29 sierpnia 2015

gospodarka uzyska za poetów cenne urządzenia miernicze i banany. . .

(...)wziął  Jaromila pod  ramię  i  zaprowadził  go  przed  wielką  szafę.  Otworzył ją  i  wskazał  na  wysokie  stosy papieru  ułożonego  na  półkach:
   -  Miły  towarzyszu,  codziennie  dostajemy  wiersze  przeciętnie  od  dwunastu  nowych autorów.  Ile  to  jest  rocznie?
   -  Nie  potrafię  w  pamięci  policzyć  odpowiedział  zmieszany Jaromil,  kiedy  redaktor  zmuszał  go  do  odpowiedzi.
   -  To  jest  cztery  tysiące  trzystu  osiemdziesięciu  nowych  poetów  rocznie.  Nie  miał byś  ochoty  -  wybrać  się  za  granicę?
   -  Czemu  by  nie  -  odrzekł  Jaromil.
   -  To  nie  przestawaj  pisać  powiedział  redaktor.  -  Jestem  pewien,  prędzej  Czy  później  zaczniemy  poetów  eksportować.  Inne  kraje  eksportują  monterów,  inżynierów  albo zboże  czy  węgiel,  ale  naszym  największym  bogactwem  są  poeci.  Czescy  poeci  będą zakładać  poezję  krajów  rozwijających  się.  Nasza  gospodarka  uzyska  za  poetów  cenne urządzenia  miernicze  i  banany.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

geniusz liryki to geniusz niedoświadczenia. . .


   Liryka  jest  obszarem,  na  którym  jakiekolwiek  twierdzenie  staje  się  prawdą.  Liryk wczoraj  powiedział:  życie  jest  daremne  jak  płacz,  a  dziś  powiedział:  życie  jest  wesołe jak  śmiech,  i  za  każdym  razem  miał  rację.  Dzisiaj  powie:  wszystko  się  kończy  i  zapada w  ciszę,  a  jutro  powie:  nic  się  nie  kończy  i  wszystko  wiecznie  brzmi,  i  oba  stwierdzenia obowiązują.  Liryk  nie  musi  nic  udowadniać;  jedynym  dowodem  jest  patos  przeżycia. Geniusz  liryki  to  geniusz  niedoświadczenia.  Poeta  mało  wie  o  świecie,  ale  wychodzące z  niego  słowa  układają  się  w  piękne  konfiguracje,  mające  idealną  strukturę  kryształu; poeta  jest  niedojrzały,  a  mimo  to  jego  wers  ma  w  sobie  definitywność  przepowiedni, przed  którą  również  on  sam  stoi  w  osłupieniu.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

jak piotr chrystusa ... dobrze rozumiała fakty ... źle rozumiała myśl. . .

   -  Co  to  za  chudzinka,  z  którą  wczoraj  szedłeś?  
   Wyparł  się dziewczyny  jak  Piotr Chrystusa;  wykręcił się,  że  to  była  przygodna  znajoma;  pogardliwie  machnął  nad  nią  ręką.  Ale,  jak  Piotr Chrystusowi,  tak  i  on  pozostał w  duszy  wierny swej  dziewczynie.
(...)

   -  I  tak  nie  wiem,  co  ty  we  mnie  widzisz.  Jest  wkoło  tyle  ładniejszych  dziewcząt. 
   Rozzłościł  się  i  tłumaczył jej,  że  zdrada  nie  ma  z  miłością  nic  wspólnego.  Twierdził, że  kocha  w  niej  to,  co  dla  wszystkich  innych  jest  brzydkie;  w  jakimś  uniesieniu  zaczął to  nawet  nazywać;  mówił,  że  jej  piersi  są  małe  i  nędzne,  z  wielkimi  pomarszczonymi brodawkami,  budzącymi  raczej  litość  niż  zachwyt;  mówił,  że  jej  twarz  jest  piegowata, włosy  rude  a  ciało  chude  i  że  właśnie  dlatego  ją  kocha. 
   Ruda  rozpłakała  się,  ponieważ  dobrze  rozumiała  fakty  (ubożuchne  piersi,  rzadkie włosy),  źle  rozumiała  myśl.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

chwila ... tylko ... jeśli była posłanką pięknej wieczności. . .

   Potem  leżał  spokojnie  obok  niej,  całował  ją  czule  po  ramieniu  i  było  mu  dobrze. Jednakże  ten  dureń  nie  mógł zadowolić  się  piękną  chwilą;  piękna  chwila  miała  dla  niego znaczenie  tylko  wtedy,  jeśli  była  posłanką  pięknej  wieczności;  piękna  chwila,  która  wypadłaby  z  poplamionej  wieczności,  była  dla  niego  jedynie  kłamstwem.  Chciał  się  więc upewnić,  że  ich  wieczność  jest  nie  splamiona,  i  zapytał,  błagalnie  raczej  niż  napastliwie:
   -  Ale  powiedz  mi,  że  to  był  tylko  głupi  żart  z  tym  badaniem  lekarskim.
   -  No  pewnie  -  powiedziała  dziewczyna;  cóż  miała  odpowiedzieć  na  tak  głupie  pytanie?

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

fascynowały również niektóre czasowniki. . .

Jaromila  fascynowały  również  niektóre  czasowniki,  zwłaszcza  te,  które  wyrażały prosty  ruch  naprzód:  biec,  iść,  a  jeszcze  bardziej  płynąć  i  lecieć.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

być bezustannie pijanym... winem, poezją, cnotą. . .

"Szalejcie  ze  mną!"  -  wzywa  Vitezslav  Nezval  swoich  czytelników,  a  Baudelaire  pisze: „Trzeba  być  bezustannie  pijanym...  winem,  poezją,  cnotą,  wedle  upodobania..."  Liryka jest  pijaństwem  i  człowiek  się  upija,  aby  łatwiej  jednoczyć  się  ze  światem.  Rewolucja nie  pragnie  być  badana  i  obserwowana,  pragnie,  by  ludzie  się  z  nią  jednoczyli;  w  tym sensie  jest  liryczna  i  liryki  potrzebująca.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

poezja oddała rewolucji swój głos, a rewolucja w zamian za to wyzwoliła ją z samotności. . .

11 

   Aula  wydziału  filozoficznego  była  przepełniona,  a  na  podium  siedziało  kilku  poetów. Młodzieniec  w  błękitnej  koszuli  (jakie  nosili  wówczas  członkowie  Związku  Młodzieży), z  bujną  czupryną  do  góry  zaczesanych  włosów,  stał  na  przodzie  i  mówił:
   -  Poezja  nigdy  nie  odgrywa  tak  ważnej  roli  jak  w  czasach  rewolucji;  poezja  oddała rewolucji  swój  głos,  a  rewolucja  w  zamian  za  to  wyzwoliła  ją  z  samotności;  poeta  dzisiaj wie,  że  ludzie  go  słyszą,  że  słyszy  go  zwłaszcza  młodzież,  bo:  „Młodość,  poezja  i  rewolucja  -  to  jedno!"  Potem  powstał  pierwszy  poeta  i  recytował  wiersz  o  dziewczynie,  która rozstaje  się  z  ukochanym,  ponieważ  ukochany,  pracujący  przy  sąsiedniej  tokarce,  jest nicponiem  i  nie  wypełnia  planu;  ukochany  nie  chce  jednak  dziewczyny  stracić  i  dlatego zaczyna  pilnie  pracować,  aż  wreszcie  na  jego  tokarce  pojawia  się  czerwona  chorągiew ka  przodownika  pracy.  Po  nim  wstawali  kolejni  poeci  i  wygłaszali  wiersze  o  pokoju, o  Leninie  i  Stalinie,  o  bojownikach  zamęczonych  przez  faszystów  i  o  robotnikach  przekraczających  normy.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

pióro ..., zamienił na pistolet, będący kluczem. . .

  18letni  Lermontow  został  żołnierzem,  umknął  swojej  babce  i  jej  uciążliwej  macierzyńskiej  miłości.  Pióro,  będące  kluczem  do  własnej  duszy,  zamienił  na  pistolet,  będący  kluczem  do  bram  świata.  Jeśli  bowiem  poślemy  kulę  w  piersi  człowieka to  tak,  jak  byśmy  do  tych  piersi  sami  weszli;  a  piersi  tego  drugiego,  to  jest  świat.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

pragnął jeszcze raz zwrócić się do sławnego poety. . .

(...)jedno  tylko  mogło  go  nieco  pocieszyć  -  by  został  przynajmniej  uznany  za  poetę). 
   Pragnął  jeszcze  raz  zwrócić  się  do  sławnego  poety.  Chciał się  do  niego  zwrócić  nie  listownie,  ale  w  formie  poetyckiego  fajerwerku.  Wyszedł  kiedyś  z  domu  z  ostrym  nożem. Krążył  długo  wokół  budki  telefonicznej,  a  kiedy  się  upewnił,  że  w  pobliżu  nie  ma  nikogo, wszedł  do  środka  i  uciął  słuchawkę  z  końcem  sznura.  Codziennie  udawało  mu  się jakąś słuchawkę  uciąć,  aż  wreszcie  po  dwudziestu  dniach  (list  od  dziewczyny  ani  od  poety nie  nadchodził!)  miał  dwadzieścia  odciętych  słuchawek.  Włożył  je  do  pudła,  pudło  zapakował,  związał  sznurkiem,  napisał  na  nim  adres  sławnego  poety  i  swoje  nazwisko  jako nadawcy.  Poruszony  zaniósł  paczkę  na  pocztę.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

onanizował się rozpaczliwie i wściekle. . .

   Powiedzieliśmy,  że  nie  był  stworzony  do  masturbacji,  lecz  do  wielkiej  miłości,  a  jednak  w  owych  tygodniach  onanizował  się  rozpaczliwie  i  wściekle,  jakby  chciał  sam  siebie karać  czynnością  tak  niską  i  haniebną.  Pobolewała  go  potem  całymi  dniami  głowa,  ale on  niemal  się  z  tego  cieszył,  ponieważ  ten  ból  przysłaniał  mu  urodę  kobiet  w  lekkich sukienkach  i  tłumił  zuchwałe  roztęsknione  melodie  szlagierów;  mógł  wówczas  w  łagodnym  otępieniu  łatwiej  przepływać  przez  nieskończoną  powierzchnię  dnia.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

smutek. . .

Kwiaty, co jeszcze wczoraj
jaśniały od kwitnienia,
spadają w zwiędłych kolorach
z drzewa osamotnienia.

Widzę, jak lecą z obłoków
niczym śnieżynki na ziemię.
Nie słychać dudnienia kroków,
zbliża się wielkie milczenie.

Na niebie gwiazdy nie błyszczą,
w sercu miłość nie gości.
Milczenie ogarnia wszystko,
świat pusty i pełen szarości.

Kto serce od łez uchroni
w czasach wielkiego cierpienia?
Spadają kwiaty na błonie
z drzewa osamotnienia.

                                  Hermann Hesse
   
 
 

we mgle. . .

We mgle się wszystko nurza,
samotność domów i bram.
Drzewo nie widzi wzgórza,
każdy jest sam.

Pełen przyjaciół był świat,
światło sprzyjało życiu.
Teraz, gdy spada mgła,
wszystko zanika w ukryciu.

Zaprawdę nie wie nic,
kto nie przebywał w mrokach,
kto ócz nie widzi i lic —
powszędy ciemność głęboka.

Dziwnie we mgle wędrować,
życie kołacze u bram.
Człowiek przed ludźmi się chowa,
każdy jest sam.

                                                Hermann Hesse
 
 
 

27 sierpnia 2015

co z tego?. . .

Że będzie sławny, o tym wiedziano już w szkole:
Dla współuczniów był więcej niż zwykłym kolegą;
Więc cel sobie wytyczył i wytężał wolę,
Młodzieńcze lata spędził w znoju i mozole;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"

Książki, które napisał, znikały spod lady,
Po iluś latach zdobył bez trudu większego
Dość pieniędzy, by co dzień móc jadać obiady,
I przyjaciół w potrzebie nie skąpiących rady;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"

Spełnił mu się nareszcie każdy sen szczęśliwy -
Miał żonę, córkę, syna, dom i ptaków świergot
W ogródku, gdzie mógł sadzić kapustę i śliwy,
Wokół siebie - poetów orszak hałaśliwy;
"Co z tego? - duch Platona zaśpiewał. - Co z tego?"

"Spełniłem swe zadanie - pomyślał na starość. -
Zgodnie z dziecinnym planem całe życie zbiegło;
Choć głupcy się wściekali, wykazałem stałość
I w czymś tam osiągnąłem przecież doskonałość";
Ale duch jeszcze głośniej zaśpiewał: "Co z tego?"

                                                                     William Butler Yeats
 
 
 

26 sierpnia 2015

człowiek wielkiej miłości i pogardy ... przyjść kiedyś musi. . .

Zbutwiała, samozwątpiała teraźniejszość, musi nam się zjawić przecie ten wyzwalający człowiek wielkiej miłości i pogardy, duch twórczy, którego napór sił własnych ciągle wygania z wszelkich uboczy i zaświatów, którego samotności tłum nie rozumie, jak gdyby ona była ucieczką przed rzeczywistością; tymczasem jest ona tylko jego zanurzeniem się, zagrzebaniem, zagłębieniem w rzeczywistość, by stamtąd kiedyś, gdy znowu wróci na światło, mógł wyzwolenie przynieść tej rzeczywistości: jej wyzwolenie od przekleństwa, którem obarczył ją dotychczasowy ideał. Ten człowiek przyszłości, który nas tak samo od dotychczasowego wyzwoli ideału, jak i od tego, co zeń wyróść musiało, od wielkiego wstrętu, od woli nicości, od nihilizmu, ten dzwon bijący południa i wielkiego rozstrzygnięcia, dzwon, który wolę znów wolną uczyni, który wróci ziemi jej cel, a człowiekowi jego nadzieję, ten antychryst i antynihilista, ten zwycięzca Boga i nicości – przyjść kiedyś musi.

Fryderyk Nietzsche (Z genealogii moralności, 1887)
   
   
   

23 sierpnia 2015

tam, gdzie los nie buduje swoich dworców. . .

W tych  dniach  zaczął  pisać  długi  wiersz.  Był  to  wiersz-zdarzenie  i  mówił  o  mężczyźnie,  który  nagle  zrozumiał,  że  jest  stary;  że  znalazł  się  tam,  gdzie  los  nie  buduje  swoich dworców;  że  jest  opuszczony  i  zapomniany;  że  wokół  niego  pokoje  bieli  się  wapnem i  wynoszą  sprzęty  i  wszystko  wymieniają  w  jego  pokoju.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

wyrwany ze swego normalnego kontekstu, oddziaływuje. . .

Pomiędzy  nimi  była  przymocowana  do  ściany  słuchawka  telefoniczna  z  kawałkiem  od ciętego  sznura;  (kiedyś  naprawiali  im  aparat  telefoniczny  i  Jaromil  dostrzegł  w  odciętej zepsutej  słuchawce  ów  przedmiot,  który,  wyrwany  ze  swego  normalnego  kontekstu, oddziaływuje  cudownie  i  ma  prawo  być  nazwany  surrealistycznym  obiektem).

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

nie był już opanowany przez to, co przeżył, lecz to, co przeżył, było opanowane przez to, co napisał. . .

   Jaromila  ogarnęła  tęsknota  i  zamknął  książkę.  Wziął  następnie  papier  i  ołówek  i  sam  zaczął pisać.  Tak  jak  to  widział  u  Eluarda,  Nezvala,  Biebla,  Desnosa,  pisał  jeden  pod  drugim krótkie  wersy,  bez  rytmu  i  rymu.  Była  to  wariacja  na  temat  tego,  co  czytał(...)
   Czytał  sobie  swój  wiersz  na  głos  wiele  razy  w  kółko  śpiewnym  patetycznym  głosem i  był  zachwycony.  Na  dnie  tego  wiersza  była  Magda  w  wannie  i  on  z  twarzą  przyciśniętą  do  drzwi;  nie  znalazł  się  więc  poza  granicami  swego  przeżycia;  był  wszakże  wysoko ponad  nim;  niechęć  wobec  samego  siebie  została  na  dole;  tam  na  dole  ręce  pociły  mu się  z  tremy  i  przyśpieszał  oddech;  tu  na  górze,  w  wierszu,  był  wysoko  ponad  swą  słabością;  przygoda  z  dziurką  od  klucza  i  własnym  tchórzostwem  zmieniła  się  w  zwykłą odskocznię,  nad  którą  teraz  latał;  nie  był już  opanowany  przez  to,  co  przeżył,  lecz  to, co  przeżył,  było  opanowane  przez  to,  co  napisał.
   Następnego  dnia  poprosił  babcię,  żeby  mu  pożyczyła  maszynę  do  pisania;  przepisał  wiersz  na  specjalnym  papierze  i  było  to  jeszcze  piękniejsze  niż  wtedy,  gdy  mówił go  sobie  na  głos,  ponieważ  wiersz  przestał  być  zwykłym  następstwem  słów,  a  stał  się rzeczą;  jego  samoistność  była  jeszcze  bardziej  bezsporna.  Zwyczajne  słowa  są  na  święcie  po  to,  aby  zanikły  zaraz  po  tym,  gdy  zostały  wypowiedziane,  służą  bowiem  tylko momentowi  porozumienia;  są  podporządkowane  rzeczom,  są  jedynie  ich  oznaczeniem; ale  te  słowa  same  stały  się  teraz  rzeczą  i  nie  były  niczemu  podporządkowane;  ich  prze znaczeniem  nie  było  chwilowe  porozumienie  i  szybki  zanik,  lecz  trwanie.
(...)
(...)jeżeli  wiersz  ma  być  wierszem,  musi  być  przez kogoś  czytany;  dopiero  wtedy  udowodni,  że  nie  jest  tylko  zaszyfrowanym  dziennikiem i  może  żyć  samodzielnym  życiem,  niezależnym  od  tego,  kto  go  napisał.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

na pożegnanie do ręki kilka książek. . .

   Zaraz  na  jednym  z  pierwszych  spotkań  dał  jej  na  pożegnanie  do  ręki  kilka  książek. Mama  musiała  je  potem  w  domu  czytać,  i  to  czytać  po  kryjomu,  ponieważ  bała  się, że  ciekawy  Jaromil  będzie  się  jej  pytał,  skąd  ma  książki,  albo  że  podobne  pytanie  zada jej  ktoś  inny  z  rodziny,  a  ona  będzie  z  trudem  wymyślać  jakieś  zadowalające  kłamstwo, bowiem  książki  już  na  pierwszy  rzut  oka  różniły  się  od  tych,  które  miały  w  bibliotekach jej  przyjaciółki  czy  krewni.  Musiała  więc  chować  książki  do  bieliźniarki  pod  staniczki i  nocne  koszule  i  czytać  je  w  chwilach,  gdy  była  sama.  Być  może  poczucie  zakazanej czynności  i  strach  przed  zdemaskowaniem  nie  pozwalały  jej  skoncentrować  się  na  tym, co  czytała,  gdyż  wydaje  nam  się,  że  zbyt  wiele  pożytku  z  lektury  nie  miała,  ba  -  że  jej prawie  wcale  nie  rozumiała,  chociaż  niektóre  strony  czytała  dwa  i  trzy  razy  pod  rząd.
   Przychodziła  potem  do  malarza  ze  strachem, jak  uczennica,  która  boi  się  wywołania do  odpowiedzi,  ponieważ  malarz  od  razu  ją  pytał,  jak  się  jej  książka  podobała,  a  ona wiedziała,  że  chce  usłyszeć  od  niej  coś  więcej,  niż  zwykłe  pozytywne  zapewnienie, wiedziała,  że  książka  stanowi  dla  niego  przedmiot  dyskusji  i  że  są  w  książce  zdania, w  oparciu  o  które  chciałby  się  z  mamą  porozumieć  jak  w  oparciu  o  wspólnie  wyznawaną prawdę.  O  tym  wszystkim  mama  wiedziała,  lecz  bynajmniej  nie  pomogło  jej  to  zrazu mieć,  co  właściwie  było  w  książce,  czy  też  -  co  w  niej  było  takiego  ważnego.  Jak  chytra uczennica  sięgnęła  więc  po  wymówkę:  skarżyła  się,  że  książki  musi  czytać  potajemnie, by  uniknąć  ujawnienia,  i  dlatego  nie  może  się  na  nich  należycie  skupić.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

22 sierpnia 2015

z powodu wielkich przeżyć narodów. . .

Nie chciała być zła; chciała przez tę odmowę dać do zrozumienia, że skromne przeżycia serc nie idą w zapomnienie z powodu wielkich przeżyć narodów(...)

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

historia ... w cieniu jej ogromnej postaci. . .

   Potem w Monachium mocarstwa doszły do porozumienia i ojciec Jaromila powrócił z przygranicznego bunkra, który zajęło niemieckie wojsko. Od tej pory siadywali wszyscy na dole w pokoju dziadka i co wieczór roztrząsali poszczególne kroki Historii, która - jak im się zdawało - jeszcze do niedawna spała (albo czaiła się udając, że śpi) i nagle wyskoczyła z ukrycia, aby w cieniu jej ogromnej postaci wszystko inne pozostało niewidoczne. Ó, jak dobrze było mamie w tym cieniu! Czeskie oddziały uciekały z terenów przygranicznych, Czechy zostały pośrodku Europy niczym nie osłonięte, jak obrana ze skóry pomarańcza; pół roku później wczesnym rankiem zjawiły się na ulicach Pragi niemieckie czołgi(...)

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

21 sierpnia 2015

od lania uratował go rym i że w ten sposób poezja po raz pierwszy ukazała mu. . .

Babcia obiecała kiedyś Jaromilowi, że mu da jabłuszko, ale potem zapomniała o swej obietnicy i zjadła je; Jaromil czuł się wówczas oszukany, bardzo się złościł i powtórzył kilkakrotnie: Niedobra babusia ukradła jabłusia. W pewnym sensie wypowiedź tę można by postawić obok cytowanej myśli Jaromila, że mamusia jest be, tylko że tym razem nie dostał po pupie, ponieważ wszyscy - łącznie z babcią - śmiali się i powiedzenie często później między sobą (co jednak nie uszło uwadze czujnego Jaromila) z rozbawieniem powtarzali. Jaromil nie bardzo wówczas rozumiał przyczynę swego sukcesu, ale my wiemy bardzo dobrze, że od lania uratował go rym i że w ten sposób poezja po raz pierwszy ukazała mu swą magiczną moc.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

20 sierpnia 2015

sonet 66. . .

W śmierć jak w sen odejść pragnę, znużony tym wszystkim:
Tym, jak rzadko zasługę nagradza zapłata,
Jak miernota się stroi i raduje zyskiem,
Jak czysta ufność krzywdzi wiarołomstwo świata,
Jak hańba blask honoru rychło brudem maże,
Jak żądza na złą drogę dziewiczość sprowadza,
Jak zacność bezskutecznie odpiera potwarze,
Jak moc pospólna trwoni nieudolna władzą,
Jak sztuce zatykają usta jej wrogowie,
Jak naukę w pacht biorą ignorantów stada,
Jak prosta prawdomówność głupotą się zowie,
Jak dobro złu na sługę najwyżej się nada.

Znużony - odejść pragnę; lecz chęć w sobie dławię:
Jeśli umrę, sam na sam z światem cię zostawię.

                                                                     William Shakespeare
 

bo jest mi to potrzebne. . .

Jedyne, co wiem, to że maluję, bo jest mi to potrzebne, a maluję to, co mi przychodzi do głowy i więcej się nad tym nie zastanawiam.

Frida Khalo
   
   
   

zdrowy intelekt opiera się na uświadomieniu sobie i zrozumieniu etapu cienia. . .

   - Czasami ludzie  mi  mówią,  że jestem  trochę ponura  - wyznaje Mari  szczerze. 
   Takahashi  przerzuca  futerał  z  puzonem  z  prawego  ramienia  na  lewe.  -  Słuchaj,  życie  nie dzieli  się  po  prostu  na  rzeczy  ponure  i  wesołe.  Pośrodku  jest  pośrednia  strefa  cienia.  Zdrowy intelekt   opiera   się   na  uświadomieniu  sobie  i  zrozumieniu  etapu  cienia.  A  osiągnięcie szczególnie ponura.

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)
   
   
   

sobie jakby własny świat. . .

  -  Myślę,  że  z  czasem,  po trochu  zbudowałam  sobie  jakby  własny  świat.  I  kiedy  jestem  w  nim  sama,  jest  mi  nieco  lżej na  duszy.  Ale  fakt,  że  musiałam  sobie  taki  świat  zbudować,  świadczy  o  tym,  że  jestem  słabym człowiekiem,   którego   łatwo   zranić.   I   ten   mój   świat   w   oczach   innych   ludzi   jest bezwartościowy,  nieważny.  Jak domek z kart,  który  może znieść  każdy  silniejszy  podmuch...

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)