24 stycznia 2016

pozostawiając żal. . .

Jednym słowem, odjeżdżaliśmy w porę, pozostawiając żal po sobie.

Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
   
   
   

znajdzie się zawsze praca u szatana. . .

   - [...] Jak to tam mówi doktor Watts? - spytał patrząc na mnie i kiwając głową w chwili, gdy cytował mądre słowa: „Dla rąk próżnujących znajdzie się zawsze praca u szatana”.
   - Słusznie, doktorze! - potwierdził prawnik. - Gdyby jednak doktor Watts lepiej znał świat i ludzi, mógłby równie trafnie powiedzieć, że i „dla rąk zajętych znajdzie się praca u szatana”. Ileż złego od dwóch już niemal stuleci czynią i nie próżnujący ludzie!

Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
   
   
   

koń nasz ... pozwala sobie parskając wyrazić jakieś w tym względzie uwagi. . .

Koń nasz był najleniwszym ze wszystkich koni, jakie kiedykolwiek widziałem, i przez całą drogę wlókł się ze spuszczoną w dół głową, jakby naumyślnie ociągając się z przybyciem na miejsce przeznaczenia. Wyobrażałem sobie nawet, że pozwala sobie parskając wyrazić jakieś w tym względzie uwagi, lecz woźnica upewnił mnie, że jest to tylko zwykły kaszel.

Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
   
   
   

urocze uosobienie obowiązków. . .

   - Jest to Davy.
   - Davy? Jaki Davy? Jones, co?
   - Copperfield - odrzekł pan Murdstone.
   - Ach, tak - zawołał nieznajomy - jest to więc urocze uosobienie obowiązków pani Copperfield, owej ładnej wdówki, co?

Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
   
   
   

biegły w katechizmie. . .

Ham Peggotty, uczęszczający do szkółki i biegły w katechizmie, a co za tym idzie - wiarygodny świadek[...]

Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
   
   
   

pogrobowcem. . .

Jestem pogrobowcem, gdyż ujrzałem światło dzienne w sześć miesięcy po zaniknięciu na zawsze powiek mego ojca. Nie mogłem się nigdy pogodzić z myślą, że mój ojciec nie widział mnie nawet.

Charles Dickens (fragment powieści Dawid Copperfield, 1850)
   
   
   

23 stycznia 2016

eheu fugaces, postume,postume. . .

II 14

Eheu fugaces, Postume, Postume

(Strofa alcejska)

Szybko, niestety, Postumie, Postumie,
mijają lata i nawet pobożność
   zmarszczek nie wstrzyma i ani starości
      ni rychłej śmierci drogi nie zagrodzi,

i choćbyś z trzystu co dzień składał wołów
ofiarę, przyjacielu, nie przebłagasz
   nieczułego Plutona, co potrójnie
      olbrzymów Geriona i Tityosa

smętną opasał strugą, tak nam wszystkim,
co ziemi hojne spożywamy dary,
   pisana ta żegluga, czyśmy możni,
      czy los nam przypadł ubogiego kmiotka.

Próżno nam stronić od Marsa krwawego,
od Adriatyku ryczących bałwanów
   i próżno zgnilą jesienią unikać
      Austra, co zdrowiu niechybnie zaszkodzi:

zjawi się czarny i falą leniwą
Kocyt płynący, i Danaa córy,
   i potępiony Syzyf Eolida,
      co w pohańbieniu na wieki się trudzi,

przyjdzie porzucić ziemię i dom własny,
i wdzięczną żonę, a z drzew, które sadzisz,
   żadne prócz tylko cyprysów ponurych
      za tobą nie podąży, panem chwili.

Godniejszy dziedzic cekuby wypije,
choć strzeże ich sto zamków, a posadzkę
   spłucze wytrawnym winem, znakomitszym
      niż podawane na ucztach kapłanów.

                                                                       Horacy
                                                                       w tłumaczeniu Andrzeja Lama
   
   
   

16 stycznia 2016

gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?. . .

Gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?
Otwarte miasto czepia się obrzydle...
Może mnie upił widok drzwi zamkniętych?
- Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle.

I te pończochy rozszczekanych przecznic,
I te spiżarnie wykrzywionych ulic:
Zza wszystkich rogów wrogów niebezpiecznych
I w każdym kącie końca oczekuję.

I w dół porosły brodawkami mroku,
Ślizgam się, brnąc ku pompie oblodzonej,
I łykam martwe powietrze w rytm kroków,
I gorączkują się gwarne gawrony.

A ja na ziemi jęczę i złorzeczę,
Potknąwszy się o czyjś zgubiony chodak:
- Niech ktoś przeczyta! doradzi! uleczy!
Niech choć zagadnie na kolczastych schodach!

                                                                      Osip Mandelsztam
 
 
 

zmierzch wolności. . .

Wolności zmierzch uczcijmy pieniem bratnim,
Rok zmierzchu, wielki rok zaćmienia.
Już zapadają ciężkie pętle matni
W kipiel wód nocnych, w czeluść cienia.
Słońce - lud, sędzi nasz ostatni -
Wychynie z głębi wśród milczenia.

Brzmienia przemożnego sławę głośmy,
Co z bólem dźwignie ludu wódz na barkach.
Wysławmy uścisk władzy, mus nieznośny,
I ciężar, który legnie nam na karkach.
Kto serce ma, ten pojmie znak bezgłośny -
To na dno idzie wieku barka.

Nawet jaskółek mimolotne stada
Sprzęgliśmy w huf, w kohorty wojownicze
I już nie widać słońca, bo gromada
Rwie się do lotu, kwili, krzyczy.
Słońce w tę sieć, jak mrok zapada
I glob urywa się z kotwicy.

Spróbujmy więc. Szeroki, nieporadny,
Skrzypliwy obrót rudla. Byle dalej.
I ziemia płynie już, otchłanie radląc.
Odwagi, bracia. I w letejskiej fali
Wspomnimy przecie, że to nam wypadło,
Byśmy za ziemię dziesięć niebios dali.

MOSKWA, MAJ 1918

                                                            Osip Mandelsztam
 
 
 

09 stycznia 2016

żyją w świecie surowszym, niż był ten radziecki. . .

Młodzi żyją w świecie surowszym, niż był ten radziecki... [Milknie]. Czuję, jakby życie już nie było dla nas, nie dla takich jak my, ono jest gdzieś tam... Gdzieś... Coś się dzieje, ale nie z nami... Nie chodzę do drogich sklepów, bo się krępuję - stoją tam ochroniarze i patrzą na mnie z pogardą, bo mam ubranie z bazaru. Noszę chińską tandetę. Jeżdżę metrem, boję się śmiertelnie, ale jeżdżę. Ci bogatsi nie jeżdżą. Metro jest dla ubogich, nie dla wszystkich. Znowu mamy książąt, bojarów i lud roboczy. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio siedziałam w kawiarni, od dawna mnie na to nie stać. Teatr też stał się luksusem, a kiedyś nie opuszczałam żadnej premiery. To przykre... bardzo przykre... Czuję jakiś niesmak, kiedy nie dopuszczają nas do tego nowego świata. Mąż przynosi w torbach książki z biblioteki, to jedyna rzecz, która jest dla nas dostępna jak dawniej.

Swietłana Aleksijewicz (Czasy secondhand. Koniec Czerwonego człowieka, 2009)
   
   
      

02 stycznia 2016

małe, skulone otwory odbytowe. . .

   -  To  jest  okropne!  Okropne!  One  mają  takie  małe,  skulone  otwory  odbytowe!  Takie śmieszne  małe  tyłki!
   -  Baby,  a  co  jest  w  tym  takiego  okropnego,  co?  Przycisnęła  serwetkę  do  ust,  wstała  i  wybiegła do  łazienki.  Wymiotowała,  a  ja  z  kuchni  darłem  się  jak  opętany:
   -  A  CO  TY  MOŻESZ  MIEĆ  PRZECIWKO  TYŁKOM  I  DUPOM!  TY  MASZ  TYŁEK,  I  JA  GO TEŻ  MAM!  ŁAZISZ  PO  TYCH  SKLEPACH  I  KUPUJESZ  STEKI,  ONE  TEŻ  KIEDYŚ  MIAŁY DUPY  I  TO  JAKIE!  TE  DUPIASTE  STWORZENIA  POKRYWAJĄ  CAŁY  GLOB!  NIE  JEST KŁAMSTWEM  NAWET  I  TO,  ŻE  I  DRZEWA  MAJĄ  DUPY!  MAJĄ!  TYLKO  MY  ICH  NIE POTRAFIMY  ODNALEŹĆ!  JESIEŃ  BYŁABY  NAJLEPSZĄ  PORĄ,  BO  WTEDY  GUBIĄ  ONE LIŚCIE!   TWÓJ  TYŁEK,  MOJA  DUPA,  CAŁY  ŚWIAT  SKŁADA  SIĘ  TYLKO  Z  TAKICH UDUPIONYCH  I  Z  TYŁKAMI!!!  PREZYDENT  TEŻ  MA  TYŁEK  I  ŚMIECIARZ  TEŻ!  SĘDZIA  I MORDERCA  TEŻ  MUSZĄ  MIEĆ  PO  JEDNYM...  NAWET  TEN  Z  CZERWONĄ  SZPILKĄ  DO KRAWATA TEŻ MA, A JAKŻE!!!

Charles Bukowski 
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści 
Listonosz, 1971)
   
   
  

01 stycznia 2016

widząc roznoszącego pocztę listonosza. . .

Ludzie,  widząc  roznoszącego  pocztę  listonosza,  reagowali  zawsze  w  ten  sam  sposób.  Zawsze.
   -  Trochę  się  dziś  spóźniamy,  co?
   -  A gdzie  jest  ten  listonosz,  który  zawsze  tu  przychodził?
   -  Hej,  wuj  Sam!
   -  Listonosz!  Listonosz!  To  nie  do  mnie! 
   Ulice  kłębiły  się  od  nudnych  i  skretyniałych  typów.  Tacy  mieszkali  najczęściej  w  pięknych domach,  nie  chodzili  codziennie  do  pracy  -  zastanawiałem  się  często,  jak  to  robili.

Charles Bukowski 
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści 
Listonosz, 1971)
   
   
  

ulubionym listonoszem. . .

   Ulubionym  listonoszem  Stone'a  był  Mathew  Bettles.
[...]
A  Mathew  stał  przed  tym  swoim  pulpitem  rozdzielczym,  dniami,  a  często  i  nocami, wyprostowany  i  czysty,  w  uroczyście  i  odświętnie  lśniących  butach,  pełen  animuszu  i  niepojętej radości  wpychał  przesyłki  w  odpowiednie  przegródki.
[...]
   -  Mathew  został  wczoraj  aresztowany!
   -  Aresztowany?
   -  No,  wybierał  pieniądze.  Otwierał  listy  kierowane  do  świątyni  Nekalayla  i  wyciągał  gotówkę. I  to  przez  piętnaście  lat.
   -  Jak  go  przyskrzynili?  Kto  na  to  wpadł?
   -  Te  stare  ciotki.  Te  szajbuski  wysyłały  banknoty  w  listach  i  nigdy  nie  otrzymywały  słów podzięki  ani  żadnej  informacji  zwrotnej  o  nadejściu  datku.

Charles Bukowski 
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści 
Listonosz, 1971)
   
   
  

listonoszu! — targnij się na krew pańską ... nago w rzymskokatolickim kościele. . .

Po  obiedzie  niewiele  już  mi  zostało,  mała  kupka  listów  adresowanych  do  kościoła.  Niestety, brakowało  numeru  posesji,  na  kopertach  widniało  tylko  jakieś  święte  imię  i  nazwa  ulicy,  przy której  jakoby  miał  stać  ten  kościół.
[...]
   W  dali  dostrzegłem  parę  palących  się  świec,  a  także  małe pojemniczki  na  święconą  wodę.  Nagle,  nad  głową  pojawiła  się  ambona.  Sprawiała  wrażenie jakby   wytrzeszczała   na   mnie   swoje  święte   gały,   a  głębiej   stały   statuy(...)
[...]
   Idąc  dalej  wlazłem  do  jakiegoś pomieszczenia,  w  którym  stał  stół,  a  na  nim  porozkładane  różnokolorowe  kapłańskie  szaty. Przy  nodze  stała  butelka  wina.
   Do kurwy  nędzy  -  pomyślałem  sobie  -  dlaczego  muszę  zawsze  wdepnąć  w  taki  grząski  teren? Przechyliłem  butelkę,  i  to  chyba  nieraz,  rzuciłem  listy  na  te  kolorowe  szmatki  i  wróciłem  do tych  znajomych  mi  już  kiblów  i  natrysków.  Zgasiłem  światło  i  w  ciemności  ulokowałem  się  na jednym  ze  sraczy.  Czerwone  wino  przyspiesza  przemianę  materii  -  to  nie  było  odkrywcze,  ale  za to  zgodne  z  chwilowymi  potrzebami  mojej  ciasnej  powłoki.  Zapaliłem  papierosa  i  pomyślałem sobie  o  przyjemności  i  rozkoszy  stania  pod  prysznicem.  I  dopiero  wtedy  odkryłem  napis  na podłodze,  pod  moimi  stopami:  LISTONOSZU!  -  TARGNIJ  SIĘ  NA  KREW  PAŃSKĄ  I  ZMYJ SZYBKO TEN GRZECH KĄPIĄC SIĘ NAGO W RZYMSKOKATOLICKIM KOŚCIELE.

Charles Bukowski 
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści 
Listonosz, 1971)
   
   
  

czy macie coś dla mnie ... skąd ja mam wiedzieć, kim pani jest. . .

   I  te  wąskie  korytarze,  oświetlone  małymi, matowymi  żarówkami.  Szeregami  stały  w  nich  jakieś  nadszarpnięte  wiekiem  stare  ciotki,  ciągle pytające  o  to  samo  i  w  ten  sam  sposób,  jakby  była  to  jedna  i  ta  sama  osoba,  ale  w  wielu egzemplarzach.  „Listonoszu,  czy  macie  coś  dla  mnie”.  Najchętniej  wydarłbym  się  wtedy:  „A skąd  ja  mam  wiedzieć,  kim  pani  jest,  a  kim  ta  obok,  kim  ja  jestem,  a  w  ogóle  po  co  tak  tu  od  lat sterczycie?”.

Charles Bukowski 
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści 
Listonosz, 1971)
   
   
  

upychaliśmy te pierdolone przesyłki do pocztowych worków. . .

   Chlałem  zawsze  do  północy,  a  potem,  od  piątej  rano  siedzieliśmy  wszyscy  w  urzędzie, czekając  na  jakąś  robotę,  a  może  raczej  na  telefon  od  kogoś  z  tych  etatowych,  co  to  właśnie zachorowali.  Chorowali  zawsze  wtedy,  kiedy  padało  albo  żar  walił  z  nieba,  albo  w  następnym dniu  po  jakimś  tam  urzędowo  -  państwowym  święcie.  Wtedy  zalewała  nas  podwójna  porcja poczty.
[...]
   System rozdziału  nadchodzącej  do  urzędu  poczty  ciągle  się  zmieniał,  niczego  nie  można  było  się nauczyć,  do  niczego  nawet  przyzwyczaić.  Wyszukiwało  się  z  tych  ton  przesyłek  listy  i  paczki  do własnego  rewiru;  posortowane  lądowały  w  torbie,  która  nie  przestawała  obijać  miednicy.
[...]
   Jonstone  zawsze  dbał,  żeby  odbywało  się  to  bardzo  punktualnie.  Chłopaki  musieli  więc kończyć  sortowanie  na  ulicy,  nie  mieli  czasu,  żeby  coś  przegryźć,  zdychali  z  pośpiechu  i  tej pierdolonej  nerwicy.  Dziś  mieliśmy  opróżniać  skrzynki  pocztowe.
[...]
I  mimo  że  wszyscy  dobrze  wiedzieli,  że samochód  nie  może  lak  szybko  rozwieźć  nas  po  rewirach,  a  potem  pozbierać  wszystkich  do kupy,  byczy  kark  upierał  się  jednak  zawsze  przy  tym  niemożliwym  do  wykonania  rozkładzie jazdy.   Opuszczaliśmy  więc  niektóre  skrzynki,  które  jednak  opróżniane  następnego  dnia, wypełnione  były  po  brzegi;  pot  lał  się  z  nas,  a  my,  cuchnąc  nim  i  klnąc,  upychaliśmy  te pierdolone  przesyłki  do  pocztowych  worków.


Charles Bukowski 
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści 
Listonosz, 1971)
   
   
  

tłuste dupiszcze i worowate cyce. . .

Myślę,  że  było  to  drugiego  dnia  mojej  pracy  jako  pomocniczego  listonosza,  w  gorącym  dla poczty   okresie,   jakim   zawsze   i   wszędzie   są   święta   Bożonarodzeniowe.   Wtedy   właśnie zobaczyłem  tę  tłustą  damę  wychodzącą  z  własnego  ogródka.  Mówiąc  „tłusta”  mam  na  myśli  jej bardzo  tłuste  dupiszcze  i  worowate  cyce,  a  także  te  wszystkie  inne  bardzo  ważne  miejsca  na ciele  każdej  kobiety.  Wydawała  mi  się  lekko  zwariowana  i  po  zlustrowaniu  tych  jej  wszystkich „tłuszczów”  oddałem  się  zupełnie  i  beznamiętnie  mojej  pracy.

Charles Bukowski 
(fragment nikomu nie dedykowanej powieści 
Listonosz, 1971)
   
   
  

27 grudnia 2015

zgasić światłość. . .

Ze względów oszczędnościowych polecam zgasić światłość wiekuistą, która mi może będzie świecić.

Julian Tuwim
 
 
 

urok płomieni. . .

Cały urok płomieni tkwi w ich zniewalającym, dziwnym pląsaniu, gdzieś poza kategoriami harmonii, proporcji i miary. Czyż niepochwytne wzloty płomienia nie są dobrym symbolem wdzięku i tragedii, naiwności i rozpaczy, rozkoszy i smutku?


Emil Cioran (fragment pisma filozoficznego Na szczytach rozpaczy, 1934)
  
   
   

możliwości umierania. . .

(...)życie utkane jest z ciągłej , niewykorzystanej możliwości umierania: pochłania ich bezbarwny holokaust historii, zbiorowa mogiła.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

literackie wyrafinowanie. . .

(...)wszelkie inne literackie wyrafinowanie początkowo wynika z potrzeby przewietrzenia słów , przykrycia ich uwiądu zręcznym wyrafinowaniem, lecz kończą się zmęczeniem, w którym umysł i słowo roztapiają się w sobie, a później ulegają rozkładowi.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

pomiędzy inteligencją i głupotą. . .

Różnica pomiędzy inteligencją i głupotą polega na umiejętnym manipulowaniu przymiotnikami, bez ich zmienności i różnorodności powstaje banał. Sam Bóg żyje jedynie dzięki przymiotnikom, które mu przypisujemy: to racja bytu teologii. Tak też człowiek nazywa za każdym razem inaczej monotonię swych nieszczęść; a usprawiedliwić się z niej przed umysłem może tylko przez namiętne poszukiwanie nowych przymiotników.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   


człowiek ... dlaczego on nie próbuje się zabić?

Za każdym razem, gdy spojrzymy na człowieka z dystansu, nasuwa się na myśl jedno i to samo pytanie: dlaczego on nie próbuje się zabić? Trudno wyobrazić sobie coś bardziej naturalnego niż samobójstwo i trudno przyjąć za 'dobrą monetę wysuwane przeciwko niemu argumenty. Kiedy dzięki poruszającej i często powracającej intuicji pojmujemy własną bezużyteczność , wręcz niepojęte staje się, dlaczego wszyscy tego nie robią. Usunąć samego siebie - ten czyn wydaje się tak prosty i tak oczywisty! Dlaczego więc zdarza się tak rzadko, dlaczego wszyscy Inni się przed nim uchylają? Dzieje się tak dlatego, że choć co prawda rozum odbiera nam chęć życia, owo nic, które przedłuża nasze działania , jest silniejsze niż wszelkie absoluty, ono jest przyczyną milczącej zmowy śmiertelnych przeciwko śmierci; jest ono nie tyle symbolem istnienia, ile samym istnieniem, jest wszystkim.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

cierpi z powodów, których błahość napawa umysł trwogą. . .

Spotykamy człowieka uwikłanego w niezbadany i niepojęty świat, widzimy go pełnego przekonań i pożądań, z których buduje ponad rzeczywistością jakieś chorobliwe konstrukcje. Stworzył całe systemy błędów i potem cierpi z powodów, których błahość napawa umysł trwogą; poświęca się dla wartości , których śmieszność jest porażająca. Czy podejmowane przez niego przedsięwzięcia można uznać za coś więcej niż tylko błahostki , a regularność jego gorączkowych trosk czy może wydać się bardziej stabilna niż architektura niedorzeczności? Dla kogoś, kto patrzy z zewnątrz, absolut każdego życia okazuje się względny, a wszystkie przeznaczenia arbitralne, choć ze swej istoty nieuniknione.

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
   
   
   

jedynie poeta potrafi wziąć pełną odpowiedzialność za "ja". . .

A ten, kto mówi w imieniu innych, zawsze jest uzurpatorem. Politycy, reformatorzy i wszyscy ci, którzy głoszą coś , powołując się na zbiorowość , są oszustami. Jedynie kłamstwo artysty nie jest kłamstwem totalnym, gdyż on nie wymyśla nic więcej , jak siebie samego. Jeśli nie zdamy się na to, co niekomunikowalne, nie zawiesimy w pół słowa naszych niewypowiedzianych i nieukojonych niepokojów, życie stanie się tylko zgiełkiem w przestrzeni bez współrzędnych, a wszechświat geometrią, którą chwyciła epilepsja.
[...]
Jedynie poeta potrafi wziąć pełną odpowiedzialność za "ja", tylko on mówi we własnym imieniu i tylko on ma prawo to robić. Poezja, gdy staje się podatna na proroctwa i doktryny, wypacza się : "misja" dławi jej śpiew , idea powstrzymuje jej wzlot.
[...]
   I jak tu nie zwrócić się ku poezji? Jej usprawiedliwieniem - tak jak życia - jest fakt, że niczego nie dowodzi.)

Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)