23 września 2014

chlupało im w międzykroczach z suczego uwielbiania. . .

I to on to sprawił, ten ciemny chuj morowy, w generalskim, zalepionym orderami mundurze. Muzyka rwała kiszki na niebiańskie flagi, sztandary i chorągwie ku czci(...)
(...)
Cóż dopiero działo się z babami!! Strach pomyśleć po przejeździe Jego Jedyności przez ulicę wszystkie musiały majtki zmieniać jak jedna. Aż chlupało im w międzykroczach z suczego uwielbiania. I bardziej chwytało niż najpiekielniejszy hałas ponurej dźwiękojebni  samego Tengiera.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

wstrętnym jest i w życiu, i w literaturze. . .

Uwaga
"Cóż można powiedzieć ciekawego o człowieku szczęśliwym odproblemionym, któremu wszystko w życiu się udaje? Wstrętnym jest i w życiu, i w literaturze dla wszystkich. Pastwić się nad "nieudacznikami", którzy pust płaczut potem - oto wdzięczne zadanie dla literatnika.(...)

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

22 września 2014

siebie wyrzygać prosto w nicość. . .

Ha - gdyby można czasem całego siebie wyrzygać prosto w nicość, nie przestając przy tym istnieć! Cóż to byłaby za frajda!

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

cały pasztet we łbie. . .

To ona temu winna - matka - ona jest wariatka. To po niej ma ten cały pasztet we łbie. A jednak ani na chwilę nie chciałby być kimś innym.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

w grzęzawisku lubieżnej aury. . .

Właśnie przez swój kontrast z tą włanią, chełbią i drętwotą czy też po prostu wybryndowaną bledzią z metafizycznych burdelów samej Astoreth. Rozparta w grzęzawisku lubieżnej aury siedziała na wiotkim foteliku, wznoszące się w wymiarach ducha jak niedostępna turnia zamykająca wejście z wąwozów wiecznego upodlenia i "sromu" (tak - okropne!!), sama rysując się na zaświatowym niebie odwiecznych tajemnic (osobowości, płci, śmierci no i nieskończoności), skąpana w blasku zachodniej swej, ale tout de meme niepospolitej, zaiste niekobiecej e n t e l i g e n c j i(...)

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

21 września 2014

bezwyjściowe wąwozy, w których czatowała zawsze brzydka samobójcza śmierć. . .

Nudy bał się najgorzej. Jeszcze nie dosięgał jej szczyrów, ale znał już dobrze jej boczne, okropne, bezwyjściowe wąwozy, w których czatowała zawsze brzydka samobójcza śmierć człowieka na śmierć znudzonego, zatrutego niespełnionym życiem i niedorosłą do niego samego twórczością. Bo mimo iż był na szczytach, wewnętrzna ambicja kazała mu pchać się jeszcze wyżej, gdzie mógł się dostać, zabiwszy wprzód ciało, jako czysty duch.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

nie stracić tej linii, na której się powodzenie zarysowało. . .

Ma wtedy ciągle ten problem, co artysta z powodzeniem - jak tu nie stracić tej linii, na której się powodzenie zarysowało. I zaczyna się wtedy powtarzać siebie w coraz bledszych odbitkach zamiast szukać nowych dróg - traci się swobodę i natchnienie i kończy się prędko - chyba że się jest prawdziwym tytanem.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

sra po prostu nieskończonością. . .

Ale na dnie jego wesołej, jak pies spuszczony z łańcucha, duszy drzemało zawsze N i e o c z e k i w a n e - coś tak piekielnego, że myśleć o tym bał się nawet w chwilach męczących, syntetycznych jasnowidzeń, kiedy zdawało się, że sra po prostu nieskończonością w sam pępek wszechświata.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

zaświatowej ponurości objawień ostatecznych. . .

Uczyła go używać siebie i potęgować nikłą i nędzną swędzeniowatą przyjemnostkę elementarną do granic metafizycznego bólu i zaświatowej ponurości objawień ostatecznych, poza którymi była już tylko śmierć, jedyna wybawicielka z rzeczy zbyt głębokich.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

zbytecznej i sztucznej konstrukcji pojęć. . .

I żeby tysiąc Jamesów powiesiło się na własnych mózgach, to problem ten wiecznym będzie, a nieprzyjęcie bezpośrednio danej jedności osobowości doprowadzi zawsze do bardzo kunsztownej może, ale zbytecznej i sztucznej konstrukcji pojęć, która nic istoty rzeczy nie wyjaśni. Dosyć.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

chłopczykowatych nieudolności. . .

Przede wszystkim zatrzeć jakimś czynem wściekłym i "nadnaturalnym" kompromisową obrzydliwość leśnej scenki z Tengierem i chłopczykowatych nieudolności u samego progu raju.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

dobra w swoim wyłudzaniu. . .

- ...rozbierz się. Takie śliczne masz ciałko. (Rozbierała go powoli). A jakie silne. Jakie muskuły - to zwariować można. To jest spinka - tu ją kładę. Ty mój biedny kochany impotencie. Ja wiem - to dlatego, że się przeczekał. A co to za plamka? (Głos jej zadrżał). A - zonanizował się mój chłopczyk. A to nieładnie. Trzeba było zachować dla mnie. A teraz flak. Ale to o mnie myślałeś, prawda? Ja cię oduczę tego. Nie wstydź się. Cudny jesteś. Nie bój się mnie.
(...)
A on, mężczyzna na skraju upadku, broniący siebie przed przekleństwem całego życia (szczęście czy nieszczęście to prawie wszystko jedno, z wyjątkiem niezmiernie krótkich chwilek złudzenia), mimo że już potencjalnie upadły i staczający się po pochyłości, walczył instynktem samej osobowości przeciw wielości istnień i stada, które ona z konieczności metafizycznej tworzy. Rozrywało go wprost na wszystkie strony. Dusił się, wymiotował do wewnątrz, i prychał, i parskał, ujrzawszy przed sobą to, czego się obawiał najwięcej. Nie miał najmniejszej chęci zrobienia jej przyjemności, nie mówiąc już o tym, jak nie doceniał tego co danym mu było oglądać. Jakiś potwór rozcieniający rudym włosem (księżna pogardzała wszelką nienaturalnością),dziwny, wstrętny, różowawy, pachnący piekłem (chyba) i świeżością morza, i najlepszym tytoniem od K. i utraconym na wieki życiem - to właśnie i ten brzuch niby zwykły, a tak świętokradczo-poddańczo delikatnie wypiętrzony jak kopuła jakaś zakazana wschodniej świątyni; i piersi jak białe dagoby, których szczyty oświetla wschodzące słońce; i te biodra, znane skądś, może z podświadomych marzeń, obce i bliskie, i takie, że nie im poradzić nie może w ich piękności i nic z nimi zrobić, psiakrew, nie można i trwają tak na mękę i wstyd dla wszystkich. I do tego ta twarz, ta morda piekielna!... I miłość.
(...)
I do tego ona, taka dobra w swoim wyłudzaniu, jak mleczna czekolada, jak bezwstydna krowa jakaś, a nie człowieczyca, samica jelenia, krokodyla czy kapibary...

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

20 września 2014

nie mogę odłożyć godziny śmierci. . .

(...)nawet dla przyjemności sądu nie mogę odłożyć godziny śmierci. Do widzenia państwu.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy
(wynotowane ze sztuki Szalona lokomotywa, 1922)
   
   
   

z tego wszystkiego nic nie pozostanie. . .

Cóż to za rozkosz jest stworzyć coś doskonałego, odrębnego w sobie, istniejącego własnym życiem. Za tę cenę można się bez bólu wyrzec wszystkości. Ale znowu jeśli się weźmie pod uwagę to, że słońce zgaśnie i w ogóle z tego wszystkiego nic nie pozostanie, to może nie jest to tak bardzo ważnym, aby być czymś(...)

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

w tej tolerancji. . .

W tej tolerancji jest już cała nicość jego wiary.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

bydlęcą szczęśliwość po odwaleniu pewnej ilości godzin. . .

Jakie miało być to "odrodzenie", nikt nie wiedział i nie dowie się nigdy, aż po czasy zgaśnięcia słońca. Chyba że odrodzeniem będziemy nazywali: spokój, brak wszelkiej twórczości, z wyjątkiem udoskonaleń technicznych, i bydlęcą szczęśliwość po odwaleniu pewnej ilości godzin mechanicznej pracy.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

kłębiące się wokoło zapytania. . .

Jeden tylko był człowiek predestynowany na to, by choć w przybliżeniu odpowiedzieć jakimś piekielnym czynem na kłębiące się wokoło zapytania przerażonego samym sobą losu.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

drogę, na której można się tylko okłamywać do końca. . .

On jest koniecznością dla siebie tylko dlatego, że jest artystą.
(...)
Pozornie głębokie nieokreśloności. Nie - ja wolę myśl - ale jaką? Swojej nie mam nawet w zalążku. Co myśleć?! Boże!! Nie natrafić na złudną drogę, na której można się tylko okłamywać do końca życia. Objawienie - ale któż zaręczy, że to, które napotkałem czy, które na mnie spada, właśnie jest prawdziwe? Poczuł, że tylko wytężenie się do krańców możliwości, ofiara z siebie, askeza bezwzględna, wyrzeczenie się tego właśnie, co go dziś nieodwołalnie czekało i tak pięknie nęciło złą rozkoszą (zdawało się to, nie wiadomo jakim sposobem, zaprzeczeniem spuszczania psa z łańcucha), może mu otworzyć tamten świat. Ha, to było ponad siły. W tej chwili zrezygnował z poznania na całe życie.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

początki bzika. . .

- Chwila objawienia albo, jak się to mówi teraz, początki bzika(...)

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

echo. . .

Echo jest bardzo głupie
nie ma do powiedzenia nic własnego
nie umie nawet
powtarzać słów prawidłowo:
gdy wołasz LUBIĆ
echo powiada BIĆ

Czy to dlatego
człowiek
jest tak zachwycony echem?

                                                 Maria Wine

 
 

wszystko nie to już. . .

Z "Porannych piosenek kąpielowych Stasia"

Wszystko nie to już
Gdyby nowy sojusz
Zawrzeć tak z kimś nieznacznie,
Byczo się bawić,
W rozkoszach się pławić,
Żyć pięknie, a nawet dziwacznie.
Tak by się chciało,
By komuś tak stało,
Że ktoś ten koniecznie coś by dał -
By wić się w dostatku,
Mieć róże w zadku
(Samochód też by się przydał)

                                                Witkacy
 
 
 

19 września 2014

idealnie dopasowana do narzędzia funkcja nie jest niczym psychologicznie ciekawym. . .

Muszę zobaczyć, co jest poza tym, a to, że to czytać będzie banda dzisiejszych, niegodnych prawdziwej twórczości, półzmechanizowanych bydląt z pretensjami na półbogów i paru może mądrych ginących ludzi, których pewno osobiście nie poznam, co to mnie, m n i e obchodzić może?! Ja nie mam zamiaru być tym wytwórcą wzmacniających zastrzyków dla zdychających narodowych uczuć czy degenerujących się społecznych instynktów, tych wymierających robaków na resztkach zgniłego ścierwa wspaniałego bydlęcia z dawnych wieków. Ja nie chcę opisywać tych ludzi przyszłości, od których wieje pustka bydlęcego zdrowia. Co o nich w ogóle ktoś naprawdę inteligentny powiedzieć może - o tych, co, jak szpada w pochwę czy klejnot w futerał, wchodzą w swoje przeznaczenie. Idealnie dopasowana do narzędzia funkcja nie jest niczym psychologicznie ciekawym, a powieść epicka jest dziś fikcją bezpłodnych grafomanów. A najciekawsze jest a b s o l u t n e (!) niedopasowanie człowieka do funkcji istnienia.

Stanisław Ignacy Witkiewicz / Witkacy 
(fragment powieści Nienasycenie, 1930)
   
   
   

18 września 2014

doznałem kota. . .

Jadłem torcik. Przestałem jeść, gardło mi się ścisnęło, z pełnymi ustami przyglądałem się… temu… temu… jak to nazwać? Zwrot do wewnątrz, okropność własna, własny brud, własne zbrodnie, zamknięcie w sobie, skazanie na siebie, och, wsobność! Swoje! I błyskawicznie: to musi doprowadzić do kota, kot tuż, tuż… i zaraz kot mi wylazł, doznałem kota. Doznałem kota pogrzebanego, kota zaduszonego — powieszonego między wróblem i patykiem, które tam były nieruchome i narastały swoim bytem, natężały się własnym bezruchem w miejscu pozostawionym, opuszczonym. Diabelska przekora! Im dalej, tym bliżej! Im bardziej błahe, niedorzeczne, tym natrętniejsze, potężniejsze! Cóż za pułapka, co za urządzenie piekielnie złośliwe! Co za potrzask!

Witold Gombrowicz (fragment powieści Kosmos, 1965)
   
   
   

stało się podobne do niej. . .

A jeśli to ona? Jeśli ona zamordowała kota? Wiedziałem przecież, kto zamordował, ja zamordowałem — ale tym swoim „Leon” skierowała na siebie spojrzenia, a nacisk Leona jakby odnalazł właściwy kierunek i na nią runął. Mnie, mimo wszystko, zdawało się, że ona mogła, że jeśli waliła młotem w furii to mogła z tej samej furii i kota… i to stało się podobne do niej, do jej krótkich kończyn i grubych przebugów, tułowia krótkiego, a rozłożystego, i obfitego w matczyne łaski — tak, ona mogła — to wszystko razem, tułów, kończyny etc, to mogło udusić i powiesić kota!

Witold Gombrowicz (fragment powieści Kosmos, 1965)
   
   
   

rój. . .

Tak to ów zbieg okoliczności był w części (och, w części!) przeze mnie spowodowany — i to właśnie było trudne, okropne, mylące, to że ja nie mogłem nigdy wiedzieć w jakim stopniu jestem sam sprawcą kombinujących się wokół mnie kombinacji, och, na złodzieju czapka gore! Gdy się zważy, jak olbrzymia ilość dźwięków, kształtów, dochodzi nas w każdym momencie istnienia… rój, szum, rzeka… cóż łatwiejszego, jak kombinować! Kombinować! To słowo zaskoczyło mnie przez sekundę, jak dzikie zwierzę w ciemnym lesie, ale zaraz utonęło w rozgardiaszu siedmiu osób siedzących, mówiących, jedzących, kolacja odbywała się nadal,

Witold Gombrowicz (fragment powieści Kosmos, 1965)