Ota Pavel (fragment powieści Śmierć pięknych saren, 1971)
25 grudnia 2014
z przodu fintifluszka, a z tyłu dupę. . .
(...)znalazła mojego niezrównanego tatuńcia wśród prosiąt. Właśnie je karmił. Wyszczerzył do mamusi zęby, niewiele się już różnił od tych swoich wychowanków. Mamusia wyciągnęła go z chlewa, wyszorowała w szafliku do parzenia prosiąt, umyła mu wszystko - z przodu fintifluszka, a z tyłu dupę.
posyłam do was proroków, mędrców i uczonych. . .
34 Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych. Jednych z nich zabijecie i ukrzyżujecie; innych będziecie biczować w swych synagogach i przepędzać z miasta do miasta. 35 Tak spadnie na was wszystka krew niewinna, przelana na ziemi, począwszy od krwi Abla sprawiedliwego aż do krwi Zachariasza, syna Barachiasza, którego zamordowaliście między przybytkiem a ołtarzem.
(Mt 23, 34-35)
Natchnieni Duchem Świętym
(fragment Biblii, około XI wiek p.n.e. - II wiek n.e.)
23 grudnia 2014
cudownie jasne, a więc niedobrze. . .
Ale noce były cudownie jasne, a więc niedobrze. Księżyc świecił pełnym blaskiem, czyli raczej dla poetów, a węgorze, nocne drapieżniki, bały się i nie brały.
Ota Pavel (fragment powieści Śmierć pięknych saren, 1971)
być bambasem. . .
A żyli w tamtych stronach wspaniali ludzie, jak na przykład włóczęga Bambas. Od wiosny do zimy nie pracował, łowił ryby przy Diabelskiej Skale. Na każdy dzień miał w płóciennym woreczku przygotowaną porcję: pięć kostek cukru z zimowych miesięcy, kiedy trochę pracował. Jego życie urzekało mnie nawet w późniejszych latach; kiedy inni życzyli mi, abym został pisarzem albo lotnikiem, ja chciałem być Bambasem.
Ota Pavel (fragment powieści Śmierć pięknych saren, 1971)
katarynka XI
Ty myślisz, że to pada śnieg,
a to się tylko sypie czas.
Odpływa w mgłę zimową wiek,
unosząc w białym kurzu nas.
Upada dąb i laur, i wiąz,
kruszy się kość i twardy mur,
i pęka spiż i stal, i brąz,
i z ruin wstaje ludzki chór.
Paweł Hertz
21 grudnia 2014
pozbawionym stałego miejsca w życiu. . .
(...)społeczna izolacja stanowi dużo silniejszą zachętę do samobójstwa niż, jak to określił [Peter Sainsbury], "lokalne ubóstwo".
(...)
(...)gdyby udało się przełamać ten krąg samotności, gdyby wyprowadzić samotników z ich mrocznych pokojów ku cokolwiek pogodniejszemu centrum społeczności, to może oznaczałoby to początek rozwiązania całego "problemu". Niewątpliwie jest w tym dużo prawdy. Z pewnością część winy spoczywa na społeczeństwie, które ludziom starszym, chorym, niezrównoważonym, obcym i pozbawionym stałego miejsca w życiu poświęca tak mało uwagi, jak tylko pozwalają na to granice przyzwoitości.
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
ludzie. . .
‘Chodźcie tu ludzie!’, a kiedy się zbiegli odpędził ich kijem mówiąc: ‘Ludzi wołałem a nie wyrzutków!
aby żyć. . .
Aby żyć, trzeba albo mieć rozum, albo trzymać w pogotowiu stryczek.
Diogenes.
Diogenes.
dźwięk pieniądza. . .
Właściwym problemem nie jest to, że na dźwięk pieniądza, jak to się mówi, słabną "honor" kobiety i "słowo" mężczyzny. Skandal zaczyna się tam, gdzie pieniądz jako kapitał systematycznie zakłada w celu swojego funkcjonowania słabość kobiet i mężczyzn, którzy zmuszeni są sprzedawać siebie na rynku.
W swej kalkulacji system ten uwzględnia zawsze położenie jednostek słabszych. Nieustanna cyrkulacja zysków opiera się na istnieniu wielkich grup, które nie mają wyboru, jak tylko pracować albo zgnić.
Kapitalistyczny porządek społeczny spoczywa na barkach tych, którzy są podatni na wymuszanie i ciągle żyją w aktualnej lub potencjalnej sytuacji wyjątkowej.
Ludziach, którzy jutro będą głodni, jeśli dziś nie pracują, i którzy jutro nie będą mieli pracy, jeśli nie pójdą na to, czego się od nich dziś żąda.
Ludziach, którzy jutro będą głodni, jeśli dziś nie pracują, i którzy jutro nie będą mieli pracy, jeśli nie pójdą na to, czego się od nich dziś żąda.
Peter Sloterdijk (fragment książki Krytyka cynicznego rozumu, 1983)
16 grudnia 2014
los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt. . .
19 Los bowiem synów ludzkich jest ten sam,
co i los zwierząt;
los ich jest jeden:
jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego,
i oddech życia ten sam.
W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt,
bo wszystko jest marnością.
20 Wszystko idzie na jedno miejsce:
powstało wszystko z prochu
i wszystko do prochu znów wraca.
21 Któż pozna, czy siła życiowa synów ludzkich idzie w górę,
a siła życiowa zwierząt zstępuje w dół, do ziemi(...)
co i los zwierząt;
los ich jest jeden:
jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego,
i oddech życia ten sam.
W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt,
bo wszystko jest marnością.
20 Wszystko idzie na jedno miejsce:
powstało wszystko z prochu
i wszystko do prochu znów wraca.
21 Któż pozna, czy siła życiowa synów ludzkich idzie w górę,
a siła życiowa zwierząt zstępuje w dół, do ziemi(...)
(Koh 3, 19-21)
Natchnieni Duchem Świętym
(fragment Biblii, około XI wiek p.n.e. - II wiek n.e.)
dużej liczby samobójstw. . .
(...) kraje wysoko uprzemysłowione i zamożne mają oczywistą skłonność do stosunkowo dużej liczby samobójstw(...)
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
15 grudnia 2014
zamiast odmiany człowiek widzi bezruch. . .
(...) chęć odebrania sobie życia narasta wiosną nie z racji jakichś tajemniczych przemian biologicznych, ale właśnie na skutek ich braku. Zamiast odmiany człowiek widzi bezruch(...)
Samobójcza depresja, to coś na kształt duchowej zimy - coś zmrożonego, jałowego i nieruchomego. Im bogatsza, subtelniejsza i bardziej urokliwa staje się przyroda, tym głębsza wydaje się wewnętrzna zima, tym szarzej rozwiera się przepaść między światem wewnętrznym a zewnętrznym. (...) wiosna, uwydatnia cały rozziew między ciepłem i świątecznością dookoła a ich własnym lodowatym nieszczęściem.
Samobójcza depresja, to coś na kształt duchowej zimy - coś zmrożonego, jałowego i nieruchomego. Im bogatsza, subtelniejsza i bardziej urokliwa staje się przyroda, tym głębsza wydaje się wewnętrzna zima, tym szarzej rozwiera się przepaść między światem wewnętrznym a zewnętrznym. (...) wiosna, uwydatnia cały rozziew między ciepłem i świątecznością dookoła a ich własnym lodowatym nieszczęściem.
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
14 grudnia 2014
skoro ... groza życia przewyższa grozę śmierci, człowiek kładzie kres swemu życiu. . .
Ogólnie biorąc stwierdzimy, iż skoro tylko dociera się do punktu, w którym groza życia przewyższa grozę śmierci, człowiek kładzie kres swemu życiu. Opór tej ostatniej jest jednak znaczący; niejako czuwa ona niczym strażnik u bramy wyjściowej. Nie ma być może nikogo z żyjących, kto by nie skończył już z życiem, gdyby ów koniec był czymś czysto negatywnym, nagłym ustaniem istnienia. - Jednakże zachodzi przy tym coś pozytywnego: zniszczenie ciała. Jest to odstraszające i to właśnie dlatego, że ciało jest zjawiskiem woli życia.
Tymczasem (...) intensywne cierpienia duchowe sprawiają, że stajemy się nieczuli na bóle cielesne; gardzimy wręcz nimi. Ba, gdy te ostatnie zyskują przypadkiem przewagę, fakt ów jest dla nas dobroczynnym wytchnieniem, pauzą w cierpieniu duchowym. To właśnie jest czynnikiem ułatwiającym samobójstwo
Gdy w ciężkich koszmarnych marzeniach sennych wzmaga się w najwyższym stopniu trwoga, to sama ona właśnie przywodzi nas do przebudzenia, dzięki któremu znikają wszystkie te nocne okropności. To samo dzieje się we śnie życia, kiedy to najwyższy stopień zatrwożenia zmusza nas do przerwania owego snu.
Samobójstwo można też uważać za eksperyment, pytanie, które zadaje się naturze, chcąc wymóc na niej odpowiedź; mianowicie, jakiej zmiany doznaje przez śmierć ludzkie istnienie i poznanie. Ale jest to eksperyment niezręczny; znosi bowiem tożsamość świadomości, która miałaby posłyszeć odpowiedź.
Tymczasem (...) intensywne cierpienia duchowe sprawiają, że stajemy się nieczuli na bóle cielesne; gardzimy wręcz nimi. Ba, gdy te ostatnie zyskują przypadkiem przewagę, fakt ów jest dla nas dobroczynnym wytchnieniem, pauzą w cierpieniu duchowym. To właśnie jest czynnikiem ułatwiającym samobójstwo
Gdy w ciężkich koszmarnych marzeniach sennych wzmaga się w najwyższym stopniu trwoga, to sama ona właśnie przywodzi nas do przebudzenia, dzięki któremu znikają wszystkie te nocne okropności. To samo dzieje się we śnie życia, kiedy to najwyższy stopień zatrwożenia zmusza nas do przerwania owego snu.
Samobójstwo można też uważać za eksperyment, pytanie, które zadaje się naturze, chcąc wymóc na niej odpowiedź; mianowicie, jakiej zmiany doznaje przez śmierć ludzkie istnienie i poznanie. Ale jest to eksperyment niezręczny; znosi bowiem tożsamość świadomości, która miałaby posłyszeć odpowiedź.
Artur Schopenhauer
11 grudnia 2014
to prędzej czy później ... samobójstwo. . .
(...) gdyby człowiek miał na ramieniu jakiś mały przełącznik, po którego naciśnięciu umierałoby się natychmiast i bez bólu, to prędzej czy później wszyscy popełniliby samobójstwo.
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
wysiłku ... aby oczyścić umysł. . .
(...) człowiek celowo stawia się w sytuacji wymagającej szczegółowego wysiłku i skupienia, aby oczyścić umysł ze spraw nieistotnych.
(...)
Myślę, że są ludzie, którzy tak właśnie popełniają samobójstwo, po to, żeby zdobyć spokój i opanowanie, jakiego nie mogą odnaleźć w życiu.
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
10 grudnia 2014
po śmierci już nic. . .
Człowiek wybiera życie, bo nie ma innego wyjścia, bo wie, że po śmierci już nic więcej go nie czeka.
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
życie samobójcy jest wyjątkowo bezlitosne. . .
(...) z zamkniętego świata samobójstwa nie ma ucieczki: rany zadane w przeszłości (..) nie chcą się zagoić (...) - lecz nieustannie pchają się ku powierzchni, by zniszczyć wszelkie teraźniejsze zmiany, przyjemności i chwile pogodzenia ze światem. Życie samobójcy jest wyjątkowo bezlitosne.
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
powietrze nikogo nie odtrąca. . .
A kiedy widzę, że coś nie jest możliwe, to czuję się odtrącony. Pewnie tak mi się tylko wydaje: tego czegoś po prostu nie ma. Przecież powietrze nikogo nie odtrąca, tylko mówi, że jest puste.
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
nie może znieść ... własnej osoby. . .
(...) być może nie dlatego człowiek popełnia samobójstwo, iż chce umrzeć, ale ponieważ nie może znieść jakiegoś pojedynczego aspektu własnej osoby.
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
zaklinowawszy się w skałach, mógł patrzeć. . .
Postanowił umrzeć na Land's End, ponieważ było to miejsce najbardziej wysunięte w stronę Ameryki. Zaklinowawszy się w skałach, mógł patrzeć ku Stanom, dopóki nie stracił przytomności.
Al Alvarez (Bóg Bestia. Studium samobójstwa, 1972)
04 grudnia 2014
świat drwi z szalonych. . .
(...)- Nie lękam się, jeżeli będę uchodził za szalonego.
Świat drwi z szalonych, a więc niech drwi ze mnie - będę podobny do Jezusa u Heroda. Niech mnie biją i niech
mi urągają, przypnę sobie do kapelusza ten bukiet wspaniały, którym świat gardzi, bukiet szaleństwa, i będę - jak
to poucza nas nasz ojciec święty, święty Ignacy - wzbudzał szyderstwa i gniew ludzi świata, i prześladowanie
niezasłużone - a jeden ja tylko będę wiedział, jaka to jest ofiara i jaki jej skutek...
Jarosław Iwaszkiewicz (fragment opowiadania Matka Joanna od Aniołów, 1942)
03 grudnia 2014
one wykrzykiwały jak spłoszone wiewiórki i powdrapywały się na ławy. . .
Gdy umilkły organy, księża poczęli na głos odmawiać jakieś łacińskie modlitwy, siostry zaniepokoiły się, ale stały
na miejscu. Ta jedna tylko kręciła się bez ustanku. Mały chłopak podał ojcu Laktancjuszowi wodę święconą w
misie i kropidło. Ksiądz Laktancjusz oznaczył znakiem krzyża świętego zakonnice i pokropił je obficie wodą.
Wówczas stała się rzecz niespodziewana. Siostry wrzasnęły wszystkie razem przeraźliwym głosem, aż się
wszyscy wstrząsnęli, i rozbiegły po prezbiterium. Zrobił się tumult i zamieszanie, nogi zakonnic tupotały, same
one wykrzykiwały jak spłoszone wiewiórki i powdrapywały się na ławy, na siedzenia, poukrywały się w festonach
zasłon. Niektóre wlazły wysoko na rzeźbione stalle i usiadły na dębowych ornamentach jak na krzesłach, fajtając
nogami, inne pochowały się za panów z orszaku królewicza, którzy się bardzo przestraszyli; jedna usiadła na
oparciu ponad Wołodkowiczem, a mała Bielska schowała się za zasłonę tronu królewicza i stamtąd wyzierała od
czasu do czasu, strojąc okropne i pocieszne miny. Jedna matka Joanna od Aniołów stała nieruchomo pośrodku
posadzki przed ołtarzem i odważnie i wyzywająco patrzyła w oczy ojcu Laktancjuszowi.
Ksiądz Laktancjusz ciągnął:
- Odpowiadaj! Balaamie, Isaakaronie, Asmodeuszu, Grezylu, Amanie, Begerycie! Któryś jest?
- To ja jestem, Zapaliczka - zawołała nagle cienkim głosem matka Joanna prostując się i powstając ze swej pozycji bez zginania kolan. - Do twoich usług(...)
(...)
- Szatanie, nakazuję ci - wołał ksiądz Laktancjusz - wynijdź z ciała przewielebnej matki od Aniołów, wynijdź,
wynijdź!
(...)
Matka Joanna wyprostowała się gwałtownie, aż kości jej trzasnęły, i jednym ruchem padła na twarz,
rozkrzyżowując ramiona, jakby z drewna były uczynione. Bliżej stojący ujrzeli, jak z ust jej wyszedł ogromny, siny
język i jak poczęła nim lizać marmurowe stopnie ołtarza. Strach szeroko otworzył oczy panów dworskich. Jeden
królewicz zachowywał się ciągle obojętnie. Przywołał pazia i kazał sobie nogi przykryć purpurową, puchową
pierzynką. Zawsze marzł w nogi w kościele. Inne siostry poczęły powoli opuszczać swoje pozycje po ścianach
prezbiterium kościoła i krok za krokiem zbliżać się do matki opętanej. Z ust Joanny wychodziły jakieś dziwne
dźwięki, podobne do mlaskania i mruczenia niedźwiedzi. Księża żegnali się i modlili.Ksiądz Laktancjusz ciągnął:
- Odpowiadaj! Balaamie, Isaakaronie, Asmodeuszu, Grezylu, Amanie, Begerycie! Któryś jest?
- To ja jestem, Zapaliczka - zawołała nagle cienkim głosem matka Joanna prostując się i powstając ze swej pozycji bez zginania kolan. - Do twoich usług(...)
Jarosław Iwaszkiewicz (fragment opowiadania Matka Joanna od Aniołów, 1942)
gorzkie żale / część 3 / hymn. . .
1. Duszo oziębła, czemu nie gorejesz?
Serce me, czemu całe nie truchlejesz?
Toczy twój Jezus z ognistej miłości
Krew w obfitości.
2. Ogień miłości, gdy Go tak rozpala,
Sromotne drzewo na ramiona zwala;
Zemdlony Jezus pod krzyżem uklęka,
Jęczy i stęka.
3. Okrutnym katom posłuszny się staje,
Ręce i nogi przebić sobie daje,
Wisi na krzyżu, ból ponosi srogi
Nasz Zbawca drogi!
4. O słodkie drzewo, spuśćże nam już Ciało,
Aby na tobie dłużej nie wisiało!
My je uczciwie w grobie położymy,
Płacz uczynimy.
5. Oby się serce we łzy rozpływało,
Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało!
Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości,
Dla Twej miłości!
6. Niech Ci, mój Jezu, cześć będzie w wieczności
Za Twe obelgi, męki, zelżywości,
Któreś ochotnie, Syn Boga jedyny,
Cierpiał bez winy!
Serce me, czemu całe nie truchlejesz?
Toczy twój Jezus z ognistej miłości
Krew w obfitości.
2. Ogień miłości, gdy Go tak rozpala,
Sromotne drzewo na ramiona zwala;
Zemdlony Jezus pod krzyżem uklęka,
Jęczy i stęka.
3. Okrutnym katom posłuszny się staje,
Ręce i nogi przebić sobie daje,
Wisi na krzyżu, ból ponosi srogi
Nasz Zbawca drogi!
4. O słodkie drzewo, spuśćże nam już Ciało,
Aby na tobie dłużej nie wisiało!
My je uczciwie w grobie położymy,
Płacz uczynimy.
5. Oby się serce we łzy rozpływało,
Że Cię, mój Jezu, sprośnie obrażało!
Żal mi, ach, żal mi ciężkich moich złości,
Dla Twej miłości!
6. Niech Ci, mój Jezu, cześć będzie w wieczności
Za Twe obelgi, męki, zelżywości,
Któreś ochotnie, Syn Boga jedyny,
Cierpiał bez winy!
dziewięć demonów. . .
- Postaram się wygnać owego demona...
Matka Joanna szybko zareagowała na to powiedzenie.
- Ja mam w sobie dziewięć demonów: Behemot, Balaam, Isaakaron, Grezyl, Aman, Asmodeusz, Begerit, Lewiatan i Zapaliczka - wyrecytowała jednym tchem i zamilkła nagle, jak gdyby przestraszona.
Matka Joanna szybko zareagowała na to powiedzenie.
- Ja mam w sobie dziewięć demonów: Behemot, Balaam, Isaakaron, Grezyl, Aman, Asmodeusz, Begerit, Lewiatan i Zapaliczka - wyrecytowała jednym tchem i zamilkła nagle, jak gdyby przestraszona.
Jarosław Iwaszkiewicz (fragment opowiadania Matka Joanna od Aniołów, 1942)
siano zapachniało. . .
- Czy to siano zapachniało? -spytał Wołodkowicza.
- A ówdzie, przecie leżą pokosy otawy - małym, czarnym palcem pokazał szlachetka łączki, które mijali. Na łąkach stały kopki, leżały pokosy matowe w świetle błyszczącego słońca i pachniały tak mocno księdzu Surynowi, jak we śnie albo na jawie za dawnych bardzo lat.
- A ówdzie, przecie leżą pokosy otawy - małym, czarnym palcem pokazał szlachetka łączki, które mijali. Na łąkach stały kopki, leżały pokosy matowe w świetle błyszczącego słońca i pachniały tak mocno księdzu Surynowi, jak we śnie albo na jawie za dawnych bardzo lat.
Jarosław Iwaszkiewicz (fragment opowiadania Matka Joanna od Aniołów, 1942)
Subskrybuj:
Posty (Atom)