23 września 2021

o pewnej sztuce. . .

W sztuce tracenia nie jest trudno się wyszkolić;
tak wiele rzeczy zdaje nosić się z zamiarem
zniknięcia, że gdy znikną, to już tak nie boli.


Trać jakąś rzecz każdego dnia. Nie bój się trwonić
pieniędzy, gubić kluczy, pędzić dni na marne.
W sztuce tracenia nie jest trudno się wyszkolić.

Naucz się tracić więcej, szybciej i do woli:
nazwy, imiona, i te miejsca, w które miałeś
kiedyś pojechać. Nic z tych strat cię nie zaboli.

Zgubiłam gdzieś zegarek po matce. A z moich
trzech domów już sprzedałam ostatni (lub prawie).
W sztuce tracenia nie jest trudno się wyszkolić.

Straciłam dużo więcej: prócz miast ulubionych -
własną dziedzinę, rzeki dwie, ląd z oceanem.
Tęsknię za nimi, lecz to prawie już nie boli.

Nawet gdy stracę ciebie (głos z nutką ironii
i gesty, które kocham), to i tak nie skłamię.
W sztuce tracenia nie jest trudno się wyszkolić,
choć może się wydawać, że (Napisz!) to boli.

Elizabeth Bishop
tłum. Paweł Tomanek
   
   
   

droga elizabeth. . .

         The art of losing isn’t hard to master;(…) 
         I lost my mother’s watch. 
                                                       Elizabeth Bishop 

                        dla R.B.

Droga Elizabeth,
kto ci dał tyle siły, żeby iść po ziemi,
skoro kieszenie masz puste,
bez kluczy do zgubionego domu,
gdzie wieszak po płaszczu kołysze powietrze
i ja,
patrzę na ten wieszak.

Patrzę też na niedomkniętą szufladę.
Czyżbyś w końcu znalazła zegarek
po matce?
Wiem, że z łzą złości szukałaś go.
Jaki czas poszukiwany na nim odnalazłaś?

Dokąd teraz idziesz, tak nieznośnie lekka;
i czy tam, jak zawsze tu znajdziesz
ulubione krzesło przy stole,
by załamać na nim ręce i pomyśleć?

A jeśli, to za dużo by mieć i strzec przed stratą,
czy choć ołówek i kolano, by napisać?

Napisz to!

Bo albo słowa od ciebie,
albo długie po tobie milczenie,
którego nie da się stracić.

                                       Mateusz Hildebrandt
 
 
   

potwierdza on nieobecność boskości. . .

   Dzisiaj, kiedy znamy biologiczną naturę wirusa, tylko potwierdza on nieobecność boskości. Odkrywamy jakiego stopnia to, co żywe, jest bardziej skomplikowane i trudniejsze do uchwycenia niż nasze wyobrażenia na jego temat.
[...]
   Wirus jest lupą, która powiększa charakter naszych sprzeczności i ograniczeń. Jest zasadą rzeczywistości, która puka do drzwi zasady przyjemności. Towarzyszy mu śmierć. Bo okazało się, że śmierć, którą eksportowaliśmy wraz z wojnami, głodem i zniszczeniem, o której myśleliśmy, że ogranicza się do kilku innych wirusów i do nowotworów (przejawiających zresztą niemal wirusową ekspansywność) — czyha na nas tuż za rogiem. No patrzcie! Więc jesteśmy ludźmi, nieopierzonymi istotami dwunożnymi, obdarzony-mi językiem, ale z pewnością ani nadludzkimi, ani trans ludzkimi. Zbyt ludzcy, arcyludzcy? A może czas pojąć) że nigdy tacy nie będziemy?

Jean-Luc Nancy (Arcyludzki wirus, 2020)
   
   
   

metafizyczną namiastką morza. . .

Czas jest metafizyczną namiastką morza. Myślisz o czasie tylko wtedy, kiedy musisz przezwyciężyć tęsknotę za morzem.

Emil Cioran (Zmierzch wszelkiej myśli, 1940)
   
   
   

jest ... objawieniem ciszy ... słowo zagubienie. . .

Religia jest złagodzonym objawieniem ciszy, osłodzoną lekcją nihilizmu sączonego w nas jej szeptami, przefiltrowanymi przez naszą trwogę i ostrożność. W ten sposób cisza sadowi się na antypodach życia.

Ilekroć przychodzi mi na myśl słowo zagubienie, kojarzy mi się ono z człowiekiem. I zawsze wówczas czuję, jakby góry zdrzemnęły się na moim czole.

Emil Cioran (Zmierzch wszelkiej myśli, 1940)
   
   
   

co znaczy „medytacja”. . .

Wszystkie myśli zdają się jękami glisty rozdeptywane przez anioły.

Nie zrozumiesz, co znaczy „medytacja”, jeśliś nie nawykł do słuchania ciszy. Jej głos to zachęta do wyrzeczenia. Wszelka inicjacja religijna jest pogrążeniem się w jej głębiny. Tajemnicę Buddy zacząłem pojmować, gdy dopadł mnie lęk przed ciszą. Milczenie kosmosu mówi ci tyle rzeczy, że z tchórzostwa rzucasz się w objęcia tego świata.

Emil Cioran (Zmierzch wszelkiej myśli, 1940)
   
   
   

nigdzie ... nigdy. . .

 Świat to tylko bezmierne Nigdzie. Dlatego nigdy nie będziesz miał dokąd pójść...

Emil Cioran (Zmierzch wszelkiej myśli, 1940)
   
   
   

poezja to. . .

 Poezja to tylko narzędzie dla żałobnego narcyzmu.

Emil Cioran (Zmierzch wszelkiej myśli, 1940)
   
   
   

w sobie żałobę. . .

 Od narodzin noszę w sobie żałobę — po tym świecie.

Emil Cioran (Zmierzch wszelkiej myśli, 1940)
   
   
   

bóg ... w przerażającej nicości. . .

Myśl o Bogu jest barierą dla samobójstwa, ale nie dla śmierci. Wcale nie rozjaśnia mroku, którego chyba musiał zlęknąć się Bóg, kiedy w przerażającej nicości chciał zmacać sobie puls...

Emil Cioran (Zmierzch wszelkiej myśli, 1940)
   
   
   

możesz powiedzieć, że wszechświat nie ma żadnego sensu. . .

Spokojnie możesz powiedzieć, że wszechświat nie ma żadnego sensu. Nikt się nie obrazi. 
   Spróbuj jednak rzec to samo o kimś, o kimkolwiek, a zaprotestuje lub nawet będzie usiłował cię ukarać. 
   Tacy jesteśmy wszyscy; wypisujemy się z ogólnej zasady, bezwstydnie kreując się na coś odrębnego, wyjątkowego. Jeśli wszechświat nie ma sensu, to czy można wobec kogokolwiek uchylić moc tego wyroku? 
   Oto i cały sekret życia: nie ma ono żadnego sensu, ale każdy z nas znajduje go dla siebie. 

   Samotność nie mówi ci, że jesteś jeden, lecz że jesteś jedyny.

Emil Cioran (Zmierzch wszelkiej myśli, 1940)
   
   
   

przyszłość była dla mnie wielkim ciężarem. . .

Jak już wielokrotnie mówiłem, przyszłość była dla mnie wielkim ciężarem. Od samego początku życie przytłaczało mnie poczuciem obowiązku. I choć wiadomo było, że ja tyle obowiązków spełnić nie jestem w stanie, życie prześladowało mnie z powodu ich niewypełniania. Wydawało mi się, że śmierć byłaby dla mnie prawdziwym wybawieniem i że byłby to z mojej strony swoisty życiowy unik. Doktryna śmierci, popularna podczas wojny, była mi bliska.

Yukio Mishima (Wyznanie Maski, 1949)

   

   

   

wrażenie, że do mnie należy cały świat. . .

Miałem wrażenie, że do mnie należy cały świat. I nic w tym dziwnego, bo nigdy nie czujemy bardziej, że to jest właśnie nasza, całkowicie nasza podróż, niż wtedy, kiedy jesteśmy w wirze przygotowań do niej. Później pozostaje nam już tylko unicestwić to przeświadczenie.

Yukio Mishima (Wyznanie Maski, 1949)

   

   

   

doświadczałem uczucia pustki na widok morskiej pełni. . .

     Uwielbienie, jakie budziła we mnie samotność przepełniająca życie Omiego — ta samotność zrodzona z pęt, które nałożyło na niego życie — sprawiło, że chciałem dzielić z nim tę samotność; teraz, gdy doświadczałem uczucia pustki na widok morskiej pełni, pustki, która powierzchownie przypominała jego osamotnienie, chciałem jej zakosztować, tak jak on to robił.

Yukio Mishima (Wyznanie Maski, 1949)

   

   

   

w zboka wszyscy bawili się u nas tradycyjnie w pierwszej i drugiej klasie. . .

   W zboka wszyscy bawili się u nas tradycyjnie w pierwszej i drugiej klasie szkoły średniej i, jak to zwykle bywa z prawdziwą zabawą, bardziej niż grę przypominała ona jakąś chorobę. Bawiliśmy się w nią w południe, na oczach wszystkich. Gdy jeden z nas przypadkiem zamyślił się, drugi, stojący gdzieś z boku, natychmiast namierzał cel i wyciągał rękę. Jeśli udało mu się złapać, to wygrywał i uciekając, krzyczał z daleka:
- On ma wielkiego, on ma wielkiego!


Yukio Mishima (Wyznanie Maski, 1949)

   

   

   

ale „czas”, na powrót, jak chwasty, rozplenił się między nami. . .

Powróciły wszystkie bolesne wspomnienia. Było mi ciężko z tym, że Kusano, wykazując się dobrą wolą, nigdy ani słowem nie wspomniał o mojej pośredniej odmowie poślubienia Sonoko. Chciałem mieć jakiś dowód, że choć trochę z tego powodu cierpiała; pragnąłem znaleźć jakikolwiek ekwiwalent mojego własnego nieszczęścia. Ale „czas”, na powrót, jak chwasty, rozplenił się między nami i nie było już mowy o jakichkolwiek uczuciach, które nie byłyby zabarwione dumą, próżnością czy rozsądkiem.


Yukio Mishima (Wyznanie Maski, 1949)

   

   

   

najwcześniejsze doznanie olfaktoryczne. . .

   Zapach żołnierskiego potu — podobny do zapachu morskiej bryzy, jak złotawe gorące powietrze unoszące się nad plażą — ten zapach wpadał w moje nozdrza i upajał mnie. Jest to chyba moje najwcześniejsze doznanie olfaktoryczne. Nie miało ono wtedy oczywiście nic wspólnego z doznaniami seksualnymi, ale powoli rozbudzało we mnie silny zmysłowy pociąg do takich rzeczy jak los żołnierzy, tragizm ich zawodu, śmierć, dalekie kraje, które mieli zobaczyć...


Yukio Mishima (Wyznanie Maski, 1949)

   

   

   

30 września 2020

pierwsze odpowiedzi na nowe porównania. . .

                                                  Janinie O.

I

to co przychodzi na myśl
jak na mszę porównań

Poeta pyta:
do czego porównasz...

II

dzień porównam do złości
noc do strachu
jabłko do posiłku skazanej
królestwo do bólu
ciało do zwłok

ciszę nocy do bezdechu
usta
do końca

rękę w ciemności
do cienia wokół świecy

oko do ostatniej żywej rzeczy
pocałunek
do pierwszej rzeczy po śmierci

palce do odpuszczenia
oddech do minionego już progu

milczenie do moich pytań

poezję
- skoro pytasz -
do wahania
w świetle dnia do ślepej
w nocy pewności

Marzec-Maj 2019

                                                   Mateusz Hildebrandt

   

   

   

26 sierpnia 2020

naprawdę strasznie lubię takie usuwanie usterek. . .

   Ile razy powinno się poprawiać swój tekst? Trudno mi podać dokładną liczbę. Przed złożeniem książki w wydawnictwie poprawiam ją nieskończoną ilość razy, a kiedy dostaję złamany tekst, też poprawiam tak dużo. że wszyscy mają mnie dosyć. Pokrywam go tyloma uwagami, że robi się zupełnie czarny, odsyłam i proszę o naniesienie poprawek. Czystą wersję znowu poprawiam i tak w kółko.
   Jak wcześniej wspomniałem, jest to czynność wymagająca cierpliwości, ale mnie wcale nie męczy. Czytanie wiele razy tego samego zdania, żeby sprawdzić, czy odpowiednio brzmi, zmienianie szyku wyrazów, drobne zmiany wyrażeń — naprawdę strasznie lubię takie usuwanie usterek. Czuję wielką radość na widok pełnego poprawek tekstu i dziesięciu ołówków HB, które stają się coraz krótsze. Nie wiem dlaczego, ale dla mnie jest to bardzo ciekawa praca. Nigdy mnie nie nuży, choćbym zajmował się nią w nieskończoność.

Haruki Murakami (Zawód: powieściopisarz, 2015)
   
   
   

spokojnie i cicho, jak lokomotywa. . .

W sobotę, w tym samym tygodniu, kiedy zostałem wyciągnięty z dołu, zmarł Tomohiko Amada. Serce przestało bić po trzech dniach śpiączki, w którą zapadł w czwartek. Stanęło spokojnie i cicho, jak lokomotywa, która dojeżdża do końcowej stacji i powoli się zatrzymuje. Masahiko był przy nim przez cały czas.Po śmierci ojca zadzwonił do mnie.
   — Umarł bardzo spokojnie — powiedział. — Ja też chciałbym tak spokojnie umrzeć, kiedy przyjdzie mój czas. Na ustach miał nawet lekki uśmiech.
   — Uśmiech? — powtórzyłem.
   — Może, ściśle mówiąc, nie był to uśmiech. Ale w każdym razie wyglądało to na lekki uśmiech. Dla mnie wyglądało.

Haruki Murakami (Śmierć Komandora, Tom II, 2017)




upływał termin ważności systemów jego organizmu. . .

   Jakby na potwierdzenie słów Komandora po twarzy Tomohika Amady stopniowo rozlało się cierpienie. Znów czuł, jak starość gwałci, zżera jego ciało, które niebawem przestanie funkcjonować. Nijak nie dało się tego uniknąć. Niedługo upływał termin ważności systemów jego organizmu. Ciężko było się temu przyglądać. Może nie powinienem był się niepotrzebnie wtrącać, tylko pozwolić mu spokojnie wyzionąć ducha bez bólu i z zamgloną świadomością.
   — Ale pan Tomohiko Amada sam dokonał tego wyboru powiedział Komandor, jakby czytając w moich myślach. — Żal go, ale nie ma rady.

Haruki Murakami (Śmierć Komandora, Tom II, 2017)




pewnie nie odróżniłby własnych jaj od kurzych.. . .

   Po kolacji przenieśliśmy się do salonu i piliśmy dalej. Jesień dobiegała już końca, ale tamtego wieczoru nie było jeszcze na tyle chłodno, żeby palić w kominku.
   — A jak się ma twój ojciec? — zapytałem.
   Masahiko lekko westchnął.
   — Bez zmian. Głowa zupełnie nie działa. Pewnie nie odróżniłby własnych jaj od kurzych.
   — Jeśli spadną na podłogę i się rozbiją, to znaczy, że kurze — powiedziałem.
   Masahiko roześmiał się głośno.
   Ale jednak człowiek to przedziwne stworzenie. Jeszcze parę lat temu ojciec naprawdę był odporny i w pełni sił. Umysł też miał zupełnie jasny, jak zimowe niebo. Aż się nieprzyjemnie robiło. A teraz to jakby czarna dziura wspomnień. Jak nieokreślona dziura, która się nagle pojawiła w kosmosie — powiedział Masahiko i pokręcił głową. — Kto to powiedział, że„starość jest najbardziej niespodziewaną rzeczą, która nas w życiu spotyka*”?

Haruki Murakami (Śmierć Komandora, Tom II, 2017)



*Pamiętnik Lawa Trockiego

12 sierpnia 2020

prawdopodobieństwo ... wtedy nikt nie ponosi odpowiedzialności. . .

Prognoza pogody też była znośna. Nie miało być pięknie, lecz też nie jakoś strasznie. Cały dzień będzie lekkie zachmurzenie, ale chyba bez opadów. Chyba. Urzędnicy i ludzie mediów są inteligentni i absolutnie nie używają dwuznacznych słów w rodzaju„chyba”. W tym celu wymyślono wygodne wyrażenie „prawdopodobieństwo wystąpienia opadów” (wtedy nikt nie ponosi odpowiedzialności).
   Kiedy wiadomości i prognoza dobiegły końca, wyłączyłem radio, zmyłem po śniadaniu i schowałem naczynia do szafek.Potem usiadłem przy stole i zatopiłem się w rozmyślaniach,popijając drugą kawę. Normalny człowiek czytałby teraz poranne wydanie gazety, ale ja nie prenumerowałem gazet. Dlatego pijąc kawę, patrzyłem na wspaniałą wierzbę za oknem i rozmyślałem.

Haruki Murakami (Śmierć Komandora, Tom II, 2017)



jedynym przeznaczeniem było robienie dziur w ludziach. . .

   Następnie szkodliwe związki chemiczne kazały Hooverowi wyjąć spod poduszki nabity rewolwer kaliber 38 i włożyć sobie lufę do ust. Rewolwer to przyrząd, którego jedynym przeznaczeniem było robienie dziur w ludziach. Wyglądał tak:
   W tej części planety, gdzie mieszkał Hoover, każdy,kto chciał, mógł to kupić w najbliższym sklepie żelaznym. Mieli je policjanci. Mieli je przestępcy. Mieli je także ludzie, którzy znajdowali się pośrodku.
Przestępcy celowali z rewolwerów do ludzi, mówiąc: — Dawaj forsę — i ludzie zwykle dawali. Policjanci celowali do przestępców i mówili: — Stój!— albo coś innego, zależnie od sytuacji, i przestępcy zwykle słuchali. Czasem nie słuchali. Czasem żona była tak wściekła na męża, że dziurawiła go z rewolweru. Czasem mąż był tak wściekły na żonę, że robił w niej dziurę z rewolweru. I tak dalej.
   W tym samym tygodniu, kiedy oszalał Dwayne Hoover, czternastoletni chłopiec z Midland City podziurawił ojca i matkę, ponieważ nie chciał im po-kazać złej cenzurki. Jego adwokat przygotowywał wniosek o uznanie go za chwilowo niepoczytalnego,to znaczy, w momencie strzelania chłopiec stracił zdolność rozróżniania dobra i zła.


Kurt Vonnegut (Śniadanie mistrzów, czyli Żegnaj, czarny poniedziałku, 1973)
   
   
   

04 czerwca 2020

gdy brakuje pewnych, zawczasu ustalonych ról życiowych. . .

Doniosłe prace Carla Rogersa (np. 1951, 1961), a później Heinza Kohuta (np. 1971, 1977) tłumaczą niektóre implikacje powszechnego obecnie poszukiwania własnej tożsamości dla techniki terapeutycznej: ludzie muszą czuć się rozumiani, odzwierciedlani, akceptowani, uprawomocnieni w swoich subiektywnych doświadczeniach. Gdy brakuje pewnych, zawczasu ustalonych ról życiowych oferowanych przez kulturę, człowiek musi oprzeć poczucie własnej tożsamości w dużej mierze na swojej wewnętrznej integralności i autentyczności,zdolności do życia według swoich wartości oraz szczerego mówienia o swoich uczuciach, postawach i motywacjach. W dzisiejszych czasach określanie własnej tożsamości jedynie w odniesieniu do więzi istniejących poza Ja jest praktyką niebezpieczną, o czym mogą zaświadczyć ludzie, których stanowisko pracy zostało zlikwidowane przez firmę, z którą się identyfikowali, lub którzy niedawno wzięli rozwód z partnerem nadającym sens ich życiu. Gdy brakuje w miarę wspierającego otoczenia, ludzie często potrzebują pomocy terapeuty w swoich usiłowaniach przeżycia i zwerbalizowania tego, kim są,w co wierzą, co czują i czego pragną. Dążenie do rozwinięcia silnego i spójnego poczucia Ja może być głównym przedmiotem zainteresowania pacjenta w terapii lub może pozostawać w cieniu innych celów i trosk.

Nancy McWiliams (Opracowanie przypadku w psychoanalizie, 1999)