28 grudnia 2022

przestrzeń świata stała się dla niego czymś negatywnym, stratą czasu, przeszkodą. . .

    Wyobraził sobie nieszczęsnych tajniaków, jak go szukają i boją się, że szef natrze im uszu. Zaśmiał się głośno. Zmniejszył szybkość i rozejrzał się po okolicy. Właściwie nigdy nie patrzył na krajobraz. Zawsze jechał dokądś, ażeby coś załatwić i omówić, więc przestrzeń świata stała się dla niego czymś negatywnym, stratą czasu, przeszkodą, która hamowała jego działania.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

wydarzenia historyczne naśladują się przeważnie nawzajem bez talentu. . .

    Wydarzenia historyczne naśladują się przeważnie nawzajem bez talentu, ale wydaje mi się, że w Czechach historia zainscenizowała eksperyment, jakiego jeszcze nie było. Nie przeciwstawiła się tam — jak każą stare recepty —  jedna grupa ludzi (klasa, naród)innej, lecz ludzie (jedno ich pokolenie) zbuntowali się przeciw własnej młodości. 

    Starali się dogonić i okiełznać swój własny czyni omal im się to udało. W latach sześćdziesiątych ich wpływy stale rosły i na początku roku 1968 decydowali już niemal o wszystkim. Ten ostatni okres nazywa się powszechnie Praską Wiosną: strażnicy idylli musieli wymontować z prywatnych mieszkań mikrofony, granice stanęły otwarte, nuty z partytury wielkiej fugi Bacha rozbiegły się i każda zaczęła śpiewać po swojemu. To była niewiarygodna radość, to był karnawał!


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

lecz komuniści byli rozumniejsi. . .

[...] w lutym roku 1948 komuniści doszli do władzy nie wśród krwi i przemocy, lecz przy wiwatach mniej więcej połowy narodu. I teraz proszę o uwagę: połowa, która wiwatowała, była tą aktywniejszą, rozumniejszą i lepszą. 

    Tak, proszę bardzo, zaprzeczajcie, jeżeli chcecie, lecz komuniści byli rozumniejsi. Mieli olśniewający program. Plan zupełnie nowego świata, w którym wszyscy znajdą swoje miejsce. Ci, co byli przeciw nim, nie mieli żadnych wielkich snów, jedynie parę zasad moralnych, "świechtanych i nudnych, z których chcieli sporządzić łaty na podarte portki takich stosunków, jakie istniały dotychczas. Nic więc dziwnego, że entuzjaści i realizatorzy olśniewających planów z łatwością zwyciężyli zwolenników kompromisów i ostrożności i zaczęli szybko urzeczywistniać swój sen, sprawiedliwą idyllę dla wszystkich.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

zapomniane, już nazajutrz błyszczy rosą świeżości. . .

    W czasach, gdy historia toczyła się jeszcze pomału, jej niezliczone epizody były łatwe do zapamiętania i tworzyły powszechnie znane tło, na którym rozgrywał się pasjonujący spektakl: osobiste przygody poszczególnych ludzi. Dzisiaj czas idzie szybkim krokiem. Wydarzenie historyczne, w ciągu nocy zapomniane, już nazajutrz błyszczy rosą świeżości, wskutek czego w ustach opowiadającego o nim nie jest tłem, lecz zaskakującą przygodą, rozgrywającą się na tle powszechnie znanej banalności prywatnego życia człowieka.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

stosunek abstrakcyjny. . .

   Tak czy owak, nie była z niego zadowolona i tak samo, jak potrafiła stosunek abstrakcyjny (swój stosunek do nieznanego Masturbowa) wypełnić najkonkretniejszym uczuciem (zmaterializowanym w łzie), umiała również najkonkretniejszemu aktowi nadać znaczenie abstrakcyjne, a swe niezadowolenie określić w kategoriach politycznych.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

poczucie winy. . .

 Ukrywać się i mieć poczucie winy to byłby początek klęski.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

zależność od wewnętrznych reprezentacji rzeczy lub zdarzeń pod nieobecność zewnętrznego desygnatu reprezentacji odróżnia poznawcze przetwarzanie informacji od przetwarzania nie poznawczego. . .

    Jeśli mamy analizować aktywność poznawczą z ewolucyjnego punktu widzenia, potrzebna nam będzie precyzyjna definicja, czym ona jest. Przez aktywność poznawczą będziemy tutaj rozumieć procesy leżące u podstaw przyswajania wiedzy przez tworzenie wewnętrznych reprezentacji zewnętrznych zdarzeń i przechowywanie ich jako treści pamięciowych, które mogą być później wykorzystywane w myśleniu, przypominaniu, rozważaniu i zachowaniu. To właśnie zależność od wewnętrznych reprezentacji rzeczy lub zdarzeń pod nieobecność zewnętrznego desygnatu reprezentacji odróżnia poznawcze przetwarzanie informacji od przetwarzania nie poznawczego. W świetle tej definicji procesy, które umożliwiają reakcje behawioralne na bezpośrednio obecny bodziec, nie znajdują się w sensie ścisłym pod kontrolą poznawczą.


Ledoux, J. (2020). Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg. Kraków: Copernicus Center Press.

   

   

   

nieoczekiwane bądź niepożądane zdarzenia przechwytują naszą uwagę, uobecniając się jako treści świadome. . .

    Jeśli na przykład chcesz pójść w określone miejsce (dajmy na to, z biura po kawę do delikatesów po drugiej stronie ulicy), to kiedy już postanowisz to zrobić, nie musisz myśleć o tym, jak tam dotrzeć — po prostu idziesz. Tak samo kiedy mówisz, wykonujesz zwykle całkiem sporą pracę, tworząc gramatyczne zdania bez konieczności świadomego komponowania składni. Dzięki temu możesz świadomie myśleć o innych sprawach, podczas gdy rutynowa praca odbywa się w tle. Ale jeśli podczas korzystania z automatycznego pilota coś pójdzie nie tak (pojawi się przeszkoda na drodze do delikatesów lub zdanie wyjdzie niepoprawne), zauważasz to. Nieoczekiwane bądź niepożądane zdarzenia przechwytują naszą uwagę, uobecniając się jako treści świadome i wypierając to, o czym w danej chwili myśleliśmy. Procesy kontrolne nieświadomości poznawczej nie tylko stanowią zatem podłoże treści informacyjnej, której świadomie doświadczamy, lecz również kierują naszymi interakcjami behawioralnymi z otoczeniem.


Ledoux, J. (2020). Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg. Kraków: Copernicus Center Press.

   

   

   

27 grudnia 2022

najbardziej fundamentalne emocje to te, w których powstaniu biorą udział archaiczne obwody przetrwaniowe. . .

 Teza, że emocje człowieka mogą być egzaptacjami, które uległy późnej selekcji ewolucyjnej, nie oznacza wcale, że nie mają one związku z naszymi zwierzęcymi przodkami. Wręcz przeciwnie: najbardziej fundamentalne emocje to te, w których powstaniu biorą udział archaiczne obwody przetrwaniowe. Pamiętajmy jednak, co podkreślałem poprzednio, że takie obwody przetrwaniowe wpływają na treści przeżyć świadomych, ale nie definiują ich.

    Korzyścią, dzięki której emocje zdołały utrzymać się w genomie naszego gatunku, mogła być zdolność do personalizowania wartości. Zamiast po prostu wykrywać ryzyko i unikać zagrożenia, organizm mógł rozważyć „Jak niebezpieczne jest to dla m n i e?” . Inne zwierzęta potrafią reprezentować wartości, lecz tylko ludzie mogą uczynić je osobistymi. Zgodnie z tym poglądem emocja to przeżycie dotyczące tego, że jakaś wartościowa rzecz przydarza się mnie. Jeśli tak jest, to emocje nie mogą istnieć bez autonoezy. Nie ma „ja”, nie ma emocji.

    Od czasów Darwina naukowcy, wchodząc z założenia, że brakującym ogniwem są emocje, mieli ogromne trudności z połączeniem ludzkich zachowań z historią życia na Ziemi. Jednak błąd w Darwinowskiej doktrynie emocji wychodzi na jaw, kiedy uświadomimy sobie, że behawioralne zdolności przetrwania, które odziedziczyliśmy po naszych zwierzęcych przodkach, są wytworem innych systemów mózgowych niż te właściwe tylko ludziom, odpowiadające za autonoetyczne stany świadomości, w tym emocje. O ile odmęty dziejów zachowań przetrwaniowych są głębokie, o tyle strumień naszych świadomych emocji jest płytki.

    Pogląd, że istotne aspekty funkcjonowania ludzkiego mózgu są ewolucyjnie nowe, wcale nie degraduje statusu innych zwierząt do poziomu prymitywnych maszyn odruchowych nawet ludzie — jedyne organizmy, co do których dysponujemy niezbitymi dowodami na samoświadomość — do załatwiania większości spraw swojego codziennego życia wykorzystują nieświadome, złożone zdolności poznawcze i behawioralne.


Ledoux, J. (2020). Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg. Kraków: Copernicus Center Press.

   

   

   

utwór muzyczny nabiera dla niego kształtu, dopiero gdy wczyta się w partyturę. . .

    Podam Państwu przykład. Nigdy nie wczytywałem się w żadną partyturę, toteż nie bardzo rozumiałem, na czym konkretnie polega jej dokładne studiowanie. Lecz słuchając opowieści pana Ozawy, obserwując zmiany jego tonu i wyrazu twarzy, w pełni uświadomiłem sobie, jak ważna to dla niego czynność. Utwór muzyczny nabiera dla niego kształtu, dopiero gdy wczyta się w partyturę. Ślepy i głuchy na wszystko inne bada ją szczegółowo, aż czuje, że wszystko zrozumiał. Wpatruje się w skomplikowane znaki nagromadzone na dwuwymiarowym papierze, przędzie z nich nić swojej muzyki, którą następnie czyni trójwymiarową. To jest podstawa jego muzycznego żywota. Dlatego wstaje wcześnie rano, zamyka się gdzieś sam i przez kilka godzin w skupieniu wczytuje się w partyturę. Odczytuje tę napisaną skomplikowanym szyfrem wiadomość z przeszłości.

    Ja podobnie wstaję koło czwartej i sam w skupieniu pracuję. Zimą jest jeszcze zupełnie ciemno. Nic nie zwiastuje świtu. Nie słychać śpiewu ptaków. O takiej porze pracuję w skupieniu przez pięć albo sześć godzin. Popijając gorącą kawę, w zapamiętaniu uderzam w klawiaturę komputera. Prowadzę takie życie od ponad ćwierć wieku. O tej samej porze, o której pan Ozawa czyta w skupieniu partytury, ja w skupieniu piszę. Każdy z nas zajmuje się zupełnie czym innym, ale w głębi serca wyobrażam sobie, że rodzaj tego skupienia jest podobny.


Haruki Murakami, Seiji Ozawa (Rozmowy o muzyce, 2011)

   

   

   

obnoszenie się ze swoim ego nie jest takie proste. . .

    Powiedzenie, że ludzie twórczy muszą być w gruncie rzeczy egoistami, zabrzmi może arogancko, ale czy to się komuś podoba, czy nie, jest to niezaprzeczalny fakt. Jeżeli ktoś żyje, wiecznie zwracając uwagę na otoczenie, starając się unikać konfliktów, nikogo nie denerwować, a do tego chce zawsze spaść na cztery łapy, nie uda mu się pracować twórczo w żadnej dziedzinie. Do tego, żeby stworzyć coś z niczego, potrzebne jest głębokie skupienie, a takie skupienie możliwe jest przede wszystkim tam, gdzie nie spotyka się innych ludzi, w miejscu, które ma w sobie coś demonicznego.

    Lecz jeśli człowiek stwierdzi: „Jestem artystą” i wypuści swoje ego spod kontroli, trudno mu będzie wieść normalne życie w społeczeństwie i narazi się na kłopoty, które staną na przeszkodzie w osiągnięciu tego niezbędnego skupienia. Może dało się tak funkcjonować pod koniec dziewiętnastego wieku, ale w dwudziestym pierwszym obnoszenie się ze swoim ego nie jest takie proste. Jeżeli zatem ktoś chce się zawodowo zajmować twórczością, musi gdzieś znaleźć jakąś realistyczną strefę kompromisu między sobą a otoczeniem.



Haruki Murakami, Seiji Ozawa (Rozmowy o muzyce, 2011)

   

   

   

05 listopada 2022

sen. . .

Śniło mi się, że znika treść kwiatów wątpliwa,
I że ogród, istnienia zlistwionego syt -
Ginie, szepcąc twe imię, dziewczyno wróżb chciwa -
A śmierć szarpie na strzępy twój spieszczony byt.

Ginie w złoto i jedwab przystrojone życie,
I cmentarz, gdzie rozpacza zapomniany trup -
I las znika, gdzie ślad swój wyryła niezbicie
Zwycięska rzeczywistość moich dzielnych stóp.

Znikło miasto, gdzie wrzała bezzasadna praca
I gdzie się rozbudował śmiech, niebyt i żal.
Nadaremnie się obłok - słońcu przypodzłaca:
Znikł obłok - żywot wieczny - bóstw kilka - i dal.

Lecz ja trwam, by śnić jeszcze na moglie nieba
Mrok, któremu śmierć chmurne rozczesuje brwi.
I mój pokój trwa także - dlatego że trzeba
Mieć pokój - we wszechświecie... I zamknąłem drzwi...

Świerszcz piosenką zapiecną oszołamia ciszę -
Anioł miga białawo w zaokiennej mgle -
A ja wiersz ten dla świerszczy i aniołów piszę -
I tak mi źle na tym świecie - tak mi strasznie źle!

                                                  Bolesław Leśmian (z tomu Napój cienisty / Spojrzystość, 1936)
   
   
   

piła. . .

Idzie lasem owa zmora, co ma kibić piły,
A zębami chłopców nęci i zna czar mogiły.

Upatrzyła parobczaka na schyłku doliny:
"Ciebie pragnę, śnie jedyny - dyny moje, dyny!

Pocałunki dla cię, chłopcze, w ostrą stal uzbroję,
Błysk - niedobłysk na wybłysku - oto zęby moje!

Oczaruj się tym widokiem, coś go nie widywał,
Ośnijże się tymi snami, coś ich nie wyśniwał!

Połóż głowę na tym chabrze i połóż na maku,
Pokochaj mnie w polnym znoju i w śródleśnym ćmaku!"

"Będę ciebie kochał mocą, z którą się mocuję,
Będę ciebie tak całował, jak nikt nie całuje!

Będę gardził dziewczętami, com je miał w swej woli
Bo z nich każda od miłości łka, jak od niedoli.

Chcę się ciałem przymiarkować do nowej pieszczoty
Chcę się wargą wypurpurzyć dla krwawej ochoty!

Chcę dla twojej, dla zabawy tak się przeinaczyć,
Abym mógł się na twych zębach dreszczami poznaczyć!

Zazgrzytała od rozkoszy, naostrzyła zęby:
"Idę w miłość, jak chadzałam na leśne wyręby!"

Zaszumiała ponad nimi ta wierzba złotocha -
Poznał chłopiec, czym w uścisku jest stal, gdy pokocha!

Całowała go zębami na dwoje, na troje:
"Hej, niejedną z ciebie duszę w zaświaty wyroję!"

Poszarpała go pieszczotą na nierówne części:
"Niech wam, moje wy drobiażdżki, w śmierci się poszczęści!"

Rozrzuciła go podzielnie we sprzeczne krainy:
"Niechaj Bóg was pouzbiera, ludzkie omieciny!"

Same chciały się uciułać w kształt wielce bywały,
Jeno znaleźć siebie w świecie wzajem nie umiały.

Zaczęło się od mrugania ległych w kurzu powiek -
Nie wiadomo, kto w nich mrugał, ale już nie człowiek!

Głowa, dudniąc, mknie po grobli, szukająca karku,
Jak ta dynia, gdy się dłoniom umknie na jarmarku,

Piersią, sobie przywłaszczoną, jar grabieżczo dyszy,
Uchem, wbiegłym na wierzchołek, wierzba coś tam słyszy!

Oczy, wzajem rozłączone, tleją bez połysku,
Jedno brzęczy w pajęczynie, drugie śpi w mrowisku

Jedna noga popod lasem uwija się w tańcu,
Druga włóczy się na klęczkach po zbożowym łańcu.

A ta ręka, co się wzniosła w próżnię ponad drogą,
Znakiem krzyża przeżegnała nie wiadomo kogo!

                                             Bolesław Leśmian (z tomu Łąka / ballady, 1920)
   
   
   
 

szmer wioseł. . .

Szmer wio­seł dwoj­ga w gę­stwi­nie fal, —
I szmer — i słoń­ce — i śpiew — i dal!

Tak wła­śnie trze­ba i tyl­ko tak:
Pły­nąć wbrew zie­mi — nie­bu na wspak!

Per­ły, ko­ra­le skra­dzio­ne dnu
Rzu­cać w głę­bi­nę wła­sne­go snu —

I na­słu­chi­wać — o, złu­do złud! —
Czy­li ude­rzą z ję­kiem o spód?

Łódź się od­bi­ja w fali na wznak, —
Tak wła­śnie trze­ba i tyl­ko tak!

Dwo­istą ło­dzią i tu i tam
Płyń jed­no­cze­śnie, pod­wa­kroć sam!

Dwo­istą ło­dzią w bez­mia­ry płyń,
Po­dwój­nie ko­chaj, po­dwój­nie giń!

Czwo­ro masz wio­seł, dwa ste­ry masz,
Ku wła­snej twa­rzy schy­lo­ną twarz —

Jak­byś wy­pły­nął z dwu róż­nych snów,
Aby w tym jed­nym spo­tkać się znów!

Jak­byś za­przy­siągł noce i dnie
Temu jed­ne­mu! Mój śnie, mój śnie!

                               Bolesław Leśmian (z tomu Sad rozstajny / pieśni mimowolne, 1912)
   
   
   

01 listopada 2022

podróż. . .

Idź
albo jedź niczego z sobą nie biorąc
do miasta
gdzie nikogo nie znasz
i zostań tam przez trzy dni
Kiedy poczujesz głód
poproś o chleb
kiedy poczujesz pragnienie
poproś o wodę
Śpij gdzie się da
i codziennie pytaj
dziewięciu osób o człowieka
o twoim nazwisku
i twoich kolejach życiowych

                                           Jiří Kolář
                                           tłum. Leszek Engelking
   
   
   

29 października 2022

szeptem. . .

pozdrowienie zamkniętym powiekom
pokłon ciału gorzkiemu we śnie

i oddechom skrzypiącym jak żuraw
krwi czuwającej

przebaczenie głowie
która nieświadoma bluźnierstwa usnęła na moim ramieniu

    a to Ty
    Tyś jest gniazdo i cierń

    bez Ciebie
    sen pełen kamieni
    muł w gardle
    gruda ziemi na oczy

    przyjm głowę która nieświadoma usnęła na moim ramieniu

    daj wejść

    po liniach opuszczonych
    po zatrzymanych ruchach
    z małej kotliny powietrza
    z której powstali zmarli

                                            Zbigniew Herbert 
                                            (z tomu Utwory rozproszone / Rekonesans 2 / 1951-1955, 2017)
   
   
   

25 października 2022

domek. . .

Ja domek dla umarłych
znaleźli tu swoje
ostatnie schronienie

ruch rąk
w moją stronę
weź mnie
ze sobą weź
nie puść

zostałem otwarty
i zamieszkali
w zimnym
pustym
ciemnym

taka jest
ich
światłość wiekuista
takie grzechów odpuszczenie
ciała zmartwychwstanie

taki żywot wieczny

                          Tadeusz Różewicz (Zielona Róża, 1961)
   
   
   

uzasadniona krytyka, zapobiegająca. . .

    Najważniejsze wartości przeszłości nie muszą być wcale zaniechane. Ale całemu temu procesowi trudnej transformacji winna towarzyszyć świadomość niebezpieczeństwa w dobie, gdy wartości obracają się tak łatwo w antywartości, gdy patriotyzm przedzierzga się w nacjonalizm: koniecznej obronie wartości musi towarzyszyć ich uzasadniona krytyka, zapobiegająca temu, by stawały się absolutami.


Maria Janion („Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś”, 1996)

   

   

   

państwo jest po to. . .

Państwo jest po to, by służyć wszystkim wymiarom egzystencji istoty ludzkiej.


Maria Janion („Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś”, 1996)

   

   

   

przewagi, jakie kompensacyjnie doświadczana kultura posiadła w reżimie totalitarnym, należą do przeszłości. . .

    Jaka może być pozycja kultury w kształtującym się społeczeństwie otwartym? Badacze uświadamiają jej szczególne położenie w reżimach totalitarnych: zamiłowanie ludzi do kultury to kompensacja, to „swego rodzaju substytut innych wartości, których są pozbawieni”. „Kiedy nacisk słabnie – pisze Dahrendorf – rzucają się na brukowe pisma, hamburgery, maszyny do zmywania, błyszczące motocykle i wakacje na Costa Brava. Dobrze by było, gdyby można ocalić kilka głębszych wartości, ale trudno powiedzieć, jak to zrobić”. Wiedza o naturze ludzkiej skłania do stwierdzenia, że nawet gdyby rząd dotował „dobre” filmy i „klasykę”, „ludzie i tak woleliby oglądać kiepskie melodramaty i czytać tandetę albo w ogóle przestaliby czytać”.

    Z przytoczonych rozważań wynika, że przewagi, jakie kompensacyjnie doświadczana kultura posiadła w reżimie totalitarnym, należą do przeszłości i mijają wraz z tym reżimem. Jest to znów jedna z tych gorzkich prawd, z którymi trudno się pogodzić.

    Chociaż niewątpliwie jesteśmy świadkami ustępowania kultury wysokiej i kultury popularnej przed zamerykanizowaną kulturą masową, to jednak może powinniśmy powiedzieć sobie, że jeszcze nie wszystko stracone. Nadzieję podobną można by czerpać z przeświadczenia, że społeczeństwo otwarte nie musi naśladować w najdrobniejszych szczegółach tego, co cechuje inne społeczeństwa otwarte. Jest w stanie, właśnie dlatego, że jest o t w a r t e         w         r o z m a i t y c h         k i e r u n k a c h, zachować to, co uznaje dla siebie za właściwe.


Maria Janion („Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś”, 1996)

   

   

   

uwiędnie w uściskach liberalnego technokratyzmu. . .

    Samuel P. Huntington dowodził, że teoria końca historii wykazuje skłonność do niedoceniania słabości człowieka i irracjonalności natury ludzkiej. Przyjmuje, iż ludzie jako istoty rozumne będą zajmować się wyłącznie swoim dobrobytem i nie zechcą narażać go wplątując się w wojny czy w konflikty ideologiczne. A przecież: „ludzie bywają czasem racjonalni, wielkoduszni, twórczy i mądrzy, bywają jednak także głupi, samolubni, okrutni i grzeszni. (...) Póki istnieją ludzie, nie ma wyjścia z udręk historii”.

[...]

    Jest to dla mnie mimo wszystko stwierdzenie pocieszające, gdyż według Fukuyamy kres historii oznacza faktycznie również kres kultury. Koniec historii to kompletna demitologizacja społeczeństw. Zajęte tworzeniem dobrobytu materialnego nie będą doświadczały pokus wyobraźni. Sam Fukuyama mówi o nadejściu „bardzo smutnej epoki”, w której będzie dominowała kalkulacja ekonomiczna oraz bezustanne rozwiązywanie problemów technicznych. Zabraknie jego zdaniem motywacji do twórczości, która uwiędnie w uściskach liberalnego technokratyzmu. „W okresie post historycznym nie będzie ani sztuki, ani filozofii, a tylko stała opieka nad muzeum ludzkiej historii”.

Maria Janion („Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś”, 1996)

   

   

   

kultura, która pełniła dotychczas przede wszystkim funkcje kompensacyjne i terapeutyczne. . .

    Wraz z przemianami ustrojowymi, gospodarczymi i politycznymi, które mają uczynić z Polski „normalny” kraj demokracji i wolnego rynku, osobliwa monolityczność stylu romantyczno–symbolicznego musiała się zachwiać. Ideały romantyczne straciły, chociażby powierzchowną i sprowadzającą się do frazesów, ale jednak siłę perswazyjną. Nastąpił w ogóle proces dezutopizacji społeczeństwa, nastała era trzeźwości i deziluzji, chociaż powszechnie dostrzega się pragnienie podtrzymywania dawnej bezpiecznej egalitarystycznej jedności. Jednak już „wielość” zaczęła się kłócić z „jednolitością”, „konkurencja” i „zdrowy egoizm” z „solidarnością”, a „interes” (ekonomiczny przede wszystkim) z wartością(duchową głównie). Jednolita kultura, która pełniła dotychczas przede wszystkim funkcje kompensacyjne i terapeutyczne, nie może – dokładnie tak samo jak dotąd – funkcjonować w społeczeństwie, które ma stać się demokratyczne, to znaczy zróżnicowane i zdecentralizowane, objawiające rozmaite potrzeby, również kulturalne. Bezkrytyczne „zakochanie we własnej piękności”, wpojone nam przez romantyków i Sienkiewicza, bezlitośnie schlastane przez Gombrowicza, tak skutecznie ratujące nas w permanentnych stanach słabości, klęski i upadku, nie ma już szans dłuższego przetrwania, mimo że nadal jesteśmy słabi. Ale słabi w inny sposób.


Maria Janion („Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś”, 1996)

   

   

   

manipulowanie kanonem lektur szkolnych ... neokolonializm kulturalny. . .

    Beztroskie manipulowanie kanonem lektur szkolnych jest w ogólności dość niebezpieczne. Kanon szkolny, choć nieraz w odruchu krytycznym traktowany – i słusznie – lekceważąco, groteskowo i satyrycznie, wyznacza jednak narodową przestrzeń kultury. Nie może być ona dowolnie zapełniana produktami masowej kultury tworzonej w języku angielskimi często na dodatek wyjątkowo niestarannie tłumaczonej na polski. To byłby dopiero neokolonializm kulturalny. Porozumiewanie się w obrębie społeczności narodowej jest uwarunkowane nie tylko przez wspólny język potoczny, ale również przez „głębokie” istnienie języka literackiego, który stanowi zbiornik znaczeń oblegających stale kulturę narodową. Jego osobliwa wielowarstwowość ujawnia się w rozmaitych sytuacjach.


Maria Janion („Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś”, 1996)

   

   

   

wszystkie romantyczne tony: ofiary i poświęcenia. . .

    Ale romantyzm w Polsce bynajmniej nie skończył się, jak w większości krajów europejskich, wraz z wiekiem XIX. Jego panowanie rozciągnęło się jeszcze na cały wiek XX i miało w nim trzy kulminacje. 

    Pierwsza z nich przypada na początek wieku XX, na okres poprzedzający I wojnę światową i na samą wojnę. Pobudzenie niepodległościowych dążeń było bardzo wyraźne w okolicach pięćdziesiątej rocznicy Powstania Styczniowego, które okazało się bynajmniej nie ostatnim powstaniem romantycznym. W Wiernej rzece Żeromskiego, tej klechdzie o sześćdziesiątym trzecim, skupiają się wszystkie romantyczne tony: ofiary i poświęcenia dla ojczyzny oraz klęski jako moralnego zwycięstwa.


Maria Janion („Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś”, 1996)

   

   

   

22 października 2022

lęk i pragnienie. . .

Być gotową na śmierć jest moim pragnieniem,
      pragnieniem nie tylko umysłu,
ale też zmęczonego serca i osłabionych kości.
Boję się, że ciało, zawsze pragnąc więcej,
      prędzej pazurami chwyci się płomieni
niż pozwoli mi przejść
      przez otwarte drzwi.

                                                  Ursula Kroeber Le Guin