Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
20 marca 2016
wolności czyni morderca. . .
Maksymalny użytek ze
swej wolności czyni morderca, on nie może oprzeć się
myśli o swej potędze. Odebranie życia bliźniemu leży
w granicach możliwości każdego z nas; ziemia opustoszałaby całkowicie, gdyby znikli na dobre wszyscy,
których zamordowaliśmy w myślach. W każdym z nas
mieszka powściągliwy kat, niezrealizowany kryminalista.
Ci, którzy nie mają śmiałości przyznać się przed sobą do
tych morderczych skłonności, zabijają w snach, zapełniając
trupami swoje nocne koszmary . Przed ostatnim trybunałem
jedynie aniołowie zostaną uniewinnieni.
przebłyski są tylko chwilowe; a upadki po nich są regułą. . .
Życie jest jedynie odrętwieniem w światłocieniu,
gnuśnieniem pomiędzy nikłym blaskiem a mrokiem,
karykaturą tego wewnętrznego słońca, które pozwoliło
nam bezpodstawnie uwierzyć w naszą doskonałość wynoszącą nas ponad resztę materii.
[...]
Ale te przebłyski są tylko
chwilowe; a upadki po nich są regułą naszego istnienia.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
co rodziło się i umierało w słońcu. . .
Człowiek sprofanował
wszystko, co rodziło się i umierało w słońcu, oprócz samego
słońca; wszystko, co rodziło się i umierało dzięki nadziei
- oprócz samej nadziei.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
w świecie pleonazmów. . .
Bycie jest niemową, a umysł
gadułą. I to nazywamy poznaniem.
Oryginalność filozofów sprowadza się do wymyślania terminów. Tak naprawdę istnieją jakieś trzy czy cztery możliwe postawy wobec świata , i mniej więcej tyle samo możliwości i traktowania śmierci, a niuanse, które je różnicują i rozmnażają, zależą tylko od doboru słów, i pozbawione są jakiegokolwiek znaczenia metafizycznego.
Tkwimy w świecie pleonazmów, w którym tyle samo warte są pytania co odpowiedzi.
Oryginalność filozofów sprowadza się do wymyślania terminów. Tak naprawdę istnieją jakieś trzy czy cztery możliwe postawy wobec świata , i mniej więcej tyle samo możliwości i traktowania śmierci, a niuanse, które je różnicują i rozmnażają, zależą tylko od doboru słów, i pozbawione są jakiegokolwiek znaczenia metafizycznego.
Tkwimy w świecie pleonazmów, w którym tyle samo warte są pytania co odpowiedzi.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
o świecie się nie rozprawia, świat można wyrażać. . .
Ćwiczenia filozoficzne wcale nie są twórcze,
mimo że cieszą się ogólnym szacunkiem. Filozofem można
być bezkarnie: to bezcelowe zajęcie, które ogromem myśli
wypełnia obojętne i bezczynne godziny, niewrażliwe na
Stary Testament, na Bacha i Szekspira. Czy ten ogrom
myśli wyraził się kiedykolwiek w choć jednej stroniczce
porównywalnej z lamentami Hioba, z przerażeni ami
Makbeta, z wzniosłością choć jednej kantaty? O świecie
się nie rozprawia, świat można wyrażać. A filozofia go
nie wyraża.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
równowaga świata. . .
Równowaga świata
Niewątpliwa symetria radości i cierpienia bynajmniej nie wynika z ich równomiernego rozłożenia, zawdzięczamy ją raczej niesprawiedliwości, która uderza w kilka jednostek i na nie kładą ogrom przygnębienia, którym one równoważ za troskę innych. Można albo ponosić konsekwencję własnych czynów, albo uchronić ę przed nimi - takie możliwości ludzkiego losu. Ta dyskryminacja nie Podlega żadnym kryteriom: jest nieuchronnym przeznaczeni , absurdalnym podziałem, wyborem kaprysu l fantazji. Nikogo nie ominie skazanie na szczęście lub nieszczęście , nikt nie ukryje się przed wrodzonym wyrokiem, przed kuriozalnym trybunałem , którego decyzja rozciąga swoją moc od chwili zapłodnienia po grób.
Są tacy, którzy płacą za wszystkie swe radości , którzy muszą odpokutować wszystkie przyjemności , którzy muszą zdać sprawę z każdego swego zapomnienia: nigdy nie wypłacą się za jedną jedyną sekundę szczęścia. Tysiące goryczy koronują rozpustny dreszcz, jakby nie mieli żadnego prawa do tych ogólnie przyjętych słodyczy, jakby ich zapomnienie się stanowiło zagrożenie dla bestialskiej równowagi świata... Był któryś z nich przez chwilę szczęśliwy pośród piękna natury? - będzie go zaraz żałował w nieuchronnie nadchodzących rozpaczach; pozwolił sobie na dumę w swych planach i marzeniach? Szybko obudzi się, jak z utopijnego snu, przywołany do porządku przez zbyt konkretne cierpienia.
Są pośród ludzkości ofiarnicy, którzy płacą za nieświadomość innych, którzy szą zadośćuczynić nie tylko swojemu szczęściu, ale też szczęści u innych. Stąd bierze się owa równowaga: harmonijne proporcje radości i bólu. eś i powszechna, tajemna zasada przeznaczyła cię na ofiarę, będziesz szedł przez swoje życie, depcząc nic ość raju, który masz w sobie, a ten ślad porywu, który przebija przez twoje spojrzenie i twoje marzenia, zostanie zbrukany wobec nieczystości czasu, materii i ludzi. Twoim piedestałem będzie gnojówka, a trybunałem narzędzia tortur. Czeka cię tylko chwała trędowate o i korona z zaschłej plwociny. Spróbuj tak iść przy boku tych, którym to wszystko zawdzięczasz, dla których wszelkie drogi są dostępne. Nawet kurz i popioły będą się wznosić, by zagrodzić wyjście z czasu i drogę do ucieczki w marzenia. W którąkolwiek stronę się skierujesz, twoje kroki zawsze grzęzną w błocie , a twój głos wyśpiewywać będzie tylko hymny na jego cześć, nad twoją głową, schyloną ku sercu zdolnym tylko żywić litość dla siebie samego, wionąć będzie może już tylko oddech tych szczęściarzy, błogosławionych zabawek bezimiennej ironii, winnych akurat tyle, co i ty.
Emil Cioran (z pisma filozoficznego Zarys rozkładu, 1945)
06 marca 2016
nasze święte poezji rzemiosło. . .
Nasze święte poezji rzemiosło
istniało przed epokami czterema...
Ono i w mroku światu blask przyniosło,
lecz jeszcze żaden nie mówił poemat,
że mądrości nie ma, starości nie ma,
a może i śmierci nie ma.
Anna Achmatowa
istniało przed epokami czterema...
Ono i w mroku światu blask przyniosło,
lecz jeszcze żaden nie mówił poemat,
że mądrości nie ma, starości nie ma,
a może i śmierci nie ma.
Anna Achmatowa
Ты выдумал меня. . .
Wymyśliłeś mnie sobie. Nie ma takiej na świecie,
Takiej na świecie być nie może.
Lekarz mnie nie uleczy, brak nadziei w poecie
Twój cień duchem w dzień, nocą trwoży.
W niespokojnym czasie nasze spotkanie
Gdy na dobre zniknął na ziemi pokój
Wszystko w żałobie, prostym nic się nie staje
A świeży jest tylko grobów spokój.
Bez świateł newski wał, czarny jak smoła
Głucha noc wokół jak ściana stała…..
Wtedy mój głos cię po prostu zawołał!
Co zrobiłam – jeszcze nie rozumiałam.
Przyszedłeś do mnie jakby gwiazdą przygnany
Wchodząc po schodach tragicznej jesieni
W ten dom na zawsze opustoszały
Dym z wierszy spalonych unosił się w sieni.
Takiej na świecie być nie może.
Lekarz mnie nie uleczy, brak nadziei w poecie
Twój cień duchem w dzień, nocą trwoży.
W niespokojnym czasie nasze spotkanie
Gdy na dobre zniknął na ziemi pokój
Wszystko w żałobie, prostym nic się nie staje
A świeży jest tylko grobów spokój.
Bez świateł newski wał, czarny jak smoła
Głucha noc wokół jak ściana stała…..
Wtedy mój głos cię po prostu zawołał!
Co zrobiłam – jeszcze nie rozumiałam.
Przyszedłeś do mnie jakby gwiazdą przygnany
Wchodząc po schodach tragicznej jesieni
W ten dom na zawsze opustoszały
Dym z wierszy spalonych unosił się w sieni.
Anna Achmatowa
upadanie i rzucenie. . .
§ 38. Upadanie i rzucenie
Gadanina, ciekawość i dwuznaczność charakteryzują sposób, w jaki jestestwo jest na co dzień swym „tu oto", otwartością bycia-w-świecie. Charaktery te jako określniki egzystencjalne nie są obecne w jestestwie; współstanowią one jego bycie. W nich i w ich dotyczącym bycia kontekście odsłania się podstawowy sposób bycia powszedniości, który nazwiemy upadaniem jestestwa.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
ciekawość ... zabawianie przelotność. . .
Oswobodzona ciekawość troska się jednak o to, by widzieć,
nie po to, by rozumieć to coś widzianego tzn. wejść
w bycie ku temu, lecz tylko po to, by widzieć. Poszukuje
ona nowości tylko po to, by od niej przeskoczyć do następnej.
Trosce tego widzenia nie chodzi o uchwytywanie
1 oparte na wiedzy bycie w prawdzie, lecz o możliwość
zdania się na świat. Dlatego ciekawość scharakteryzuje
specyficzne nie zabawianie (Unverweilen) przy tym, co najbliższe.
Dlatego też nie poszukuje ona także swobody refleksyjnego
przebywania (Verweilen), lecz niepokoju i pobudzania
przez coraz to inną nowość oraz przez zmienność
spotkań. W swym niezabawianiu ciekawość troska się
o ciągłą możliwość rozrywki. Ciekawość nie ma nic wspólnego
z pełną podziwu obserwacją bytu,
chodzi jej o to, by uległszy oczarowaniu popaść w nierozumienie,
lecz troska się ona o pewnego typu wiedzę, ale
tylko po to, by ją posiąść. Oba konstytutywne dla ciekawości
momenty niezabawiania w objętym zatroskaniem
otoczeniu oraz rozpraszania się na coraz to nowe możliwości
fundują trzeci istotowy charakter tego fenomenu, nazwany
przez nas przelotnością (Aufenthaltslosigkeit)
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
gadanina ... pisanina. . .
Dana rzecz jest
taka, bo tak się mówi. W takim powtarzaniu i plotkowaniu,
przez co obecny już na początku brak gruntowności
urasta do zupełnej utraty gruntu pod nogami,
konstytuuje się gadanina. Nie ogranicza się ona do głośnego
powtarzania, lecz rozciąga się na słowo pisane jako
„pisanina". Tu powtarzanie nie opiera się tak bardzo na
czymś zasłyszanym. Żywi się powierzchownym czytaniem
(Angelesene). Przeciętne zrozumienie czytelnika nigdy nie będzie
mogło rozstrzygnąć, co zostało stworzone źródłowo
jako własne dokonanie, a co ściągnięte. Więcej nawet,
przeciętne zrozumienie wcale nie będzie pragnęło takiego
rozróżnienia, nie będzie go potrzebowało, bo przecież ono
wszystko rozumie.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
istotowa możliwość mówienia: milczenie. . .
Tylko ten, kto już rozumie,
może się przysłuchiwać.
Ten sam egzystencjalny fundament ma inna istotowa możliwość mówienia: milczenie. Ktoś milczący podczas wspólnej rozmowy może w bardziej właściwy sposób „dawać do rozumienia", tzn. wykształcać zrozumienie, aniżeli ktoś, komu nie zbywa słów. Wielosłowie na jakiś temat nie gwarantuje w najmniejszym stopniu, iż zrozumienie zostanie przez to pogłębione. Przeciwnie: nadmierne omawianie zakrywa i doprowadza coś rozumianego do pozornej jasności, tj. do niezrozumiałości cechującej trywialność. Milczenie zaś nie oznacza niemoty. Niemy ma właśnie skłonność do „mówienia". Nie tylko nie dowiódł on, że potrafi milczeć; brak mu nawet jakiejkolwiek możliwości dowiedzenia czegoś takiego. I tak jak on również ktoś z natury małomówny nie pokazuje, że milczy i że milczeć potrafi. Kto nigdy nic nie mówi, ten i w danym momencie nie może zamilknąć. Tylko w rzeczywistym mówieniu możliwe jest właściwe milczenie. Aby móc milczeć, jestestwo musi mieć coś do powiedzenia, tzn. musi dysponować właściwą i bogatą otwartością samego siebie. Wtedy dopiero zamilknięcie ujawnia i utrąca „gadaninę".
Ten sam egzystencjalny fundament ma inna istotowa możliwość mówienia: milczenie. Ktoś milczący podczas wspólnej rozmowy może w bardziej właściwy sposób „dawać do rozumienia", tzn. wykształcać zrozumienie, aniżeli ktoś, komu nie zbywa słów. Wielosłowie na jakiś temat nie gwarantuje w najmniejszym stopniu, iż zrozumienie zostanie przez to pogłębione. Przeciwnie: nadmierne omawianie zakrywa i doprowadza coś rozumianego do pozornej jasności, tj. do niezrozumiałości cechującej trywialność. Milczenie zaś nie oznacza niemoty. Niemy ma właśnie skłonność do „mówienia". Nie tylko nie dowiódł on, że potrafi milczeć; brak mu nawet jakiejkolwiek możliwości dowiedzenia czegoś takiego. I tak jak on również ktoś z natury małomówny nie pokazuje, że milczy i że milczeć potrafi. Kto nigdy nic nie mówi, ten i w danym momencie nie może zamilknąć. Tylko w rzeczywistym mówieniu możliwe jest właściwe milczenie. Aby móc milczeć, jestestwo musi mieć coś do powiedzenia, tzn. musi dysponować właściwą i bogatą otwartością samego siebie. Wtedy dopiero zamilknięcie ujawnia i utrąca „gadaninę".
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
słuchanie ... słyszenie. . .
Na gruncie tej egzystencjalnie pierwotnej możności słyszenia
może dopiero mieć miejsce słuchanie, które jest bardziej
pierwotne niż to, co się w psychologii „od razu"
określa jako „słyszenie", odbieranie tonów i percepcja
dźwięków. Także słuchanie ma sposób bycia rozumiejącego
słyszenia. Nigdy nie słyszymy „najpierw" hałasów
i zespołów dźwiękowych, lecz skrzypiący wóz, warkot
motocykla. Słyszy się oddział w marszu, wiatr północny,
stukającego dzięcioła, trzaskający ogień.
„Słyszenie" samych „czystych dźwięków" wymaga już bardzo
sztucznego i skomplikowanego nastawienia. To, że najpierw
słyszymy motocykle i wozy, stanowi fenomenalny dowód
na to, iż jestestwo jako bycie-w-świecie zawsze już utrzymuje
się przy tym, co wewnątrz świata poręczne — i zrazu
wcale nie przy „wrażeniach", których natłok trzeba by dopiero
formować, by dały one odskocznię, z której podmiot
skacze, aby ostatecznie dotrzeć do „świata". Jako z istoty rozumiejące,
jestestwo jest od razu przy tym, co zrozumiane.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
rozumienie i wykładnia. . .
(...)jestestwo jako rozumienie jest swym „tu oto". [...]
Jako rozumienie jestestwo projektuje swoje bycie na możliwości. To rozumiejące bycie ku możliwościom samo jest wskutek zwrotnego rzutu tychże jako otwartych w jestestwo pewną możnością bycia. Projektowanie rozumienia ma własną możliwość wykształcania się. Wykształcenie rozumienia nazywamy wykładnią.
§ 32. Rozumienie i wykładnia
Jako rozumienie jestestwo projektuje swoje bycie na możliwości. To rozumiejące bycie ku możliwościom samo jest wskutek zwrotnego rzutu tychże jako otwartych w jestestwo pewną możnością bycia. Projektowanie rozumienia ma własną możliwość wykształcania się. Wykształcenie rozumienia nazywamy wykładnią.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
byt ogląda „siebie" ... nieprzejrzystość jestestwa. . .
Egzystując byt ogląda „siebie"
tylko wtedy, gdy w jednakowo pierwotny sposób przejrzyste
stało mu się jego bycie przy świecie i współbycie
z innymi jako konstytutywne momenty jego egzystencji.
Z drugiej strony nieprzejrzystość jestestwa jest zakorzeniona nie tylko i nie pierwotnie w „egocentrycznych" samozłudzeniach, lecz tak samo w nieznajomości świata.
Z drugiej strony nieprzejrzystość jestestwa jest zakorzeniona nie tylko i nie pierwotnie w „egocentrycznych" samozłudzeniach, lecz tak samo w nieznajomości świata.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
jestestwo jest zawsze tym, czym może być, i tak, jak jest swą możliwością. . .
Jestestwo jest zawsze tym,
czym może być, i tak, jak jest swą możliwością. Istotowe
bycie-możliwym jestestwa dotyczy scharakteryzowanych tu
sposobów zatroskania „światem", troskliwości wobec innych,
a we wszystkim tym i już z góry możności bycia ku
sobie samemu, ze względu na siebie. Bycie-możliwym, którym
jestestwo zawsze jest egzystencjalnie, różni się równie
głęboko od pustej, logicznej możliwości, jak od przygodności
czegoś obecnego, czemu może się „zdarzyć" to lub
owo.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
§ 30. lęk jako modus położenia. . .
§ 30. Lęk jako modus położenia
Fenomen lęku daje się rozważać z trzech punktów widzenia; analizujemy „przed czym" lęku, lękanie się i „o co" lęku. Te możliwe i współprzynależne aspekty nie są przypadkowe. Przez nie w ogóle wydobywa się struktura położenia. Analizę uzupełni wskazanie możliwych modyfikacji lęku, które dotyczą jego różnych momentów strukturalnych.
„Przed czym" lęku, coś, co „budzi lęk", jest zawsze czymś spotykanym wewnątrz świata i ma sposób bycia czegoś poręcznego, obecnego lub współjestestwa. Nie chodzi o ontyczne sprawozdanie na temat bytu, który zwykle może rozmaicie „budzić lęk", lecz o fenomenalne określenie tego, co budzi lęk, co do charakteru budzenia lęku. Go charakteryzuje coś budzącego lęk jako takie, co byłoby spotykane podczas lękania się? „Przed czym" lęku ma charakter zagrożenia. Występuje tu kilka momentów: 1. Coś spotykanego ma powiązanie o charakterze czegoś szkodliwego. Objawia się ono w obrębie kontekstu powiązania. 2. Ta szkodliwość kieruje się na pewien określony krąg tego, co może nią zostać dotknięte. J a k o tak określona sama nadchodzi z określonej strony. 3. Sama ta strona i to, co od niej nadchodzi, są znane jako coś nie bardzo „bezpiecznego". 4. To coś szkodliwego jako groźne nie jest jeszcze w dającej się owładnąć bliskości, ale zbliża się. W trakcie takiego zbliżenia się szkodliwość promieniuje i ma w tym charakter zagrażania. 5. To zbliżanie się ma miejsce w obrębie sfery bliskości. Co bowiem może być w najwyższym stopniu szkodliwe i nawet stale się zbliża, ale z oddali, tego okropność pozostaje zasłonięta. Jako jednak zbliżające się w pobliżu coś szkodliwego zagraża; może nas dotknąć, ale przecież nie musi. W/trakcie zbliżania się narasta owo „może, ale przecież w końcu nie musi". „To okropne", powiadamy. 6. Zawiera się w tym: coś szkodliwego jako zbliżające się w pobliżu niesie w sobie odsłoniętą możliwość nienadejścia i przejścia mimo, co nie pomniejsza i nie tłumi lęku, lecz go pogłębia.
Samo lękanie się jest pozwalającym-się-najść wyzwalaniem tak scharakteryzowanego czegoś groźnego. Nie ustalamy najpierw jakiegoś przyszłego zła (malum futurum), a potem się go lękamy. Ale i lękanie się nie konstatuje dopiero czegoś zbliżającego się, lecz już wcześniej odkrywa to coś w jego zdolności do budzenia lęku. I lękając się lęk może potem przez świadomy wgląd ową okropność sobie „wyjaśnić". Przegląd widzi coś budzącego lęk, gdyż jest w położeniu lęku. Lękanie się jako drzemiąca możliwość położonego bycia-w-świecie, jako „lękliwość", otwarło już świat na to, że może się odeń zbliżać coś budzącego lęk. Samą możność zbliżania się udostępnia istotowa egzystencjalna przestrzenność bycia-w-świecie.
Tym, „o co" lęk się lęka, jest sam ten lękający się byt, jestestwo. Lękać może się tylko byt, któremu w jego byciu o nie samo chodzi. Lękanie się otwiera zagrożenie tego bytu, jego zdanie na siebie samego. Lęk odsłania zawsze, chociaż ze zmienną wyraźnością, jestestwo w byciu jego ,,tu oto". Kiedy lękamy się o swój dom, to nie przeczy to podanemu wyżej określeniu „o co" lęku. Jako bycie-wświecie jestestwo jest bowiem zawsze zatroskanym byciemprzy. Zrazu i zwykle jestestwo jest na podstawie tego, o co się troska. Jego zagrożenie to zagrożenie bycia-przy. Lęk otwiera jestestwo przeważnie w prywatywny sposób. Zbija z tropu i „odbiera rozum". Lęk zarazem zamyka zagrożone bycie-w, gdy je uwidacznia, tak iż gdy lęk ustępuje, jestestwo musi się dopiero na nowo odnaleźć.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
04 marca 2016
opinia publiczna. . .
Zdystansowanie, przeciętność, niwelacja konstytuują
jako sposoby bycia Się coś, co znamy pod mianem „opinii
publicznej". To przede wszystkim ona rządzi wszelką
wykładnią świata i jestestwa i ma we wszystkim rację
— nie z powodu wyróżnionego i pierwotnego odniesienia
w wymiarze bycia do „rzeczy", nie dlatego, że dysponuje
wyraźnie przyswojoną przejrzystością jestestwa, lecz z racji
niewchodzenia „w istotę sprawy", jako że jest niewrażliwa
na wszelkie różnice poziomu i rzetelności. Opinia publiczna
zaciemnia wszystko i tak zakryte podaje jako znane
i każdemu dostępne.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
"się" ma samo własne sposoby bycia ... troska się o przeciętność. . .
Pokazano wcześniej, jak zawsze w najbliższym otoczeniu
poręczne i objęte zatroskaniem jest także „otoczenie" publiczne.
Używając publicznych środków transportu, korzystając
ze środków przekazu (gazeta) każdy inny jest jak inni.
To wspólne bycie całkowicie rozmywa własne jestestwo
w sposób bycia „innych", i to tak, że odmienność i wyrazistość
innych zanika jeszcze bardziej. Wśród tej niezauważalności
i niekonkluzywności Się ustanawia swą właściwą dyktaturę.
Używamy sobie i bawimy się, tak jak się używa;
czytamy, patrzymy i wydajemy sądy o literaturze i sztuce,
tak jak się patrzy i sądzi; równocześnie odsuwamy się od
„tłumu", tak j ak się to zwykle robi; uznajemy za „oburzające"
to, co się za oburzające uznaje. Owo Się, które nie
jest żadnym określonym [„się"] i którym są one wszystkie,
choć nie jako suma, przepisuje sposób bycia powszedniości.
Się ma samo własne sposoby bycia. Wspomniana tendencja współbycia, którą nazwaliśmy zdystansowaniem, opiera się na tym, że wspólne bycie jako takie troska się o przeciętność.
Się ma samo własne sposoby bycia. Wspomniana tendencja współbycia, którą nazwaliśmy zdystansowaniem, opiera się na tym, że wspólne bycie jako takie troska się o przeciętność.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
bycie samotnym. . .
Współbycie określa egzystencjalnie jestestwo
także wtedy, gdy inny faktycznie nie jest ani obecny, ani
postrzegany. Także bycie jestestwa samotnym jest współbyciem
w świecie. Brakować może innego tylko we współbyciu
i dla niego. Bycie samotnym to niepełny modus współbycia;
możliwość takiego bycia stanowi dowód na współbycie.
Z drugiej strony faktycznego bycia samotnym nie znosi
to, że pojawi się „obok" mnie drugi egzemplarz człowieka,
czy choćby dziesięć takowych. Jestestwo może być samotne
nawet wtedy, gdy będą one obecne w takiej lub jeszcze
większej liczbie. A zatem współbycie i faktyczność wspólnego
bycia nie opiera się na współwystępowaniu pewnej
liczby „podmiotów". Bycie zaś samotnym „pośród" wielu
nie oznacza przecież odnośnie do ich bycia, że są
oni jedynie obecni. Także w byciu „pośród nich" są oni
wespół tu oto, tyle że ich współbytowanie spotykane jest
w modus obojętności i obcości.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
jestestwo jest z istoty współbyciem. . .
Fenomenologiczne
stwierdzenie: jestestwo jest z istoty współbyciem, ma pewien
sens egzystencjalno-ontologiczny. Nie ma ustalać
ontycznie, że faktycznie obecny jestem nie tylko ja, lecz
występują także inni mojego typu.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
na podłożu tego, co wewnątrz świata poręczne. . .
Jestestwo rozumie siebie zrazu i zwykle na podstawie
swego świata, a współjestestwo innych jest wielorako spotykane
na podłożu tego, co wewnątrz świata poręczne. Także
jednak wtedy, gdy jestestwo innych zostanie niejako stematyzowane,
nie spotykamy ich jako obecnych osób-rzeczy,
lecz „przy pracy", tzn. najpierw w ich byciu-w-świecie.
Nawet gdy widzimy innego, jak „stoi sobie obok", nie
bywa on nigdy ujmowany jako obecny człowiek-rzecz, lecz
„stanie obok" jest egzystencjalnym modus bycia: beztroskie,
nieprzeglądające przebywanie wśród wszystkiego i niczego.
Inny spotykany jest w swym współbytowaniu (Mitdaseiń)
w świecie.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
bytem ... my sami. . .
Bytem, którego analiza stanowi tu nasze zadanie, jesteśmy
zawsze my sami. Bycie tego bytu jest zawsze moje.
W swym byciu byt ten sam się odnosi do swego bycia. Jako
byt o tym byciu jest on zdany na swe własne bycie.
Tym, o co temu bytowi zawsze chodzi, jest bycie.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
01 marca 2016
narzędziowy kontekst świata. . .
Przypuśćmy, że wchodzę do znanego, ale ciemnego
pokoju, który podczas mojej nieobecności został tak
przemeblowany, że wszystko, co stało po prawej stronie,
teraz stoi po lewej. Jeśli mam się w tym orientować, to
„samo tylko poczucie różnicy" dwóch stron mojego [ciała]
w niczym mi nie pomoże, dopóki nie zostanie ujęty określony
przedmiot, o którym Kant mimochodem stwierdza:
„którego pozycję mam w pamięci". Cóż to jednak znaczy
innego niż: orientuję się z konieczności w byciu już zawsze
przy „znanym" świecie i na podstawie tego bycia. Jestestwu
musi być już z góry dany narzędziowy kontekst świata.
To, że zawsze już jestem w świecie, jest dla możliwości
orientacji nie mniej konstytutywne niż poczucie kierunku
w lewo i w prawo.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
o bliskości i dali tego, co w otoczeniu. . .
Dla kogoś
np. noszącego okulary, które co do odstępu są tak blisko
niego, że „siedzą mu na nosie", owo użytkowane narzędzie
jest w aspekcie otoczenia bardziej odległe niż obraz na
przeciwległej ścianie. Narzędzie owo jest w tak małym
stopniu bliskie, że często zrazu niedostrzegalne. Narzędzie
do patrzenia, a podobnie do słyszenia, np. słuchawkę telefonu,
charakteryzuje rozważana tu już niezauważalność
czegoś najbliżej poręcznego. Dotyczy to także np. ulicy jako
narzędzia do chodzenia. Idąc dotykamy jej przy każdym
kroku i na pozór stanowi ona coś najbliższego i najbardziej
realnego spośród wszystkiego, co w ogóle poręczne,
przesuwa się niejako wzdłuż pewnych części ciała,
mianowicie pod podeszwami. A przecież jest ona bardziej
odległa niż znajomy, którego tak idąc spotykamy „na ulicy"
w „oddaleniu" dwudziestu kroków. O bliskości i dali
tego, co w otoczeniu najbliżej poręczne, rozstrzyga przeglądowe
zatroskanie. To, przy czym ono się od razu zatrzymuje,
jest właśnie najbliższe i rządzi od-daleniami.
Martin Heidegger (Bycie i Czas, 1927)
Subskrybuj:
Posty (Atom)