: „Tak, Starobystroń władał chorobami, milami, ziarnem i wiele cudów ze zwykłymi rzeczami robił. Ale jedną rzeczą nie władał, mocy nie miał nad głodem w sercach ludzi. Tak, głodni byli na więcej i więcej”.

„Więcej czego?”, zapytałem. „Starzy mieli wszystko”.

„O, więcej rynsztunku, więcej żarła, więcej chyżości, dłuższego życia, łatwiejszego życia, więcej władzy, tak. Tera Cały Świat wielki jest, ale nie był wonczas dość wielki dla tego głodu, co kazał Starym wyrwać niebo i ugotować morza, i zatruć ziemię oszalałymi atomami. Więc rozsiewali parszywe nasienie, i nowe plagi się zrodzily i boba rodziły się dziwolągi. Na koniec, wpierw zwolna, potem w okamgnieniu, kraje rozpadły się na dzikie, wojujące plemiona, i dni Cylwizacji dobiegły końca, prócz paru rozturgniętych miejsc, gdzie tlą się jej ostatnie iskry”.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

sny to jedyna rzecz naprawdę moja. . .

O czym śniłaś tu, w więzieniu?

O nieznanych miastach; o pościgu przez czarno-biały krajobraz; o mojej przyszłej egzeqcji; tuż zanim strażnik obudził mnie, by przyprowadzić do Ciebie, śnił mi się Hae-Joo Im. Zarówno w PapaSongu, jak i w tym sześcianie, sny to jedyny nieprzewidywalny czynnik we wszystkich przedziałach moich dni i nocy. Nikt ich mi nie przydziela ani nie cenzuruje. Sny to jedyna rzecz naprawdę moja.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

nieograniczona władza. . .

– „Nieograniczona władza w rękach ograniczonych ludzi zawsze prowadzi do okrucieństwa”.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

02 sierpnia 2013

a propo - biografia. . .

Ponieważ jestem niegrzeczna mam pecha i bunt życiorysu
Ponieważ jestem cacy i piękna mam sprzedać się za pół ceny
Ponieważ jestem od stóp do głów kimś innym mam gdzieś ludzi
Ponieważ jestem grzeczna i nudna mam szczęście
Ponieważ jestem brzydka i głupia mam sławę i przyjaciół
Ponieważ jestem mądra i prawdziwa mam problemy
Ponieważ jestem dziewczynką i kobietą mam wątpliwości
Ponieważ jestem genialna i wielka mam pierdolca
Ponieważ jestem ufna mam sprzątać brudy cywilizacji
Ponieważ jestem wyzwolona mam spierdalać na koniec świata
Ponieważ jestem dobra i kochana mam wrogów
Ponieważ jestem obrażona i smutna mam rację
Ponieważ jestem uległa i pokonana mam paczkę chipsów
Ponieważ jestem chuda i bylejaka mam siebie
Ponieważ nie jestem mam w dupie resztę świata

                                                                                      Ewa Sonnenberg
   
   
   

zwieracz hadesa. . .

Świątynia Króla Szczurów. Arka Boga Sadzy. Zwieracz Hadesa. Tak, tak – dworzec King’s Cross(...)

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

czyta ostatnie osiem listów. . .

Na kolację je rumsztyk z paskami smażonego bakłażana i źle umytą sałatą. Wszystko to nie tyle zaspokaja, ile zagłusza jego apetyt. Zostawia niedojedzone pół porcji i powoli sączy gazowaną wodę, gdy czyta ostatnie osiem listów od Frobishera. Słowa Roberta przenoszą go do Bruges, gdy sam szukał tam zmiennego w nastrojach przyjaciela, swoją pierwszą miłość i jeśli mam być szczery, ostatnią.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

wszystko jest prawdziwe. . .

Wszystko jest prawdziwe, jeśli wierzy w to wystarczająco dużo ludzi.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

kto, kurwa, jesteś? joni mitchell?. . .

– Richard, żeby nie było niedomówień. Raczej skoczę z balkonu, niż się z tobą prześpię. Bez względu na dzień miesiąca. Serio.
– Huuu! – Gwałtownie odsuwa rękę, jakby coś go ugryzło. – Wybredna! A ty myślisz, że kto, kurwa, jesteś? Joni Mitchell? Lala od plotek, kurwa, w piśmie, którego nikt nigdy nie czyta!

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

zima trwa wiecznie. . .

Jakże prostacka jest ta tęsknota za nieśmiertelnością, jak próżna, jak błędna. Kompozytorzy gryzmolą ledwie rysunki na ścianach jaskiń. Muzykę człowiek pisze dlatego, że zima trwa wiecznie i że bez niej wilki i śnieżyce jeszcze prędzej by go dopadły.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

ludzkość w końcu osiągnie swój cel. . .

Zedelghem całe się porusza. Rury wydają dźwięki jak stare ciotki. Myślałem o moim dziadku, którego przewrotny geniusz ominął pokolenie mojego ojca. Kiedyś pokazał mi akwatintę pewnej świątyni w Syjamie. Nie pamiętam jej nazwy, ale odkąd jakiś uczeń Buddy nauczał tam przed wiekami, każdy zbójecki król, tyran i monarcha owego królestwa wzbogacał to miejsce o wieże z marmuru, wonne arboreta, kopuły zdobne złotymi liśćmi, bogate malowidła na łukowych sklepieniach, oczy posągów zastępował szmaragdami. Gdy świątynia w końcu równać się będzie swojej odpowiedniczce w Ziemi Czystej, tego dnia, jak głosi legenda, ludzkość w końcu osiągnie swój cel i Czas dobiegnie końca.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

syta muza odrzuca swą marionetkę. . .

Ayrs opadł na krzesło i siedział à la olejny obraz prerafaelitów, zatytułowany Syta muza odrzuca swą marionetkę. Ptasi śpiew aż kipiał w godzinie przed świtaniem. Pomyślałem o krągłościach J. w łóżku, kilka jardów ode mnie, a nawet poczułem wewnątrz niecierpliwe drgnienie, by tam się z nią znaleźć. Chociaż raz V.A. nie był pewny siebie.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

skala wrażliwości. . .

po tym co się stało
nie umiem rozmawiać z umarłymi
a co dopiero z żywymi
nie potrafię dzielić życia na dzień i noc
a co dopiero na godziny
nie wychodzi mi modlitwa szeptem
a co dopiero na głos
nie chcę patrzeć w lustro
a co dopiero na ludzi

po tym
z wiary zostało parę ziarenek różańca
z marzeń kilka białych tabletek
z wierszy jeden skompromitowany tytuł
z rozmów rzucanie mięsem
z przyjaźni dreszcz po usłyszeniu pierwszych liter imion
z wiedzy smród lakierowanych okładek
z uczuć ciągle świeże skrzepy

oduczyłam się prawdziwego życia
zapomniałam do czego służy ciało
boję się być kochaną
a co dopiero uprawiać miłość
po tym co się stało nie używam dotyku

                                               Ewa Sonnenberg
   
   
   

01 sierpnia 2013

gdy chodzi o muzykę. . .

Bardzo starałem się myśleć o sprawach anielskich, ale w głowie cały czas wodziłem palcami po ciele Jocasty. Nawet święci i męczennicy z witraży lekko mnie podniecali. Nie sądzę, bym dzięki takim myślom miał bliżej do Nieba. W końcu przepłoszył mnie stamtąd motet Bacha – chórzyści nie byli nawet tacy źli, nie czekało ich wieczne potępienie, ale dla organisty jedyną nadzieją na zbawienie było strzelić sobie w łeb. Nie omieszkałem mu tego powiedzieć – takt i powściągliwość dobre są w rozmowie o pogodzie, ale nie można owijać spraw w bawełnę, gdy chodzi o muzykę.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

upiory sibeliusa. . .

Z naszej nowej wersji wychynęła ciekawa bestia. Pobrzmiewa Wagnerowskim Pierścieniem, następnie roztapia główny motyw w koszmarze strawińskości, nad którym straż trzymają upiory Sibeliusa. Makabryczne, rozkoszne, szkoda, że nie możesz posłuchać. Na koniec jest solo na flet – nie żadne tam flecikowe motylki, ale śpiew prawdziwego tytułowego ptaka śmierci, który jednako rzuca klątwę na pierworodnych i na najmłodszych z rodu.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

to nietzsche czyta mnie, a nie ja jego. . .

Zabrałem „biblię” Ayrsa, Tako rzecze Zaratustra, na kamienny mostek nad stawem, po którym można przejść na zarośniętą wierzbami wysepkę. Po południu był straszny upał; nawet w cieniu pociłem się jak mysz. Po dziesięciu stronach poczułem, że to Nietzsche czyta mnie, a nie ja jego, więc poprzyglądałem się nadwodnym owadom i traszkom, a orkiestra w mojej głowie wygrywała Air and Dance Freda Deliusa. Przesłodzony, tępo brzmiący kawałek, ale ospały flet jest całkiem niezły.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

ogłupia ludzkość. . .

Choć jest stary, ślepy i chory, Ayrs z powodzeniem dotrzymałby pola w dyskusjach jakiemuś uczelnianemu towarzystwu, choć zauważyłem, że rzadko proponuje alternatywy dla systemów, które wyśmiewa. „Liberalizm? Strachliwość bogaczy. Socjalizm? Młodszy brat zramolałego despotyzmu, po którym chce przejąć schedę. Konserwatyści? Kłamią, gdy mogą, a ich największą blagą jest doktryna wolnej woli”. Jakiego chce państwa? „Żadnego. Im lepiej zorganizowane państwo, tym bardziej ogłupia ludzkość”.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

odważyłem się wyjść na deszcz. . .

Całe popołudnie spędziłem, pisząc do ciebie łzawe lamenty – tak w ogóle, to je spal, jeśli jeszcze je masz – wielce niepewny co do przyszłych losów. Odważyłem się wyjść na deszcz w kaloszach i pelerynie i przeszedłem się na pocztę w wiosce. Mówiąc szczerze, zastanawiałem się, gdzie będę za miesiąc.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

prawdopodobna fikcja. . .

Nieprawdopodobna prawda służy czasem człowiekowi lepiej niż prawdopodobna fikcja(...)

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

dover to czysta groza. . .

Droga do La Manche bez większych wydarzeń, rakowate przedmieścia, monotonne pola i pastwiska, brudne Sussex. Dover to czysta groza obstawiona bolszewikami, sławione w wierszach klify mają w sobie tyle romantyzmu, co moja dupa, i nawet kolor podobny.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

trzydziestki dwójki w allegro. . .

Miałem widok na uliczkę – ponurzy kopiści pędzili jak trzydziestki dwójki w allegro Beethovena. Czy obawiałem się ich? Nie, boję się być jednym z nich. Cóż warte wykształcenie, wychowanie i talent, jak się jest gołodupcem?

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

orgia szrapneli wypełniła przestrzeń, boskie harmonie w mej głowie. . .

Sixsmith,
śniłem, że stałem w sklepie z porcelaną, tak zastawionym od podłogi aż hen, wysoko pod sufit półkami pełnymi porcelanowych antyków, że lada ruch mięśniem zrzuciłby kilka z nich i roztrzaskał. I właśnie tak się stało, ale zamiast łoskotu rozległo się dostojne współbrzmienie wiolonczeli i czelesty w tonacji D-dur (?), trzymane przez cztery takty. Przegubem strąciłem z postumentu wazę z epoki Ming – Es-dur, cała sekcja smyczkowa, wspaniała, rozsadzająca umysł, aniołowie łkali. Tym razem, dla uzyskania następnej nuty, z rozmysłem roztrzaskałem figurkę wołu, potem dojareczki, potem „Sobotniego Dziecięcia” – orgia szrapneli wypełniła przestrzeń, boskie harmonie w mej głowie. Och, co za muzyka! Mignął mi ojciec obliczający wartość rozbitych przedmiotów, błyskała stalówka, ale nie mogłem dopuścić, by muzyka ucichła. Wiedziałem, że stałbym się największym kompozytorem stulecia, gdybym tylko potrafił tą muzyką zawładnąć. Ogromny „Śmiejący się Kawaler” ciśnięty o ścianę uwolnił dudniącą baterię bębnów.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

zabieraj się stąd, mości kutazwisie. . .

   Dwustu jardów nie uszliśmy, gdym ku konsternacji własnej wspomniał na dziennik ten, leżący na stole w mym pokoju w Muszkiecie, na widoku dla każdego majtka pijanego, co do środka mógłby wtargnąć. W obawie o bezpieczeństwo jego (a i własne, jeśliby w ręce pana Boerhaavego wpadł) zawróciłem przeto dla zręczniejszego jego ukrycia. Szerokie uśmiechy powitały mię w Muszkiecie i spodziewałem się już, żem był „wilkiem, o którym mowa”, jednakoż odkryłem tego przyczynę prawdziwą, gdym drzwi otworzył: a to niedźwiedzie pośladki pana Boerhaavego okrakiem na ciemnoskórej Złotowłosej, w moim łóżku, in flagrante delicto! Czy przeprosił Holender diabelny? Gdzież tam! Uznał, że to jemu krzywda się stała i zaryczał:

   – Zabieraj się stąd, mości Kutazwisie, lub, na Boga, ten wredny dziób Jankesa ci rozłupię!

   Chwyciłem dziennik i z łomotem na dół popędziłem, ku buntokracji, rozradowaniu i wśród szyderstw białych barbarzyńców tam zebranych.

David Mitchell (fragment powieści Atlas Chmur, 2004)
   
   
   

addio del passato. . .

Żegnajcie, szczęśliwe marzenia minionych dni.
Różane policzki wyblakły.
Jakże brakuje mi miłości(...)
pociechy i wsparcia dla znękanej duszy!

Och, pociechy...
i wsparcia...
(...)

Ach, wszystko jest skończone.

Radości i smutki wkrótce dobiegną końca.
Dla śmiertelnika, grób jest kresem wszystkiego.
Ni łza, ni kwiat nie padnie na mój grób.
Krzyża z imieniem zabraknie nad mymi szczątkami.

Ni krzyża...
Ni kwiatu...
(...)

Ach, wszystko jest skończone.

Aria Addio del passato
z opery La Traviata (1853)
z muzyką Giuseppe Verdiego 
i librettem Francesco Maria Piave