03 listopada 2013

padam na ziemię. . .

Padam na ziemię,
ustami do czarnej ziemi.
Mówię: Boże, którego nie ma,
nie daj, żebym zrobiła krzywdę
człowiekowi.

Niech mi wpierw odpadnie ręka,
niech mnie spali
piorun.

Padam na ziemię,
ustami do żywej ziemi.
Mówię: Boże, którego nie ma
na najdalszej gwieździe,
który jesteś we mnie,
Boże doskonały, jak ja jestem nikczemna,
Boże okrutny,
oddaję ci na krwawą ofiarę
największe szczęście
mojego życia.

                               Anna Świrszczyńska
   
  
  

przeklinam ludzki strój, przeklinam maskę co nam się w ciało wżera, okrwawiona. . .

FIOR
Przepraszam, przepraszam, niewiele rozumiem, nie wyznaję się dobrze' w mętach-odmętach tych dziwnych, dziwnych przeinaczeń, przebrań, przekształceń dzisiejszej mody, mody, mody...
Mody na świata bezdrożach... Męcząca maskarado!
(zamyślony)
Co to za trumna?...

KSIĄŻĘ-LAMPA (podchodząc)
Thumno! W pohę zjawiłaś się! I mnie się przydasz!
Witaj mi, thumno! Pozwólcie, niech złożę
Do tej tu thumny me włości, świetności,
Splendohy i honohy! I mą klęskę!

KSIĘŻNA-STOLIK (podchodząc)
Ja do tej thumny składam me diademy
Pehły, szafihy, bhylanty, szmahagdy
I moje jęki!

PROBOSZCZ-KOBIETA
Ja Boga mego składam do tej trumny
Idźcie! Msza już skończona!

PROFESOR-KOŃ
Zaraz!
Jedną chwileczkę! Nie zabierajcie tej trumny beze mnie!
Ja do niej siebie składam! Rzyg! I już mnie nie ma!
O, jak to dobrze! Umarłem!

GENERAŁ
Przepraszam!
Ta trumna dla nas! Nam ona sądzona!
Nam, osądzonym! Skazanym na zawsze!
Ja w ciebie, trumno, składam tajemnicę
Obmierzłą, krwawą, straszną, niepojętą
Tego, co nie da się powiedzieć!

GENERAŁ, PREZES, MARKIZA
Uittuiiiituuuuututuuuiiiiiii!

KSIĄŻĘ-LAMPA
Biada!

KSIĘŻNA-STOLIK
Biada i biada!

HUFNAGIEL-JEŹDŹIEC
Stać! Stójcie!
Jeżeli wszyscy składają swe zgony
Do tej tu trumny, ja także poproszę
0 trochę miejsca. Pozwólcie, niech złożę
Nadzieje moje, walki i zwycięstwa
Proletariatu bój tysiącoletni
i mój odwieczny galop!

KSIĘSTWO, PROBOSZCZ, PROFESOR
Biada, o biada, biada!

SZARM i FIRULET
Biada, o, biada!

LOKAJE
Biada, o biada, biada!

FIOR
Trumno spęczniała, żałosny pogrzebie
O, biada, biada, biada!...

WSZYSCY
Biada! O, biada!
(Fior występuje naprzód)

FIOR
Precz!
Odstąpcie od tej trumny. Niech ja przystąpię!
Niech ja się zbliżę do niej, ja, Fior!

WSZYSCY
O, Fior, o, Fior, o, Fior!

FIOR
Przyjaciele!
Ja, Fior, ja mistrz, ja twórca stroju
Ja, wielki mody dyktator i rzeźbiarz
Modnej sylwetki!...
(podchodzi do trumny)
Pas!

SZARM
Pas!

FIRULET
Pas!

FIOR
Przeklinam ludzki strój, przeklinam maskę
Co nam się w ciało wżera, okrwawiona
Przeklinam mody, przeklinam kreacje
Krój pantalonów przeklinam i bluzek
Zanadto w nas się wgryzł! .

WSZYSCY
Przekleństwo!

FIOR
Ja, Fior
Ja damsko-męski mistrz do trumny składam
Świętą, a strojem na zawsze zhańbioną
Człowieka nagość!

WSZYSCY
Nagości święta, śpij!

FIOR
Nagości święta ludzka śpij na zawsze!
Nigdy cię nie zaznamy...

SZARM
Spodnie!

FIRULET
Kurtka!

PREZES
Skarpetki!

GENERAŁ
Majtki!

KSIĘŻNA
Szalik!

KSIĄŻĘ
Laska!

PROBOSZCZ
Krawat!

MARKIZA
Jupe!

HUFNAGIEL
Buty!

WSZYSCY (prócz Fiord)
Sztylpy, anglezy, buciki, dekolty, sznurowadła,
miaumiau, dezabil, bonżurka, getry, rękawiczki,
etcetera, etcetera, etcetera, etcetera, etcetera...

FIOR
Nagości święta, a nieosiągalna
Na zawsze śpij!
(gest jakby ją składał do trumny)

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Operetka, 1966)
   
   
   

nie bhak dziś szaleńców. . .

FIOR
Szaleni!

KSIĄśĘ-LAMPA
Nie bhak dziś szaleńców
Na wielkich dhogach świata...

PROBOSZCZ-KOBIETA
Na bezgranicznych świata drogach nie brak
Szaleńców...

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Operetka, 1966)
   
   
   

Kogo gonicie?. . .

LOKAJE 
Giczały rwać! 
 
FTOR (do Hufnagła) 
Potworze! Stój! 
 
HUFNAGIEL-JEŹDZIEC 
Nie mogę! 
Jam galop! 
 
FIOR (wskazując na Profesora) 
Ten koń? 

HUFNAGIEL-JEŹDZIEC 
To mój intelekt! 
 
PROFESOR-KOŃ 
Rzyg! 
 
FIOR 
Kogo gonicie? 
 
HUFNAGIEL-JEŹDZIEC 
Tych co uciekają! 

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Operetka, 1966)
   
   
   

Im wszystko wolno a ja się muszę wstydzić!. . .

FIRULET
Ale nie hrabia to był! Wsadźże jej teraz!
A jeśli nie chcesz, trzymajże na wodzy
Swojego złodziejaszka, bo on wsadzi,
Jak już jej wsadził!
(Złodziejaszki szarpią się na smyczy)

SZARM
Przeklęte psy! Im wszystko wolno
A ja się muszę wstydzić!

ALBERTYNKA (przez sen)
Naaa...

SZARM i FIRULET (hamując Złodziejaszków)
Znowu!
Przeklęte psy !

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Operetka, 1966)
   
   
   

wymiot absolutny, radykalny, uniwersalny, kosmiczny, fizyczny, metafizyczny, wszechwładny, wszechobejmujący, wymiot, wymiot, wymiot, wymiot!. . .

HUFNAGIEL
 A ja myślałem, że lord ma co najmniej szesnaście krzesełek.

 PROFESOR
 Miałby szesnaście, gdyby dwa nie zostały podarowane markizowi Peet, a dwa, jak powiedziałem, lady Astley. A ja rzy... ja rzy... Rzy... na prawo. Rzy... na lewo. Rzygam i rzygam. Rzyg. Mdli. Nudzi. Wymiot. Rzyg. Rzyg. Wszerz i wzdłuż. W głąb i w skos. Rzyg. Rzyg. Co za nudzenie, jak nudzi, jak mdli, zrzucam, wymiotuję, wymiot, wymiot absolutny, radykalny, uniwersalny, kosmiczny, fizyczny, metafizyczny, wszechwładny, wszechobejmujący, wymiot, wymiot, wymiot, wymiot!

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Operetka, 1966)
   
   
   

podhap mnie w bucik. . .

SZARM
Podhap mnie w bucik, tam gdzie mam dhugi palec u lewej nogi. (Władysław drapie) 

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Operetka, 1966)
   
   
   

nieukończony, ciemny i niejasny. . .

HENRYK
Odrzucam wszelki ład, wszelką ideę
Nie ufam żadnej abstrakcji, doktrynie
Nie wiedzę ani w Boga, ani w Rozum!
Dość już tych Bogów! Dajcie mi człowieka!
Niech będzie, jak ja, mętny, niedojrzały
Nieukończony, ciemny i niejasny
Abym z nim tańczył! Bawił się z nim! Z nim walczył
Przed nim udawał! Do niego się wdzięczył!
I jego gwałcił, w nim się kochał, na nim
Stwarzał się wciąż na nowo, nim rósł i tak rosnąc
Sam sobie dawał ślub w kościele ludzkim!

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Ślub, 1953)
   
   
   

usunąć tych pijaków, pijanych ojcem i matką!. . .

HENRYK
Usunąć tych pijaków, pijanych ojcem i matką! Ja jestem trzeźwy!
(Zbiry podchodzą do Rodziców)

OJCIEC
Hendryś!...

HENRYK
Co takiego?

OJCIEC
Hendryś...
Hendryś, Hendryś, ja rozumiem, żeś ty mnie króla pozbawił... ale ojciec przecie ci jezdem... na miłosierdzie Boże ojca ty mnie nie pozbawiaj, bo ziemia rozpęknie się na drobne kawałki z hukiem rozpękującym...

HENRYK
Ojciec to taki sam urząd, jak król. Czy nie możesz mówić jak człowiek prywatny? Czy zawsze musisz stroić się w jakieś dostojeństwa?
Spać mi się chce. Zabierajcie ich.

OJCIEC
Temi słowami !!!
Otwierasz wrota strasznemu nieszczęściu
Co z głębi samy dmie... Boże...

MATKA
Zmiłuj się...

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Ślub, 1953)
   
   
   


tego mi było potrzeba! co za mordy!. . .

HENRYK
Tego mi było potrzeba! Co za mordy! Ha, te mordy wezmą za mordę! Tak! Jeżeliby kto zachowywał się niewłaściwie albo w jakikolwiek sposób utrudniał i przeszkadzał, to wziąć za mordę i dać po mordzie na oczach wszystkich... niech wszyscy widzą...

KANCLERZ
Obawiam się, N. Panie... co to ja chciałem...

HENRYK
Ja trzeźwo myślę. Posłuchaj mego rozumowania. Proszę cię, posłuchaj mego rozumowania. Ja już straciłem niewinność. Mnie odebrano dziewictwo. Dużo, dużo ostatnio przemyślałem. I całą noc nie spałem! Świętość, majestat, władza, prawo, moralność, miłość, śmieszność, głupota, mądrość, wszystko to wytwarza się z ludzi, jak alkohol z kartofli. Jak alkohol, rozumiesz? Ja opanowałem sytuację i zmuszę tych bydlaków, żeby wytworzyli wszystko, co mnie się zachce; a gdy już dostatecznie napompują mnie potęgą i majestatem, dam sobie ślub. A jeśliby to było śmieszne, to ja śmieszność też wezmę za mordę. Jeżeliby to było głupie, to ja głupotę też wezmę za mordę. A mądrość też wezmę za mordę! A jeśliby Bóg, stary, przedawniony Bóg coś miał przeciwko temu, to też wezmę za mordę!...

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Ślub, 1953)
   
   
   

jak ja się opanuję, kiedy jestem większy... od siebie!. . .

OJCIEC
Lepiej, żebyś odszedł... Odejdź.

HENRYK
Dlaczego?

OJCIEC
Henryś, gdzieżbym ja się ciebie bał?... Tylko może odrobinę, tylko tak troszeczkę... tylko tak ciut, ciut, na wszelki wypadek... Ale królem jestem, Henryk, więc ty lepiej odejdź, bo, choć to małe, ale królem mi rośnie... królem olbrzymieje, Henryk... i może być wybuch! Król może mnie ponieść!

HENRYK
Opanuj się...

OJCIEC
Jak ja się opanuję, kiedy jestem większy... od siebie!

HENRYK
Ciszej! Nie krzycz!

OJCIEC
Ja nie krzyczę
To głos mój krzyczy! Tsss... (głośno) Dzięki ci, synu,
dzięki za twą wierność! Ja wiem: nie ma w twym sercu
synowskim zdrady. Nie ma! Nie mam najmniejszych wątpliwości.
Nie, nie mam... a jeśli to mówię, że nie mam wątpliwości, to nie dlatego
Abym je miał; a jeśli zaznaczam,
Że nie dlatego to mówię, to jedynie
By nikt nie myślał, że do tego wracam
Z innej jakiej przyczyny. Ale to że teraz powiedziałem, to ostatnie wyjaśnienie i zastrzeżenie moje, także nie powinno być rozumiane jako objaw jakiś
Mej nieufności, (do Dostojników') Przestańcie
Słuchać mnie! Dlaczego
Słuchacie mnie bez przerwy? Dlaczego
Nie przestajecie wlepiać się we mnie? Czy myślicie, że to
Przyjemnie tak być słuchanym, oglądanym? Wynoście się,
Precz, precz!
Nie, nie, zostańcie! Ja
Nic nie mam do ukrywania. I jeśli wam mówię,
Żebyście się wynosili, to wcale nie znaczy,
Abym miał coś do ukrywania. Nie, nie, nie mam wątpliwości co do syna mojego, wiem, że nie zdradza, nie mam wątpliwości, nie, nie mam... Bo gdybym miał choćby najmniejszą w tym względzie wątpliwość, choćby ot, tyle tylko, to ta wątpliwość mała, maleńka pod spojrzeniami tylu, tylu osób i wobec oczekiwania tylu, tylu osób... ta wątpliwość, powiadam, tak drobna, nieznaczna... stałaby się większa... troszki większa... a ta większa wątpliwość wywołałaby lekkie drżenie, lekkie drżenie, które, będąc królewskim drżeniem, wywołałoby wielką trwogę... i jeszcze większą... i większą niż ja... i ta trwoga by mnie poniosła, bo Król mnie ponosi!! A jeśli Król drży, to ja nie mogę mu przeszkodzić! A jeśli Król krzyczy, to ja nie mogę go ściszyć! A Król, Król, Król krzyczy: Zdrajca!
Zdrajca! Zdrajca!

DWÓR
Zdrajca!

HENRYK
Zdrajca!

OJCIEC
Na pomoc! Straż! Straż!
(wpadają Strażnicy)
On ma palec!
Ach, zdrada, zdrada, zdrada!

HENRYK (palcem dotykając Ojca)
Aresztować
Aresztować mi tego ojca! I do lochu
Ciemnego i obskurnego, podziemnego
I wilgotnego!
(zrozpaczony)
Ja nie to chciałem powiedzieć!

PIJAK (uszczęśliwiony)
Dudtknąl go! Dudtknął w sam kałdun!
(chce rzucić się na Ojca)

HENRYK (do Władzia, wskazując Pijaka):
Zaaresztuj
Mi świnię tą! I do lochu!
(do wszystkich)
Nie wiem, jak to się stało
Ale się stało!

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Ślub, 1953)
   
   
   

my sami boga stwarzamy i stąd się poczyna. . .

PIJAK (wybucha)
Mądrzej ci powiem, jakiej to religii
Jestem wraz z tobą kapłanem. Między nami
Bóg nasz się rodzi i z nas
I kościół nasz nie z nieba, ale z ziemi
Religia nasza nie z góry, lecz z dołu
My sami Boga stwarzamy i stąd się poczyna
Msza ludzko ludzka, oddolna, poufna
Ciemna i ślepa, przyziemna i dzika
Której ja jestem kapłanem!
(gwałtowne i patetyczne gesty obu Kapłanów)

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Ślub, 1953)
   
   
   

to nadzwyczajny palic! To silny palic! a to mnie palic napompowały!. . .

PIJAK (ogląda swój palec)
Nie taki jak mój... Mój marny, czarniawy... taki ta palic domowy, chłopski... w sam raz do dłubania w nosie.
(śmiech)
Grubawy palic, chamski... a to nawet wstyd pokazać takiem osobom...

KANCLERZ
Wynosić się!

PIJAK
A dyć idę, ale nie mogie, bo się wszyscy na mój palic zapatrzyły.

DOSTOJNIK-ZDRAJCA
Dlaczego go nie schowasz do kieszeni?

GŁOSY
Wsadź go w ucho!
Albo w oko!

PIJAK
Ja bym schował, ale nie mogie, bo się wszyscy na niego patrzom!
A niech tylko ja tem palcem gdzie wskaże (od niechcenia wskazuje nu Henryka) a zara wszyscy tam się spojrzom.

HENRYK (cicho)
Świnio...

PIJAK (cicho)
Świnio...
(głośno') A to się na mój palie zapatrzyły, jakby on nadzwyczajny
był! A czem bardziej się patrzom, tem bardziej on nadzwyczajny, a czem bardziej nadzwyczajny, tem bardziej się patrzom, a czem bardziej się patrzom, tem bardziej nadzwyczajny, a czem bardziej nadzwyczajny, tem bardziej się patrzom, a czem bardziej się patrzom, tem bardziej Nadzwyczajny...
To nadzwyczajny palic!
To silny Palic!
A to mnie palic napompowały!
I jakbym ja kogo tera tem palicem mojem tak... dutkn...

OJCIEC
Milcz!

PIJAK
...choćby i jakie niedotykalne osobę...

OJCIEC
Milcz!

PIJAK (brutalnie)
A jak raz dudtkne, to napcham się!

ZDRAJCY
Dali go! Naprzód! Naprzód!

OJCIEC (krzyk)
Świnio!

PIJAK (krzyk)
Świnio!

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Ślub, 1953)
   
   
   

one echem się odbijają od was i rosną. . .

HENRYK (do siebie)
Jeżeli nie zdołam utrzymać się na wysokości tego majestatu, to ten majestat stoczy się na niziny mojej farsy. Nie mogę wymyślić nic mądrego. Same tylko nędzne myśli i nędzne słowa... Zaraz! Już wiem, co powiem. (do wszystkich) Nędzne moje słowa
Ale one echem się odbijają od was i rosną
Waszą powagą - powagą nie tego
Kto mówi, a tego kto słucha.

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Ślub, 1953)
   
   
   

mańka świni mnie daj!. . .

MATKA (wrzaskliwie)
lgnąc!

OJCIEC
Proszę nie zaczepiać się!

MATKA
Spokojnie lgnąc!

OJCIEC
Proszę żadnego świństwa z tom świniom świnia świński ryj świniopas świntuch świnia!

MATKA
A to się zaślinił!

OJCIEC
Świnia, świnia, świnia!

(Wtacza się PIJAK.)

PIJAK
Mańka świnia!

OJCIEC
Proszę się wynosić!

PIJAK
Mańka, świni mnie daj, daj mnie świniny!

OJCIEC
Ja sam przynieść!

HENRYK (z drugiej strony, rozbawiony)
Mańka świnia!

OJCIEC (biegnie ku niemu)
Ja podam!

PIJAK
Mańka świni mnie daj!

HENRYK (zażarcie)
Mańka świnia!

PIJAK
Świniny, świnia!

HENRYK 
Świńska!

OJCIEC
O Jezus Maria!

PIJAK
Świnia!

HENRYK (ciska w przestrzeń)
Świnia!

WŁADZIO
Świnia!

MATKA (na boku)
A tyż to nie daj Boże z tom świniom!

OJCIEC (do Pijaka)
Proszę wynosić się!

PIJAK
Butelkę gorzki!
OJCIEC (do Henryka)
Proszę wynosić się!

HENRYK
Butelkę gorzki!

PIJAK (głośniej)
Butelkę gorzki!

HENRYK (głośniej)
Butelkę gorzki!

OJCIEC
O Jezus Maria!

PIJAK
Butelkę gorzki świni!

HENRYK
Butelkę gorzki świni!

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Ślub, 1953)
   
   
   

kółko? kółko? dlaczego kółko? jest w tym coś mistycznego. . .

KSIĄŻĘ
Bardzo dobrze! Przepraszam, zadziwiające jest jedno, Cyrylu. Zobacz, przecież ona właściwie ma nawet proporcjonalny nos. Ani nie jest taka ograniczona. W ogóle wydaje się nie gorsza od wielu panien, które znamy. Dla- czego nikt nie szykanuje tamtych? Dlaczego tak jest, pani? Dlaczego pani jest kozłem, a raczej kozą ofiarną. Czy to się tak utarło ?

IWONA (cicho)
To tak w kółko. W kółko.

CYRYL
Kółko ?

KSIĄŻĘ
Jak to - kółko? Nie przeszkadzaj. Kółko?

IWONA
To tak w kółko każdy zawsze, wszystko zawsze... To tak zawsze.

KSIĄŻĘ
Kółko? Kółko? Dlaczego kółko? Jest w tym coś mistycznego. Aaa, zaczynam rozumieć. Rzeczywiście, tu jest jakieś kółko: Na przykład: dlaczego jest ospała? Bo jest nie w humorze. A dlaczego jest nie w humorze? Bo jest ospała. Uważasz, jakie to kółko? Piekło nie kółko!

CYRYL
Sama pani sobie winna, niedorajdo ! Uszy do góry !

IWONA (milczy)

KSIĄŻĘ
Ha! Przecież ona ciebie traktuje jak żaka!

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Iwona, Księżniczka Burgunda, 1938)
   
   
   

jest brzydka, to do widzenia, nogi za pas. . .

KRÓL
Stój, Filipie, czy jesteś na serio paradoksalny? Cóż to za duma, tobie się przewróciło w głowie, mój synu. Po cóż to komplikować proste rzeczy? Jeżeli jest ładna panienka, to ci się podoba, a jeżeli ci się podoba, to wówczas, panie, do niej... a jeśli jest brzydka, to do widzenia, nogi za pas. Po cóż to komplikować? To jest prawo natury, któremu sam, mówiąc między nami (ogląda się na Królową) z przyjemnością ulegam.

KSIĄŻĘ
Właśnie to prawo wydaje mi się idiotycznie głupie, dziko wulgarne, śmiesznie niesprawiedliwe !

Witold Gombrowicz (fragment dramatu Iwona, Księżniczka Burgunda, 1938)
   
   
   

01 listopada 2013

wiśnią na cienkiej gałęzi, dostępną jedynie lżejszemu?. . .

A jednocześnie była w tym zjadliwa ironia i nawet posmak klęski — że my, dorośli, uciekaliśmy się do pomocy młodzika, który mógł zrobić to, czego my nie mogliśmy — czyżby to morderstwo było wiśnią na cienkiej gałęzi, dostępną jedynie lżejszemu?... Lekkość! Nagle w tym kierunku wszystko zaczęło przeć(...)

Witold Gombrowicz (fragment powieści Pornografia, 1958)
   
   
   

do wyczerpania wraz z nami treści wyrazu. . .

Nie będąc osobą zbyt głęboką, ani przenikliwą, był jednak człowiekiem pewnego środowiska, pewnej sfery, i gdy my staliśmy się głębocy, on nie mógł pozostać płytki, ze względów po prostu towarzyskich. W pewnych razach nie można być „mniej głębokim", podobnie jak nie można być „mniej subtelnym , to dyskwalifikuje towarzysko. Tak to konwenans zmuszał go do głębi, do wyczerpania wraz z nami treści wyrazu „zabić", ujrzał to, jak myśmy ujrzeli — jako okropność.

Witold Gombrowicz (fragment powieści Pornografia, 1958)
   
   
   

zjawiska wywoływane sztucznie. . .

Sprawa zaostrzyła się i wyolbrzymiała, ponieważ zjawiska wywoływane sztucznie są bardziej nieokiełznane(...)

Witold Gombrowicz (fragment powieści Pornografia, 1958)
   
   
   

w nim jako prośba a w nas kończyły się rozkazem. . .

(...)udzielał się nam posłuch i wewnętrzne naprężenie wobec życzeń jego, najdrobniejszych, które poczynały się w nim jako prośba a w nas kończyły się rozkazem.

Witold Gombrowicz (fragment powieści Pornografia, 1958)
   
   
   

wzrastający przednocny napór wszystkich rzeczy. . .

Ten list mnie sparzył! Zacząłem chodzić po pokoju i wreszcie wyszedłem z nim na pole — gdzie powitała mnie senność wzdymającej się ziemi, zręby wzgórz na tle pierzchającego nieba i wzrastający przednocny napór wszystkich rzeczy. Krajobraz już doskonale znany, o którym wiedziałem że go tu zastanę — ale list wytrącał mnie z krajobrazów, o, list mnie wytrącał i medytowałem, co robić, co robić? Co robić?

Witold Gombrowicz (fragment powieści Pornografia, 1958)
   
   
   

wydzierało się niejako tym przedmiotom. . .

Co wieczór należało przemywać Józkowi rany i zajmował się tym Fryderyk, który coś niecoś wyznawał się na leczeniu — przy pomocy Karola. A Heniusia trzymała lampę. Był to znów zabieg tyleż znaczący co kompromitujący, gdy oni we troje pochylali się nad nim, przy czym każde z nich miało w ręku coś, co uzasadniało owo pochylenie, a więc Fryderyk watę, Karol miednicę i flaszkę ze spirytusem, a Henia lampę; ale to pochylanie się ich we troje nad jego poranionym udem wydzierało się niejako tym przedmiotom, które trzymali, i było już tylko samym pochylaniem się nad nim. A lampa świeciła.

Witold Gombrowicz (fragment powieści Pornografia, 1958)
   
   
   

dla wierzącego ateizm jest dziki. . .

Katolicyzm jego nie mógł pogodzić się z dzikością ateizmu — dla wierzącego ateizm jest dziki — i świat Fryderyka był dla niego chaosem, pozbawionym władcy, więc i prawa, zaludnionym jedynie bezgraniczną arbitralnością człowieczą...

Witold Gombrowicz (fragment powieści Pornografia, 1958)
   
   
   

powstał nowy ośrodek ciśnienia i inny wiatr powiał. . .

A potem i w głosie Wacława wyłowiłem coś — bo ja wiem — oschłego, a także bodaj dumą nacechowanego. Dumni? Dlaczego dumni? Zmiana tonu równie subtelna jak rażąca, bo jakżeż Wacław mógł zadzierać nosa w dwa dni po tej śmierci? — i moje wyczulone nerwy naraz podyktowały mi podejrzenie, że gdzieś na naszym niebie powstał nowy ośrodek ciśnienia i inny wiatr powiał — ale jaki? Coś się przeinaczało. Coś jakby zmieniało kierunek.

Witold Gombrowicz (fragment powieści Pornografia, 1958)