Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
24 stycznia 2016
pozostawiając żal. . .
Jednym słowem, odjeżdżaliśmy w porę,
pozostawiając żal po sobie.
znajdzie się zawsze praca u szatana. . .
- [...] Jak to tam mówi doktor Watts? - spytał patrząc na mnie i kiwając głową w
chwili, gdy cytował mądre słowa: „Dla rąk próżnujących znajdzie się zawsze praca u
szatana”.
- Słusznie, doktorze! - potwierdził prawnik. - Gdyby jednak doktor Watts lepiej znał świat i ludzi, mógłby równie trafnie powiedzieć, że i „dla rąk zajętych znajdzie się praca u szatana”. Ileż złego od dwóch już niemal stuleci czynią i nie próżnujący ludzie!
- Słusznie, doktorze! - potwierdził prawnik. - Gdyby jednak doktor Watts lepiej znał świat i ludzi, mógłby równie trafnie powiedzieć, że i „dla rąk zajętych znajdzie się praca u szatana”. Ileż złego od dwóch już niemal stuleci czynią i nie próżnujący ludzie!
Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
koń nasz ... pozwala sobie parskając wyrazić jakieś w tym względzie uwagi. . .
Koń nasz był najleniwszym ze wszystkich koni, jakie kiedykolwiek widziałem, i
przez całą drogę wlókł się ze spuszczoną w dół głową, jakby naumyślnie ociągając się z
przybyciem na miejsce przeznaczenia. Wyobrażałem sobie nawet, że pozwala sobie
parskając wyrazić jakieś w tym względzie uwagi, lecz woźnica upewnił mnie, że jest to
tylko zwykły kaszel.
Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
urocze uosobienie obowiązków. . .
- Jest to Davy.
- Davy? Jaki Davy? Jones, co?
- Copperfield - odrzekł pan Murdstone.
- Ach, tak - zawołał nieznajomy - jest to więc urocze uosobienie obowiązków pani Copperfield, owej ładnej wdówki, co?
- Davy? Jaki Davy? Jones, co?
- Copperfield - odrzekł pan Murdstone.
- Ach, tak - zawołał nieznajomy - jest to więc urocze uosobienie obowiązków pani Copperfield, owej ładnej wdówki, co?
Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
biegły w katechizmie. . .
Ham Peggotty, uczęszczający do szkółki i biegły w katechizmie, a co za tym
idzie - wiarygodny świadek[...]
Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
pogrobowcem. . .
Jestem pogrobowcem,
gdyż ujrzałem światło dzienne w sześć miesięcy po zaniknięciu na zawsze powiek
mego ojca. Nie mogłem się nigdy pogodzić z myślą, że mój ojciec nie widział mnie
nawet.
Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
23 stycznia 2016
eheu fugaces, postume,postume. . .
II 14
Eheu fugaces, Postume, Postume
(Strofa alcejska)
Szybko, niestety, Postumie, Postumie,
mijają lata i nawet pobożność
zmarszczek nie wstrzyma i ani starości
ni rychłej śmierci drogi nie zagrodzi,
i choćbyś z trzystu co dzień składał wołów
ofiarę, przyjacielu, nie przebłagasz
nieczułego Plutona, co potrójnie
olbrzymów Geriona i Tityosa
smętną opasał strugą, tak nam wszystkim,
co ziemi hojne spożywamy dary,
pisana ta żegluga, czyśmy możni,
czy los nam przypadł ubogiego kmiotka.
Próżno nam stronić od Marsa krwawego,
od Adriatyku ryczących bałwanów
i próżno zgnilą jesienią unikać
Austra, co zdrowiu niechybnie zaszkodzi:
zjawi się czarny i falą leniwą
Kocyt płynący, i Danaa córy,
i potępiony Syzyf Eolida,
co w pohańbieniu na wieki się trudzi,
przyjdzie porzucić ziemię i dom własny,
i wdzięczną żonę, a z drzew, które sadzisz,
żadne prócz tylko cyprysów ponurych
za tobą nie podąży, panem chwili.
Godniejszy dziedzic cekuby wypije,
choć strzeże ich sto zamków, a posadzkę
spłucze wytrawnym winem, znakomitszym
niż podawane na ucztach kapłanów.
Horacy
w tłumaczeniu Andrzeja Lama
Eheu fugaces, Postume, Postume
(Strofa alcejska)
Szybko, niestety, Postumie, Postumie,
mijają lata i nawet pobożność
zmarszczek nie wstrzyma i ani starości
ni rychłej śmierci drogi nie zagrodzi,
i choćbyś z trzystu co dzień składał wołów
ofiarę, przyjacielu, nie przebłagasz
nieczułego Plutona, co potrójnie
olbrzymów Geriona i Tityosa
smętną opasał strugą, tak nam wszystkim,
co ziemi hojne spożywamy dary,
pisana ta żegluga, czyśmy możni,
czy los nam przypadł ubogiego kmiotka.
Próżno nam stronić od Marsa krwawego,
od Adriatyku ryczących bałwanów
i próżno zgnilą jesienią unikać
Austra, co zdrowiu niechybnie zaszkodzi:
zjawi się czarny i falą leniwą
Kocyt płynący, i Danaa córy,
i potępiony Syzyf Eolida,
co w pohańbieniu na wieki się trudzi,
przyjdzie porzucić ziemię i dom własny,
i wdzięczną żonę, a z drzew, które sadzisz,
żadne prócz tylko cyprysów ponurych
za tobą nie podąży, panem chwili.
Godniejszy dziedzic cekuby wypije,
choć strzeże ich sto zamków, a posadzkę
spłucze wytrawnym winem, znakomitszym
niż podawane na ucztach kapłanów.
Horacy
w tłumaczeniu Andrzeja Lama
16 stycznia 2016
gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?. . .
Gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?
Otwarte miasto czepia się obrzydle...
Może mnie upił widok drzwi zamkniętych?
- Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.
I te pończochy rozszczekanych przecznic,
I te spiżarnie wykrzywionych ulic:
Zza wszystkich rogów wrogów niebezpiecznych
I w każdym kącie końca oczekuję.
I w dół porosły brodawkami mroku,
Ślizgam się, brnąc ku pompie oblodzonej,
I łykam martwe powietrze w rytm kroków,
I gorączkują się gwarne gawrony.
A ja na ziemi jęczę i złorzeczę,
Potknąwszy się o czyjś zgubiony chodak:
- Niech ktoś przeczyta! doradzi! uleczy!
Niech choć zagadnie na kolczastych schodach!
Osip Mandelsztam
Otwarte miasto czepia się obrzydle...
Może mnie upił widok drzwi zamkniętych?
- Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.
I te pończochy rozszczekanych przecznic,
I te spiżarnie wykrzywionych ulic:
Zza wszystkich rogów wrogów niebezpiecznych
I w każdym kącie końca oczekuję.
I w dół porosły brodawkami mroku,
Ślizgam się, brnąc ku pompie oblodzonej,
I łykam martwe powietrze w rytm kroków,
I gorączkują się gwarne gawrony.
A ja na ziemi jęczę i złorzeczę,
Potknąwszy się o czyjś zgubiony chodak:
- Niech ktoś przeczyta! doradzi! uleczy!
Niech choć zagadnie na kolczastych schodach!
Osip Mandelsztam
zmierzch wolności. . .
Wolności zmierzch uczcijmy pieniem bratnim,
Rok zmierzchu, wielki rok zaćmienia.
Już zapadają ciężkie pętle matni
W kipiel wód nocnych, w czeluść cienia.
Słońce - lud, sędzi nasz ostatni -
Wychynie z głębi wśród milczenia.
Brzmienia przemożnego sławę głośmy,
Co z bólem dźwignie ludu wódz na barkach.
Wysławmy uścisk władzy, mus nieznośny,
I ciężar, który legnie nam na karkach.
Kto serce ma, ten pojmie znak bezgłośny -
To na dno idzie wieku barka.
Nawet jaskółek mimolotne stada
Sprzęgliśmy w huf, w kohorty wojownicze
I już nie widać słońca, bo gromada
Rwie się do lotu, kwili, krzyczy.
Słońce w tę sieć, jak mrok zapada
I glob urywa się z kotwicy.
Spróbujmy więc. Szeroki, nieporadny,
Skrzypliwy obrót rudla. Byle dalej.
I ziemia płynie już, otchłanie radląc.
Odwagi, bracia. I w letejskiej fali
Wspomnimy przecie, że to nam wypadło,
Byśmy za ziemię dziesięć niebios dali.
MOSKWA, MAJ 1918
Osip Mandelsztam
Rok zmierzchu, wielki rok zaćmienia.
Już zapadają ciężkie pętle matni
W kipiel wód nocnych, w czeluść cienia.
Słońce - lud, sędzi nasz ostatni -
Wychynie z głębi wśród milczenia.
Brzmienia przemożnego sławę głośmy,
Co z bólem dźwignie ludu wódz na barkach.
Wysławmy uścisk władzy, mus nieznośny,
I ciężar, który legnie nam na karkach.
Kto serce ma, ten pojmie znak bezgłośny -
To na dno idzie wieku barka.
Nawet jaskółek mimolotne stada
Sprzęgliśmy w huf, w kohorty wojownicze
I już nie widać słońca, bo gromada
Rwie się do lotu, kwili, krzyczy.
Słońce w tę sieć, jak mrok zapada
I glob urywa się z kotwicy.
Spróbujmy więc. Szeroki, nieporadny,
Skrzypliwy obrót rudla. Byle dalej.
I ziemia płynie już, otchłanie radląc.
Odwagi, bracia. I w letejskiej fali
Wspomnimy przecie, że to nam wypadło,
Byśmy za ziemię dziesięć niebios dali.
MOSKWA, MAJ 1918
Osip Mandelsztam
09 stycznia 2016
żyją w świecie surowszym, niż był ten radziecki. . .
Młodzi żyją w
świecie surowszym, niż był ten radziecki... [Milknie]. Czuję,
jakby życie już nie było dla nas, nie dla takich jak my, ono
jest gdzieś tam... Gdzieś... Coś się dzieje, ale nie z nami... Nie
chodzę do drogich sklepów, bo się krępuję - stoją tam
ochroniarze i patrzą na mnie z pogardą, bo mam ubranie z
bazaru. Noszę chińską tandetę. Jeżdżę metrem, boję się
śmiertelnie, ale jeżdżę. Ci bogatsi nie jeżdżą. Metro jest dla
ubogich, nie dla wszystkich. Znowu mamy książąt, bojarów
i lud roboczy. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio siedziałam w
kawiarni, od dawna mnie na to nie stać. Teatr też stał się
luksusem, a kiedyś nie opuszczałam żadnej premiery. To
przykre... bardzo przykre... Czuję jakiś niesmak, kiedy nie
dopuszczają nas do tego nowego świata. Mąż przynosi w
torbach książki z biblioteki, to jedyna rzecz, która jest dla
nas dostępna jak dawniej.
Swietłana Aleksijewicz (Czasy secondhand. Koniec Czerwonego człowieka, 2009)
02 stycznia 2016
małe, skulone otwory odbytowe. . .
- To jest okropne! Okropne! One mają takie małe, skulone otwory odbytowe! Takie śmieszne małe tyłki!
- Baby, a co jest w tym takiego okropnego, co? Przycisnęła serwetkę do ust, wstała i wybiegła do łazienki. Wymiotowała, a ja z kuchni darłem się jak opętany:
- A CO TY MOŻESZ MIEĆ PRZECIWKO TYŁKOM I DUPOM! TY MASZ TYŁEK, I JA GO TEŻ MAM! ŁAZISZ PO TYCH SKLEPACH I KUPUJESZ STEKI, ONE TEŻ KIEDYŚ MIAŁY DUPY I TO JAKIE! TE DUPIASTE STWORZENIA POKRYWAJĄ CAŁY GLOB! NIE JEST KŁAMSTWEM NAWET I TO, ŻE I DRZEWA MAJĄ DUPY! MAJĄ! TYLKO MY ICH NIE POTRAFIMY ODNALEŹĆ! JESIEŃ BYŁABY NAJLEPSZĄ PORĄ, BO WTEDY GUBIĄ ONE LIŚCIE! TWÓJ TYŁEK, MOJA DUPA, CAŁY ŚWIAT SKŁADA SIĘ TYLKO Z TAKICH UDUPIONYCH I Z TYŁKAMI!!! PREZYDENT TEŻ MA TYŁEK I ŚMIECIARZ TEŻ! SĘDZIA I MORDERCA TEŻ MUSZĄ MIEĆ PO JEDNYM... NAWET TEN Z CZERWONĄ SZPILKĄ DO KRAWATA TEŻ MA, A JAKŻE!!!
Charles Bukowski
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści
Listonosz, 1971)
01 stycznia 2016
widząc roznoszącego pocztę listonosza. . .
Ludzie, widząc roznoszącego pocztę listonosza, reagowali zawsze w ten sam sposób. Zawsze.
- Trochę się dziś spóźniamy, co?
- A gdzie jest ten listonosz, który zawsze tu przychodził?
- Hej, wuj Sam!
- Listonosz! Listonosz! To nie do mnie!
Ulice kłębiły się od nudnych i skretyniałych typów. Tacy mieszkali najczęściej w pięknych domach, nie chodzili codziennie do pracy - zastanawiałem się często, jak to robili.
Charles Bukowski
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści
Listonosz, 1971)
ulubionym listonoszem. . .
Ulubionym listonoszem Stone'a był Mathew Bettles.
[...]
A Mathew stał przed tym swoim pulpitem rozdzielczym, dniami, a często i nocami, wyprostowany i czysty, w uroczyście i odświętnie lśniących butach, pełen animuszu i niepojętej radości wpychał przesyłki w odpowiednie przegródki.
[...]
- Mathew został wczoraj aresztowany!
- Aresztowany?
- No, wybierał pieniądze. Otwierał listy kierowane do świątyni Nekalayla i wyciągał gotówkę. I to przez piętnaście lat.
- Jak go przyskrzynili? Kto na to wpadł?
- Te stare ciotki. Te szajbuski wysyłały banknoty w listach i nigdy nie otrzymywały słów podzięki ani żadnej informacji zwrotnej o nadejściu datku.
Charles Bukowski
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści
Listonosz, 1971)
listonoszu! — targnij się na krew pańską ... nago w rzymskokatolickim kościele. . .
Po obiedzie niewiele już mi zostało, mała kupka listów adresowanych do kościoła. Niestety, brakowało numeru posesji, na kopertach widniało tylko jakieś święte imię i nazwa ulicy, przy której jakoby miał stać ten kościół.
[...]
W dali dostrzegłem parę palących się świec, a także małe pojemniczki na święconą wodę. Nagle, nad głową pojawiła się ambona. Sprawiała wrażenie jakby wytrzeszczała na mnie swoje święte gały, a głębiej stały statuy(...)
[...]
Idąc dalej wlazłem do jakiegoś pomieszczenia, w którym stał stół, a na nim porozkładane różnokolorowe kapłańskie szaty. Przy nodze stała butelka wina.
Do kurwy nędzy - pomyślałem sobie - dlaczego muszę zawsze wdepnąć w taki grząski teren? Przechyliłem butelkę, i to chyba nieraz, rzuciłem listy na te kolorowe szmatki i wróciłem do tych znajomych mi już kiblów i natrysków. Zgasiłem światło i w ciemności ulokowałem się na jednym ze sraczy. Czerwone wino przyspiesza przemianę materii - to nie było odkrywcze, ale za to zgodne z chwilowymi potrzebami mojej ciasnej powłoki. Zapaliłem papierosa i pomyślałem sobie o przyjemności i rozkoszy stania pod prysznicem. I dopiero wtedy odkryłem napis na podłodze, pod moimi stopami: LISTONOSZU! - TARGNIJ SIĘ NA KREW PAŃSKĄ I ZMYJ SZYBKO TEN GRZECH KĄPIĄC SIĘ NAGO W RZYMSKOKATOLICKIM KOŚCIELE.
Charles Bukowski
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści
Listonosz, 1971)
czy macie coś dla mnie ... skąd ja mam wiedzieć, kim pani jest. . .
I te wąskie korytarze, oświetlone małymi, matowymi żarówkami. Szeregami stały w nich jakieś nadszarpnięte wiekiem stare ciotki, ciągle pytające o to samo i w ten sam sposób, jakby była to jedna i ta sama osoba, ale w wielu egzemplarzach. „Listonoszu, czy macie coś dla mnie”. Najchętniej wydarłbym się wtedy: „A skąd ja mam wiedzieć, kim pani jest, a kim ta obok, kim ja jestem, a w ogóle po co tak tu od lat sterczycie?”.
Charles Bukowski
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści
Listonosz, 1971)
upychaliśmy te pierdolone przesyłki do pocztowych worków. . .
Chlałem zawsze do północy, a potem, od piątej rano siedzieliśmy wszyscy w urzędzie, czekając na jakąś robotę, a może raczej na telefon od kogoś z tych etatowych, co to właśnie zachorowali. Chorowali zawsze wtedy, kiedy padało albo żar walił z nieba, albo w następnym dniu po jakimś tam urzędowo - państwowym święcie. Wtedy zalewała nas podwójna porcja poczty.
[...]
System rozdziału nadchodzącej do urzędu poczty ciągle się zmieniał, niczego nie można było się nauczyć, do niczego nawet przyzwyczaić. Wyszukiwało się z tych ton przesyłek listy i paczki do własnego rewiru; posortowane lądowały w torbie, która nie przestawała obijać miednicy.
[...]
Jonstone zawsze dbał, żeby odbywało się to bardzo punktualnie. Chłopaki musieli więc kończyć sortowanie na ulicy, nie mieli czasu, żeby coś przegryźć, zdychali z pośpiechu i tej pierdolonej nerwicy. Dziś mieliśmy opróżniać skrzynki pocztowe.
[...]
I mimo że wszyscy dobrze wiedzieli, że samochód nie może lak szybko rozwieźć nas po rewirach, a potem pozbierać wszystkich do kupy, byczy kark upierał się jednak zawsze przy tym niemożliwym do wykonania rozkładzie jazdy. Opuszczaliśmy więc niektóre skrzynki, które jednak opróżniane następnego dnia, wypełnione były po brzegi; pot lał się z nas, a my, cuchnąc nim i klnąc, upychaliśmy te pierdolone przesyłki do pocztowych worków.
Charles Bukowski
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści
Listonosz, 1971)
tłuste dupiszcze i worowate cyce. . .
Myślę, że było to drugiego dnia mojej pracy jako pomocniczego listonosza, w gorącym dla poczty okresie, jakim zawsze i wszędzie są święta Bożonarodzeniowe. Wtedy właśnie zobaczyłem tę tłustą damę wychodzącą z własnego ogródka. Mówiąc „tłusta” mam na myśli jej bardzo tłuste dupiszcze i worowate cyce, a także te wszystkie inne bardzo ważne miejsca na ciele każdej kobiety. Wydawała mi się lekko zwariowana i po zlustrowaniu tych jej wszystkich „tłuszczów” oddałem się zupełnie i beznamiętnie mojej pracy.
Charles Bukowski
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści
Listonosz, 1971)
27 grudnia 2015
zgasić światłość. . .
Ze względów oszczędnościowych polecam zgasić światłość wiekuistą, która mi może będzie świecić.
Julian Tuwim
urok płomieni. . .
Cały urok płomieni tkwi w ich zniewalającym, dziwnym pląsaniu, gdzieś poza kategoriami harmonii, proporcji i miary. Czyż niepochwytne wzloty płomienia nie są dobrym symbolem wdzięku i tragedii, naiwności i rozpaczy, rozkoszy i smutku?
Emil Cioran (fragment pisma filozoficznego Na szczytach rozpaczy, 1934)
możliwości umierania. . .
(...)życie utkane jest z ciągłej , niewykorzystanej
możliwości umierania: pochłania ich bezbarwny
holokaust historii, zbiorowa mogiła.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
literackie wyrafinowanie. . .
(...)wszelkie inne literackie wyrafinowanie
początkowo wynika z potrzeby przewietrzenia słów ,
przykrycia ich uwiądu zręcznym wyrafinowaniem, lecz
kończą się zmęczeniem, w którym umysł i słowo roztapiają
się w sobie, a później ulegają rozkładowi.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
pomiędzy inteligencją i głupotą. . .
Różnica pomiędzy inteligencją
i głupotą polega na umiejętnym manipulowaniu przymiotnikami, bez ich zmienności i różnorodności powstaje banał.
Sam Bóg żyje jedynie dzięki przymiotnikom, które mu
przypisujemy: to racja bytu teologii. Tak też człowiek
nazywa za każdym razem inaczej monotonię swych
nieszczęść; a usprawiedliwić się z niej przed umysłem
może tylko przez namiętne poszukiwanie nowych przymiotników.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
człowiek ... dlaczego on nie próbuje się zabić?
Za każdym razem, gdy spojrzymy na człowieka z dystansu,
nasuwa się na myśl jedno i to samo pytanie: dlaczego
on nie próbuje się zabić? Trudno wyobrazić sobie coś
bardziej naturalnego niż samobójstwo i trudno przyjąć za
'dobrą monetę wysuwane przeciwko niemu argumenty.
Kiedy dzięki poruszającej i często powracającej intuicji
pojmujemy własną bezużyteczność , wręcz niepojęte staje
się, dlaczego wszyscy tego nie robią. Usunąć samego
siebie - ten czyn wydaje się tak prosty i tak oczywisty!
Dlaczego więc zdarza się tak rzadko, dlaczego wszyscy
Inni się przed nim uchylają? Dzieje się tak dlatego, że choć co
prawda rozum odbiera nam chęć życia, owo nic, które
przedłuża nasze działania , jest silniejsze niż wszelkie
absoluty, ono jest przyczyną milczącej zmowy śmiertelnych
przeciwko śmierci; jest ono nie tyle symbolem istnienia,
ile samym istnieniem, jest wszystkim.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
cierpi z powodów, których błahość napawa umysł trwogą. . .
Spotykamy człowieka
uwikłanego w niezbadany i niepojęty świat, widzimy go
pełnego przekonań i pożądań, z których buduje ponad
rzeczywistością jakieś chorobliwe konstrukcje. Stworzył
całe systemy błędów i potem cierpi z powodów, których
błahość napawa umysł trwogą; poświęca się dla wartości ,
których śmieszność jest porażająca. Czy podejmowane
przez niego przedsięwzięcia można uznać za coś więcej
niż tylko błahostki , a regularność jego gorączkowych trosk
czy może wydać się bardziej stabilna niż architektura
niedorzeczności? Dla kogoś, kto patrzy z zewnątrz, absolut
każdego życia okazuje się względny, a wszystkie przeznaczenia
arbitralne, choć ze swej istoty nieuniknione.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
jedynie poeta potrafi wziąć pełną odpowiedzialność za "ja". . .
A ten, kto mówi w imieniu
innych, zawsze jest uzurpatorem. Politycy, reformatorzy
i wszyscy ci, którzy głoszą coś , powołując się na zbiorowość
, są oszustami. Jedynie kłamstwo artysty nie jest
kłamstwem totalnym, gdyż on nie wymyśla nic więcej ,
jak siebie samego. Jeśli nie zdamy się na to, co niekomunikowalne,
nie zawiesimy w pół słowa naszych niewypowiedzianych
i nieukojonych niepokojów, życie stanie się
tylko zgiełkiem w przestrzeni bez współrzędnych,
a wszechświat geometrią, którą chwyciła epilepsja.
[...]
Jedynie poeta potrafi wziąć pełną odpowiedzialność za
"ja", tylko on mówi we własnym imieniu i tylko on ma
prawo to robić. Poezja, gdy staje się podatna na proroctwa
i doktryny, wypacza się : "misja" dławi jej śpiew , idea
powstrzymuje jej wzlot.
[...]
I jak tu nie zwrócić się ku poezji? Jej usprawiedliwieniem
- tak jak życia - jest fakt, że niczego nie
dowodzi.)
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
Subskrybuj:
Posty (Atom)