Stanisław Leopold Brzozowski (Płomienie, 1908)
20 listopada 2018
ale od czasu, jak u ciebie bóg pojawił się. . .
A ja, skąd wiem, co tobie twój Bóg każe zrobić. Pókiś ty sam od siebie zależał, ja wiedziałem, czego się od ciebie spodziewać, ale od czasu, jak u ciebie Bóg pojawił się, ja już nic wiedzieć nie mogę. Skąd ja wiem, co temu twojemu Bogu do głowy przyjdzie.
05 listopada 2018
nawet bóg nieopowiedziany czy istniałby?. . .
Toteż miliony,ba, miliardy ludzi wciąż opowiadają siebie w nadziei, że zostaną wysłuchani. Kto wie zresztą, czy te opowieści nie odraczają nawet końca świata, który by dawno się dokonał, gdyby miał kto o tym końcu opowiedzieć i kto wysłuchać. Tyle wojen, męczeństwa, cierpień, rozpaczy jakby kusiły świat, aby się skończył. Tyle nienawiści, bo często i miłość jest już zarażona nienawiścią, a świat jakby na przekór sobie wciąż istnieje. Czyto nie dziwne? Więc może każde zdarzenie musi się przejrzeć w opowieści, jeśli chce się zdarzyć? I każdy' człowiek, jeśli chce istnieć? A nawet Bóg nieopowiedziany czy istniałby?
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Ucho Igielne, 2018)
przeszłość zawsze się podporządkowuje obecnie przeżywanej chwili. . .
Szedłem za jego trumną, a we mnie przesuwały się niczym na taśmie filmowej jakieś ułomki, cząstki, okruszyny wspomnień, przywoływanych przez wyobraźnię, która pod wpływem jego śmierci kształtowała je na nowo. Któż by bowiem pamiętał, zwłaszcza z odległości lat, jak naprawdę było. Przeszłość zawsze się podporządkowuje obecnie przeżywanej chwili. A obecną chwilę ustanawiał jego pogrzeb.
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Ucho Igielne, 2018)
przystosowanie jest bowiem warunkiem istnienia. . .
— Co by mówić, to człowiek widocznie jest z plasteliny, o inaczej by tego wszystkiego nie zniósł.
Gdy po latach zastanawiałem się nad jego słowami, bo często przypominałem sobie, co kiedyś tam powiedział, zadawałem sobie pytanie, kim był, prócz tego że był moim ojcem, i zawsze skłonny byłem przyznać mu rację. Przystosowanie jest bowiem warunkiem istnienia. Jeśli człowieka nie stać na to, płaci najczęściej cenę, która jest ponad jego miarę. Muszę powiedzieć, że ojciec jest dla mnie bardziej tajemniczą postacią niż matka, trudniejszą do rozpoznania od niej. Bonie sądzę, aby niczego nie podejrzewał w tych nagłych przypływach czułości matki, chociaż i jego wprawiały w dobry nastrój. Tylko jakie mamy prawo osądzać naszych ojców, matki? Ich tajemnice wraz z nimi umarły i nigdy nam ich nie ujawnią. Może na szczęście dla nas.
Gdy po latach zastanawiałem się nad jego słowami, bo często przypominałem sobie, co kiedyś tam powiedział, zadawałem sobie pytanie, kim był, prócz tego że był moim ojcem, i zawsze skłonny byłem przyznać mu rację. Przystosowanie jest bowiem warunkiem istnienia. Jeśli człowieka nie stać na to, płaci najczęściej cenę, która jest ponad jego miarę. Muszę powiedzieć, że ojciec jest dla mnie bardziej tajemniczą postacią niż matka, trudniejszą do rozpoznania od niej. Bonie sądzę, aby niczego nie podejrzewał w tych nagłych przypływach czułości matki, chociaż i jego wprawiały w dobry nastrój. Tylko jakie mamy prawo osądzać naszych ojców, matki? Ich tajemnice wraz z nimi umarły i nigdy nam ich nie ujawnią. Może na szczęście dla nas.
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Ucho Igielne, 2018)
samotność sami sobie zadajemy jako niezgodę na świat, w którym przyszło nam żyć. . .
— Nie jestem sam.
Dało mi to na długo do myślenia. Być samemu, a czuć się samotnym to może zupełnie co innego? Przecież bywa,że człowiek ma żonę, dzieci, wnuki, przyjaciół, a czuje się samotny. Może samotność sami sobie zadajemy jako niezgodę na świat, w którym przyszło nam żyć? Może jej źródło kryje się w naszej bezbronności wobec tego świata? A może i wobec naszego losu, na który nie mamy wpływu?
Dało mi to na długo do myślenia. Być samemu, a czuć się samotnym to może zupełnie co innego? Przecież bywa,że człowiek ma żonę, dzieci, wnuki, przyjaciół, a czuje się samotny. Może samotność sami sobie zadajemy jako niezgodę na świat, w którym przyszło nam żyć? Może jej źródło kryje się w naszej bezbronności wobec tego świata? A może i wobec naszego losu, na który nie mamy wpływu?
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Ucho Igielne, 2018)
może ktoś kiedyś poszerzy odpowiedzialność człowieka za sny. . .
— Śnił mi się pan.
— Jak? — spytałem, chociaż nie lubię snów.
Gdy mi się coś śni, zawsze gorzej śpię. Sen powinien być jak śmierć. Nic, a po przebudzeniu zwyczajny dzień, jakby się dopiero życie zaczynało. Sny ciążą, zniechęcają, często każą się domyślać Bóg wie czego. Ba, nawet zmuszają do tropienia siebie. Tym bardziej nie lubię czyichś snów, w których się komuś śniłem. Bo co się za tym kryje, że mu się śniłem? Nie mogłem się przyśnić bez powodu, wiadomo. No, i szukaj powodów, zachodź w głowę, dręcz się, że czymś cię chce obarczyć. Ze próbuje coś zrzucić z siebie i przerzucić na ciebie, aby mu lżej było, chociaż tobie będzie ciężej. Zwłaszcza że za sny się nie odpowiada. A może powinno. Może ktoś kiedyś poszerzy odpowiedzialność człowieka za sny. Zresztą już jesteśmy na drodze ku temu. Widzą nas, gdy idziemy ulicą, słyszą nas,gdy mówimy choćby szeptem, a nawet mury naszych mieszkań nie wiadomo, czy jeszcze nas bronią. A przecież jesteśmy zrośnięci z naszymi snami, podobnie jak z myślami, słowami,uczuciami i tak dalej. Do niektórych już się dobrali. Długo więc czekać, jak się dobiorą i do naszych snów.
— Jak? — spytałem, chociaż nie lubię snów.
Gdy mi się coś śni, zawsze gorzej śpię. Sen powinien być jak śmierć. Nic, a po przebudzeniu zwyczajny dzień, jakby się dopiero życie zaczynało. Sny ciążą, zniechęcają, często każą się domyślać Bóg wie czego. Ba, nawet zmuszają do tropienia siebie. Tym bardziej nie lubię czyichś snów, w których się komuś śniłem. Bo co się za tym kryje, że mu się śniłem? Nie mogłem się przyśnić bez powodu, wiadomo. No, i szukaj powodów, zachodź w głowę, dręcz się, że czymś cię chce obarczyć. Ze próbuje coś zrzucić z siebie i przerzucić na ciebie, aby mu lżej było, chociaż tobie będzie ciężej. Zwłaszcza że za sny się nie odpowiada. A może powinno. Może ktoś kiedyś poszerzy odpowiedzialność człowieka za sny. Zresztą już jesteśmy na drodze ku temu. Widzą nas, gdy idziemy ulicą, słyszą nas,gdy mówimy choćby szeptem, a nawet mury naszych mieszkań nie wiadomo, czy jeszcze nas bronią. A przecież jesteśmy zrośnięci z naszymi snami, podobnie jak z myślami, słowami,uczuciami i tak dalej. Do niektórych już się dobrali. Długo więc czekać, jak się dobiorą i do naszych snów.
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Ucho Igielne, 2018)
człowiek powinien się sprawdzać wobec dawnych zdarzeń. . .
Potrzebne mi było zaświadczenie z liceum przy ponownym staraniu się o przyjęcie na studia. I przy okazji zaszedłem do Ucha Igielnego. Pierwszy raz, odkąd spadł z tych schodów.Nie, nie miałem żadnej nadziei, że ją spotkam. Nie wiem nawet, co mógłbym jej powiedzieć. Chciałem jedynie sprawdzić,jak się zachowa moja pamięć wobec tego, co tu się stało, na tych schodach. Człowiek powinien się sprawdzać wobec dawnych zdarzeń, nawet wobec bardzo dawnych, tych sprzed jego życia. A kto wie, czy również nie wobec własnych wyobrażeń'Zwłaszcza że to on mnie namówił, abym poszedł na historię.
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Ucho Igielne, 2018)
może tak się umiera. . .
Uchu Igielnym, wypatrywałem, czy od strony tej doliny wyjdzie, czy od strony miasta będzie schodziła. Byłbym ją w pierwszych słowach powitał:
— Teraz nie zmokniemy.Niestety, i tym razem nie przyszła. Do dziś najgorsze myśli nieraz mną targają, że może tak się umiera. Po prostu nie przyjdzie się, nie odpisze na list, nie podniesie się słuchawki[...]
— Teraz nie zmokniemy.Niestety, i tym razem nie przyszła. Do dziś najgorsze myśli nieraz mną targają, że może tak się umiera. Po prostu nie przyjdzie się, nie odpisze na list, nie podniesie się słuchawki[...]
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Ucho Igielne, 2018)
każdy miałby się do czegoś przyznać. . .
— Ale do czego mam się przyznać?
— To nie moja sprawa, to nie ja mam się przyznać. A prawdę mówiąc, każdy miałby się do czegoś przyznać. Gdybyśmy nawet pierwszych lepszych ściągali z ulicy na przesłuchania. I może kiedyś tak będzie. Na razie mamy ograniczony zakres działań.
— To nie moja sprawa, to nie ja mam się przyznać. A prawdę mówiąc, każdy miałby się do czegoś przyznać. Gdybyśmy nawet pierwszych lepszych ściągali z ulicy na przesłuchania. I może kiedyś tak będzie. Na razie mamy ograniczony zakres działań.
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Ucho Igielne, 2018)
sumienia rzadko się same otwierają, a jeśli, to dopiero na starość. . .
Od tego „hmm” aż się skuliłem w sobie. W takim „hmm”może kryć się nie wiadomo co, nawet oskarżenie, na które nie ma co prawda dowodów, lecz pobrzmiewa przekonanie'że znajdą się, nie wcześniej, to później znajdą się. Później może będzie nawet łatwiej znaleźć. Ulepszą się techniki śledcze, udoskonalą metody badań, pojawi się nowa aparatur, która będzie czytać sama, bez zadawania pytań. I bez Bronki,bo nie trzeba będzie nic pisać, wyświetli się podejrzanego na ekranie. Jeśli ma duszę, będzie i duszę jak na dłoni widać. Cierpliwości, co się oddali, to się i zbliży. A tymczasem nie szkodzi pomarzyć. Przez ten czas i podejrzanemu minie lat,niejednego doświadczy, niejedno zrozumie, może kiedyś nawet z własnej woli przyjdzie i przyzna się, nie trzeba go będzie zatrzymywać, nigdzie wyjeżdżać, niczego śledzić. Będzie się siedziało za biurkiem i przyjmowało winnych jak przy składaniu podań o zapomogi czy mieszkania. Dobrać się tylko do sumień, bo jak do tej pory sumienia rzadko się same otwierają, a jeśli, to dopiero na starość. Może zamiast milicji będą tylko urzędy, biura, wydziały, to i pensje wzrosną. Milicji słabo idzie, zwłaszcza z młodymi. Młodzi to najtrudniejszy materiał do przesłuchań — kręcą, motają, wypierają się,nic dla nich kodeksy, paragrafy, im się wydaje, że młodość na wszystko pozwala. Za nic mają milicję. No, to przekonają się,kiedy będziemy drogowskazem świata.
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Ucho Igielne, 2018)
kto zna dobrze wieczorną ciszę,ten wie, że się ta cisza sama wsłuchuje w człowieka, w jego milczenie, w myśli, życzenia. . .
A gdy musiał już coś rzec, co go dręczyło, nosił się z tym zwykle do spokojnego czasu: żniwa przeczekał, orki i siewy,bo kto ma taką cierpliwość jak on, nie czasem siebie mierzy,ale spełnieniem. I tylko do wieczoru miał zaufanie, gdyż do tych paru swoich słów potrzebował ciszy niezmąconej, jaka jedynie z wieczorem nastaje, ciszy w izbie, w obejściu, we wsi,bo tylko cisza godna jest słów, tylko w ciszy słowa znaczą to,co się przez nie pragnie. A kto zna dobrze wieczorną ciszę,ten wie, że się ta cisza sama wsłuchuje w człowieka, w jego milczenie, w myśli, życzenia. W tej ciszy słychać, jak stół stoi, jak obrazy wiszą na ścianach i jak garnki obsychają na kuchni, a mleko zsiada się w gliniakach, słychać, jak mróz bierze na noc i ogień stygnie pod blachą, jak się nafta w lam-Pie z płomieniem liże, a pisklęta klują się z martwoty w opałce pod stołem. W takiej to ciszy rodzą się przeczucia, szmery przemieniają się w przestrogi, a senność w śmierć.
Wiesław Myśliwski (fragment powieści Nagi sad,1967)
wewnętrzną martwotę. . .
Gdy mówimy o kimś, że jest żywy, to wyrażamy pogląd, iż posiada on wstępną zdolność do kreowania zmiany w swoim otoczeniu społecznym — zmiany w emocjonalnych reakcjach i działaniach innych ludzi. Wypowiadając te słowa, nie myślimy o człowieku, który gorączkowo krząta się organizując różne sprawy. Chodzi nam o aktywność zachodzącą na głębszym poziomie. Większość z nas wie, że lecząc pacjenta, który jest nieustannie zabiegany i zajęty, często odkrywamy w nim wewnętrzną martwotę. Kiedyś prowadziłem analizę kobiety, której życie było pasmem ciągłej aktywności, egzotycznych podróży i zaangażowania w różne nadzwyczajne projekty. W trakcie analizy stało się jednak jasne, że wewnątrz pozostawała martwa —aby sobie z tym radzić, musiała nieustannie uczestniczyć w ekscytujących sytuacjach.
Symington, N., (2013). Narcyzm. Nowa Teoria. Gdańsk: Wydawnictwo Imago.
20 września 2018
wiedza i pamięć. . .
Wszystko, co człowiek może wygrać w grze dżumy i życia, to wiedza i pamięć. Może to właśnie Tarrou nazywał wygraniem partii
Znowu przejechało auto i pani Rieux poruszyła się na swym krześle. Rieux uśmiechnął się do niej. Powiedziała mu, że nie jest zmęczona, i zaraz potem:
- Trzeba, żebyś wyjechał odpocząć tam, w góry.
- Oczywiście, mamo.
Tak, odpocznie tam. Dlaczegóż by nie? Będzie to także pretekst dla pamięci. Ale jeśli to jest właśnie wygranie partii, jak musi być trudno żyć tylko tym, co się wie i pamięta, i bez nadziei.
Znowu przejechało auto i pani Rieux poruszyła się na swym krześle. Rieux uśmiechnął się do niej. Powiedziała mu, że nie jest zmęczona, i zaraz potem:
- Trzeba, żebyś wyjechał odpocząć tam, w góry.
- Oczywiście, mamo.
Tak, odpocznie tam. Dlaczegóż by nie? Będzie to także pretekst dla pamięci. Ale jeśli to jest właśnie wygranie partii, jak musi być trudno żyć tylko tym, co się wie i pamięta, i bez nadziei.
Albert Camus (fragment powieści Dżuma, 1947)
wywołać zniekształconą wizję tego, czym był kiedyś człowiek. . .
Jedyna rzecz, która wywarła wrażenie na wszystkich mieszkańcach, to wprowadzenie zaciemnienia. Od godziny jedenastej miasto pogrążone w całkowitej ciemności stawało się kamienne.
Pod księżycowym niebem wystawiało rzędami swe białawe mury i proste ulice, nieskażone nigdzie czarną plamą drzewa, niezaniepokojone nigdy krokiem przechodnia czy głosem psa. Wielkie ciche miasto było wówczas tylko zbiorowiskiem masywnych i nieruchomych sześcianów, pomiędzy którymi milczące wizerunki zapomnianych dobroczyńców czy wielkich ludzi przeszłości, na wieki wciśnięte w brąz, usiłowały swymi nieprawdziwymi twarzami z kamienia czy żelaza wywołać zniekształconą wizję tego, czym był kiedyś człowiek. Te poślednie bóstwa panowały pod gęstym niebem na martwych skrzyżowaniach ulic, niewrażliwe i prostackie, dość wiernie wyobrażając nieruchome królestwo, do którego wkroczyliśmy, lub przynajmniej jego ład ostateczny, ład cmentarza, gdzie dżuma, kamień i noc zmusiły wreszcie wszelki głos do milczenia.
Pod księżycowym niebem wystawiało rzędami swe białawe mury i proste ulice, nieskażone nigdzie czarną plamą drzewa, niezaniepokojone nigdy krokiem przechodnia czy głosem psa. Wielkie ciche miasto było wówczas tylko zbiorowiskiem masywnych i nieruchomych sześcianów, pomiędzy którymi milczące wizerunki zapomnianych dobroczyńców czy wielkich ludzi przeszłości, na wieki wciśnięte w brąz, usiłowały swymi nieprawdziwymi twarzami z kamienia czy żelaza wywołać zniekształconą wizję tego, czym był kiedyś człowiek. Te poślednie bóstwa panowały pod gęstym niebem na martwych skrzyżowaniach ulic, niewrażliwe i prostackie, dość wiernie wyobrażając nieruchome królestwo, do którego wkroczyliśmy, lub przynajmniej jego ład ostateczny, ład cmentarza, gdzie dżuma, kamień i noc zmusiły wreszcie wszelki głos do milczenia.
Albert Camus (fragment powieści Dżuma, 1947)
na drodze prawdy, skoro walczy przeciw światu. . .
— A więc — powiedział Tarrou. — Dlaczego okazuje pan tyle poświęcenia, jeśli nie wierzy pan w Boga? Może dzięki pańskiej odpowiedzi sam potrafię odpowiedzieć.
Nie wychodząc z cienia, doktor odparł, że dał już odpowiedź, że gdyby wierzył we wszechmogącego Boga, przestałby leczyć ludzi, zostawiając Bogu tę troskę. Ale ponieważ nikt na świecie, nawet Paneloux, choć sądzi, że w Boga wierzy, nie wierzy w niego w taki sposób, ponieważ nikt nie poddaje się całkowicie, on, Rieux, myśli, że tu przynajmniej jest na drodze prawdy, skoro walczy przeciw światu takiemu, jaki jest.
Nie wychodząc z cienia, doktor odparł, że dał już odpowiedź, że gdyby wierzył we wszechmogącego Boga, przestałby leczyć ludzi, zostawiając Bogu tę troskę. Ale ponieważ nikt na świecie, nawet Paneloux, choć sądzi, że w Boga wierzy, nie wierzy w niego w taki sposób, ponieważ nikt nie poddaje się całkowicie, on, Rieux, myśli, że tu przynajmniej jest na drodze prawdy, skoro walczy przeciw światu takiemu, jaki jest.
Albert Camus (fragment powieści Dżuma, 1947)
wiosnę sprzedaje się na targach. . .
Zmiany pór roku czyta się tylko w niebie. Wiosnę oznajmia jedynie jakość powietrza lub koszyki kwiatów, które drobni sprzedawcy przywożą z okolicy: wiosnę sprzedaje się na targach. W lecie słońce zapala zbyt suche domy i pokrywa mury szarym popiołem; wówczas można żyć tylko w cieniu zamkniętych okiennic. Jesienią natomiast potop błota. Pięknie bywa tylko zimą.
Albert Camus (fragment powieści Dżuma, 1947)
w burdelu jest się bliżej życia. . .
- Bo w burdelu jest się bliżej życia niż w klasztorze - mówi Santiago.
-Będą stawiać na nogi całe garnizony, będą śledzić poszkodowanych chłopów — powiedziała Aida. - Susza jest dla nich problemem, dlatego Że może wywołać rozruchy, a nie dlatego że Indianie umierają z głodu. To się nie mieści w głowie!
-Będą stawiać na nogi całe garnizony, będą śledzić poszkodowanych chłopów — powiedziała Aida. - Susza jest dla nich problemem, dlatego Że może wywołać rozruchy, a nie dlatego że Indianie umierają z głodu. To się nie mieści w głowie!
Mario Vargas Llosa (fragment powieści Rozmowa w „Katedrze”, 1969)
nihil admirari. . .
Ogólnie biorąc, aktualna kultura wiedzy całkowicie przyswoiła sobie postawę stoickiego nihil admirari [niczemu się nie dziwić]: choć już starożytne nauczanie mądrości wpajało swoim adeptom regułę,by już niczemu się nie dziwić, maksyma ta osiąga cel dopiero w czasach nowożytnych.
Peter Sloterdijk (Stres a wolność, 2011)
permanentnie prące naprzód systemy troski. . .
Moim zdaniem polityczne duże ciała zwane przez nas społeczeństwami należy w pierwszej kolejności pojmować jako pola sił integrowane przez stres, a ściślej jako samostresujące się, permanentnie prące naprzód systemy troski.
Peter Sloterdijk (Stres a wolność, 2011)
każdego dnia i każdej godziny ... nowe propozycje pobudzenia. . .
Pewien stały, mniej lub bardziej intensywny przepływ tematów stresu musi dbać w niej o synchronizację poszczególnych świadomości, by integrować ludność w odtwarzającej się co dnia wspólnocie troski i pobudzenia. Dlatego współczesne media informacyjne są wprost niezbędne do zapewniania spójności narodowych i kontynentalnych wspólnot stresu. Tylko te media potrafią za pomocą nieprzerwanego strumienia podaży drażniących tematów spinać rozjeżdżające się zbiorowości przeciwstawnymi napięciami. Funkcja mediów w zintegrowanym stresem wielośrodowiskowym społeczeństwie polega na tym, by ewokować i prowokować zbiorowości jako takie, każdego dnia i każdej godziny zapewniając im nowe propozycje pobudzenia — propozycje irytacji, zazdrości, arogancji,mnogość ofert nastawionych na sentymentalizm, lękliwość i niedyskrecję obywateli.
Peter Sloterdijk (Stres a wolność, 2011)
30 sierpnia 2018
oststni promyk nadziei. . .
Przepiłem jedyne 10 oboli
został mi tylko ostatni promyk nadziei
rzuciłem go na bufet
szynkarz nie spodziewał się takiej gratki
znał się na tym, więc poznał w lot
że nie jest to byle jaka sztuka
to nie jest troska wyrobnika
ani kalkulacja kupca
ani niepokój spadkobiercy
ale nadzieja bezwzględna i okrutna
luksusowa
wieloraka
arystokratyczna
nadzieja niszczenia świata
i kreacja idiotycznych ogrodów
o, jak pięknie w palcach tego głupca
lśni mój ostatni promyk nadziei
został mi tylko ostatni promyk nadziei
rzuciłem go na bufet
szynkarz nie spodziewał się takiej gratki
znał się na tym, więc poznał w lot
że nie jest to byle jaka sztuka
to nie jest troska wyrobnika
ani kalkulacja kupca
ani niepokój spadkobiercy
ale nadzieja bezwzględna i okrutna
luksusowa
wieloraka
arystokratyczna
nadzieja niszczenia świata
i kreacja idiotycznych ogrodów
o, jak pięknie w palcach tego głupca
lśni mój ostatni promyk nadziei
1957
Andrzej Bursa
Andrzej Bursa
29 sierpnia 2018
cierpimy (?) na multifrenię. . .
Multifrenia jest terminem zaproponowanym przez Kennetha Gergena (2009). Cierpimy (?) na multifrenię, bo nasze Ja staje się coraz mniej spójne, jest rozbite na szereg różnych jego aspektów. W celu opisu multifrenii Gergen odwołuje się do jeszcze innej metafory, tj. do pojęcia zaludnionego Ja. Według niego nasze Ja jest coraz bardziej zaludnione przez osoby, z którymi się kontaktujemy, poglądy, z jakimi przychodzi nam się konfrontować, cały wachlarz stanowisk, z jakimi codziennie mamy do czynienia. Ma to związek z rozwojem współczesnych technologii, które, jak już pisaliśmy, dosłownie zanurzają nas w morzu różnych opinii, wiadomości, intensyfikują nasze kontakty z innymi osobami. Mówiąc językiem Gergena,im bardziej zaludnione jest nasze Ja, tym trudniej o jego spójność, gdyż brak czasu i wielość stanowisk nie pozwala na ich przyswojenie i zintegrowanie. Ja — w tym ujęciu — staje się pewnym konglomeratem mniej lub bardziej powiązanych przekonań, reprezentacji innych osób, odczuć.
Chrząstkowski, S., Barbaro, B. (2011). Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
człowiek skazany jest na samotne doświadczanie trwogi życia. . .
Ciągła zmiana ma też jednak swoją cenę. Hermans i Dimaggio (2007) uważają, że niepokój jest jednym ze skutków ubocznych globalizacji, w wyniku której ludzie w coraz większym stopniu mają do czynienia z bardzo różnymi perspektywami, punktami widzenia, kontekstami. Oczywiście można by dodać, że epidemie i katastrofy zawsze towarzyszyły ludzkości. Jednak postmoderniści uważają, że lęk w średniowieczu był zorganizowany w bojaźni bożej, a dziś, gdy „Bóg umarł”, człowiek skazany jest na samotne doświadczanie trwogi życia. Ta perspektywa nie jest hasłem antropologów kultury, lecz doświadczeniem jednostkowym. Oto przykład: głupieję w tym świecie. myślę, że coś jest jakieś, a za chwilę wszystko jest inaczej. naprawdę, niczego absolutnie niczego nie można być pewnym. i w ogóle czuję się okropnie. nie ma we mnie żadnych ideatów, żadnych jakichś dążeń,wszystko jest martwe i leniwe (cytuje list czytelniczki Jastrun, 2009).
Chrząstkowski, S., Barbaro, B. (2011). Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
język nie tyle odzwierciedla, ile tworzy rzeczywistość. . .
Przekornie przytoczymy słowa prof. Barbary Skargi (za: Gadacz, 2001, s. 12):
Poglądy tych ludzi [tj. filozofów, którzy identyfikują się z postmodernizmem] bywają bardzo interesujące i pouczające, bo myśliciele ci są na ogół bardzo inteligentni, nie zmienia to jednak faktu, że są ideologami,a szerokiego XX-wiecznego prądu filozoficznego o nazwie postmodernizm po prostu nie ma. [...] Oryginalność tych filozofów ogranicza się właściwie do języka.
Lecz, komentując tę sceptyczną uwagę polskiej filozofki, można by wskazać, że to, co mają do powiedzenia postmoderniści na temat języka, jest w najwyższym stopniu niebanalne. Wskazują, że język nie tyle odzwierciedla, ile tworzy rzeczywistość. Jak to wnikliwie,a zarazem poetycko ujmuje Olga Tokarczuk (2008, s. 5): [...] rzeczywistość jest czymś w rodzaju namiotu rozpiętego na stelażu z pojęć,nawyków myślenia i idei”.
Poglądy tych ludzi [tj. filozofów, którzy identyfikują się z postmodernizmem] bywają bardzo interesujące i pouczające, bo myśliciele ci są na ogół bardzo inteligentni, nie zmienia to jednak faktu, że są ideologami,a szerokiego XX-wiecznego prądu filozoficznego o nazwie postmodernizm po prostu nie ma. [...] Oryginalność tych filozofów ogranicza się właściwie do języka.
Lecz, komentując tę sceptyczną uwagę polskiej filozofki, można by wskazać, że to, co mają do powiedzenia postmoderniści na temat języka, jest w najwyższym stopniu niebanalne. Wskazują, że język nie tyle odzwierciedla, ile tworzy rzeczywistość. Jak to wnikliwie,a zarazem poetycko ujmuje Olga Tokarczuk (2008, s. 5): [...] rzeczywistość jest czymś w rodzaju namiotu rozpiętego na stelażu z pojęć,nawyków myślenia i idei”.
Chrząstkowski, S., Barbaro, B. (2011). Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
ucieczka od własnej zbędności. . .
Idea cywilizacji, postępu, kult człowieczeństwa i przyszłości to mity, za pomocą których człowiek schlebia samemu sobie, to jego ucieczka od własnej zbędności.
Emil Cioran (Dywagacje, 1945-1946)
Subskrybuj:
Posty (Atom)