30 sierpnia 2018

oststni promyk nadziei. . .

Przepiłem jedyne 10 oboli
został mi tylko ostatni promyk nadziei
rzuciłem go na bufet
szynkarz nie spodziewał się takiej gratki
znał się na tym, więc poznał w lot
że nie jest to byle jaka sztuka
to nie jest troska wyrobnika
ani kalkulacja kupca
ani niepokój spadkobiercy
ale nadzieja bezwzględna i okrutna
                                            luksusowa
                                            wieloraka
                                            arystokratyczna
nadzieja niszczenia świata
i kreacja idiotycznych ogrodów

o, jak pięknie w palcach tego głupca
lśni mój ostatni promyk nadziei

                                                           1957

                                                           Andrzej Bursa
   
   
   

29 sierpnia 2018

cierpimy (?) na multifrenię. . .

Multifrenia jest terminem zaproponowanym przez Kennetha Gergena (2009). Cierpimy (?) na multifrenię, bo nasze Ja staje się coraz mniej spójne, jest rozbite na szereg różnych jego aspektów. W celu opisu multifrenii Gergen odwołuje się do jeszcze innej metafory, tj. do pojęcia zaludnionego Ja. Według niego nasze Ja jest coraz bardziej zaludnione przez osoby, z którymi się kontaktujemy, poglądy, z jakimi przychodzi nam się konfrontować, cały wachlarz stanowisk, z jakimi codziennie mamy do czynienia. Ma to związek z rozwojem współczesnych technologii, które, jak już pisaliśmy, dosłownie zanurzają nas w morzu różnych opinii, wiadomości, intensyfikują nasze kontakty z innymi osobami. Mówiąc językiem Gergena,im bardziej zaludnione jest nasze Ja, tym trudniej o jego spójność, gdyż brak czasu i wielość stanowisk nie pozwala na ich przyswojenie i zintegrowanie. Ja — w tym ujęciu — staje się pewnym konglomeratem mniej lub bardziej powiązanych przekonań, reprezentacji innych osób, odczuć.

Chrząstkowski, S., Barbaro, B. (2011). Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego


   

człowiek skazany jest na samotne doświadczanie trwogi życia. . .

Ciągła zmiana ma też jednak swoją cenę. Hermans i Dimaggio (2007) uważają, że niepokój jest jednym ze skutków ubocznych globalizacji, w wyniku której ludzie w coraz większym stopniu mają do czynienia z bardzo różnymi perspektywami, punktami widzenia, kontekstami. Oczywiście można by dodać, że epidemie i katastrofy zawsze towarzyszyły ludzkości. Jednak postmoderniści uważają, że lęk w średniowieczu był zorganizowany w bojaźni bożej, a dziś, gdy „Bóg umarł”, człowiek skazany jest na samotne doświadczanie trwogi życia. Ta perspektywa nie jest hasłem antropologów kultury, lecz doświadczeniem jednostkowym. Oto przykład: głupieję w tym świecie. myślę, że coś jest jakieś, a za chwilę wszystko jest inaczej. naprawdę, niczego absolutnie niczego nie można być pewnym. i w ogóle czuję się okropnie. nie ma we mnie żadnych ideatów, żadnych jakichś dążeń,wszystko jest martwe i leniwe (cytuje list czytelniczki Jastrun, 2009).

Chrząstkowski, S., Barbaro, B. (2011). Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
   
   
   

język nie tyle odzwierciedla, ile tworzy rzeczywistość. . .

Przekornie przytoczymy słowa prof. Barbary Skargi (za: Gadacz, 2001, s. 12):

Poglądy tych ludzi [tj. filozofów, którzy identyfikują się z postmodernizmem] bywają bardzo interesujące i pouczające, bo myśliciele ci są na ogół bardzo inteligentni, nie zmienia to jednak faktu, że są ideologami,a szerokiego XX-wiecznego prądu filozoficznego o nazwie postmodernizm po prostu nie ma. [...] Oryginalność tych filozofów ogranicza się właściwie do języka. 

Lecz, komentując tę sceptyczną uwagę polskiej filozofki, można by wskazać, że to, co mają do powiedzenia postmoderniści na temat języka, jest w najwyższym stopniu niebanalne. Wskazują, że język nie tyle odzwierciedla, ile tworzy rzeczywistość. Jak to wnikliwie,a zarazem poetycko ujmuje Olga Tokarczuk (2008, s. 5): [...] rzeczywistość jest czymś w rodzaju namiotu rozpiętego na stelażu z pojęć,nawyków myślenia i idei”.

Chrząstkowski, S., Barbaro, B. (2011). Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
 
 
   

ucieczka od własnej zbędności. . .

Idea cywilizacji, postępu, kult człowieczeństwa i przyszłości to mity, za pomocą których człowiek schlebia samemu sobie, to jego ucieczka od własnej zbędności.

Emil Cioran (Dywagacje, 1945-1946)
   
   
   

wszelkie nasze problemy. . .

Dopóki nie akceptujemy śmierci, wszelkie nasze problemy są nierozwiązywalne.

Emil Cioran (Dywagacje, 1945-1946)
   
   
   

szlachetność jest sztuczna, nieprawdopodobna. . .

To, co w nas niskie, jest także najgłębsze i najszczersze. Nieskazitelna szlachetność jest sztuczna, nieprawdopodobna; w literaturze dusze to twory typu „zapchajdziura”.„Wzniosłe” wyznania przyprawiają nas o śmiertelną nudę, z chwilą jednak, gdy wślizguje się w nie odrobina autentycznej nikczemności, budzi się w nas zainteresowanie i dajemy im wiarę. — Wszystko, co wypływa z ja, powinno mieć w sobie coś niskiego.Wzniosłość jako jedyną wymówkę ma własną nieprawdziwość. Stąd jej powinowactwo ze śmiesznością.

Emil Cioran (Dywagacje, 1945-1946)
 
 
   

nic staje się bogiem. . .

Jak poprzez modlitwę Nic staje się Bogiem, tak też poprzez wyrażenie pozór staje się bytem. Słowo okrada z jej prerogatyw niezapośredniczoną nicość, w jakiej żyjemy,odbiera jej płynność i niestabilność. Jak mielibyśmy rozeznawać się w plątaninie doznań,gdybyśmy nie wtłoczyli ich w formy — w to,co istnieje? W ten sposób nadajemy im byt.Rzeczywistość to zakrzepły pozór.

Emil Cioran (Brewiarz zwyciężonych, 1941-1944)
   
   
   

23 sierpnia 2018

cywilizacja rozwija się na pustce. . .

   Ricoeur pisze: „Zrozumieć nasz czas to zdać sobie sprawę z dwóch równoczesnych zjawisk:postępu racjonalności i zaniku sensu. Ludziom dzisiaj brakuje nade wszystko uzasadnienia. Niezasadność pracy, błahość odpoczynku, relatywność seksu — oto problemy, dla których nie widać rozwiązania”. Malraux w błyskawicznym skrócie notuje: „Cywilizacja chrześcijańska rozwijała się wewnątrz chrześcijaństwa. Dziś cywilizacja rozwija się na pustce. Wiek dwudziesty pierwszy albo będzie religijny, albo nie będzie go wcale”. Kołakowski ostrzega: „Chimera nietzscheańska czy Sartrowska, tak wśród nas rozpowszechniona, według której człowiek może się całkowicie i ze wszystkiego wyzwolić — z wszelkiej tradycji i uprzednio istniejącego sensu — i która głosi, że każdy sens można zadekretować wedle własnej woli czy kaprysu, chimera ta nie tylko nie otwiera przed człowiekiem żadnej perspektywy boskiego samo stwarzania, ale zawiesza go w ciemności. być absolutnie wolnym od wszelkiego sensu... znaczy zawisnąć w próżni, czyli zwyczajnie pęknąć.

Czesław Miłosz (Ziemia Ulro, 1977)
   
   
   

najgroźniejszym niebezpieczeństwem dla człowieka jest pokusa snu i zapomnienia. . .

Heideggerowska „ziemia Ulro” posiada także inny wymiar: człowiek, zatraciwszy dogłębny kontakt z bytem, zadowala się wchłanianiem powierzchowności. Szuka czegoś nowego, nie aby zrozumieć, ale by się rozerwać — w Pascalowskim znaczeniu tego słowa. Powierzchowna ciekawość prowadzi do rozproszenia, do jałowego podniecenia. Człowiek jest „wszędzie i nigdzie”, jest zawsze la page, ag courant w ułudzie żyda aktywnego i „intelektualnego”. Błąkając się między będącymi,pragnie zapomnieć o interpelacji bytu. Heidegger, przez odnalezienie olśniewającej bliskości bytu u presokratyków i pozostając — jak sam się wyrażał — na „nadsłuchiwaniu” bytu,przyłącza się do ich przestrogi: najgroźniejszym niebezpieczeństwem dla człowieka jest pokusa snu i zapomnienia.

Czesław Miłosz (Ziemia Ulro, 1977)
   
   
   

wszyscy pożądają życia erotycznego. . .

[...] choć wszyscy pożądają życia erotycznego, to wszyscy zarazem go nienawidzą jako przyczyny swych nieszczęść, swych frustracji, zawiści, kompleksów, cierpień.

Milan Kundera (fragment powieści Tożsamość, 1997)
   
   
   

o miłosnej samotności dwóch starych osób. . .

   Na nic się zda mówić, że ją kocha i uważa za piękną, jego zakochane spojrzenie nie będzie mogło jej pocieszyć. Albowiem spojrzenie miłości jest spojrzeniem, które odosabnia. Jean-Marc myślał o miłosnej samotności dwóch starych osób, niewidzialnych dla innych: smutnej samotności zwiastującej śmierć. Nie, tym, czego Chantal potrzebuje, nie jest zakochane spojrzenie, lecz zalew spojrzeń nieznanych, grubiańskich, lubieżnych, zatrzymujących się na niej bez sympatii, bez selekcji, bez czułości ani grzeczności, nieodparcie, nieuchronnie. Te spojrzenia utrzymują ją w społeczeństwie mężczyzn. Spojrzenie miłości ją z niego wyrywa

Milan Kundera (fragment powieści Tożsamość, 1997)
   
   
   

04 czerwca 2018

instrukcja do zazen. . .

INSTRUKCJA DO ZAZEN 

   Przede wszystkim musisz usiąść, ale pewnie i tak już siedzisz.Tradycyjnie robi się to na podłodze, na poduszce zafu, ze skrzyżowanymi nogami, ale jeśli chcesz, możesz usiąść na krześle. Najważniejsze, żebyś miał dobrą postawę, nie garbił się, nie nachylał itp.
   Teraz możesz położyć dłonie na podołku i złożyć je jedna na drugiej tak, żeby grzbiet lewej ręki leżał na prawej dłoni, a koniuszki kciuków spotykały się na górze, tworząc małe kółko. Miejsce, gdzie stykają się kciuki, powinno znajdować się na jednej linii z twoim pępkiem. Jiko mówi, że takie ułożenie rąk nazywa się hokkaijoin [kosmiczna mudra] i symbolizuje cały kosmiczny wszechświat, który trzymasz na kolanach niczym wielkie, piękne jajo. Potem zwyczajnie siedzisz nieruchomo, rozluźniasz się i skupiasz na oddechu. Tylko nie przejmuj się tym za bardzo. Nie musisz myśleć o oddychaniu, ale też nie przestajesz myśleć o nim. To trochę tak, jak siedzieć na plaży i patrzeć na chlupoczące fale albo na jakieś obce dzieci bawiące się w oddali. Po prostu dostrzegasz wszystko, co się dzieje, zarówno wewnątrz,jak i na zewnątrz ciebie, włączając w to swój oddech, fale i piasek. I właściwie to wszystko.
   Wydaje się to bardzo proste, ale kiedy spróbowałam po raz pierwszy, zupełnie nie mogłam się skupić przez te moje zwariowane myśli i obsesje, a potem wszystko zaczęło mnie swędzieć i miałam wrażenie, jakby chodziły po mnie stonogi. Gdy powiedziałam o tym Jiko, kazała mi odliczać oddechy, o tak:
   Wdech, wydech. raz.
   Wdech, wydech. dwa.
   Powiedziała, że powinnam tak liczyć do dziesięciu, a potem zacząć z powrotem od jednego. A ja na to: jasne, Jiko! No i liczę,liczę, aż przychodzi mi do głowy jakaś dzika fantazja o zemście na kolegach albo nostalgiczne wspomnienie z Sunnyvale i totalnie się rozpraszam. Pewnie już się domyśliłeś, że przez to całe ADD mój umysł zawsze wierci się jak małpka i czasem nie mogę doliczyć nawet do trzech. Dasz wiarę? Nic dziwnego, że nie mogłam się dostać do przyzwoitego liceum. Ale na szczęście nie ma znaczenia, czy zazen się uda, czy nie. Jiko mówi,żeby w ogóle nie myśleć o słowie „porażka". że to całkowicie naturalne, że ludzki umysł myśli, bo taka właśnie jest jego rola,więc jeśli myśli zaczynają ci błądzić i się plątać, nie martw się.To nic takiego. Po prostu zauważasz, że to się dzieje, i odpuszczasz, to bez znaczenia i zaczynasz od samego początku.
   Raz, dwa, trzy itd. I już. Z pozoru to nic takiego, ale Jiko jest przekonana, że jeśli będziesz to robić codziennie, twój umysł się przebudzi i będziesz mógł rozwinąć swoją SUPAPAŁĘ. Na razie podchodzę do tego całkiem rzetelnie. Kiedy już się załapie, nie jest to takie trudne. Podoba mi się, że kiedy siedzisz na zafu (albo nawet jeśli nie masz go pod ręką, na przykład w pociągu, albo otoczony dzieciakami, które cię biją lub szykują się, żeby zedrzeć z ciebie ubranie... innymi słowy, niema znaczenia, gdzie się znajdujesz) i zwracasz swój umysł ku zazen, masz wrażenie, jakbyś wracał do domu. Może dla ciebie to nic wielkiego, bo zawsze miałeś dom, ale dla mnie, dla której jedynym domem było Sunnyvale, to bardzo ważne. Zazen jest nawet lepszy niż dom. Zazen to dom, którego nigdy nie możesz stracić. Robię to, bo podoba mi się to uczucie, i ufam starej Jiko, i przecież nie zaszkodzi, jeśli spróbuję popatrzeć na świat z nieco większym optymizmem, tak jak ona.

Ruth Ozeki (fragment powieści W poszukiwaniu istoty czasu, 2013)
   
   
   

las gotowy na klimatyczne zmiany ... kolaborację z czasem i miejscem. . .

   Oliver się nie przejmował. Patrzył na to z szerszej perspektywy. Przewidując wpływ ocieplenia klimatu na rodzime gatunki drzew, usiłował stworzyć las gotowy na klimatyczne zmiany na stu akrach wycinki, należących do przyjaciela botanika. Sadził tam zagajniki rodowitych gatunków — metasekwoi,sekwoi ogromnych, nabrzeżnych redwoodów, orzechów, wiązów i miłorzębów — gatunków, które rosły na tym obszarze podczas eoceńskiego maksimum termicznego, jakieś pięćdziesiąt pięć milionów lat temu.
   — Wyobraź sobie — mówił — palmy i aligatory znów panujące w okolicach Alaski!
   Było to jego najnowsze dzieło sztuki, botaniczna interwencja, którą nazywał Neoeocenem. Opisywał ją jako kolaborację z czasem i miejscem, której efektu ani on, ani nikt ze współcześnie żyjących nie zdąży zobaczyć, ale nie przeszkadzała mu ta niewiedza. Cierpliwość była częścią jego natury, akceptował też swój los krótkotrwałego ssaka, przemykającego tu i tam wśród korzeni gigantów.

Ruth Ozeki (fragment powieści W poszukiwaniu istoty czasu, 2013)
   
   
   

seminaria o rozwoju osobistym. . .

[...]w Kalifornii, gdzie rodzice moich znajomych wydawali się naprawdę dziecinni. Wszyscy chodzili na terapię, ciągle uczęszczali na seminaria o rozwoju osobistym i na warsztaty z ludzkiego potencjału, a potem wracali z nowymi dzikimi teoriami, dietami, witaminami i wizualizacjami, i rytuałami, i zasadami radzenia sobie w relacjach, które potem trenowali na swoich dzieciach, żeby podnieść ich samoocenę. Moi rodzice, będąc Japończykami, niespecjalnie przejmowali się samooceną i nie interesowała ich ta cała psychologia, chociaż tata miał znajomego, który był profesorem psychologii.

Ruth Ozeki (fragment powieści W poszukiwaniu istoty czasu, 2013)
   
   
   

usłyszeć odpowiedź. . .

   — I co mam zrobić? Przecież nic nie poradzę na problemy psychologiczne taty ani na krach na rynku internetowym, ani na beznadziejną japońską gospodarkę, ani na zdradę mojej rzekomo najlepszej przyjaciółki w Ameryce, ani na to, że znęcają się nade mną w szkole, ani na terroryzm, ani na wojnę, ani na globalne ocieplenie, ani na wymieranie gatunków,prawda?
   — So desu ne — odparła Jiko, kiwając głową, ale nadal nie odwróciła się w moją stronę. — To prawda. Nie możesz nic poradzić na te rzeczy.
   — Więc oczywiście, że jestem zła — powiedziałam z wściekłością. — Czego się spodziewałaś? Co za głupie pytanie.
   — Tak — zgodziła się. — To było głupie pytanie. Widzę, że jesteś zła, nie muszę zadawać takich głupich pytań, żeby to zrozumieć.
   — To po co pytałaś?
   Odwróciła się wolno, obracając się na kolanach, póki nie usiadła zwrócona przodem do mnie.
   — Pytałam dla ciebie — powiedziała.
   — Dla mnie?
   — Żebyś mogła usłyszeć odpowiedź.

Ruth Ozeki (fragment powieści W poszukiwaniu istoty czasu, 2013)
   
   
   

za bardzo się wysila. . .

Dla mnie przygnębiające jest to, kiedy ktoś za bardzo się wysila, a najgorsza jest sytuacja, kiedy nie tylko się wysilają, ale w dodatku wydaje im się, że ludzie dają się na to nabrać.

Ruth Ozeki (fragment powieści W poszukiwaniu istoty czasu, 2013)
   
   
   

16 marca 2018

herbata potrzebna jest do egzystowania. . .

Nagle. Ada chowa przed nim herbatę, to znaczy jawnie każe mu się odwrócić i chowa gdzieś w głębi sekretery, Żeby nie pił jej na darmo, ale na pisanie. Roman tłumaczy, że to tak nie idzie. Ze herbata potrzebna jest do egzystowania. A dopiero z egzystowania może wyniknąć pisanie.

Miron Białoszewski (Tajny dziennik wyd. 2012)
   
   
   

07 lutego 2018

poczucie koherencji / antonovsky. . .

   Poczucie koherencji ma więc, jak się wydaje,rodowód poznawczy. Dopiero w późniejszych swoich pracach (Antonovsky, 1987, 1995) autor przedstawił poczucie koherencji jako zmienną przynależną jednostce składającą się trzech komponentów. W tym nowym ujęciu poczucie koherencji zostało określone jako „globalna orientacja człowieka wyrażająca stopień, w jakim człowiek ma dojmujące, trwałe, choć dynamiczne poczucie pewności, że (1) bodźce napływające w ciągu życia ze środowiska wewnętrznego i zewnętrznego mają charakter ustrukturalizowany,przewidywalny i wytłumaczalny; (2) ma dostęp do środków, które mu pozwolą sprostać wymaganiom, jakie stawiają te bodźce; (3) wymagania te są dla niego wyzwaniem wartym wysiłku i zaangażowania” (Antonovsky, 1987, s. 19, 1995, s. 34).
   Wynika z tego, że Antonovsky zmieniał i precyzował rozumienie poczucia koherencji i w efekcie uznał, że składa się ono z trzech komponentów:poznawczego, instrumentalno-behawioralnegoi motywacyjno-emocjonalnego.

Cierpiałkowska, L., Sęk, H. (2016)  Psychologia kliniczna. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN
   
   
   

profanacja. . .

PROFANACJA

   Desakralizacja świata (Entgôtterung) jest jednym ze zjawisk charakterystycznych dla Czasów Nowożytnych. Desakralizacja nie oznacza ateizmu, lecz określa sytuację, w której jednostka, ego myślące,zastępuje Boga jako podstawę wszystkiego; człowiek może nadal żyć w wierze, klękać w kościele, modlić się przy łóżku, lecz jego pobożność będzie odtąd należała już tylko do jego świata subiektywnego. Opisawszy tę sytuację, Heidegger konkludował: „W ten oto sposób Bogowie wreszcie odeszli. Pustkę, która stąd wyniknęła, zapełnia historyczne i psychologiczne roztrząsanie mitów”
   Roztrząsać historycznie i psychologicznie mity,teksty święte, oznacza: sprofanować je. Profanacja pochodzi od łacińskiego profanum: miejsce przed świątynią, poza świątynią. Profanacją jest zatem usunięcie świętości poza świątynię, w strefę poza religijną. A że w aurze powieści niewidzialnie tkwi śmiech,profanacja powieściowa j est najgorszą z możliwych.Albowiem religia i humor nie są ze sobą zgodne.

Milan Kundera (fragment zbioru esejów Zdradzone testamenty, 1993)
   
   
   

zanim jednak człowiek mógł otrzymać prawa, musiał ukonstytuować się jako jednostka. . .

Społeczeństwo zachodnie zwykło przedstawiać siebie jako społeczeństwo praw człowieka; zanim jednak człowiek mógł otrzymać prawa, musiał ukonstytuować się jako jednostka, za taką siebie uznać i za taką zostać uznanym; nie mogłoby się to zdarzyć bez długotrwałego uprawiania sztuk europejskich,a w szczególności powieści, która naucza czytelnika ciekawości bliźniego i wysiłku zrozumienia prawd różniących się od jego własnych. W tym sensie ma rację Cioran, określający społeczeństwo europejskie jako „społeczeństwo powieści” i mówiący o Europejczykach jako „synach powieści”.

Milan Kundera (fragment zbioru esejów Zdradzone testamenty, 1993)
   
   
   

22 stycznia 2018

ptasie plotki. . .

Przyszła gąska do kaczuszki,
Obgadały kurze nóżki.
Do indyczki przyszła kurka,
Obgadały kacze piórka.
Przyszła kaczka do perliczki,
Obgadały dziób indyczki.
Kaczka kaczce wykwakała,
Co gęś o niej nagęgała.
Na to rzekła gęś, że kaczka
Jest złodziejka i pijaczka.
O indyczce zaś pantarka
Powiedziała, że plotkarka.
Teraz bójka wśród podwórka,
Że aż lecą barwne piórka.
   
                                                 Julian Tuwim
 
 
 

22 grudnia 2017

brak jest naszej literaturze. . .

Co innego jest fikcja w powieści, a co innego rzeczywistość. Z fikcją nie robi się ceremonii, można „walić na całego” i zawsze jest za mało.Przynajmniej moim zdaniem — bo są ludzie, którzy skarżą się na intensywność stylu w literaturze: wolą kaszkę na mleku niż abisyńskie suki prażone żywcem na bringhauserach i podlewane sokiem ya-yôô. Ale mnie się zdaje, że każdy powinien pisać jak najintensywniej, na ile go tylko stać, i to tak samo w subtelnościach, jak i w brutalnościach. Nie twierdzę bynajmniej,że „zły język” (bad language w znaczeniu angielskim: ordynarny, świński i brutalny) jest warunkiem dobrej literatury. Jedni muszą tak pisać, inni mogą tego sposobu nie używać. Chodzi o natężenie tak w anielstwie, jak i w diabelstwie — a tego brak jest naszej literaturze.

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Narkotyki, 1932)
   
   
   

stu profesorów powiesiło się. . .

[...]choćby stu profesorów powiesiło się na własnych kiszkach — język jest rzeczą żywą, gdyby zawsze uważano go za mumię i myślano,że nic w nim zmienić nie wolno, to ładnie wyglądałaby literatura, poezja, a nawet to kochane i przeklęte życie[...]

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Narkotyki, 1932)
   
   
   

po infernalnej stoczni upadków ludzkich na samo dno. . .

"Niebyłość” [wyparcie przyp. M.H.] zmniejszała zaś tak cierpienia z powodu wyrzutów, że gdy przyszła następna, a do tego stała możliwość nowej ucieczki w dal przed „bólem życia”,delikwent na pewno staczał się natychmiast po infernalnej stoczni upadków ludzkich na samo dno małego czy nawet wielkiego popoju. Oczywiście to są rzeczy, którymi możemy kierować sami. Ale są nieszczęścia, które walą się nam na łby ze stosunkowo małą pomocą wad naszych charakterów[...]

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Narkotyki, 1932)