Późno nastał dla niego czas pokornej zgody
Z samym sobą. "Tak" - powiedział -
"Stworzony byłem na to, żeby być poetą
I niczym więcej. Niczego naprawdę
Poza tym nie umiałem. Wstydząc się bardzo,
Nie mogąc jednak zmienić przeznaczenia".
Poeta: en, kto stale myśli o czym innym.
Jego roztargnienie doprowadza bliskich do rozpaczy.
Być może nie ma nawet ludzkich uczuć.
Ale ostatecznie, dlaczego by nie?
W różnorodności ludzkiej mutacja, wariacja
Też jest potrzebna. Odwieźmy poetę
W jego domku na trochę wyblakłym przedmieściu,
Gdzie hoduje króliki, przyrządza nalewki
I nagrywa na taśmę hermetyczne wiersze.
Czesław Miłosz (z tomu Dalsze okolice, 1991)
29 października 2014
dalsze okolice / fragmenty. . .
(...)
Prawdę o innych i prawdę o sobie.
Kiedyś w rozpaczy, a nie było warto.
Co z tego, że niepewny i kaleki.
Lepiej czy gorzej, spełniło się życie
I wszystkich zebrał ogród przebaczenia.
5. Nie chciałbym być znów młody, choć zazdroszczę.
Nawet nie wiedzą, jacy są szczęśliwi.
Powinni witać hymnem wschody słońca,
Co dzień układać pieśni nad pieśniami.
Ale od siebie nie mógłbym być wolny,
W mój los i geny wplątałbym się znowu.
Lepiej, że taka nędza dana tylko raz.
6. "Gdyby to, o co błagam, pełniło się!
Pół życia za to bym dał!"
A potem spełnia się. Na gorycz i litość.
Nie błagajcie, śmiertelni! Będziecie wysłuchani.
(...)
9. - Zostanie po tobie poezja. Byłeś wielkim poetą.
- Ale naprawdę znałem tylko pościg.(...)
(...)
12. Wolałbym móc powiedzieć: "Jestem nasycony.
Co było do zaznania w tym życiu, zaznałem".
Ale jestem jak ten, kto nieśmiało uchyla firanki,
Żeby patrzeć na niezrozumiałe święto.
Czesław Miłosz (z tomu Dalsze okolice, 1991)
Lepiej zachować formy, formy to zabezpieczenie.
Stefan Zweig (fragment powieści Niecierpliwość serca, 1927)
28 października 2014
jeżeli. . .
Jeżeli Boga nie ma
Jeżeli Boga nie ma,
To znaczy, że my jesteśmy bogami.
Powiedzieliśmy "nie" prawu świata,
Które jest prawem przemijania i śmierci,,
Jak też prawem nieświadomości.
Wynaleźliśmy dobro i zło.
Wynaleźliśmy katedry.
Wynaleźliśmy ołtarze na cześć Nieobecnego.
Uwierzyliśmy, że odzyskamy utracony Raj.
[2002]
Czesław Miłosz (z pośmiertnego tomu Wiersze ostatnie, 2006)
Jeżeli Boga nie ma,
To znaczy, że my jesteśmy bogami.
Powiedzieliśmy "nie" prawu świata,
Które jest prawem przemijania i śmierci,,
Jak też prawem nieświadomości.
Wynaleźliśmy dobro i zło.
Wynaleźliśmy katedry.
Wynaleźliśmy ołtarze na cześć Nieobecnego.
Uwierzyliśmy, że odzyskamy utracony Raj.
[2002]
Czesław Miłosz (z pośmiertnego tomu Wiersze ostatnie, 2006)
jeżeli nie ma. . .
Jeżeli Boga nie ma,
to nie wszystko człowiekowi wolno.
Jest stróżem brata swego
i nie wolno mu brata swego zasmucać,
opowiadając, że Boga nie ma.
Czesław Miłosz (z tomu Druga Przestrzeń, 2002)
to nie wszystko człowiekowi wolno.
Jest stróżem brata swego
i nie wolno mu brata swego zasmucać,
opowiadając, że Boga nie ma.
Czesław Miłosz (z tomu Druga Przestrzeń, 2002)
dobrotliwy oszust, sen, przynajmniej wówczas pozwala im łudzić się. . .
Aby tylko nie spłoszyć snu, który odrywa ją od
niej samej, od namacalnej rzeczywistości! Właśnie to jest tak błogie, że
można czuć się serdecznie bliskim choremu, który śpi, kiedy wszelkie lęki są
w nim poskromione, kiedy zapomniał o swym kalectwie, kiedy na jego
rozchylonych wargach osiada uśmiech jak motyl na chwiejącym liściu,
uśmiech obcy i wcale do niego nie należący, który przy pierwszym
przebudzeniu natychmiast lękliwie pierzcha. „Jakież szczęście dane od Boga
– rozmyślałem – że ułomni, okaleczeni, obrabowani przez los przynajmniej
we śnie wcale sobie nie zdają sprawy z foremności czy zniekształcenia swych
ciał, że dobrotliwy oszust, sen, przynajmniej wówczas pozwala im łudzić się,
że ich własne postacie są piękne i proporcjonalne, że chory przynajmniej w
tym ciemnym świecie marzeń sennych może uciec od przekleństwa, któremu
został wydany na pastwę”.
Stefan Zweig (fragment powieści Niecierpliwość serca, 1927)
dowcipów o niezgrabnych albo niezaradnych kolegach. . .
Nagle nie mogłem już znieść w naszym oficerskim kasynie dowcipów o niezgrabnych albo niezaradnych kolegach. Od czasu, gdy dzięki
bezwładnej dziewczynie pojąłem mękę bezsiły, każda brutalność wywoływała
we mnie nienawiść, a każda bezradność chęć pomocy. Mnóstwo drobiazgów,
których dotychczas nie dostrzegałem, zauważyłem nagle od chwili, gdy mi
przypadek wpuścił do oczu gorącą kroplę współczucia(...)
Stefan Zweig (fragment powieści Niecierpliwość serca, 1927)
mocy nad innym człowiekiem. . .
– Ale przyjdzie pan jutro? Pan się na mnie nie gniewa za te wszystkie
głupstwa, które dziś powiedziałam?
W takich chwilach odczuwałem jakieś zagadkowe zdumienie, że nie mając nic do ofiarowania prócz bezgranicznej litości, posiadałem tyle mocy nad innym człowiekiem.
W takich chwilach odczuwałem jakieś zagadkowe zdumienie, że nie mając nic do ofiarowania prócz bezgranicznej litości, posiadałem tyle mocy nad innym człowiekiem.
Stefan Zweig (fragment powieści Niecierpliwość serca, 1927)
stosunki między zdrowym a chorym. . .
Nieznane i subtelne, lecz jakże niebezpieczne! Daremne są najbardziej
usilne starania: stosunki między zdrowym a chorym, swobodnym a uwięzionym, nie pozostają nigdy na stałe czyste i nieskażone. Nieszczęście
wyrabia drażliwość, a bezustanne cierpienie – niesprawiedliwość.
Stefan Zweig (fragment powieści Niecierpliwość serca, 1927)
dość niebezpieczną przyjemnością. . .
(...)przyjazne te
pogawędki stały się przyzwyczajeniem i dość niebezpieczną przyjemnością.
(...)
Wszystko wskazywało w sposób jasny i miły, że uważano mnie tu
za członka rodziny; uwzględniano każdą moją drobną słabostkę czy nawyk.
Stale leżał przygotowany mój ulubiony gatunek papierosów, jakby przez
przypadek znajdowałem na małym taborecie nową, a jednak przezornie
rozciętą książkę, o której napomknąłem, że chciałbym ją przeczytać; jeden z
foteli naprzeciwko szezlonga Edyty uchodził bezapelacyjnie za „mój”. Były to
oczywiście drobnostki, ale takie, które obcy pokój niepostrzeżenie przepajały
ciepłem zadomowienia, a umysł rozweselały i uskrzydlały.
Stefan Zweig (fragment powieści Niecierpliwość serca, 1927)
droga okólna zawsze bywa użyteczna. . .
Czy przykrą sprawę
powinienem uważać za definitywnie załatwioną owym listem? Mimo woli zwolniłem kroku; na zawrócenie zawsze jeszcze będzie dość czasu, a droga
okólna zawsze bywa użyteczna, gdy się nie chce iść prostą.
Stefan Zweig (fragment powieści Niecierpliwość serca, 1927)
wir gorączkowych, absurdalnych pomysłów. . .
Im dokładniej to sobie
wyobrażałem, im lepiej obejmowałem myślą, tym głębiej wpędzałem się w wir
gorączkowych, absurdalnych pomysłów. Sto razy łatwiej wydawało mi się w
tej chwili zrobić maleńki ruch wskazującym palcem na cynglu rewolweru niż
przetrzymać piekielne męki najbliższych dni, bezradne czekanie, czy koledzy wiedzą już o tym skandalu i czy za moimi plecami nie rozpoczęły się już
szepty i uśmieszki. Ach, znałem siebie dobrze i wiedziałem, że nie będę miał
siły wytrwać, gdy zaczną się drwinki, szyderstwa i plotki.
Stefan Zweig (fragment powieści Niecierpliwość serca, 1927)
26 października 2014
sobowtór. . .
Po co przychodzisz synu? Ukrył twarz.
Chcę wyspowiadać się z myśli słów i uczynków.
Poprawił się. Wysmarkał. Westchnął. Czknął.
Mów.
Nie mam nic do powiedzenia Ojcze.
Nie jestem twoim ojcem. Niszczysz siebie żeby zniszczyć
innych literacki szatanie.
J a '
Nie zaczynaj od j a bredzisz już od dwudziestu pięciu lat
zabij
Ja
Ty
Nie odpowiedziałeś na moje pytanie czego chcesz ode
mnie synu
J a nic od ciebie nie chcę
Chcesz odejść czemu siebie obrażasz chcesz już odejść
I tego już nie chcę
Pytałem czy chcesz „odejść" z tego świata
Nie j a kocham przyrodę i dziewczęta młode
Ale mając lat dwadzieścia dwa pragnąłeś się zabić amen
Tak wylot lufy przyłożyłem do skroni tam gdzie pulsuje
ta żyłka
Powiedz co cię dręczy czemu produkujesz te martwe twory
Nie chcę żyć i nie chcę odejść nie chcę mówić i nie mogę
milczeć krew
Jesteś zbyt żywy a śmiercią szantażujesz lubisz wiejską
kiełbasę
Mnie nie ma ojcze moją krew przelali inni żebyś zdechł
ojcze
Nie nazywaj mnie ojcem jestem myśliwcem czarnym
Proszę cię zostaw literaturę romantyczną w spokoju
Nie znosisz jej
Nie znoszę jej jak słońca jak
Nie porównuj nie trzeba mów z czym do mnie przychodzisz
J a
J a j a j a j a głupcze udławisz się tym słowem błaznujesz
Nienawidzę
Kogo
Siebie i małych dzieci to nie są jedyni mieszkańcy nieba
na ziemi to szatany
Po co przyszedłeś
Nie wiem nienawidzę one weszły do mojej głowy oczami
uszami ustami
Masz ranę na czole
Przeklęty crudyta ciągle czka księgami czytałem w samą
Wigilię Dziady
Płakać możesz synu?
Jeszcze tylko nad sobą nad sobą a dokoła małe szatany
aniołki i psie g...
To nie płacz a śmiać się potrafisz?
Nie wiem
Spróbuj
Tak bez przyczyny?
Spróbuj! Pośmiej się z samego siebie. To bardzo zdrowo.
Nie umiesz...
Czynię próby nieprzeliczone próby śmieję się jak zepsuta
maszyna zgrzytam syczę to nie jest śmiech to jest
Tadeusz Różewicz
Chcę wyspowiadać się z myśli słów i uczynków.
Poprawił się. Wysmarkał. Westchnął. Czknął.
Mów.
Nie mam nic do powiedzenia Ojcze.
Nie jestem twoim ojcem. Niszczysz siebie żeby zniszczyć
innych literacki szatanie.
J a '
Nie zaczynaj od j a bredzisz już od dwudziestu pięciu lat
zabij
Ja
Ty
Nie odpowiedziałeś na moje pytanie czego chcesz ode
mnie synu
J a nic od ciebie nie chcę
Chcesz odejść czemu siebie obrażasz chcesz już odejść
I tego już nie chcę
Pytałem czy chcesz „odejść" z tego świata
Nie j a kocham przyrodę i dziewczęta młode
Ale mając lat dwadzieścia dwa pragnąłeś się zabić amen
Tak wylot lufy przyłożyłem do skroni tam gdzie pulsuje
ta żyłka
Powiedz co cię dręczy czemu produkujesz te martwe twory
Nie chcę żyć i nie chcę odejść nie chcę mówić i nie mogę
milczeć krew
Jesteś zbyt żywy a śmiercią szantażujesz lubisz wiejską
kiełbasę
Mnie nie ma ojcze moją krew przelali inni żebyś zdechł
ojcze
Nie nazywaj mnie ojcem jestem myśliwcem czarnym
Proszę cię zostaw literaturę romantyczną w spokoju
Nie znosisz jej
Nie znoszę jej jak słońca jak
Nie porównuj nie trzeba mów z czym do mnie przychodzisz
J a
J a j a j a j a głupcze udławisz się tym słowem błaznujesz
Nienawidzę
Kogo
Siebie i małych dzieci to nie są jedyni mieszkańcy nieba
na ziemi to szatany
Po co przyszedłeś
Nie wiem nienawidzę one weszły do mojej głowy oczami
uszami ustami
Masz ranę na czole
Przeklęty crudyta ciągle czka księgami czytałem w samą
Wigilię Dziady
Płakać możesz synu?
Jeszcze tylko nad sobą nad sobą a dokoła małe szatany
aniołki i psie g...
To nie płacz a śmiać się potrafisz?
Nie wiem
Spróbuj
Tak bez przyczyny?
Spróbuj! Pośmiej się z samego siebie. To bardzo zdrowo.
Nie umiesz...
Czynię próby nieprzeliczone próby śmieję się jak zepsuta
maszyna zgrzytam syczę to nie jest śmiech to jest
Tadeusz Różewicz
tv ... spadam z milionem potępionych. . .
Gdzie lecisz? Lecę do drugiego
pokoju. Będę tam oglądał odcinek nowego „serialu" TV To
jest otchłań. Spadam z milionem potępionych... Ukryty.
Dłubał w nosie. W uchu. W zębach. To był on. Ja.
Tadeusz Różewicz (fragment prozy Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1977)
w ową czarną dziurę pcha się telewizja. . .
O: Telewizja nie jest środkiem przekazu, to jest coś więcej...
P: Ma dobrą właściwość, można ją zawsze wyłączyć...
O: To jeszcze jedno fałszywe złudzenie... wszystko da się przecież przerwać, wyłączyć... nie tylko telewizja... telewizja pcha się na miejsce „duszy"... „dusza" zamieniła się jakby w „czarną dziurę", tak modną teraz w astrofizyce... w ową czarną dziurę pcha się telewizja... zwróć uwagę, że w telewizji oglądasz i słuchasz czasem idiotów, kretyńskich komentarzy, podłych wierszydeł, idiotycznych piosenek... w prawdziwym życiu „z krwi i kości" nie strawiłbyś tego, ale kiedy „to" płynie z małego ekranu... bo to już nie durna paniusia albo cymbał... to jest telewizja... i proszę zwrócić uwagę, że obecnie rolnicy i robotnicy spędzają przy telewizorach więcej czasu niż tzw. „inteligencja" i „intelektualiści"... to statystyka... I dzieci!
P: Ma dobrą właściwość, można ją zawsze wyłączyć...
O: To jeszcze jedno fałszywe złudzenie... wszystko da się przecież przerwać, wyłączyć... nie tylko telewizja... telewizja pcha się na miejsce „duszy"... „dusza" zamieniła się jakby w „czarną dziurę", tak modną teraz w astrofizyce... w ową czarną dziurę pcha się telewizja... zwróć uwagę, że w telewizji oglądasz i słuchasz czasem idiotów, kretyńskich komentarzy, podłych wierszydeł, idiotycznych piosenek... w prawdziwym życiu „z krwi i kości" nie strawiłbyś tego, ale kiedy „to" płynie z małego ekranu... bo to już nie durna paniusia albo cymbał... to jest telewizja... i proszę zwrócić uwagę, że obecnie rolnicy i robotnicy spędzają przy telewizorach więcej czasu niż tzw. „inteligencja" i „intelektualiści"... to statystyka... I dzieci!
Tadeusz Różewicz (fragment prozy Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1977)
nie dość, że inni się nie zgadzają na ciebie, ty również się nie zgadzasz.. . .
Kartka z roku 1958 (wypowiedź pesymisty)
Nie zgadzam się. Nie zgadzam się. Nie zgadzam. Nie nie nie. Nie. Co? O co ci chodzi, z czym się nie zgadzasz, na co się nie zgadzasz? Co, z czym, na co? Proszę konkretnie.
Niezgoda? Na co? Na siebie samego. Zaczynam od siebie. Rzeczywiście to kaprys i luksus w naszych czasach. Nie dość, że inni się nie zgadzają na Ciebie, ty również się nie zgadzasz. Ci, którzy zgadzają się na siebie, są w lepszej sytuacji, bronią siebie z przekonaniem, replikują. Tymczasem ja mam oczy opuszczone (jestem jak Chińczyk, którego widziałem przed sądem w Szanghaju), bo nie tylko obciążony jestem fałszywymi grzechami, które składają na mnie „oni", obciążony jestem oskarżeniami, które sam składam na siebie przed sobą. .. Mówią do mnie: jesteś czarny, jesteś smutny, jesteś pesymistą, nihilistą... jęczysz. Ale mówią jeszcze więcej: udajesz, że jesteś pesymistą, udajesz, że jęczysz... twoje jęki nie są autentyczne. Wymyśliłeś sobie rozpacz i chcesz nastraszyć, ale wiedz, że my jesteśmy pogodni i spokojni. Nie jestem więc nawet pesymistą, ale oszustem, wydaję ze siebie sztuczne, wymuszone jęki, zmuszam się do rozpaczy, ulegając chwilowej modzie literackiej i wpływom „zachodnich" książek, które zostały wydane u nas w ostatnich latach. Ponieważ „tamci" na Zachodzie tak się zachowują (no, ci egzystencjaliści, nihiliści itp.), to Ty wprawdzie jesteś zdrowy (podobno lubisz jajecznicę z kiełbasą! i filmy z Flipem i Flapem!)... ale zaczynasz jęczeć, zaczynasz małpować. Jeszcze raz ulegamy „modzie". Czarnej. Mówią. Mówią do mnie, że jestem mistyfikatorem.Jestem surowym sędzią samego siebie. W porównaniu ze mną „Oni" są sędziami łagodnymi, wyrozumiałymi, wyszukują okoliczności łagodzące. Obchodzą się ze mną uprzejmie, nazywają mnie „wybitnym poetą", który jednak nie może pojąć, nie może zrozumieć... Tak, ja jestem dla siebie surowszym sędzią. To, co „Oni" mi zarzucają, wynika z ich ślepoty, z dobrego samopoczucia, z troski o moje „dobro". Ależ ja sobie wyrzucam grzechy o wiele cięższe... pod ich ciężarem nie tylko się jęczy, ale milknie. Moją największą winą, której się nie mogę zaprzeć, jest sam fakt pisania. Nie jest się „winnym" kopiąc piłkę, skacząc o tyczce, pisząc piosenki... nie jest „winny" ani ogrodnik, ani górnik... niewinne są piękne dziewczęta i małe dzieci... zwierzęta... natomiast ludzie zwani „poetami" są zawsze winni...
Nie zgadzam się. Nie zgadzam się. Nie zgadzam. Nie nie nie. Nie. Co? O co ci chodzi, z czym się nie zgadzasz, na co się nie zgadzasz? Co, z czym, na co? Proszę konkretnie.
Niezgoda? Na co? Na siebie samego. Zaczynam od siebie. Rzeczywiście to kaprys i luksus w naszych czasach. Nie dość, że inni się nie zgadzają na Ciebie, ty również się nie zgadzasz. Ci, którzy zgadzają się na siebie, są w lepszej sytuacji, bronią siebie z przekonaniem, replikują. Tymczasem ja mam oczy opuszczone (jestem jak Chińczyk, którego widziałem przed sądem w Szanghaju), bo nie tylko obciążony jestem fałszywymi grzechami, które składają na mnie „oni", obciążony jestem oskarżeniami, które sam składam na siebie przed sobą. .. Mówią do mnie: jesteś czarny, jesteś smutny, jesteś pesymistą, nihilistą... jęczysz. Ale mówią jeszcze więcej: udajesz, że jesteś pesymistą, udajesz, że jęczysz... twoje jęki nie są autentyczne. Wymyśliłeś sobie rozpacz i chcesz nastraszyć, ale wiedz, że my jesteśmy pogodni i spokojni. Nie jestem więc nawet pesymistą, ale oszustem, wydaję ze siebie sztuczne, wymuszone jęki, zmuszam się do rozpaczy, ulegając chwilowej modzie literackiej i wpływom „zachodnich" książek, które zostały wydane u nas w ostatnich latach. Ponieważ „tamci" na Zachodzie tak się zachowują (no, ci egzystencjaliści, nihiliści itp.), to Ty wprawdzie jesteś zdrowy (podobno lubisz jajecznicę z kiełbasą! i filmy z Flipem i Flapem!)... ale zaczynasz jęczeć, zaczynasz małpować. Jeszcze raz ulegamy „modzie". Czarnej. Mówią. Mówią do mnie, że jestem mistyfikatorem.Jestem surowym sędzią samego siebie. W porównaniu ze mną „Oni" są sędziami łagodnymi, wyrozumiałymi, wyszukują okoliczności łagodzące. Obchodzą się ze mną uprzejmie, nazywają mnie „wybitnym poetą", który jednak nie może pojąć, nie może zrozumieć... Tak, ja jestem dla siebie surowszym sędzią. To, co „Oni" mi zarzucają, wynika z ich ślepoty, z dobrego samopoczucia, z troski o moje „dobro". Ależ ja sobie wyrzucam grzechy o wiele cięższe... pod ich ciężarem nie tylko się jęczy, ale milknie. Moją największą winą, której się nie mogę zaprzeć, jest sam fakt pisania. Nie jest się „winnym" kopiąc piłkę, skacząc o tyczce, pisząc piosenki... nie jest „winny" ani ogrodnik, ani górnik... niewinne są piękne dziewczęta i małe dzieci... zwierzęta... natomiast ludzie zwani „poetami" są zawsze winni...
Tadeusz Różewicz (fragment prozy Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1977)
25 października 2014
szwaczka. . .
Od rana pada deszcz. Będzie pogrzeb tej z naprzeciwka Szwaczki.
Marzyła o ślubnym pierścionku, a umarła z naparstkiem na palcu.
Wszyscy się z tego śmieją. Poczciwy deszcz ceruje niebo z ziemią.
Ale z tego też nic nie będzie.
Zbigniew Herbert
Marzyła o ślubnym pierścionku, a umarła z naparstkiem na palcu.
Wszyscy się z tego śmieją. Poczciwy deszcz ceruje niebo z ziemią.
Ale z tego też nic nie będzie.
Zbigniew Herbert
*** / perskie lampy mrużą oczy. . .
perskie lampy mrużą oczy
co wyskoczy
nie wiadomo
z bloku
z zapatrzenia
ze złości społecznej
na razie śnieg siedzi na trawie
ma białe ciało i nieczucie
w ciągłej rozsypce
Miron Białoszewski (z Wierszy Nowych / Fatygi, 1980)
co wyskoczy
nie wiadomo
z bloku
z zapatrzenia
ze złości społecznej
na razie śnieg siedzi na trawie
ma białe ciało i nieczucie
w ciągłej rozsypce
Miron Białoszewski (z Wierszy Nowych / Fatygi, 1980)
najczęściej rozmyślałem o samobójstwie. . .
Ja: śmierć... żyjemy z nią od chwili urodzenia... czasem
w młodości tęsknimy do niej... bojąc się życia. Pamiętam,
że najczęściej rozmyślałem o samobójstwie w wieku lat 18,
potem, kiedy miałem lat 20, i jeszcze później, mając lat 23
— to była albo czysta tęsknota, albo spowodowana przykrościami,
jakich mi nie szczędziło „życie", czyli ludzie (tzw.
ludzie dojrzali, starsi, na „stanowiskach").
On: czy te uczucia są związane z twoim powołaniem, z „zawodem"? czy poezja nie jest związana z umieraniem, być może pisanie wierszy... co to znaczy „poezja jest samobójstwem" albo „niemiłosiernym zajęciem"?
Ja: wyszedłem na balkon... po prawej ręce góry... po lewej morze, prześwitujące przez koronę dębu i kolumny cyprysów... nade mną niebo... w zeszłym tygodniu zacząłem pisać wiersz pt. Oczyszczanie wiersza z dnia powszedniego. Wstał piękny dzień.
On: czy te uczucia są związane z twoim powołaniem, z „zawodem"? czy poezja nie jest związana z umieraniem, być może pisanie wierszy... co to znaczy „poezja jest samobójstwem" albo „niemiłosiernym zajęciem"?
Ja: wyszedłem na balkon... po prawej ręce góry... po lewej morze, prześwitujące przez koronę dębu i kolumny cyprysów... nade mną niebo... w zeszłym tygodniu zacząłem pisać wiersz pt. Oczyszczanie wiersza z dnia powszedniego. Wstał piękny dzień.
Tadeusz Różewicz (fragment prozy Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1977)
24 października 2014
spermą laureatów, sztucznymi nerkami, mózgami świń, krwią bohaterów. . .
5. „Okręt obłąkanych" — szkic do poematu
Ładowny wielki statek z czerwonymi żaglami stal w Marsylii. Statek był czarny i milczący, celnicy znaleźli w ładowniach skrzynie wypełnione bijącymi jeszcze sercami młodych szympansów, spermą laureatów, sztucznymi nerkami, mózgami świń, krwią bohaterów, wątrobami słoni, embrionami zamrożonymi, głowami, włosami, aortami z plastyku, śledzionami słoni... okręt ten płynął z pewnego kraju, gdzie umiera z głodu milion ludzi... i ukryty na dnie okrętu Artur Rimbaud, zapytany o losy poezji, odpowiedział niewyraźnie:
Un lot: une dent seule
un lot: deux dents
un lot: deux dents
Ładowny wielki statek z czerwonymi żaglami stal w Marsylii. Statek był czarny i milczący, celnicy znaleźli w ładowniach skrzynie wypełnione bijącymi jeszcze sercami młodych szympansów, spermą laureatów, sztucznymi nerkami, mózgami świń, krwią bohaterów, wątrobami słoni, embrionami zamrożonymi, głowami, włosami, aortami z plastyku, śledzionami słoni... okręt ten płynął z pewnego kraju, gdzie umiera z głodu milion ludzi... i ukryty na dnie okrętu Artur Rimbaud, zapytany o losy poezji, odpowiedział niewyraźnie:
Un lot: une dent seule
un lot: deux dents
un lot: deux dents
Tadeusz Różewicz (fragment prozy Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1977)
tragiczno-patriotyczny patos. . .
(...)tragiczno-patriotyczny patos wpływa
na kibiców, którzy w swojej masie są absolutnie nic niewarci
jako partnerzy naszych piłkarzy(...)
Tadeusz Różewicz (fragment prozy Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1977)
22 października 2014
proszę bardzo, niech ksiądz siada, ja, niestety, nie wierzę. . .
Od trzech dni padał śnieg. Pan Stefan miał od trzech dni
urlop. Siedział u siebie w pokoju i patrzał przez okno.
Z szarego nieba leciały jasne płateczki. Czasem podmuch
wiatru podbijał śnieg do góry i zdawało się, że biały rój
wraca z ziemi do nieba. Brzoza pod domem, która wiosną
i latem świeciła srebrnym pniem wśród zielonych liści, była
teraz jakaś brudnawożółta. Cieniutkie, drżące gałązki zwieszały
się smętnie jak puste, czarne sieci. Pan Stefan wpatrywał
się tak długo w okno, aż przestał myśleć. Dopiero
dzwoneczki, które zapluskały metalicznie w oddali, obudziły
go z odrętwienia. Za chwilę przeleciały pod oknami sanie,
zadudniło głucho, jakby konie miały owinięte szmatami
kopyta. Śnieg gęstniał i obraz za oknem zamazywał się.
(...)
- Ksiądz idzie do nas po kolędzie! Jest w sąsiednim domu!
Już był u Katarzynki, zaraz będzie u nas... — wykrzykiwała
Małgosia.
(...)
Pan Stefan przymknął oczy. „Chyba nikt mnie nie
zmusi, żebym klęczał na środku pokoju z Małgosią i dwoma
chłopcami w czerwonych pelerynkach! Stać na środku
pokoju wśród klęczących też nie wypada, jakoś głupio. Najlepiej
sprawę postawić otwarcie. Proszę bardzo, niech
ksiądz siada, ja, niestety, nie wierzę... A nuż wyjdzie obrażony?
Wszyscy patrzą na ciebie jak na zbrodniarza... Nie!
Chwili człowiek nie ma dla siebie, żeby was!".
(...)
-Przepraszam, bardzo przepraszam... Czy mogę wejść
do swojego domu i zjeść obiad? Mam czterdzieści lat, czy
mogę mieć swoje przekonania? Miecio mówi, że „Bozia
jest w kominie"... pozwólcie i mnie. Bardzo przepraszam...
Małgosiu, panie organisto, czy już mogę wejść do
domu? Puk, puk, otwórzcie, to ja, wasz ojciec. Ni pies, ni
wydra! - Pan Stefan nasadził kapelusz tak mocno, aż mu
wpadł na oczy, w których zakręciły się łzy.
Tadeusz Różewicz (fragment prozy Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1977)
21 października 2014
wielkie miasta. . .
Wielkie miasta
wyludniają się
miasta rosną
to morza głów
oceany miliony miliony ciał
ławice ludzi
tak blisko jeden obok
przy drugim
że widać zmarszczki skóry
zęby i włosy
czujemy ciała wzajemnie
odciskają się w sobie
urywki słów
czasem można odbudować
fragmenty cudzego życia
ale
w tym zbiorniku
zaczynamy żyć coraz samotniej
odległość od człowieka do człowieka rośnie
pod neonami
w światłach w zgiełku
żyjemy jak na wyspie
zamieszkałej przez nieliczne istoty
ludzkie
zostajemy z garstką najbliższych
ale i ci odchodzą
każde w swoją stronę
Jedni unoszą ze sobą
swoje stanowiska kobiety dzieci
motory lodówki telewizory
inni swoje choroby
swoje grzechy
obżarstwo lenistwo
szczątkowe organy
paznokcie zamiast szponów
sztuczne szczęki zamiast kłów
jakieś resztki pozostałości
wiary
coś w rodzaju boga
coś w rodzaju miłości
jeszcze inni nic nie mają
jeszcze inni mówią o sztuce
gawędzą o poezji malarstwie
jeszcze inni mają chleb mięso nóż widelec
odchodzą
żyjemy na wyspach
i szukamy śladów człowieka
gdzie on odszedł
kiedy tu przebywał
czasem nam się zdaje
że nas ktoś woła wzywa
że woła nas ludzka istota
nasłuchujemy
biegniemy do okna
wybiegamy na schody ulice place
ocieramy się o siebie
szukamy gorączkowo
zmęczeni wracamy
do mieszkania
są tacy co żyją
posługując się tylko kilkoma słowami
coraz mniejszą ilością słów
aż wreszcie milkną
odchodzą do swoich jaskiń
unoszą lup
słabsi zostają
przy barach stolikach kioskach z piwem
jeszcze słabsi
opierają się na cieniach idei słów
ale te cienie są tak przejrzyste
że widać przez nie śmierć
odchodzimy więc
i nikt nie przyznaje się że umiera
lepiej nie robić zamieszania
a może nie zwrócą na to uwagi
więc wszyscy żyją wiecznie
tylko przez szpary
w twarzach błyskają białka
pamiętacie przecież byliśmy otwarci
w oczach największego ucisku
cudze cierpienie i cudza radość
łatwo przenikały do naszego wnętrza
wasze życie biegło do mnie
ze wszystkich stron wchodziło we mnie
teraz okrywają nas
zbroje nieprzeniknione zasłony
tylko przez szpary pęknięcia
w twarzach błyskają białka
1959
Tadeusz Różewicz
wyludniają się
miasta rosną
to morza głów
oceany miliony miliony ciał
ławice ludzi
tak blisko jeden obok
przy drugim
że widać zmarszczki skóry
zęby i włosy
czujemy ciała wzajemnie
odciskają się w sobie
urywki słów
czasem można odbudować
fragmenty cudzego życia
ale
w tym zbiorniku
zaczynamy żyć coraz samotniej
odległość od człowieka do człowieka rośnie
pod neonami
w światłach w zgiełku
żyjemy jak na wyspie
zamieszkałej przez nieliczne istoty
ludzkie
zostajemy z garstką najbliższych
ale i ci odchodzą
każde w swoją stronę
Jedni unoszą ze sobą
swoje stanowiska kobiety dzieci
motory lodówki telewizory
inni swoje choroby
swoje grzechy
obżarstwo lenistwo
szczątkowe organy
paznokcie zamiast szponów
sztuczne szczęki zamiast kłów
jakieś resztki pozostałości
wiary
coś w rodzaju boga
coś w rodzaju miłości
jeszcze inni nic nie mają
jeszcze inni mówią o sztuce
gawędzą o poezji malarstwie
jeszcze inni mają chleb mięso nóż widelec
odchodzą
żyjemy na wyspach
i szukamy śladów człowieka
gdzie on odszedł
kiedy tu przebywał
czasem nam się zdaje
że nas ktoś woła wzywa
że woła nas ludzka istota
nasłuchujemy
biegniemy do okna
wybiegamy na schody ulice place
ocieramy się o siebie
szukamy gorączkowo
zmęczeni wracamy
do mieszkania
są tacy co żyją
posługując się tylko kilkoma słowami
coraz mniejszą ilością słów
aż wreszcie milkną
odchodzą do swoich jaskiń
unoszą lup
słabsi zostają
przy barach stolikach kioskach z piwem
jeszcze słabsi
opierają się na cieniach idei słów
ale te cienie są tak przejrzyste
że widać przez nie śmierć
odchodzimy więc
i nikt nie przyznaje się że umiera
lepiej nie robić zamieszania
a może nie zwrócą na to uwagi
więc wszyscy żyją wiecznie
tylko przez szpary
w twarzach błyskają białka
pamiętacie przecież byliśmy otwarci
w oczach największego ucisku
cudze cierpienie i cudza radość
łatwo przenikały do naszego wnętrza
wasze życie biegło do mnie
ze wszystkich stron wchodziło we mnie
teraz okrywają nas
zbroje nieprzeniknione zasłony
tylko przez szpary pęknięcia
w twarzach błyskają białka
1959
Tadeusz Różewicz
dramaty poetów ... są niepotrzebni. . .
Jakie śmieszne są dramaty poetów. Przecież zdają sobie
z tego sprawę, że są niepotrzebni. Tylko niewidomy człowiek
może jeszcze pisać wiersze i coś osiągnąć. Gaduła,
błazen, egoista, komediant. Więc tyle. Po dwudziestu latach.
Czy tak wygląda rachunek? Jeszcze niezamknięty!
(...)
Czemu tak uciekam od tego warsztatu, wiersza? Boję się.
Boję się tej pracy. A przecież zawsze gotów jestem dla niej
poświęcić każdą rozrywkę, każdą wolną chwilę, każdy
dzień i każdą noc. Boję się. Gdybyście wiedzieli, jak boję
się tych słów, które napisałem. Nie chcę ich oglądać. Od jakiegoś
czasu są martwe, gniją. I to jest już konwencjonalna
ozdoba. Słowa. Nowy romantyzm. Prawda. Moda na
sztuczną rozpacz.
Tadeusz Różewicz (fragment prozy Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1977)
wewnątrz dramatu nie powinno się wypowiadać jego myśli. . .
Znów dobra rzecz: „Zycie nigdy nie jest czymś, jest tylko
sposobnością do czegoś". Mój Boże! Czy będę musiał przeczytać
(teraz) całe Dzienniki? Chciałem dziś robić coś innego.
I znów — na stronie 174 — rzecz godna uwagi: „Wewnątrz
dramatu nie powinno się wypowiadać jego myśli,
bo wypowiedzeniem tej myśli dzielą się wszystkie osoby".
Nie wiedzą (w roku 1970) o tym nasi dramatopisarze (dlatego
są kiepscy), ale i większość krytyków tego nie wie.
Tadeusz Różewicz (fragment prozy Przygotowanie do wieczoru autorskiego, 1977)
Subskrybuj:
Posty (Atom)