14 listopada 2014

po skrzypiącym, zmarzniętym śniegu wzdłuż zamarzniętej rzeki. . .

A teraz szedłem po skrzypiącym, zmarzniętym śniegu wzdłuż zamarzniętej rzeki, wiatr szeleścił w jasnej trzcinie, gile norweskie pozwoliły mi dojść do zmarzniętych krzaczków ostu i odleciały na dalsze osty, wyznaczając w powietrzu swymi ceglastoczerwonymi gardziołkami czerwone girlandy. Za zamarzniętą rzeką wznosił się czarny las. Szedłem tak w oficerkach i białych skarpetach, przemierzając okolicę, którą kocham już szósty rok, okolicę monotonną i dzięki temu przepiękną, równinę, którą można iść i już nic wokół siebie nie widzieć, tylko rozmawiać z sobą samym albo pozwolić, niech sobie dusza rozmawia z duchem i żywiołami.

Bohumil Hrabal (fragment ballady Auteczko, 1983)
   
   
   

zgubisz ich — i siebie. . .

A może udało nam się przeniknąć do głębi k o g o ś? W takim razie najlepiej dla niego, żeby zniknął. Wszyscy żyjący noszą maski — nie tle w skutek reakcji obronnej, ile ze wstydu, z pragnienia ukrycia swej nierzeczywistości. Zedrzyj je, a zgubisz ich — i siebie. Zaiste, nie jest dobrze marudzić zbyt długo pod Drzewem Poznania.

Emil Cioran (fragment pisma filozoficznego Upadek w czas, 1964)
   
   
   

wyimek z wiersza. . .

   - Cudze chwalicie, swego nie znacie, jak powiada przysłowie... - zakpił wicedyrektor.
   - Ściśle rzecz biorąc - pośpieszyłem ze sprostowaniem - nie jest to przysłowie, lecz wyimek z wiersza Stanisława Jachowicza, innego naszego wielkiego poety. Wie pan, panie dyrektorze, tego, co napisał „Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku”, na pewno pan czytał...

Antoni Libera (fragment powieści Madame, 1997)
   
   
  

i w cipie. . .

(...)jak masz pan pecha, to i w cipie nadziejesz się pan na gwoździa...

Bohumil Hrabal (fragment ballady Auteczko, 1983)
   
   
   

pollock ... po tym, jak namalował to, co w życiu widziałem najpiękniejszego. . .

mój ukochany Jackson Pollock, mój autor malarstwa gestu, dripping, malarz, który po tym, jak namalował to, co w życiu widziałem najpiękniejszego, po tym, jak wypił cysterny whisky i wypalił kilka ziemskich obwodów papierosów Pall Mail, zjadł kolację w barze „Cedar 5" i rozpędził gdzieś tego swojego grata tak, żeby ciałem i całą duszą zaznać tego, czego na mnie próbowało to moje nieudolne przeznaczenie, aby uderzyć tak, żeby zginąć na miejscu.

Bohumil Hrabal (fragment ballady Auteczko, 1983)
   
   
   

zupełnie mokry od potu i osłabiony rozmyślałem o niebycie. . .

W tym czasie prawie przez cały rok wstawałem mokry od potu, zataczałem się i szybko naciągałem na siebie to, co niezbędne, i wychodziłem jeszcze przed brzaskiem, spacerowałem i byłem bliski tego, co mi przepowiedziała wróżka Marzenka, która zanim umarła, zostawiła mi tutaj torbę z łyka z dwoma zielonymi okrągłymi uchwytami, wróżka Marzenka, która mi przepowiedziała, że się powieszę na wierzbie nad potokiem...
(...)


   W tamtych dniach z powodu kotów chciałem popełnić samobójstwo. Przychodziły do mojego łóżka zawsze nad ranem, dokładnie wtedy, gdy zupełnie mokry od potu i osłabiony rozmyślałem o niebycie, lecz nie przychodziły, żeby robić mi wyrzuty, siadały tylko i patrzyły na mnie, a ja w tym półśnie nie byłem w stanie odwrócić od nich oczu i wszystkie te martwe kotki i kocięta dobijały mnie samym spojrzeniem.

Bohumil Hrabal (fragment ballady Auteczko, 1983)
   
   
   

w każdej z tych przerw, tkwiła kocia głowa, pięć kocich łebków patrzyło za mną. . .

Szedłem dróżką pod świerkami, potem przez furtkę na aleję, a kiedy odwracałem się ostatni raz, zawsze widziałem to samo i zawsze się tego bałem. Między sztachetkami płotu, w każdej z tych przerw, tkwiła kocia głowa, pięć kocich łebków patrzyło za mną i życzyło sobie tego, co było już nieodwracalne, żebym wrócił i żebyśmy znów wszyscy znaleźli się w pokoiku przy ciepłym piecu... No i w Pradze zdarzało mi się, że kiedy już byłem na dnie, gdy już nie mogłem pisać i odzyskać równowagi, bo przepełniały mnie lęk i samotność, wtedy wskakiwałem do autobusu i przez cały czas godzinnej jazdy przez zasypaną śniegiem krainę paraliżowała mnie myśl, czy koty są jeszcze na świecie. Później na miękkich nogach szedłem aleją, a gdy wszystkie koty wybiegły mi naprzeciw, brałem jednego po drugim na ręce i przyciskałem sobie do czoła, tak jakoś mnie kocie futerka leczyły z tych moich kaców i chandr, przyciskałem je sobie znowu i znowu, a one o tym wiedziały i przytulały się do mnie. Potem rozpalałem w piecu, rozdawałem im kawałki mięsa i rozlewałem mleko.

Bohumil Hrabal (fragment ballady Auteczko, 1983)
   
   
   

kto miewa zły nastrój, jest wybrańcem bogów. . .

   Bywa pan w złym nastroju?
   Gdybym nie bywał, musiałbym go w sobie sprowokować. Przecież najpiękniejszy w człowieku jest zły nastrój, człowiek, który już dalej nie może, który wbrew sobie wygłasza antypaństwowe przemówienia, gdy jego mózg i wola są zablokowane, kiedy człowiek jest down i hin, nagle, gdy rozmyśla o niebycie, dostrzega promyk, i ja zdążam ku temu świeżemu obrazkowi, jakbym patrzył na dopiero co narodzone dziecko, a ludzie wokół mnie hałasują i rozprawiają, lamentują nade mną, lecz ja czuję, że jestem uratowany, że gdybym nie miał tak podłego nastroju, zostałbym wydziedziczony, odsunięty, wykreślony ze spółdzielni zrzeszającej wszystkich ludzi, którzy są albo myślą, że są odrobinę trąceni imbecylizmem, że są poetami. Kto miewa zły nastrój, jest wybrańcem bogów, taki człowiek jest w stanie odrodzić się, odmłodnieć. Gdybyśmy sięgnęli do książek medycznych, znaleźlibyśmy określenia ludzi, którzy potrafią się cieszyć i śmiać jak dzieci, a zaraz potem wpadać w zły nastrój i posępnieć! Maniak depresyjny! A pisarz, o ile nie odgrywa przedstawienia, zachowuje się zupełnie jak dziecko. Żebym się mógł rozchmurzyć, żeby mi się trochę lepiej myślało, muszę mieć naprzód bardzo zły nastrój.

Bohumil Hrabal (fragment ballady Auteczko, 1983)
   
   
   

muszę uważać, żeby nie umrzeć. . .

(...)czasem czuję, że na horyzoncie w mojej głowie rozrasta się chmura, w miarę jak potężnieje, przebijają się przez jej powłokę obrazy i ja już muszę uważać, żeby nie umrzeć, bo widzę, że to są te moje rzeźne krowy, te moje cielęta przeznaczone do zimnego wychowu, ze tam są moje rzeźne wieprzki, wszystko, co odbywa się podczas uboju, zagraża mojemu życiu...

Bohumil Hrabal (fragment ballady Auteczko, 1983)
   
   
   

tak dobry albo tak zły, że do życia nie potrzebuję żadnego poglądu. . .

   Z czego bierze się u pana tak życzliwe spojrzenie na ludzi, na świat?
   Z tchórzostwa. Jak ktoś jest mądrzejszy niż ja, grzecznie wypytuję go o to, czego nie wiem. Kiedy ktoś jest silniejszy niż ja, żeby mi nie dal po gębie, chwalę jego fizyczną sprawność i staję się jego przyjacielem. Λ kiedy ktoś jest ładniejszy niż ja, takich ludzi jest na szczęście mało w środkowej Europie, oświadczam mu, że jest wprawdzie najładniejszym człowiekiem w naszym kraju, ale że zaraz za nim jestem ja. Więc ludzie mnie lubią, a ja współczując im, staję się nimi, i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby któryś z nich nie został mną. Ale przede wszystkim tak uważnie słucham innych, że choć miałem przeciwne zdanie, utożsamiam się z takim człowiekiem, dla którego jego pogląd jest alfą i omegą jego życia. I jeszcze go utwierdzam w tym poglądzie, który być może rai szkodzi. Ja już bowiem jestem w tym tak dobry albo tak zły, że do życia nie potrzebuję żadnego poglądu. Ze mnie jest poniekąd voyeur, tylko patrzę i dziwię się temu, co widzę. Raczej dodaję odwagi do życia innym. Ja mianowicie na początku moich studiów uniwersyteckich poszedłem się zapisać na wykłady pana Fischera o Arturze Schopenhauerze i potem nie opuściłem ani jednego. Nauczyłem się tego, co było w jakiś sposób sprzężone z tym, co już miałem w genach. Za dużo nie chcieć, raczej odwrotnie. Ale wydajnie patrzeć, nawet przez zamknięte powieki introwertycznie patrzeć, widzieć. Potem zakochałem się i kocham go do dzisiaj: Ladislava Klimę... Zwycięstwo składa się wyłącznie z bicia, a wszystko jest jedynie zabawą... Stąd to moje życzliwe spoglądanie na świat, ja, tak jak mój stryj Pepin, nawet kiedy przegrywam, to nieustannie odnoszę zwycięstwo.

Bohumil Hrabal (fragment ballady Auteczko, 1983)
   
   
   

jestem na świecie tylko urlopowany przez grabarza. . .

   Lubi pan którąś ze swoich książek bardziej niż pozostałe?
   Sprzedam dom, w którym już nie chcę mieszkać. Dlatego, że lękam się jej, zupełnie tak samo jak tych książek, które wkrótce mają się ukazać. To już nie są żarty, bo ja mam ciągle wrażenie, że jestem na świecie tylko urlopowany przez grabarza, więc piszę, oddaję teksty, potem jedna korekta, jeszcze jestem na świecie?, druga korekta, co to, jeszcze nie umarłem? A potem niby uderzenia w bęben w Tragedii fatalistycznej na kotły, sygnał, a potem to, czego się najbardziej bałem i boję, ukazuje się książka, cieszyłem się do ostatniej chwili, że może wykituję, ale wyszedłem z tego, w pełni pojmuję swoją odpowiedzialność za kolejkę w księgarni, swoją odpowiedzialność za to, co tam napisałem, kogo obraziłem. Ale najbardziej lubię te książki, które wyjdą w tym czy w przyszłym roku, bo najpierw chcę z ich powodu umierać, a potem, kiedy się ukażą, zmartwychwstaję i muszę do dna wypić to piwo, którego sobie nawarzyłem.

Bohumil Hrabal (fragment ballady Auteczko, 1983)
   
   
   

09 listopada 2014

z nienapisanej teorii snów. . .

                                                              Pamięci Jeana Améry
I
Oprawcy śpią spokojnie sny mają różowe
poczciwi ludobójcy którym już wybaczyła
krótka ludzka pamięć - obcy i plemieńcy

łagodny wiatr obraca kartki rodzinnych albumów
okna domu otwarte na sierpień cień jabłoni w kwiatach
pod którą się zgromadził zacny ród
bryczka dziadka wyprawa do kościoła
pierwsza komunia pierwszy uścisk matki
ognisko na polanie i niebo gwiaździste
bez znaków i tajemnic bez apokalipsy
więc śpią spokojnie sny mają pożywne
pełne jadła napojów tłustych ciał kobiecych
z którymi gry miłosne w gąszczach zagajników
a nad tym wszystkim płynie głos niezapomniany
głos czysty jak źródło niewinny jak echo
o chłopcu który spotkał różę na łące pośród wrzosów

dzwon pamięci nie budzi widm ani koszmarów
dzwon pamięci powtarza wielkie odpuszczenie

budzą się wcześnie rano pełni woli mocy
starannie golą kupieckie policzki
resztę włosów układają jak wieniec laurowy
pod wodą zapomnienia która zmywa wszystko
namydlają swe ciało mydłem marki Macbeth

2
Dlaczego sen - schronienie wszystkich ludzi
odmawia swojej łaski ofiarom przemocy
dlaczego w nocy krwawią wśród czystej pościeli
i wchodzą w swoje łóżka jak do sali tortur
jak do celi śmierci jak w cień szubienicy
przecież i oni mieli matkę i widzieli
las polanę niebo jabłoń w kwiatach różę
kto wygnał to wszystko z zakamarków duszy
oni także przeżyli chwile szczęścia więc dlaczego

ich wycie budzi w nocy niewinnych domowników
i zrywają się raz jeszcze do szalonej ucieczki
tłukąc głową o ścianę a potem już nie śpią

wpatrzeni tępo w zegar który niczego nie zmieni

dzwon pamięci powtarza wielkie przerażenie
dzwon pamięci bije niezmiennie na trwogę

zaiste ciężko wyznać oprawcy odnieśli zwycięstwo
ofiary na całą wieczność życia są już pokonane

więc muszą sami ułożyć się z tą karą bez winy
z blizną wstydu odciskiem palców na policzku
podłą wolą przeżycia pokusą wybaczenia

a opowieść o piekle budzi już słuszny niesmak

nie ma już teraz miejsca gdzie by zanieść skargę
niepojęte wyroki feruje trybunał snów

                                                                       Zbigniew Herbert (z wierszy rozproszonych)
     
 
 
 

08 listopada 2014

oko trę, że mam ból. . .

Oko trę, że mam ból.
Taki los. Komu żal?
Oko trę, pali sól.
O, madame, kulą wal!
Ile trosk, ile burz,
a ma krew kipi, wre.
O madame! Oto nóż.
O madame! Oto mrę.

O, cotrain, je m’emboulle,
taquilosse, comme ou jalle,
o, cotrain, palisoule,
om, madame, coulon valle!
Il est trosque, il est bouge,
à ma créve, qui pis vrai.
O madame, o, tonouche,
o madame, o tomb rain!

                               Julian Tuwim
   
   
   

05 listopada 2014

dzięki przykładom ponawianym nieustannie przez poetów. . .

Czy bardziej był przekonany o estetycznej wartości tego widoku? Niewątpliwie, dzięki przykładom ponawianym nieustannie przez poetów, znajdujących się w delirycznym szale przywiązania lub w poniżeniu odepchnięcia, którzy opiewali płomienne przychylne gwiazdozbiory lub chłód satelity ich planety.

James Joyce (fragment powieści Ulisses, 1922) 







04 listopada 2014

kultywuje problematyczne tęsknoty. . .

   — Byłoby ciekawsze usłyszeć, co by powiedział dowiedziawszy się, że dzielisz kabinę z obcym architektem.
   — Który używa błękitnych piżam, kultywuje problematyczne tęsknoty i jeszcze bardziej problematyczne nadzieje.

Julio Cortázar (fragment powieści Wielkie wygrane, 1960)
   
   
   

jedna z nadziei podróży. . .

Lektura, jedna z nadziei podróży. Czytać w łóżku, nie mając nic innego do roboty.

Julio Cortázar (fragment powieści Wielkie wygrane, 1960)
   
   
   

dwa sprzeczne sposoby intensyfikowania chwili bieżącej. . .

   — Rzecz polega na tym, że nie wszyscy lubią ostre sosy — powiedział Medrano. — Prawdopodobnie istnieją dwa sprzeczne sposoby intensyfikowania chwili bieżącej. Nasze władze wybrały całkowite zniesienie jakichkolwiek związków z przyszłością, usiłując budować negatywną tajemnicę. Przewidujący niepokoją się, rzecz jasna, ale ja na przykład czuję zaostrzenie się tego absurdalnego czasu teraźniejszego, po prostu się nim napawam.
   — I ja 'także — powiedziała Klaudia. — Po części dlatego, że w ogóle nie wierzę w przyszłość. To, co przed nami ukrywają, nie jest niczym więcej niż przyczynami teraźniejszości. Może sami nie mają pojęcia, ile magii zawierają ich biurokratyczne tajemnice.

Julio Cortázar (fragment powieści Wielkie wygrane, 1960)
   
   
   

jest jak należy, nie uważa pan?. . .

   — Jak dotąd idzie doskonale — powiedział doktor Restelli do Persja. — Wszystko jest jak należy, nie uważa pan?
   — Może nie tak zupełnie, skoro nalega pan, bym coś powiedział.

Julio Cortázar (fragment powieści Wielkie wygrane, 1960)
   
   
   

należało mi się zmęczenie. . .

(...)zamykała mieszkanie i pisała pożegnalne kartki, na które zawsze brak konceptu... Teraz wypocz- nie aż do znudzenia. Od dawna należał jej się wypoczynek. „Od dawna należało mi się zmęczenie, po którym mogłabym wypocząć" — poprawiła się, żonglując słowami.

Julio Cortázar (fragment powieści Wielkie wygrane, 1960)
   
   
   

03 listopada 2014

trudny jest do zniesienia na każdym stanowisku. . .

Człowiek o ciasnych horyzontach trudny jest do zniesienia na każdym stanowisku, gdzie piastuje władzę, zaś najstraszliwszy bywa w wojsku.

Stefan Zweig (fragment powieści Niecierpliwość serca, 1927)





wzgardzoną przyjaźń. . .

   Ciepły blask słońca, weselący się ponad morzem. Niklowana miseczka do golenia lśniła zapomniana na obramowaniu. Dlaczego mam ją znosić na dół? Albo pozostawić ją tu na cały dzień, wzgardzoną przyjaźń?
   Podszedł ku niej i przez chwilę trzymał ją w dłoniach, czując jej chłód i wdychając zapach lepkiej piany, w której tkwił pędzel. Tak samo niosłem trybularz z kadzidłem wtedy, w Clongowes. Jestem inny teraz, a jednak taki sam. Także sługa. Sługa sługi.

James Joyce (fragment powieści Ulisses, 1922) 






eucharystynka. . .

- Bo to, o najmilsi, jest rzeczywista Eucharystynka: ciało i dusza i krew i o rany.

James Joyce (fragment powieści Ulisses, 1922) 






republika bez poetów. . .

Władcy pewnej republiki doszli do przekonania
Że bez poezji można się zupełnie dobrze obejść
Że poezja jest niepoważna a przy tym kosztowna
Bo niczego nie stwarza nie produkuje nie pomnaża
Jest więc niepotrzebna
A pewien teoretyk nawet udowodnił
Że wszystko co zbędne nie jest obojętne
Może być wręcz szkodliwe
Więc lepiej dla pewności poezję skasować

Niektórzy poeci jeszcze pisali
Ale nikt ich nie drukował
Więc po pewnym czasie zamilkli
Stali się poetami bezrobotnymi
Chodzili po mieście oglądali wystawy
Kupowali na targu marchew i ziemniaki
Nie było ich stać na pomarańcze i cytryny
Bo żyli ze skromnych zasiłków
Które przysługiwały wszystkim
Gdyż republika mieniła się państwem
Sprawiedliwości społecznej
Więc liczyli pieniędzy narzekali na drożyznę
Czasem mylili się albo robili zakupy lekkomyślne
Bo myśli im jeszcze uciekały
Do kwiatów dziwnych uczuć niebieskich migdałów
Miłości do zwierząt a nawet kamieni

Republika bez poetów zupełnie dobrze prosperowała
I to dosyć długo trwało
A pieniądze zaoszczędzone na poezji
Przeznaczono na widowiska i gmachy parady i zbrojenia
Aż pewnego dnia zaczęło się coś psuć w republice
Były to zmiany zrazu drobne prawie niedostrzegalne
Jakieś małe rysy pęknięcia plamy i szczeliny
Potem zaczęły powstawać przerwy między zdaniami
A nawet słowami
Które nie wiadomo było czym wypełnić
W końcu doszło do tego
Że zaczęły rozsuwać się domy
Pustoszały place rozchodzili się ludzie
Zamykali w swoich mieszkaniach i milczeli
Cierpieli bez współczucia umierali bez pożegnania
I nikt nie umiał powiedzieć co się stało

A potem było już za późno
Bo starzy poeci wymarli a nowi się nie narodzili
I nie było nikogo kto umiałby nawiązać te związki zerwane
Między ludźmi a ludźmi ludźmi a zwierzętami
Drzewami kamieniami chmurami ptakami
Rzeczami a rzeczami
Ziemią a niebem księżycem a gwiazdami
Pojęciami i wyobrażeniami

Wszystkie słowa i nazwy jeszcze istniały
Ale były już oderwane od siebie
Bo zabrakło tych
Którzy przed tym nic innego nie robili
Tylko starali się zrozumieć
Jak się te rzeczy nawzajem do siebie mają.

                                                   Kornel Filipowicz (z tomu Powiedz to słowo)
 
 
 

02 listopada 2014

wszelkiczłeku, wejrzyj na kres ów ostateczny. . .

Dla przyczyny onej, wszelkiczłeku, wejrzyj na kres ów ostateczny, którym śmierć jest twoja, a takoż na ów proch, który ogarnie wszelkiego człeka z niewiasty zrodzonego, gdyż jako nagi wyszedł z żywota matki swej, tak nagi wróci się na końcu, by odszedł, jako przyszedł.

James Joyce (fragment powieści Ulisses, 1922) 





od spodu. . .

Od środka. Od spodu. Od duszy samej. Nieochota.

                                                                     Sławomir Mrożek