25 stycznia 2023

o prawdopodobieństwie ześlizgiwania się europy w dół pętli czasu. . .

    Rzecz jasna, jest to powszechna choroba cywilizacyjna, nie tylko polska czy ukraińska. O prawdopodobieństwie ześlizgiwania się Europy w dół pętli czasu (co za cios zadany resztkom wiary mojego pokolenia w linearność postępu!), do toksycznych populizmów rodem z lat trzydziestych, z rehabilitacją postaci w rodzaju Stalina i Mussoliniego i odkurzaniem nie do koń-ca wcielonych niegdyś w życie doktryn panowania nadświatem, ostrzegał jeszcze Umberto Eco; o tym, że głównym teatrem działań bojowych w wojnach przyszłości stanie się terytorium pamięci, uprzedzał wspomniany już Orwell, do którego wszyscy powinniśmy wrócić [...]


Oksana Zabużko (ukr. Окса́на Стефа́нівна Забу́жко)

(Planeta Piołun, 2019)

   

 

   

lawinowa dezintelektualizacja. . .

[...] metodą "na gotowanie żaby” (jeśli wodę podgrzewa się powoli, wrzucona do niej żaba nie zauważy, że słabnie, aż wreszcie się ugotuje). Zmiany systemowe wprowadzane w kraju od środka, regularnie, w małych dawkach nie wydają się alarmujące, społeczeństwo zdąża do nich przywyknąć. Dopiero długofalowe skutki są wstrząsające: niedawno, podczas sprzątania zakamarków mojego archiwum, natknęłam się na zapomniany rulon polskich gazet sprzed dziesięciu lat, zabrany niegdyś z samolotu „na później” - i prawie się popłakałam: Boże wielki, gdzie, gdzie jest teraz tamta Polska, w której można było w sobotę czytać w jednej gazecie esej Kołakowskiego, w drugiej wspomnienia o Giedroyciu, a w trzeciej dyskusję o narracjach w pamięci narodowej (o tym, czy Katyń ma szansę stać się mitem „ogólnonarodowym”, czy jest skazany na pozostanie mitem „pańskim”, dla „chłopskich dzieci”, stanowiących przecież większość, jednak nie do końca „swoim”). Jak, chciałoby się spytać, w tak dobrze sobie radzącym, kulturalnym kraju mogła w ciągu dziesięciu zaledwie lat nastąpić tak lawinowa dezintelektualizacja, że dziś te same gazety pod względem poziomu niczym już nie różnią się od ukraińskich? Jeszcze bardziej dramatycznie zmieniła się telewizja - na początku lat dwutysięcznych kupiłam antenę satelitarną z „polskim pakietem” ze względu na dobre filmy i mądre audycje - a dziś na tych samych kanałach, obok oper mydlanych, dominuje nad podziw prowincjonalna mieszanina niemal histerycznej, na rosyjską modłę, „obrony wartości” (jakby Polska też szykowała się do wojny, tylko jeszcze nie umiała zdecydować z kim!)i prymitywnej, la PRL, ludowości w stylu „lud pracujący z entuzjazmem przyjmuje decyzje partii i rządu”...Kurczy się finansowanie kultury (ach, jak myśmy przez ćwierć wieku zazdrościli Polakom, że we wszystkich miastach odbywają się u nich pierwszorzędne, światowej rangi festiwale artystyczne, jak wzdychaliśmy do polityki ich Ministerstwa Kultury, Instytutu Polskiego, Instytutu Książki itd. - jak nastoletnia ja nad PRL-owskimiczasopismami myślałam: to dopiero Europa!...). I oto ten Złoty Wiek też zdaje się już należeć do przeszłości: wedle wzorów putinowskiej (orbanowskiej, berlusconiowskiej - nazwisk na tej mapie wciąż przybywa) demokracji kierowanej rząd kosztem kultury zaczyna „karmić własne zaplecze wyborcze, tłamsząc rozwiązania alternatywne... A potem, rzecz jasna, powoli zaczną usychać i zanikać również ukraińsko-polskie kontakty kulturalne - w miarę tego, jak państwo polskie będzie ograniczać "datki na popularyzację swojej kultury za granicą[...]


Oksana Zabużko (ukr. Окса́на Стефа́нівна Забу́жко)

(Planeta Piołun, 2019)

   

 

   

w splecionych w jedno żyłach sny i baśnie ... lech, czech i rus. . .

Jak krew niosąca w splecionych w jedno żyłach sny i baśnie stamtąd, gdzie trzej bracia, Lech, Czech i Rus, rozchodzą się, jeden do Krakowa, drugi do Pragi, trzeci do Kijowa, gdzie tym samym blaskiem płoną freski lubelskiej kaplicy Świętej Trójcy i wołyńskie ikony z muzeum w Łucku, a słynne jarmarki berdyczowskie - trzystuletnia rozrywka moich przodków po kądzieli - rozbrzmiewają różnojęzycznym gwarem i pachną jak w Księgach Jakubowych Olgi Tokarczuk... My wszyscy, potomkowie plemion Jagiełłowej korony, od Bałtyku po Morze Czarne niesiemy w sobie echo tego świata, w którym przez wieki bił, wyczuwalny jak przez ciemiączko niemowlęcia, puls europejskiej historii — jeden z do dziś niezagasłych.


Oksana Zabużko (ukr. Окса́на Стефа́нівна Забу́жко)

(Planeta Piołun, 2019)

   

 

   

polska się zamyka. . .

    I oto od 2015 roku raz po raz łapię się na wznowie tego uczucia. Ten sam, bezbłędnie rozpoznawalny, lepki ciężar żalu i bezradności (bo znów nic nie mogę!) daje mi, nieważne, że w zupełnie innych dekoracjach historycznych, ten sam sygnał: Polska się zamyka. Gazety i czasopisma nie przestają przychodzić, ale niczego już człowiekowi „z ulicy” nie wyjaśniają - raczej przeciwnie, mącą i plączą, mnożąc pytania bez odpowiedzi. Wszyscy moi polscy przyjaciele bezładnie wymachują rękami nad wodą, a niektórzy już nawet planują emigrację. Stoję na brzegu i z mojego gardła - jak w wierszu Wasyla Stusa - tryska miłość.


Oksana Zabużko (ukr. Окса́на Стефа́нівна Забу́жко)

(Planeta Piołun, 2019)

   

 

   

tylko stać na brzegu razem ze wszystkimi i patrzeć, jak tonie. . .

    W 2014 roku doświadczaliśmy podobnych uczuć wobec zajętego przez Rosjan Krymu — przypływ tak samo trudnej do wytrzymania (dotknij tylko, a popłyną łzy!)miłości do krainy, która tonie na oczach całego świata, a ty nic nie możesz zrobić, tylko stać na brzegu razem ze wszystkimi i patrzeć, jak tonie, tylko kochać ją ze wszystkich sił, kiedy znika (już jej nie ma —choć nie, tam jeszcze coś widać... — a potem będą już tylko reportaże organizacji zajmujących się prawami człowieka, jak bąbelki powietrza na wodzie...) — tak jakby twoja miłość mogła jej w czymś pomóc. Ale ten pierwszy raz, pierwsze takie uczucie — pierwszy raz był właśnie z Polską: na odległość, przez granicę, co w niczym nie odbierało temu uczuciu siły.


   

Oksana Zabużko (ukr. Окса́на Стефа́нівна Забу́жко)

(Planeta Piołun, 2019)

   

 

   

pada raz śnieg, raz sadza. polska to. . .

    Podczas gdy Kluge szamoce się z silnikiem, Dred przemyka na tył autobusu, gdzie na podłodze, uważając na potłuczone szkło, przycupnęła Spinka. Obok niej siedzi miejscowa dziewczyna, jej branka, a z nią niesamowicie umorusany i śmierdzący chłopiec w przydługiej koszulinie w kratę.

    — Cały zoolog sobie nazbierałaś, Spinka — mówi Dred. Nie szukał zaczepki, ale i tak mu się udało. — Jak my mamy walczyć, wlokąc taki tabor, nie wiesz czasem?

    — A mamy walczyć? — pyta Spinka obojętnie. — O co tymrazem?

    — O to, co zawsze. Wolny kraj, zasobny i bez obcych. Kraj, gdzie wysoko nosimy sztandar wiary i państwowości. Mamci przypomnieć rotę?

    — Zamknij wreszcie ryja.

    — Bo co? — pyta zaskoczony Dred. — Ja mówię o Polsce!

    — Nie wiesz, o czym mówisz. Z tego nieba pada raz śnieg, raz sadza. Polska to które z nich?

    — Sama się zamknij.


Piotr Siemion (Bella, ciao, 2022)

   

   

   


pedalskie to. jakieś brudne ... to szostakowicz. . .

    Tugarin czyta chyba w jego myślach, bo w połowie melodii hamuje nagle Siniuchina.

    — Dość rzępolenia! Pedalskie to. Jakieś brudne — pouczył.

    — To Szostakowicz...— broni się pianista. — On nasz!

    — Nasz, nie nasz, nie kładź chłopakom w uszy takiego barachła, Siniuchin, bo cię tu zostawię i chrzan zobaczysz a nie kraj rodzinny i dom.

    — Wypierdolić im instrument za okno, komendancie? Profilaktycznie? — pyta starszyna Achmatow.


Piotr Siemion (Bella, ciao, 2022)

   

   

   

24 stycznia 2023

las ... złudnie pusty ... po umarłych ... molekuły już myślą o nowej strukturze. . .

[...] tylko las. Wychłodzony, złudnie pusty. Złudnie, bo pełen żywej zwierzyny i martwych ludzi, jak każdy teraz. Oto polanka, nad którą wirują wrony, jej mieszkańcy, upiory. Lis wlokący ludzki gnat w spiczastym pysku. Zbyt zielona kępa chwastu w szkielecie spalonego auta. Pilne żuki, wędrujące w głąb zasypanego okopu, znikające jeden po drugim w bramie czyichś żeber. Rozrzucone po zaroślach ludzkie trupy, które łuszczą się szarobiałymi warstwicami jak wielkie podłużne grzyby. Za rok, dwa zostaną po umarłych tylko sprzączki, czaszka z figlarną dziurką, potrącana przez kuny i wiewiórki smyrgające w poszyciu. Miedziowane noski nabojów śniedzieją już po tygodniu, brudząc palce kwaśną zielenią. Ale to nie jest śmierć, to nie kres. Nie będzie kresu. Nie tutaj, w lesie. Te kości jeszcze bieleją, świecą — coraz słabiej — ale ich tlejący proch już po cichu zwiera szyk, molekuły już myślą o nowej strukturze, nowej wspinaczce ku górze, niechby i w łodydze durnej roślinki. Dlatego woń rozkładu i butwienia nie jest złem. Ani w połowie takim jak swąd płonącej strzechy, wiew kloaki za więziennym barakiem, metaliczny odór ciepłej krwi na posadzce. 

    Świeżą śmierć przełknąć najtrudniej, dławią się nią przerażone zmysły. Co innego butwienie, rozpad: niespieszne fazowe przejścia, a za nimi pociecha i spokój.


Piotr Siemion (Bella, ciao, 2022)

   

   

   

duch nieżyjącego ojca ... kocie oczy rozpływają się w mroku. . .

Dlaczego nigdy nieudało ci się zarazić mnie swoim poczuciem sprawiedliwości, tato? W głowie rezonują urywane pełne gniewu okrzyki ojca kierowane do zabójcy przez te wszystkie lata, wracają przysięgi i groźby. Mieszają się ze wspomnieniami z tamtej fatalnej nocy, drażnią od środka. Kotka wydaje w tej chwili delikatne miauknięcie, coś w rodzaju pozdrowienia, a on czuje, że jego ciało zaczyna się śmiać, choć śmiech nie wydobywa mu się z gardła, jakby przyczaił się w żołądku i Szarpał nim w głuchych spazmach, choć może dusza ojca kryje się w ciele kotki i pilnuje wyegzekwowania zemsty. I w końcu śmiech wykwita na jego ustach, przyjmując formę grymasu, kiedy Bosco przypomina sobie, że w szkole średniej kazali mu wystąpić w sztuce teatralnej, której bohatera do zbrodni pchnął duch nieżyjącego ojca, Być albo nie być. Tak właśnie. Tak, duch ciągle dawał popalić bohaterowi, aż ten zabił zdrajcę. Tyle że tamten zdrajca nie otrzymał wcześniej kary, Angel owszem. Siedział w więzieniu i to nie jest już ten sam człowiek. Tamtego Angela już nie ma, tato. Kocie oczy rozpływają się w mroku. Znów słychać odgłosy tarantuli i bzyczenie much. Bosco zrywa w zamyśleniu liść z drzewa i wsuwa go do ust. W tej chwili myśl, by zabić kogoś, kto nie istnieje, żeby zadowolić inną osobę, która już nie żyje, wydaje mu się równie absurdalna jak strzelanie w niebo, żeby zemścić się na Bogu za tak fatalny los.


Eduardo Antonio Parra (Parabole milczenia, 2006)

   

   

   

28 grudnia 2022

kosztem sensu życia. . .

Zbieg okoliczności nie był przypadkowy: poprawa warunków życia często odbywa się kosztem sensu życia, szczególnie życia razem.


Michel Houellebecq (Unicestwianie, 2022)

   

  

   

bez wątpienia zapada zmierzch. . .

    Niebo jest szare, ciężkie, z niskim pułapem chmur. Światło, które zdaje się nie dochodzić z góry, tylko z okrywy śnieżnej leżącej na ziemi, nieubłaganie słabnie; bez wątpienia zapada zmierzch. Wszędzie krystalizują się płaty szronu, gałęzie drzew trzeszczą. Płatki śniegu wirują wśród ludzi, którzy się mijają, nie zwracając na siebie uwagi; twarze mają twarde i pomarszczone, w ich oczach tańczą przebłyski światła. Niektórzy wracają do domu, ale zanim tam dotrą, zdadzą sobie sprawę, że ich bliscy wkrótce umrą, może nawet już są martwi. Paul uświadamia sobie, że planeta umiera z zimna; początkowo jest to jedynie hipoteza, która stopniowo zamienia się w pewność. Rząd już nie istnieje, uciekł lub się rozpłynął, trudno powiedzieć. Paul siedzi w pociągu, którym postanowił przejechać przez Polskę, ale w przedziałach rozgościła się śmierć, chociaż ich ściany są pokryte grubym futrem. W tym momencie Paul rozumie, że nikt nie kieruje pociągiem, który z dużą prędkością przemierza opustoszałą równinę. Temperatura wciąż spada:-40, -50, -60 ...


Michel Houellebecq (Unicestwianie, 2022)

   

  

   

uczucie przebywania w korytarzu śmierci. . .

W niektóre poniedziałki pod sam koniec listopada lub na początku grudnia, zwłaszcza kiedy człowiek jest singlem, ma uczucie przebywania w korytarzu śmierci. Letnie wakacje już dawno poszły w niepamięć, nowy rok jest jesz-cze daleko; nicość wydaje się niespodziewanie blisko.


Michel Houellebecq (Unicestwianie, 2022)

   

  

   

co przeżyła, jest stale przy niej, otacza ją w jej samotności. . .

Ważniejsze dla niej, że tu niespodziewanie znalazła część swej młodości, pozdrowienie sprzed półwiecza. Cieszy się, że wszystko, co przeżyła, jest stale przy niej, otacza ją w jej samotności i mówi do niej. Chociaż nigdy nie lubiła Nory, teraz cieszy się, że ją tu spotkała, na dodatek zupełnie przemienioną, wcieloną w kogoś, kto wobec niej jest miły i uprzejmy.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

ci, którzy przebywają na emigracji ... giną jak kondukt rozpływający się we mgle. . .

 Ci, którzy przebywają na emigracji (jest ich sto dwadzieścia tysięcy) , ci, których zmuszono do milczenia i wypędzono z zajmowanych stanowisk (jest ich pół miliona), giną jak kondukt rozpływający się we mgle, niewidziani i zapomniani.

    Więzienie natomiast, chociaż ze wszystkich stron otoczone murami, stanowi rzęsiście oświetloną scenę historii.

    Mirek wie to od dawna. Obraz więzienia wabił go nieodparcie przez cały ostatni rok. Tak musiałowabić Flauberta samobójstwo pani Bovary. Nie, dla powieści swojego życia nie mógłby wyobrazić sobielepszego zakończenia.

    Chcieli wymazać z pamięci życie setek tysięcy ludzi, żeby został tylko jeden jedyny nieskalany czas nieskalanej idylli. Ale on położy się na tej idylli całym swoim ciałem jak plama. Zostanie na niej, jak czapka Clementisa przetrwała na głowie Gottwalda.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

przestrzeń świata stała się dla niego czymś negatywnym, stratą czasu, przeszkodą. . .

    Wyobraził sobie nieszczęsnych tajniaków, jak go szukają i boją się, że szef natrze im uszu. Zaśmiał się głośno. Zmniejszył szybkość i rozejrzał się po okolicy. Właściwie nigdy nie patrzył na krajobraz. Zawsze jechał dokądś, ażeby coś załatwić i omówić, więc przestrzeń świata stała się dla niego czymś negatywnym, stratą czasu, przeszkodą, która hamowała jego działania.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

wydarzenia historyczne naśladują się przeważnie nawzajem bez talentu. . .

    Wydarzenia historyczne naśladują się przeważnie nawzajem bez talentu, ale wydaje mi się, że w Czechach historia zainscenizowała eksperyment, jakiego jeszcze nie było. Nie przeciwstawiła się tam — jak każą stare recepty —  jedna grupa ludzi (klasa, naród)innej, lecz ludzie (jedno ich pokolenie) zbuntowali się przeciw własnej młodości. 

    Starali się dogonić i okiełznać swój własny czyni omal im się to udało. W latach sześćdziesiątych ich wpływy stale rosły i na początku roku 1968 decydowali już niemal o wszystkim. Ten ostatni okres nazywa się powszechnie Praską Wiosną: strażnicy idylli musieli wymontować z prywatnych mieszkań mikrofony, granice stanęły otwarte, nuty z partytury wielkiej fugi Bacha rozbiegły się i każda zaczęła śpiewać po swojemu. To była niewiarygodna radość, to był karnawał!


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

lecz komuniści byli rozumniejsi. . .

[...] w lutym roku 1948 komuniści doszli do władzy nie wśród krwi i przemocy, lecz przy wiwatach mniej więcej połowy narodu. I teraz proszę o uwagę: połowa, która wiwatowała, była tą aktywniejszą, rozumniejszą i lepszą. 

    Tak, proszę bardzo, zaprzeczajcie, jeżeli chcecie, lecz komuniści byli rozumniejsi. Mieli olśniewający program. Plan zupełnie nowego świata, w którym wszyscy znajdą swoje miejsce. Ci, co byli przeciw nim, nie mieli żadnych wielkich snów, jedynie parę zasad moralnych, "świechtanych i nudnych, z których chcieli sporządzić łaty na podarte portki takich stosunków, jakie istniały dotychczas. Nic więc dziwnego, że entuzjaści i realizatorzy olśniewających planów z łatwością zwyciężyli zwolenników kompromisów i ostrożności i zaczęli szybko urzeczywistniać swój sen, sprawiedliwą idyllę dla wszystkich.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

zapomniane, już nazajutrz błyszczy rosą świeżości. . .

    W czasach, gdy historia toczyła się jeszcze pomału, jej niezliczone epizody były łatwe do zapamiętania i tworzyły powszechnie znane tło, na którym rozgrywał się pasjonujący spektakl: osobiste przygody poszczególnych ludzi. Dzisiaj czas idzie szybkim krokiem. Wydarzenie historyczne, w ciągu nocy zapomniane, już nazajutrz błyszczy rosą świeżości, wskutek czego w ustach opowiadającego o nim nie jest tłem, lecz zaskakującą przygodą, rozgrywającą się na tle powszechnie znanej banalności prywatnego życia człowieka.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

stosunek abstrakcyjny. . .

   Tak czy owak, nie była z niego zadowolona i tak samo, jak potrafiła stosunek abstrakcyjny (swój stosunek do nieznanego Masturbowa) wypełnić najkonkretniejszym uczuciem (zmaterializowanym w łzie), umiała również najkonkretniejszemu aktowi nadać znaczenie abstrakcyjne, a swe niezadowolenie określić w kategoriach politycznych.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

poczucie winy. . .

 Ukrywać się i mieć poczucie winy to byłby początek klęski.


Milan Kundera (Księga śmiechu i zapomnienia, 1978)

   

  

   

zależność od wewnętrznych reprezentacji rzeczy lub zdarzeń pod nieobecność zewnętrznego desygnatu reprezentacji odróżnia poznawcze przetwarzanie informacji od przetwarzania nie poznawczego. . .

    Jeśli mamy analizować aktywność poznawczą z ewolucyjnego punktu widzenia, potrzebna nam będzie precyzyjna definicja, czym ona jest. Przez aktywność poznawczą będziemy tutaj rozumieć procesy leżące u podstaw przyswajania wiedzy przez tworzenie wewnętrznych reprezentacji zewnętrznych zdarzeń i przechowywanie ich jako treści pamięciowych, które mogą być później wykorzystywane w myśleniu, przypominaniu, rozważaniu i zachowaniu. To właśnie zależność od wewnętrznych reprezentacji rzeczy lub zdarzeń pod nieobecność zewnętrznego desygnatu reprezentacji odróżnia poznawcze przetwarzanie informacji od przetwarzania nie poznawczego. W świetle tej definicji procesy, które umożliwiają reakcje behawioralne na bezpośrednio obecny bodziec, nie znajdują się w sensie ścisłym pod kontrolą poznawczą.


Ledoux, J. (2020). Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg. Kraków: Copernicus Center Press.

   

   

   

nieoczekiwane bądź niepożądane zdarzenia przechwytują naszą uwagę, uobecniając się jako treści świadome. . .

    Jeśli na przykład chcesz pójść w określone miejsce (dajmy na to, z biura po kawę do delikatesów po drugiej stronie ulicy), to kiedy już postanowisz to zrobić, nie musisz myśleć o tym, jak tam dotrzeć — po prostu idziesz. Tak samo kiedy mówisz, wykonujesz zwykle całkiem sporą pracę, tworząc gramatyczne zdania bez konieczności świadomego komponowania składni. Dzięki temu możesz świadomie myśleć o innych sprawach, podczas gdy rutynowa praca odbywa się w tle. Ale jeśli podczas korzystania z automatycznego pilota coś pójdzie nie tak (pojawi się przeszkoda na drodze do delikatesów lub zdanie wyjdzie niepoprawne), zauważasz to. Nieoczekiwane bądź niepożądane zdarzenia przechwytują naszą uwagę, uobecniając się jako treści świadome i wypierając to, o czym w danej chwili myśleliśmy. Procesy kontrolne nieświadomości poznawczej nie tylko stanowią zatem podłoże treści informacyjnej, której świadomie doświadczamy, lecz również kierują naszymi interakcjami behawioralnymi z otoczeniem.


Ledoux, J. (2020). Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg. Kraków: Copernicus Center Press.

   

   

   

27 grudnia 2022

najbardziej fundamentalne emocje to te, w których powstaniu biorą udział archaiczne obwody przetrwaniowe. . .

 Teza, że emocje człowieka mogą być egzaptacjami, które uległy późnej selekcji ewolucyjnej, nie oznacza wcale, że nie mają one związku z naszymi zwierzęcymi przodkami. Wręcz przeciwnie: najbardziej fundamentalne emocje to te, w których powstaniu biorą udział archaiczne obwody przetrwaniowe. Pamiętajmy jednak, co podkreślałem poprzednio, że takie obwody przetrwaniowe wpływają na treści przeżyć świadomych, ale nie definiują ich.

    Korzyścią, dzięki której emocje zdołały utrzymać się w genomie naszego gatunku, mogła być zdolność do personalizowania wartości. Zamiast po prostu wykrywać ryzyko i unikać zagrożenia, organizm mógł rozważyć „Jak niebezpieczne jest to dla m n i e?” . Inne zwierzęta potrafią reprezentować wartości, lecz tylko ludzie mogą uczynić je osobistymi. Zgodnie z tym poglądem emocja to przeżycie dotyczące tego, że jakaś wartościowa rzecz przydarza się mnie. Jeśli tak jest, to emocje nie mogą istnieć bez autonoezy. Nie ma „ja”, nie ma emocji.

    Od czasów Darwina naukowcy, wchodząc z założenia, że brakującym ogniwem są emocje, mieli ogromne trudności z połączeniem ludzkich zachowań z historią życia na Ziemi. Jednak błąd w Darwinowskiej doktrynie emocji wychodzi na jaw, kiedy uświadomimy sobie, że behawioralne zdolności przetrwania, które odziedziczyliśmy po naszych zwierzęcych przodkach, są wytworem innych systemów mózgowych niż te właściwe tylko ludziom, odpowiadające za autonoetyczne stany świadomości, w tym emocje. O ile odmęty dziejów zachowań przetrwaniowych są głębokie, o tyle strumień naszych świadomych emocji jest płytki.

    Pogląd, że istotne aspekty funkcjonowania ludzkiego mózgu są ewolucyjnie nowe, wcale nie degraduje statusu innych zwierząt do poziomu prymitywnych maszyn odruchowych nawet ludzie — jedyne organizmy, co do których dysponujemy niezbitymi dowodami na samoświadomość — do załatwiania większości spraw swojego codziennego życia wykorzystują nieświadome, złożone zdolności poznawcze i behawioralne.


Ledoux, J. (2020). Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg. Kraków: Copernicus Center Press.

   

   

   

utwór muzyczny nabiera dla niego kształtu, dopiero gdy wczyta się w partyturę. . .

    Podam Państwu przykład. Nigdy nie wczytywałem się w żadną partyturę, toteż nie bardzo rozumiałem, na czym konkretnie polega jej dokładne studiowanie. Lecz słuchając opowieści pana Ozawy, obserwując zmiany jego tonu i wyrazu twarzy, w pełni uświadomiłem sobie, jak ważna to dla niego czynność. Utwór muzyczny nabiera dla niego kształtu, dopiero gdy wczyta się w partyturę. Ślepy i głuchy na wszystko inne bada ją szczegółowo, aż czuje, że wszystko zrozumiał. Wpatruje się w skomplikowane znaki nagromadzone na dwuwymiarowym papierze, przędzie z nich nić swojej muzyki, którą następnie czyni trójwymiarową. To jest podstawa jego muzycznego żywota. Dlatego wstaje wcześnie rano, zamyka się gdzieś sam i przez kilka godzin w skupieniu wczytuje się w partyturę. Odczytuje tę napisaną skomplikowanym szyfrem wiadomość z przeszłości.

    Ja podobnie wstaję koło czwartej i sam w skupieniu pracuję. Zimą jest jeszcze zupełnie ciemno. Nic nie zwiastuje świtu. Nie słychać śpiewu ptaków. O takiej porze pracuję w skupieniu przez pięć albo sześć godzin. Popijając gorącą kawę, w zapamiętaniu uderzam w klawiaturę komputera. Prowadzę takie życie od ponad ćwierć wieku. O tej samej porze, o której pan Ozawa czyta w skupieniu partytury, ja w skupieniu piszę. Każdy z nas zajmuje się zupełnie czym innym, ale w głębi serca wyobrażam sobie, że rodzaj tego skupienia jest podobny.


Haruki Murakami, Seiji Ozawa (Rozmowy o muzyce, 2011)

   

   

   

obnoszenie się ze swoim ego nie jest takie proste. . .

    Powiedzenie, że ludzie twórczy muszą być w gruncie rzeczy egoistami, zabrzmi może arogancko, ale czy to się komuś podoba, czy nie, jest to niezaprzeczalny fakt. Jeżeli ktoś żyje, wiecznie zwracając uwagę na otoczenie, starając się unikać konfliktów, nikogo nie denerwować, a do tego chce zawsze spaść na cztery łapy, nie uda mu się pracować twórczo w żadnej dziedzinie. Do tego, żeby stworzyć coś z niczego, potrzebne jest głębokie skupienie, a takie skupienie możliwe jest przede wszystkim tam, gdzie nie spotyka się innych ludzi, w miejscu, które ma w sobie coś demonicznego.

    Lecz jeśli człowiek stwierdzi: „Jestem artystą” i wypuści swoje ego spod kontroli, trudno mu będzie wieść normalne życie w społeczeństwie i narazi się na kłopoty, które staną na przeszkodzie w osiągnięciu tego niezbędnego skupienia. Może dało się tak funkcjonować pod koniec dziewiętnastego wieku, ale w dwudziestym pierwszym obnoszenie się ze swoim ego nie jest takie proste. Jeżeli zatem ktoś chce się zawodowo zajmować twórczością, musi gdzieś znaleźć jakąś realistyczną strefę kompromisu między sobą a otoczeniem.



Haruki Murakami, Seiji Ozawa (Rozmowy o muzyce, 2011)