28 września 2015

poeta w czasie pisania. . .

Poeta w czasie pisania
to człowiek odwrócony
tyłem do świata
do nieporządku
rzeczywistości

Poeta w czasie pisania
jest bezbronny
łatwo go wtedy zaskoczyć
ośmieszyć przestraszyć

wynurzył się
wyszedł ze świata
zwierzęcego
na wędrownych piaskach
widać ślady jego ptasich
nóżek

z oddali dochodzą jeszcze
głosy słowa
ziarnisty śmiech
kobiet

ale nie wolno mu
spojrzeć
za siebie

wyrzucony na powierzchnię
pusty poniewiera się
po mieszkaniu

zakrywa twarz
na której maluje się
zdumienie
błąka uśmiech

jeszcze nie potrafi
odpowiadać
na najprostsze pytania

słyszał oddech wieczności
przyspieszony
nieregularny

listopad 1979

                               Tadeusz Różewicz
  
  
  

24 września 2015

chciałbym anioła widzieć na tym grobie. . .

Chciałbym anioła widzieć na tym grobie,
Kędy sny nasze leżą pogrzebane,
Co by mi czasem zaśpiewał o tobie,
Jak śpiewa tułacz pamiątki kochane;
Co by na chwilę pochodnią schyloną
W tę noc okropną i nierozgarnianą
Rzucił skier kilka na przyszłości fale
I blaskiem chwały ozłocił me żale.
Ach, głos twój gdyby ponad twoim czołem
Ozwał się, lecąc od dalekiej strony,
Choć raz się ozwał, wiatrami niesiony,
Ten głos twój byłby mi takim aniołem!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Przed nocą wieczną niech głos twój usłyszę,
Jak pieśń nadziei w godzinie konania,
A może wtedy ponad grobu ciszę
Wejdzie mi blady księżyc zmartwychwstania!
A jeśli, płacząc, na zgasłych źrenicach
Złożysz, jak kwiaty, twoje ciche ręce,
Grób spłonie ogniem i w stu błyskawicach
Słońc nieśmiertelnych obleją mnie wieńce...

                                                             Zygmunt Krasiński
 
 
 

23 września 2015

pan tu nie stał. . .

Pan tu nie stał, zwracam panu uwagę,
że nigdy nie stał pan za nami
murem, na stanowisku naszym też
pan nie stał, już nie mówiąc, że na naszym czele
nie stał pan nigdy, pan tu nie stał, panie,
nas na to nie stać, żeby pan tu stał
obiema nogami na naszej ziemi, ona stoi
przed panem otworem, a pan co,
stoi pan sobie na uboczu
wspólnego grobu, panie tam jest koniec,
nie stój pan w miejscu, nie stawiaj się pan, stawaj
pan w pąsach na szarym końcu, w końcu
znajdzie się jakieś miejsce i dla pana

                                                          Stanisław Barańczak 
                                                          (z tomu Tryptyk z betonu, zmęczenia i śniegu 
                                                          / Dojść do lady (wiersze nabywcze), 1980)
   
   
   

21 września 2015

czarodziejska góra. . .

Nie pamiętam dokładnie, kiedy umarł Budberg, albo dwa, albo trzy lata temu.
Ani kiedy Chen. Rok temu czy dawniej.
Wkrótce po naszym przyjeździe Budberg, melancholijnie łagodny,
Powiedział, że z początku trudno się przyzwyczaić,
Bo nie ma tutaj ni wiosny i lata, ni jesieni i zimy.

Śnił mi się ciągle śnieg i brzozowe lasy.
Gdzie prawie nie ma pór roku, ani spostrzec, jak upływa czas.
To jest, zobaczy Pan, "Czarodziejska góra".

Budberg: w dzieciństwie domowe nazwisko.
Dużo znaczyła w kiejdańskim powiecie
Ta rosyjska rodzina, z bałtyckich Niemców.
Nie czytałem żadnej z jego prac, zanadto specjalne.
A Chen był podobno znakomitym poetą.
Muszę to przyjąć na wiarę, bo pisał tylko po chińsku.

*

Upalny październik, chłodny lipiec, w lutym kwitną drzewa.
Godowe loty kolibrów nie zwiastują wiosny.
Tylko wierny klon zrzucał co roku liście bez potrzeby,
Bo tak nauczyli się jego przodkowie.

*

Czułem, że Budberg ma rację, i buntowałem się.
Więc nie dostanę potęgi, nie uratuję świata?
I sława mnie ominie, ni tiary, ani korony?
Czyż na to ćwiczyłem siebie, Jedynego,
Żeby układać strofy dla mew i mgieł od morza,
Słuchać, jak buczą tam nisko okrętowe syreny?

Aż minęło. Co minęło? Życie.
Teraz nie wstydzę się mojej przegranej.
Jedna pochmurna wyspa ze szczekaniem fok
Albo sprażona pustynia, i tego nam dosyć,
Żeby powiedzieć yes, tak, si.
„Nawet śpiąc, pracujemy nad stawaniem się świata".
Tylko z wytrwałości bierze się wytrwałość.
Gestami stwarzałem niewidzialny sznur.
I wspinałem się po nim, i trzymał mnie.

Jaka procesja! Quelles délices!
Jakie birety i z wyłogami togi!
Mnogouważajemyj Professor Budberg,
Most Distinguished Professor Chen,
Ciemno Wielmożny Profesor Milosz,
Który pisywał wiersze w bliżej nieznanym języku.
Kto ich tam zresztą policzy. A tu słońce.
Tak, że bieleje płomień ich wysokich świec
I ileż pokoleń kolibrów im towarzyszy,
Kiedy tak posuwają się. Po czarodziejskiej górze.
I zimna mgła od morza znaczy, że znów lipiec.

1975 Berkeley

                                 Czesław Miłosz (z tomu Hymn o Perle, 1982)
 
 
 

20 września 2015

skoro już musisz krzyczeć, rób to cicho. . .

Skoro już musisz krzyczeć, rób to po cichu (ściany
mają
uszy), skoro już musisz się kochać,

zgaś światło (sąsiad
ma
lornetkę), skoro już musisz

mieszkać, nie zamykaj drzwi (władza
ma
nakaz), skoro już

musisz cierpieć, rób to we własnym domu (życie
ma
swoje prawa), skoro

już musisz żyć, ogranicz się we wszystkim (wszystko
ma
swoje granice).

                                                 Stanisław Barańczak 
                                                 (z tomu Tryptyk z betonu, zmęczenia i śniegu / 
                                                 Kątem u siebie (wiersze mieszkalne), 1980)
 
   
   

19 września 2015

wariatka. . .

   Jej pałające spojrzenie trzyma mnie mocno jak w objęciach. Mówi słowa pomieszane ze snami. Zaprasza. Będziesz szczęśliwy, jeśli uwierzysz i zaczepisz swój wózek o gwiazdę. Jest łagodna, kiedy karmi piersią obłoki, ale gdy opuści ją spokój, biegnie nad morze i wyrzuca ramiona w niebo.
   W jej oczach widzę, jak u moich ramion stoją dwaj aniołowie: blady, złośliwy anioł Ironii i potężny, miłujący anioł Schizofrenii.

Zbigniew Herbert (z tomu Hermes pies i gwiazda, 1957)
   
   
   

ścigany. . .

Noc
wciąga mnie
w głąb.
Płynę w dłoniach jak w łodzi
Odpływam stąd.
Ukryty,
owinięty prześcieradłem,
drżę nagi
wyrzucony
na wierzch, na pościel
jak na groźny ląd.

Twarz przyklejona do szyby
jak liść.

To są kroki
to dzwonek
to zwykła rozmowa.
Uciekam od ściany do ściany
krzyczę szeptem:
jestem!

                        Tadeusz Różewicz (z tomu Niepokój, 1946)
  
  
  

12 września 2015

epizod z saint-benoît. . .

w starym opactwie nad Loarą
(wszystkie soki z drzew spłynęły tą rzeką)
przed wejściem do bazyliki
(nie jest to nartex ale kamienna alegoria)
na jednym z kapitelów
nagi Max Jacob
którego wydzierają sobie
szatan i czteroskrzydły archangelus

wynik tych zapasów
nie został ogłoszony
jeśli nie wziąć pod uwagę
sąsiedniego kapitelu

szatan trzyma mocno
oderwaną rękę Jacoba
pozwalając reszcie
wykrwawić się między
czterema niewidocznymi skrzydłami

                                Zbigniew Herbert (z tomu Napis, 1962)
  
  
  

blues kaina. . .

Czy pan Abel jest w domu? Tak proszę pana
Ale nie przyjmuje
Kontempluje w zacisznym pokoju
Jutro rano leci
na kongres prawników
do Ottawy
wygłosi tam dwa referaty
na temat: W jaki sposób zostałem zabity
Pański bilet wizytowy przekażę
jeśli pan sobie życzy

                      Tymczasem Kain
                      przycupnął w moim mianie
                      Biblijny zbrodzień

Ciągle go tropią
Serce mu kołacze jak kłódka
że jeszcze ciągle go tropią:
Konstable Tłuste kelnerki
Masażyści historii Fryzjerzy ciszy
Atletyczne dzieciaki Prorocy od siedmiu boleści
Uzgodnione wolnomyślicielstwo Zwinne kurewki
Odczytywacze duszy
Kolekcjonerzy instynktów
Ciągle mu pragną dobrać się do skóry
ludzie i osy burze i kangury

                      Nawiedza mnie wieczorem

Pot jak aureola
Włosy sięgają ramion
Zaszczuty wiekuiście nie golony
ponieważ boi się brzytwy
i wody i Pisma i psów
i zmroku i światła

                      Aż dotąd Kaina rozumiem

Ale reszta ginie we mgle 
Czy naprawdę nie zabił 
tego nie jestem pewien Każdy się wykręca 
Zasłaniały go krzaki

I przecież o to nie trudno
A co wiem to wiem i bez Kaina
Ludzie zaszczują kogo zaszczuć chcą 
W takiej nienawiści przeciw komukolwiek 
jest coś świętego 
i starszego 
niż my
I jeszcze ileż tego chamstwa 
które się wokół rozpryśnie

                      Chamstwo jest święte 
                      wynika przecież z poniżenia

Już za nim za Kainem pędzą:
Konstable Tłuste kelnerki
Masażyści historii Fryzjerzy ciszy
Atletyczne dzieciaki Prorocy od siedmiu boleści
Uzgodnione wolnomyślicielstwo
Zwinne kurewki
Odczytywacze duszy
Kolekcjonerzy instynktów 
Wrogowie nikotyny zła 
A nade wszystko 
wszelkie ludzkie kangury

Już go tłum goni
Już go dopędza 
Już go tłum ma
Potem tylko coś chrupnie
O mamo Jeszcze Ależ z niego chuchro
Panowie proszę się rozejść
I znów jak gdyby nigdy nic

Jak żyję nie spotkałem tak strachliwego zbrodniarza 
Kuli się w kłębku łachów
a kiedy mu przynoszę herbatę w termosie
zasłania okno

                      I już zaczyna bełkotać

Myślę: Biblia wcale nie wspomina że nigdy się porządnie nie nauczył mówić że smarka w rękę że chętnie liże sól że jest nieokrzesany
Jednym słowem: niewiele się różni od małpy

                      Ale ma piękne oczy

Po wielu latach tych wspólnych posiedzeń
coraz łatwiej rozumiem co mi po ciemku paple:
Ze nigdy nie zabił
Ze ongiś dawno przed nim
każdy raju mieszkaniec żył jak chciał
na deszczu gorzej
lepiej przy upale
I wywnętrzał się swobodnie z sekretów
I jadł glinę pełen prostej wzniosłości
Mięsne muchy w orchideach na organach grały
Czarnożółty wąż
trawił królika albowiem
było to ich wzajemnym przeznaczeniem
Olbrzymie rajskie rzeki
błyskały swymi zdrowymi trzewiami
raz skupione a raz rozprężone
zgodnie z prawem
Nikomu się nie śniło odróżniać dobro od zła
Zaświatów było mniej niż brudu za paznokciem
Umierająca pantera nie truchlała
że śmierć po nią wyciąga rękę

                      — — —

Pan także pije szklankę letniej wody
na czczo?
Ja daję szczyptę soli

                      — — —

Jak żyję nie spotkałem tak strachliwego zbrodniarza
Jego trwoga udziela się i mnie
Ale mówmy poważnie
Kainie czy to źle
pod wpływem nieczystego sumienia
budować wspaniałe cywilizacje
Pod wpływem poczucia niższości
stanąć na tylnych nogach
To wszystko obróci się znów przeciw sobie
To wszystko wróci znów skąd wyszło

Za kratami zoo siwy małpierz
wygrzewa się w niedzielnym słońcu
I myśli:
nie liczcie na nas

                                                                Josef Kainar
                                                                (tłum. Adam Włodek)
 

   



chytrość zabezpiecza istnienie. . .

Wygnany  został  z  raju  naiwnej  wiary  w  cesarza,  w  cnotę,  prawdę  i  sprawiedliwość  i  teraz,  milcząc  i  cierpiąc, zaczynał pojmować, że chytrość zabezpiecza istnienie świata, siłę praw oraz blask majestatu.

Joseph Roth (fragment powieści Marsz Radeckiego, 1932)
   
   
   

10 września 2015

ach, ileż mam wierszy. . .

Ach, ileż mam wierszy niedokończonych...
Wiersz, choć krótki,
łatwo zaczynać, trudno kończyć...
- Tak jak miłość.
I w wierszu człowiek jak w miłości
za grę krwią płaci.
Albo wszystko osiąga nią,
albo też wszystko traci.

                                             Július Lenko
                                             (tłum. Witold Nawrocki)
   
   
   

09 września 2015

pastel ironiczny. . .

I wszędzie złoto — na niebie, na polach
i tam na górach, i tu na topolach,
i w słodkich mgłach, co w dali się zwieszają,
i w cieniach, które w światło się wplatają,
ach, wszędzie złoto, chłodne złoto wszędzie.

A drogą krętą na wzgórza krawędzi
w srebrze pajęczyn i w złocie jesieni,
w ostatniej krasie, którą świat się mieni,
i wprost ku słońcu lśniącemu w lazurze
wlecze się żebrak w podartym kapturze...

                                                                    Jiři Wolker
                                                                    (tłum. Kazimierz A. Jaworski) 
   
   
   

sonet 20. . .

Natury ręką tyś namalowany
Jako kobieta, mych żądz pani-panie.
Kobiece ręce masz, lecz bez odmiany
Fałszywej, jaką zna kobiet kochanie
Okiem jaśniejszym niż ich wokół toczysz;
Wszystko, co ujrzą, złocą twe spojrzenia;
Mężczyzno z barwy, tysiąc barw jednoczysz,
Wzrok mężczyzn kradniesz i kobiet marzenia.
Jako kobieta zostałeś stworzony,
Ale Natura tworząc cię przysnęła
I tak zostałeś ze mną rozłączony,
Gdyż coś dodając, ciebie mi odjęła.

Lecz żeś stworzony dla kobiet radości,
Mnie kochaj, od nich bierz skarb ich miłości.

                                                               William Shakespeare
 
 
 

04 września 2015

uzbrojony anioł bramy raju. . .

   Stoją  naprzeciw  siebie  w  mamy  pokoju,  ale  dla  mamy  pokój  ten  jest  teraz  jedynie przedsionkiem  komnaty  syna;  strzeże  jej  jak  uzbrojony  anioł  bramy  raju.  Głos  gościa jest  przykry  i  budzi  w  niej  gniew.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

tylko prawdziwy poeta wie, jak tęskno jest w zwierciadlanym domu poezji. . .

   Tylko  prawdziwy  poeta wie,  jak  tęskno  jest  w  zwierciadlanym  domu  poezji.  Za  oknem słychać  dalekie  odgłosy  strzałów,  a  serce  ściska  się  z  pragnienia,  aby  odejść;  Lermontow  zapina  guziki  wojskowego  munduru;  Byron  wkłada  do  szufladki  nocnego  stolika rewolwer;  Wolker  maszeruje  w  swych  wierszach  z  masami;  Hałas  klnie  do  rymu;  Majakowski  następuje  na  gardło  swej  pieśni;  w  zwierciadłach  szaleje  wspaniała  bitwa.  Ale uwaga!  Jeśli  poeci  przez  pomyłkę  przekroczą  granice  zwierciadlanego  domu,  zginą,  bo wiem  nie  potrafią  strzelać  i  jeśli  wystrzelą,  trafią  jedynie  w  swoją  własną  głowę.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

30 sierpnia 2015

cóż bo mózg? rozum co?. . .

Cóż bo mózg? rozum co? słynny z polemik,
Wysuszający żywota istotę -
Planów rysownik i potęg alchemik:
Czy kiedy przezeń ukochał kto cnotę? -

Serce - istotnym jest prawdy ogniskiem:
Gdy rozum zbłądzi w najmniejszej usterce,
Serce i z błędów nieraz wraca z zyskiem...
Życia i wiedzy więc treścią cóż?... serce!

Przezeń nieszczęsny śród fortunnych gości
I utwierdzenie śród silnych ma słaby;
Ludzkość, raz gdyby w istotnej miłości
Ruszyła w Niebo, jak do domu szłaby!...

Przez dziwną serca magię i czarowność
Zaniemawiają zawistni oszczerce,
A mądrość cicha odzyskiwa mowność.
Wszystko, co wielkie, jest wielkie przez serce!

Przezeń ułomność obliczem wypięknia,
Jakby światło życie nad mogiłą -
Trwożliwość przezeń się unieprzelęknia,
Blizny bywają wdziękiem, wdzięki - siłą.

Potężnym przezeń, co tkliwe i rzewne,
A rozrzewnionym, co harde i chrobre -
Przezeń jest wszystkość i całość..
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
...zapewne.

Serce jest dobra rzecz, dopóki... dobre!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .

                                           Cyprian Kamil Norwid
 
 
 

29 sierpnia 2015

spóźnić się ... nie miał już siły znosić dalszego poniżenia. . .

   Spóźnić  się  chwilę,  to  nic  poważnego,  ale  Jaromil,  tylekroć  urażony  w  ostatnich dniach,  nie  miał  już  siły  znosić  dalszego  poniżenia;  musiał  spacerować  koło  domu na  ulicy  pełnej  przechodniów,  tak  że  wszyscy  przechodzący  obok  mogli  go  widzieć, jak  czeka  na  kogoś,  kto  się  do  niego  nie  spieszy,  i  w  ten  sposób  wystawia  swą  porażkę na  widok  publiczny. 
   Bał się  spojrzeć  na  zegarek,  by  ten  nazbyt wymowny  gest  nie  zdradził  go  przed  całą ulicą,  jako  daremnie  czekającego(...)

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

poetą, jest pan kochankiem życia. . .

Jest  pan  naiwny,  rzekł  mu  stary  poeta.  Jest  pan  przecież  poetą,  jest  pan  kochankiem  życia,  nie  skrzywdzi  pan  swej  dziewczyny  tym,  że  pokocha  się  pan  z  inną;  życie jest  krótkie  i  okazje,  które  przepuścimy,  nie  powrócą.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

o dziecku, które było szczęśliwe wewnątrz ciała matki. . .

   Znacie  może  przepiękny  wiersz  Ortena  o  dziecku,  które  było  szczęśliwe  wewnątrz ciała  matki  i  traktuje  swoje  narodzenie  jako  potworną  śmierć,  śmierć  pełną  światła i  okropną  tak,  że  chce  wrócić  z  powrotem,  z  powrotem  do  mamy,  z  powrotem  do  prze- słodkiej  woni.  W  niedojrzałym  mężczyźnie  pozostaje  jeszcze  długo  tęsknota  za  bezpieczeństwem  i  jednością  owego  wszechświata,  który  w  matce  cały  samym  sobą  wypełniał,  i  pozostaje  w  nim  także  niepokój  (czy  gniew)  wobec  dorosłego  świata  względności, w  którym  gubi  się  jak  kropla  w  morzu  obcości.  Dlatego  młodzi  ludzie  są  namiętnymi monistami,  wysłannikami  absolutu;  dlatego  poeta  snuje  sobie  prywatny  wszechświat wierszy;  dlatego  młody  rewolucjonista  pragnie  absolutnie  nowego  świata,  ukutego z  jednej  jedynej  jasnej  myśli;  dlatego  nie  znoszą  kompromisu,  ani  w  miłości,  ani  w  polityce;  wzburzony  student  krzyczy  poprzez  dzieje  swoje  wszystko  albo  nic,  a  dwudziestoletni  Viktor  Hugo  wścieka  się,  kiedy  widzi,  jak  Adela  Foucher,  jego  narzeczona,  unosi sobie  na  zabłoconym  chodniku  suknię  tak,  że  widać  jej  kostkę.  Wydaje  mi  się,  że  wstyd jest  ważniejszy  niż  suknia,  upomina  ją  potem  w  surowym  liście  i  grozi:  uważaj  na  to, co  mówię,  jeśli  nie  chcesz,  bym  spoliczkował  pierwszego  zuchwalca,  który  ośmieli  się na  ciebie  spojrzeć! 
   Świat  dorosłych,  gdy  usłyszy  taką  patetyczną  groźbę,  wybucha  śmiechem.  Poeta jest  zraniony  zdradą  kostki  ukochanej  i  śmiechem  tłumu,  i  dramat  poezji  i  świata  zaczyna  się. 
   Świat  dorosłych  wie  przecież,  że  absolut  jest  tylko  złudzeniem,  że  nic,  co  ludzkie, nie  jest  wielkie  ani  wieczne  i  że  to  całkiem  normalne,  gdy(...)

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

gospodarka uzyska za poetów cenne urządzenia miernicze i banany. . .

(...)wziął  Jaromila pod  ramię  i  zaprowadził  go  przed  wielką  szafę.  Otworzył ją  i  wskazał  na  wysokie  stosy papieru  ułożonego  na  półkach:
   -  Miły  towarzyszu,  codziennie  dostajemy  wiersze  przeciętnie  od  dwunastu  nowych autorów.  Ile  to  jest  rocznie?
   -  Nie  potrafię  w  pamięci  policzyć  odpowiedział  zmieszany Jaromil,  kiedy  redaktor  zmuszał  go  do  odpowiedzi.
   -  To  jest  cztery  tysiące  trzystu  osiemdziesięciu  nowych  poetów  rocznie.  Nie  miał byś  ochoty  -  wybrać  się  za  granicę?
   -  Czemu  by  nie  -  odrzekł  Jaromil.
   -  To  nie  przestawaj  pisać  powiedział  redaktor.  -  Jestem  pewien,  prędzej  Czy  później  zaczniemy  poetów  eksportować.  Inne  kraje  eksportują  monterów,  inżynierów  albo zboże  czy  węgiel,  ale  naszym  największym  bogactwem  są  poeci.  Czescy  poeci  będą zakładać  poezję  krajów  rozwijających  się.  Nasza  gospodarka  uzyska  za  poetów  cenne urządzenia  miernicze  i  banany.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

geniusz liryki to geniusz niedoświadczenia. . .


   Liryka  jest  obszarem,  na  którym  jakiekolwiek  twierdzenie  staje  się  prawdą.  Liryk wczoraj  powiedział:  życie  jest  daremne  jak  płacz,  a  dziś  powiedział:  życie  jest  wesołe jak  śmiech,  i  za  każdym  razem  miał  rację.  Dzisiaj  powie:  wszystko  się  kończy  i  zapada w  ciszę,  a  jutro  powie:  nic  się  nie  kończy  i  wszystko  wiecznie  brzmi,  i  oba  stwierdzenia obowiązują.  Liryk  nie  musi  nic  udowadniać;  jedynym  dowodem  jest  patos  przeżycia. Geniusz  liryki  to  geniusz  niedoświadczenia.  Poeta  mało  wie  o  świecie,  ale  wychodzące z  niego  słowa  układają  się  w  piękne  konfiguracje,  mające  idealną  strukturę  kryształu; poeta  jest  niedojrzały,  a  mimo  to  jego  wers  ma  w  sobie  definitywność  przepowiedni, przed  którą  również  on  sam  stoi  w  osłupieniu.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

jak piotr chrystusa ... dobrze rozumiała fakty ... źle rozumiała myśl. . .

   -  Co  to  za  chudzinka,  z  którą  wczoraj  szedłeś?  
   Wyparł  się dziewczyny  jak  Piotr Chrystusa;  wykręcił się,  że  to  była  przygodna  znajoma;  pogardliwie  machnął  nad  nią  ręką.  Ale,  jak  Piotr Chrystusowi,  tak  i  on  pozostał w  duszy  wierny swej  dziewczynie.
(...)

   -  I  tak  nie  wiem,  co  ty  we  mnie  widzisz.  Jest  wkoło  tyle  ładniejszych  dziewcząt. 
   Rozzłościł  się  i  tłumaczył jej,  że  zdrada  nie  ma  z  miłością  nic  wspólnego.  Twierdził, że  kocha  w  niej  to,  co  dla  wszystkich  innych  jest  brzydkie;  w  jakimś  uniesieniu  zaczął to  nawet  nazywać;  mówił,  że  jej  piersi  są  małe  i  nędzne,  z  wielkimi  pomarszczonymi brodawkami,  budzącymi  raczej  litość  niż  zachwyt;  mówił,  że  jej  twarz  jest  piegowata, włosy  rude  a  ciało  chude  i  że  właśnie  dlatego  ją  kocha. 
   Ruda  rozpłakała  się,  ponieważ  dobrze  rozumiała  fakty  (ubożuchne  piersi,  rzadkie włosy),  źle  rozumiała  myśl.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

chwila ... tylko ... jeśli była posłanką pięknej wieczności. . .

   Potem  leżał  spokojnie  obok  niej,  całował  ją  czule  po  ramieniu  i  było  mu  dobrze. Jednakże  ten  dureń  nie  mógł zadowolić  się  piękną  chwilą;  piękna  chwila  miała  dla  niego znaczenie  tylko  wtedy,  jeśli  była  posłanką  pięknej  wieczności;  piękna  chwila,  która  wypadłaby  z  poplamionej  wieczności,  była  dla  niego  jedynie  kłamstwem.  Chciał  się  więc upewnić,  że  ich  wieczność  jest  nie  splamiona,  i  zapytał,  błagalnie  raczej  niż  napastliwie:
   -  Ale  powiedz  mi,  że  to  był  tylko  głupi  żart  z  tym  badaniem  lekarskim.
   -  No  pewnie  -  powiedziała  dziewczyna;  cóż  miała  odpowiedzieć  na  tak  głupie  pytanie?

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

fascynowały również niektóre czasowniki. . .

Jaromila  fascynowały  również  niektóre  czasowniki,  zwłaszcza  te,  które  wyrażały prosty  ruch  naprzód:  biec,  iść,  a  jeszcze  bardziej  płynąć  i  lecieć.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)
   
   
   

być bezustannie pijanym... winem, poezją, cnotą. . .

"Szalejcie  ze  mną!"  -  wzywa  Vitezslav  Nezval  swoich  czytelników,  a  Baudelaire  pisze: „Trzeba  być  bezustannie  pijanym...  winem,  poezją,  cnotą,  wedle  upodobania..."  Liryka jest  pijaństwem  i  człowiek  się  upija,  aby  łatwiej  jednoczyć  się  ze  światem.  Rewolucja nie  pragnie  być  badana  i  obserwowana,  pragnie,  by  ludzie  się  z  nią  jednoczyli;  w  tym sensie  jest  liryczna  i  liryki  potrzebująca.

Milan Kundera (fragment powieści Życie jest gdzie indziej, 1973)