20 sierpnia 2015

to po śmierci jest tylko nicość?. . .

   - Słuchaj, Mari, wierzysz  w reinkarnację? 
   Mari  potrząsa głową.  - Chyba  nie wierzę.
   - Myślisz, że  nie ma  przyszłego  życia?
   -  Nigdy  się  nad  tym  głęboko  nie  zastanawiałam.  Ale  zdaje  mi  się,  że  nie  ma  powodu myśleć,  że jest.
   -  To po śmierci jest  tylko nicość?
   - Zasadniczo  tak myślę.
   -  A  ja  uważam,  że  powinno  być  coś  takiego  jak  reinkarnacja.  A  raczej  strasznie  bym  się bała,  gdyby  nie  było.  Bo  nie  mogę  zrozumieć,  co  to  nicość.  Nie  mogę  zrozumieć  i  nie  mogę sobie wyobrazić.
   -  Nicość  oznacza,  że  nie  ma  absolutnie  nic,  więc  nie  ma  szczególnie  potrzeby  tego rozumieć albo  sobie wyobrażać.
   -  Ale  co  zrobić,  jeżeli  ta  nicość  wymaga,  żeby  ją  zrozumieć  albo  sobie  wyobrazić? Przecież nigdy  nie umarłaś, prawda? Może dopiero jak się umrze,  to się człowiek dowie.

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)
   
   
   

w świecie, w którym żyje, nie ma żadnego okresu przygotowań. . .

  -  Ta  chińska  dziewczyna  w  hotelu  Alphaville,  naga,  pokrwawiona.  Obcy  facet  pobił  ją  i  zdarł  z  niej ubranie.  To  była  ładna  dziewczyna.  Ale  w świecie,  w  którym  żyje,  nie  ma  żadnego okresu  przygotowań.  Nikt  się  nie  zastanawia,  czy  należy  do  tych,  którym  zajmuje  to  trochę czasu. Prawda? 
   Takahashi  w milczeniu  przyznaje jej rację. 
   Mari  ciągnie  dalej:  -  Jak  tylko  ją  zobaczyłam,  pomyślałam,  że  chciałabym  się  z  nią zaprzyjaźnić.  Bardzo  wyraźnie  to  poczułam.  Gdybyśmy  się  spotkały  w  innym  miejscu,  w innym  czasie,  myślę,  że  na  pewno  byśmy  się  zaprzyjaźniły.  Zwykle  nie  odczuwam  tego  w stosunku do ludzi.  A  raczej nie  zwykle, tylko  nigdy.
   - Uhm.
   -  Ale  choć  tak  myślę,  nasze  światy  za  bardzo  się  od  siebie  różnią.  Nic  na  to  nie  mogę poradzić.  Choćbym  nie wiem  jak się starała.
   - Pewnie  nie możesz.
   -  I  chociaż  widziałyśmy  się  tak  krótko  i  prawie  nie  rozmawiałyśmy,  mam  teraz  niejasne wrażenie,  że  ona  we  mnie  zamieszkała.  Jakby  stała  się  częścią  mnie.  Nie  bardzo  potrafię  to wyrazić.
   - Czujesz jej ból.
   - Może i  tak.

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)
   
   
   

gdybym powiedział. . .

-  Ale  gdybym  powiedział,  że  „Nie  mogę  odpowiedzieć  na  to  pytanie”,  z  kontekstu wynikałoby,   że  odpowiedź  de  facto  brzmi:   Yes.   Prawda?  Byłby  to  tak  zwany  zamiar ewentualny,  dolus eventualis.

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)
   
   
   

19 sierpnia 2015

ośmiornica przyjmuje różne kształty. czasami kształt państwa, a czasami kształt prawa. . .

   -  Ale  kiedy  tak  chodziłem  do  sądu i  przysłuchiwałem  się  procesom,  zaczęły  mnie  dziwnie interesować  sądzone  sprawy  i  związani  z  nimi  ludzie.  Czy  też  stopniowo  zaczęło  mi  się wydawać,  że  to  wszystko  mnie  dotyczy.  To  było  przedziwne  uczucie.  Przecież  tam  sądzi  się ludzi,  którzy,  jakkolwiek  by  na  to  patrzeć,  są  inni  niż  ja.  Żyją  w  innym  świecie,  między  moim światem   a  ich  jest  solidny  wysoki  mur.  Tak  myślałem  na  początku.  Przecież  mało prawdopodobne,  że  popełnię  jakieś  brutalne  przestępstwo.  Jestem  pacyfistą,  jestem  łagodny, od  dzieciństwa  na  nikogo  nie  podniosłem  ręki.  Dlatego  byłem  tylko  obserwatorem,  mogłem przyglądać się procesowi  z dystansu. Jako czemuś, co  mnie  nie dotyczy. 
   Podnosi głowę i  patrzy  na  Mari. Szuka odpowiednich słów.
   -  Ale  gdy  tak  chodziłem  regularnie  do  sądu,  słuchałem  zeznań  świadków,  mów prokuratorów  i  obrońców,  oświadczeń  oskarżonych,  zacząłem  tracić  pewność  siebie.  Czyli zacząłem  myśleć  tak:  być  może  nie  istnieje  mur  dzielący  od  siebie  dwa  światy.  A  jeśli  nawet istnieje,  może  to  tylko  byle  jaki  mur  z  papier-mâché.  Gdyby  się  o  niego  lekko  oprzeć,  być może  by  się  go  przebiło  i  wypadło  na  drugą  stronę.  Czy  też  może  tamta  strona  wślizgnęła  się już  po cichu  do naszego  wnętrza,  tylko  my  jeszcze  tego  nie  zauważyliśmy?  Tak  mi  się  zaczęło wydawać.  Trudno to wyrazić  słowami.
   Takahashi wodzi palcem bo brzegu filiżanki.
   -  Kiedy  raz  się  tak  pomyśli,  różne  rzeczy  zaczynają  inaczej  wyglądać.  Sam  system sądowy zaczął mi się jawić jako jakiś szczególny, dziwny stwór.
   - Dziwny stwór?
   -  Na  przykład,  powiedzmy,  jak  ośmiornica.  Olbrzymia  ośmiornica  żyjąca  na  dnie  oceanu. Ma  niespożyte  siły  witalne,  wiele  pokręconych  ramion  i  gdzieś  podąża  po  dnie  ciemnego morza.   Przyglądając   się   tym   procesom,   nie   mogłem  przestać  sobie   tego   wyobrażać. Ośmiornica  przyjmuje  różne  kształty.  Czasami  kształt  państwa,  a  czasami  kształt  prawa. Zdarza  się  też,  że  przybiera  bardziej  skomplikowane,  kłopotliwe  formy.  Choćby  obcinać  jej ramiona  jedno  po  drugim,  i  tak  odrastają.  Nikt  nie  jest  w  stanie  zabić  tego  stworzenia.  Jest  na to  za  silne  i  mieszka  zbyt  głęboko.  Nie  wiadomo  nawet,  gdzie  ma  serce.  Czułem  wtedy przejmujący  strach.  I  coś  w  rodzaju  rozpaczy,  że  choćby  uciekać  na  koniec  świata,  nie  da  się uciec.  Ten  stwór  nawet  przez  chwilę  się  nie  zastanowi  nad  tym,  że  ja  jestem  mną,  a  ty  tobą.  W jego  oczach  wszyscy  ludzie  tracą  imiona,  tracą  twarze.  Stajemy  się  wszyscy  jedynie  znakami. Jedynie numerami.

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)
   
   
   

co ... znaczy ... naprawdę twórczo. . .

   - Chcesz  zostać zawodowym  muzykiem? 
   Takahashi  potrząsa  głową. -  Nie  mam  dość  talentu.  Strasznie  przyjemnie  jest  grać,  ale  nie mógłbym  się  z  tego  utrzymać.  Jest  duża  różnica  między  robieniem  czegoś  dobrze  a  robieniem czegoś   naprawdę  twórczo.  Myślę,  że  gram  zupełnie  nieźle.  Niektórzy  mnie  chwalą  i oczywiście  cieszę  się  z tego.  Ale  to wszystko.  Dlatego  z  końcem  miesiąca  zamierzam  odejść  z zespołu i  pożegnać  się z muzyką.
   - Co to  konkretnie  znaczy,  że robi  się coś naprawdę twórczo?
   -  Hm...  Wchłaniając  muzykę  całym  sercem,  nagle  fizycznie  coś  w  sobie  poruszasz,  a jednocześnie  tak  samo  poruszasz  coś  w  słuchaczu.  Czyli  tworzy  się  taki  wspólny  stan.  Chyba o to chodzi.
   -  To wydaje  się trudne.

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)
   
   
   

chciał uświadomić ... wagę swojej egzystencji. . .

Podnosi  rękę  i  spogląda  na  zegarek. Wszystkie  czynności  wykonuje  nienaturalnie  wolno.  Wcale  mu  się  nie  spieszy.  Wygląda  to tak,  jakby  chciał  uświadomić  trzem  stojącym  tam  kobietom  wagę  swojej  egzystencji.  Na wszystko  może  poświęcić  tyle  czasu,  na  ile  przyjdzie  mu  ochota.

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)
   
   
   

kobieta wielka jak stodoła. . .

   Kiedy  wstają,  widać,  że  dziewczyna  jest  drobna,  a  kobieta  wielka  jak  stodoła.  Musi  mieć z metr  siedemdziesiąt pięć.

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)
   
   
   

każdy walczy na innym polu. . .

   -  Myślę,  że  moja  siostra  nie  bardzo  odróżnia  puzon  od  tostera.  Za  to  na  pierwszy  rzut  oka odróżni Pradę  od Gucciego.
   - Każdy  walczy  na innym  polu - uśmiecha  się on.

Haruki Murakami (fragment powieści Po zmierzchu, 2004)
   
   
   

18 sierpnia 2015

wzywany czy nie, bóg tu będzie. . .

   –  Nie  kłamię.
   –  I  dobrze.  Nie  mam  ochoty  niepotrzebnie  cię  maltretować.  Nawiasem mówiąc,  słyszałeś  o  Carlu  Jungu? 
   Ushikawa  odruchowo  zmarszczył  brwi  pod  przepaską.  Carl  Jung?  O  czym  ten człowiek  mówi?
   –  Chodzi  o  tego  psychologa  Junga?
   –  Owszem.
   –  Mniej  więcej  się  orientuję  –  powiedział  Ushikawa  ostrożnie.  – Dziewiętnasty  wiek,  urodzony  w  Szwajcarii.  Był  uczniem  Freuda,  ale  potem  ich  drogi się  rozeszły.  Nieświadomość  zbiorowa.  Tyle  mniej  więcej  wiem.
   –  Świetnie. 
   Ushikawa  czekał  na  dalszy  ciąg.
   –  Carl  Jung  miał  elegancki  dom  w  drogiej  dzielnicy  willowej  nad  Jeziorem Zuryskim  i  prowadził  tam  z  rodziną  dostatnie  życie.  Ale  potrzebował  miejsca,  w którym  mógłby  się  zatopić  w  głębokich  rozmyślaniach.  Znalazł  więc  niewielką położoną  nad  wodą  parcelę  w  miejscowości  Bollingen  na  drugim  krańcu  jeziora  i postawił  tam  niewielki  dom.  Nie  był  aż  tak  wspaniały,  żeby  go  nazwać  willą letniskową.  Ale  własnymi  rękami  zbudował  okrągły,  wysoki  dom  z  kamieni.  Kupił  je w pobliskim  kamieniołomie.  W  tamtych  czasach  trzeba  było  mieć  kwalifikacje kamieniarza,  żeby  budować  z  takiego  materiału.  Jung  specjalnie  zdobył  potrzebne kwalifikacje.  Został  nawet  członkiem  cechu.  Zbudowanie  tego  domu  własnymi rękami  miało  dla  niego  wielkie  znaczenie.  Jednym  z  ważnych  powodów  tej  budowy była  też  śmierć  jego  matki. 
   Tamaru  zrobił  krótką  przerwę.
   –  Nazwał  go  Wieżą.  Zaprojektował  na  wzór  domów,  jakie  widział  w afrykańskich  wioskach  podczas  swoich  podróży.  Całe  życie  toczyło  się  tam  w  jednym pomieszczeniu.  To  był  bardzo  skromny  dom.  Jung  uważał,  że  jest  w  nim  wszystko potrzebne  do  życia.  Nie  było  prądu,  gazu  ani  bieżącej  wody.  Doprowadził  wodę  z pobliskich  gór.  Później  zrozumiał,  że  kształt  tego  domu  był  jedynie  jednym  z archetypów.  Wkrótce  Wieża  została  w  miarę  potrzeb  podzielona,  powstały  oddzielne pomieszczenia,  doszło  piętro,  a  później  kilka  przybudówek.  Sam  namalował  obrazy na  ścianach.  Ten  proces  ilustrował  podział  i  rozwój  ludzkiej  świadomości.  Dom funkcjonował  jak  trójwymiarowa  mandala.  Ukończenie  go  wymagało  około  dwunastu lat.  Dla  badaczy  Junga  to  wyjątkowo  interesujący  budynek.  Słyszałeś  o  tym? 
   Ushikawa  potrząsnął  głową. 
   –  Dom nadal  stoi  nad  brzegiem  Jeziora  Zuryskiego.  Sprawują  nad  nim  pieczę potomkowie  Junga,  ale  niestety  nie  jest  otwarty  dla  publiczności,  więc  nie  można  go zwiedzać.  Podobno  nad  drzwiami  tej  oryginalnej  Wieży  Jung  sam  wyrył  w  kamieniu napis,  który  pozostał  do  dziś:  „Zimno  czy  nie,  Bóg  tu  będzie” * .  Zimno  czy  nie,  Bóg tu  będzie  –  powtórzył  cicho  jeszcze  raz.  –  Rozumiesz? 
   Ushikawa  potrząsnął  głową.
   –  Nie,  nie  rozumiem.
   –  No tak.  Ja  też  nie  wiem,  co  to  znaczy.  Wskazówka  ukryta  jest  zbyt  głęboko. Interpretacja  jest  za  trudna.  Ale  w  każdym  razie  Jung  czuł  potrzebę,  żeby  pracowicie wyryć  dłutem  taki  właśnie  napis  nad  wejściem  domu,  który  sam  zaprojektował  i zbudował  kamień  po  kamieniu.
(...)
   –  Jak  napisał  Shakespeare  –  zwrócił  się  cicho  do  tej  ciężkiej,  nieforemnej głowy:  –  Jeśli  dziś  umrzemy,  jutro  nie  będziemy  musieli.  Więc  postarajmy  się spojrzeć  na  siebie  z  jak  najlepszej  strony.
   Nie  mógł  sobie  przypomnieć,  czy  te  słowa  pochodziły  z  Henryka  IV  czy Ryszarda  III** .

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 3, 2010)
   
   
   


*Tamaru  mylnie  podaje  miejsce  i  treść  napisu.  Łacińska  sentencja  wyryta została  nad  domem  Junga  w  Küsnacht,  a  nie  nad  drzwiami  Wieży  w  Bollingen.  Głosi ona:  Vocatus  atque  non  vocatus  Deus  aderit,  czyli:  „Wzywany  czy  nie,  Bóg  tu będzie”.  Była  to  odpowiedź  udzielona  Lacedemończykom  przez  wyrocznię  delficką przed  wojną  z  Atenami.
...

**Być  może  chodzi  o  cytat  z  Henryka  IV:  He  that  dies  this  year  is  quit  for  the next  (cz.  2,  akt  2,  sc.  3)
 
 
   

dwadzieścia lat utraciło już swoją substancję. . .

Bardzo  długo  to  trwało,  myśli  Tengo.  Ale  jednocześnie  zauważa,  że dwadzieścia  lat  utraciło  już  swoją  substancję.  Te  lata  minęły  w  jednej  chwili,  a  więc mogły  być  w  jednej  chwili  pogrzebane.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 3, 2010)
   
   
   

człowiekowi rozwijać. . .

Umiarkowane  ambicje  pozwalają  się  człowiekowi  rozwijać.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 3, 2010)
   
   
   

świat przetrwał jakoś. . .

   –  Nie  szkodzi.  To  prezent  ode  mnie.  Kiedy  zacznie  ci  przeszkadzać,  możesz go  wrzucić  do  Zatoki  Tokijskiej.  To  będzie  mały  krok  na  drodze  do  rozbrojenia świata.
   –  Być  może  jednak  aż  do  samego  końca  nie  wystrzeli.  Co  będzie  wbrew zasadzie  Czechowa.
   –  To  też  nie  szkodzi.  Lepiej,  żeby  nie  strzelał.  Zbliża  się  już  koniec dwudziestego  wieku.  Sytuacja  jest  trochę  inna  niż  w  czasach  Czechowa.  Nie  ma powozów  ani  kobiet  w  gorsetach.  Świat  przetrwał  jakoś  nazizm,  bomby  atomowe  i muzykę  współczesną.  Znacznie  zmieniła  się  także  sztuka  pisania  powieści.  Nie  ma  się czym  przejmować  –  mówi  Tamaru.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 3, 2010)
   
   
   

16 sierpnia 2015

jak się nie ma takiej okazji, to 'w poszukiwaniu straconego czasu' trudno w całości przeczytać. . .

   –  Dziękuję.  Ale  w  tej  chwili  niczego  mi  specjalnie  nie  brakuje.
   –  Książki,  filmy  wideo,  takie  rzeczy?
   –  Żaden  konkretny  tytuł  nie  przychodzi  mi  do  głowy.
   –  A co powiesz  na  W poszukiwaniu  straconego  czasu  Prousta?  –  pyta  Tamaru. –  Jeśli  jeszcze  nie  czytałaś,  to  może  być  dobra  okazja  do  przeczytania  całości.
   –  A ty czytałeś?
   –  Nie.  Nigdy  nie  siedziałem  w  więzieniu  ani  nigdy  się  nigdzie  długo  nie ukrywałem.  Ludzie  mówią,  że  jak  się  nie  ma  takiej  okazji,  to  W  poszukiwaniu straconego  czasu  trudno  w  całości  przeczytać.
   –  A znasz  kogoś,  kto  przeczytał?
   –  Znam  osoby,  które  spędziły  długi  czas  w  więzieniu,  ale  to  nie  są  chyba ludzie,  których  interesowałby  Proust.
   –  Spróbuję.  Jak  gdzieś  trafisz  na  tę  książkę,  dołącz  ją  do  następnej  dostawy.
   –  Prawdę  mówiąc,  już  ją  przygotowałem  –  mówi  Tamaru.
   We wtorek  z  wybiciem  pierwszej  przychodzą  „zaopatrzeniowcy”. 
(...)
   Na  stole  leży  stos  tomów  W  poszukiwaniu  straconego  czasu.  Nie  jest  to  nowe wydanie,  ale  książki  nie  noszą  śladów  czytania.  Łącznie  siedem  tomów.  Aomame podnosi  jedną  i  przerzuca  kartki.
(...)
   –  Przyszła  dostawa?  –  pyta  Tamaru.
   –  Dziękuję.  Myślę,  że  jest  wszystko,  czego  mi  potrzeba.  Te  urządzenia treningowe  też  są  odpowiednie.  Teraz  pozostaje  tylko  zabrać  się  do  Prousta.
(...)
   –  Kiedy  człowiek  siedzi  sam  w  zamknięciu,  w  niewielkim  mieszkaniu,  kiedy się  z  nikim  nie  spotyka,  z  nikim  nie  rozmawia,  w  rzeczywistości  nie  jest  mu  wcale łatwo.  Nawet  twardziele  dość  szybko  wymiękają.  Szczególnie,  jeśli  jeszcze  ktoś  cię ściga.
(...)
Kiedy człowiek  długo  żyje  w  ciągłym  napięciu,  sam  nie  wie,  kiedy  nerwy  napinają  mu  się  do ostateczności,  a  potem  robią  się  jak  zbyt  rozciągnięta  guma.  A  jak  raz  się  rozciągną, już  nie  wrócą  do  normy.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 3, 2010)
   
   
   

"komunizm” był początkowo wybitnym systemem. . .

Uczono też  o procesie  rozwoju świata.  Na  świecie istniały  dwa  nienawidzące  się  nawzajem  systemy:  „kapitalizm”  i  „komunizm”.  Niestety,  oba  miały poważne  problemy  i  świat  zasadniczo  zmierzał  w  złym  kierunku.  „Komunizm”  był  początkowo wybitnym  systemem  filozoficznym  o wzniosłych  ideałach,  lecz  został  po drodze  wypaczony  przez „egoistycznych”  polityków.  Dziewczynce  pokazano  zdjęcie  jednego z  tych  „egoistycznych polityków”.  Miał  wielki  nos  i  czarne  bujne  włosy,  skojarzył  jej  się  z  królem  diabłów.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 3, 2010)
   
   
   

15 sierpnia 2015

gdzie jest światło, musi być cień. . .

- Tam,  gdzie  jest  światło,  musi  być  cień,  a  tam,  gdzie  jest  cień,  musi  być  światło.  Nie  ma  cienia bez  światła  i  nie  ma  światła  bez  cienia.  Carl  Gustav Jung tak  mówi  w  jednej  ze  swoich książek(...)

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 2, 2010)
   
   

Cień jest  tak zły,  jak człowiek  jest  pozytywny.  Im  bardziej  staramy  się  być  dobrzy,  cudowni  i idealni,  tym  bardziej  definitywnie  Cień  pragnie  być  ciemny,  zły i  destrukcyjny.  Kiedy człowiek stara  się  wykroczyć  poza  własne  możliwości  i  stać  się  idealnym,  Cień zstępuje  od piekła  i  staje  się diabłem.  A  to  dlatego,  że  z  punktu widzenia  natury i  prawdy stawanie  się  kimś  lepszym  od siebie samego  jest  równie  grzeszne, jak stanie  się  kimś  gorszym  od siebie .

Carl Gustav Jung (The Vision Seminars, Spring, Zurich,  1976)
   
   
   

osiąga się pewien wiek, życie staje się. . .

Kiedy osiąga  się  pewien  wiek, życie  staje  się  jedynie  procesem  ciągłego  tracenia różnych  rzeczy.  Ważne  rzeczy wyślizgują  się  panu jedna  po drugiej  z  rąk i  wypadają,  jak zęby wyłamywane  z  grzebienia.  Zamiast  tego  dostają  się  panu jedynie  bezwartościowe  imitacje.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 2, 2010)
   
   
   

14 sierpnia 2015

mój własny. . .

Chudy jest mój anioł opiekuńczy. Nie chce jeść ani pić.
Wypada mi z ręki łyżka, kiedy na niego patrzę, rozlewam na stół herbatę.
Jest też okropnie źle odziany. Trudno pokazać się z nim w towarzystwie, po prostu nie wypada.
Mruk z niego także, a nawet i nieuk. Patrzy obojętnie na moją biblioteczkę, nie korzysta z łazienki.
Czasem coś maże na ścianie, albo rymuje bez sensu, albo skacze, tłukąc sobie przy tym głowę o sufit i obcierając kolana.
Ale jest to przecież anioł, mój własny anioł, więc lubię go i nie chcę innego.

Julia Hartwig (z tomu Dwoistość, 1971)
   
   
   

dar. . .

Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.

Berkeley, 1971

                                     Czesław Miłosz (z tomu Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada, 1974)

większość ludzi nie chce prawdy, którą da się udowodnić. . .

   – Bo większość  ludzi  nie  chce  prawdy,  którą  da  się  udowodnić.  Tak jak pani  powiedziała,  w  wielu przypadkach  prawdzie  towarzyszy silny ból. A  prawie  nikt  nie  szuka  prawdy,  której  towarzyszy ból.  Ludzie  potrzebują  pięknych  i  przyjemnych  historii,  które  pozwolą  im  choć  trochę  poczuć,  że ich  istnienie  ma  głębszy sens. Dlatego  właśnie  powstają  religie.  
   Mężczyzna  pokręcił  kilka  razy głową, a  potem  mówił  dalej:  
   – Jeżeli  teoria  A  pokaże  jakiemuś  jemu  czy jej, że  ich  istnienie  ma  głęboki  sens, będzie  dla  nich prawdą. A  teoria  B  pokazująca  im,  że  są  bezsilni  i  ich  istnienie  jest  bez  znaczenia,  będzie  fałszem. Są  od siebie  wyraźnie  oddzielone.  Gdyby  ktoś  upierał  się, że  prawdziwa  jest  teoria  B, ludzie  by  go nienawidzili,  pogardliwie  ignorowali, a  w  niektórych  przypadkach  atakowali.  Czy coś  jest  logiczne, czy da  się  udowodnić  – takie  rzeczy nie  mają  dla  nich  znaczenia.  Wielu  ludzi  z  wielkim  trudem utrzymuje  się  na  granicy normalności,  zaprzeczając,  odrzucając  wizję  tego,  że  są  bezsilni  i  ich istnienie  jest  bez  znaczenia.  
   – Ale  ludzki  organizm,  wszelka  cielesność  z  niewielkimi  indywidualnymi  różnicami  jest  bezsilna  i bez  znaczenia.  Prawda?  
   – Ma  pani  rację  – powiedział  mężczyzna.  – Wszelka  cielesność  w  mniejszym  lub  większym stopniu  jest  bezsilna  i  bez  znaczenia.  Bez  względu  na  wszystko  niebawem  się  rozpada  i  znika.  To niezaprzeczalna  prawda. A  ludzki  duch?  
   – Staram  się  w  miarę  możliwości  nie  myśleć  o duchu.  
   – Dlaczego?  
   – Bo nie  ma  specjalnej  potrzeby.  
   – Dlaczego  nie  ma  specjalnej  potrzeby myśleć  o duchu?  Przecież  rozmyślanie  nad własnym duchem  to jedno z  nieodzownych  ludzkich  poczynań,  bez  względu  na  to,  jaka  jest  jego skuteczność.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 2, 2010)
   
   
   

13 sierpnia 2015

ważny jest moment śmierci. . .

Dla  człowieka  ważny  jest  moment  śmierci.  Urodzin  się  nie  wybiera,  ale  można wybrać,  jak się  umrze.  
   Aomame  przygryzła  wargi.  
   – Najpewniejszy  sposób to wsunąć  lufę  do ust  i  od dołu roztrzaskać  mózg.  W  ten  sposób.  Tamaru  wziął  od Aomame  pistolet  i  pokazał  jej, jak to  zrobić. Wiedziała,  że  broń jest zabezpieczona,  ale  i  tak ten  widok ją  zdenerwował. Zabrakło  jej  tchu,  jakby  coś  utkwiło  jej  w gardle.  
   – Ale  nawet  i  to  nie  jest  stuprocentowo pewne.  Znam  jednego gościa,  któremu  nie  udało  się  umrzeć i  strasznie  się  męczył.  Razem  byliśmy  w  Siłach  Samoobrony.  Włożył  do ust  lufę  karabinu, przymocował  łyżkę  do spustu i  popchnął  ją  palcami  stóp. Ale  pewnie  lufa  się  trochę  przesunęła.  Nie udało  mu  się  umrzeć  i  żył  potem  jak roślina.  Tak przeżył  dziesięć  lat. Niełatwo  jest  odebrać  sobie życie.  Nie  tak jak na  filmie.  Na  filmie  wszyscy  bez  trudu popełniają  samobójstwa.  Nie  czują  bólu i raz-dwa  umierają.  Ale  w  rzeczywistości  tak nie  jest. Człowiek  nie  może  umrzeć,  dziesięć  lat  leży w łóżku  i  robi  pod siebie.  
   Aomame  w  milczeniu  przytaknęła.  
   Tamaru  wyjął  naboje  z  pistoletu  i  magazynka,  potem  wsunął  je  do plastikowej  torebki.  Podał  jej pistolet  i  naboje.  – Nie  jest  naładowany.  
   Przyjęła  je  i  kiwnęła  głową.  
   – Posłuchaj, znacznie  mądrzej  jest  myśleć  o tym,  jak przeżyć.  I bardziej  realistycznie.  Taka  jest moja  rada.
(...)
   – Amatorzy nie  powinni  się  zabierać  do takich  rzeczy – powiedział  Tamaru.  – Z  doświadczenia wiem,  że  nic  dobrego z  tego  nie  wychodzi.  Ale  ty pewnie  jakoś  sobie  poradzisz. W  pewnym  sensie jesteś  do mnie  podobna. Kiedy przyjdzie  co do czego,  potrafisz  na  pierwszym  miejscu postawić zasady,  a  nie  siebie.


Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 2, 2010)
   
   
   

widząc pistolet, zawsze powinnaś założyć, że jest naładowany. . .

   – Przede  wszystkim,  biorąc  pistolet  nie  upewniłaś  się, czy jest  nabity,  a  gdyby  był,  czy nie  jest odbezpieczony.  A  po drugie, wzięłaś  go i  przez  krótką  chwilę  skierowałaś  lufę  w  moją  stronę. Jedno i  drugie  jest  niedopuszczalne.  Poza  tym,  jeżeli  nie  masz  zamiaru  strzelać,  lepiej  nie  kłaść palców  pod osłonę  języka  spustowego.  
   – Dobrze, będę  uważała.  
   – Poza  nagłymi  wypadkami,  zwłaszcza  podczas  brania  do ręki,  podawania  i  noszenia  pistoletu,  w magazynku  nie  powinno być  ani  jednego  naboju. W  dodatku,  widząc  pistolet,  zawsze  powinnaś założyć,  że  jest  naładowany.  Do czasu  aż  się  dowiesz, że  nie  jest. Pistolety są  produkowane  w  celu zabijania  i  ranienia  ludzi.  Nigdy za wiele  ostrożności.  Niektórzy się  śmieją,  że  jestem  nadmiernie przezorny.  Ale  głupie  wypadki  naprawdę  się  zdarzają,  a  giną  w  nich  i  odnoszą  rany zawsze  ci, którzy się  śmieli  z  innych,  tych  przezornych.  Tamaru  wyjął  z  kieszeni  plastikową  torebkę.  W  środku było  siedem  nowych  nabojów. Położył  je na  stole. – Jak widzisz,  w  tej  chwili  nie  jest  nabity.  Magazynek  jest  założony,  ale  pusty.  W  komorze także  nie  ma  naboju.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 2, 2010)
   
   
   

11 sierpnia 2015

niewplątywanie się w skomplikowaną sieć stosunków międzyludzkich. . .

   Pojęcie  obowiązku  zawsze  napawało  Tengo  lękiem  i  odstręczało  go.  Do  tej  pory  żył, zręcznie  unikając  sytuacji  wymagających  brania  na  siebie  obowiązków.  Unikanie ograniczenia  regulaminami,  niewplątywanie  się  w  skomplikowaną  sieć  stosunków międzyludzkich,  niepożyczanie  nic  nikomu  i  od  nikogo,  swobodne  i  spokojne  życie  w pojedynkę  –  tego  właśnie  zawsze  konsekwentnie  pragnął.  I  w  tym  celu  gotów  był  znieść  wiele niedogodności. 
   Aby  uciec  od  zobowiązań,  Tengo  bardzo  wcześnie  przyswoił  sobie  sposób  nierzucania się  w  oczy.  Nie  ujawniał  w  pełni  swoich  zdolności,  nie  wyrażał  prywatnych  poglądów,  unikał wysuwania  się  naprzód,  starał  się  wtopić  w  tło.  Od  dzieciństwa  życie  zmuszało  go  do radzenia  sobie  o  własnych  siłach,  bez  polegania  na  innych.  Lecz  dzieci  w  rzeczywistości  nie mają  siły.  Kiedy  wieje  silny  wiatr,  muszą  się  za  czymś  ukryć,  czegoś  uchwycić,  żeby  ich  nie poniósł.  Dlatego  zawsze  potrzebny  im  jest  jakiś  gotowy,  przemyślany  plan.  Jak  sierotom  z powieści  Dickensa. 
   Można  powiedzieć,  że  do  tej  pory  życie  na  ogół  prosto  mu  się  układało.  Zdołał  się uchylić  od  wszelkich  zobowiązań.  Nie  został  na  uczelni,  nie  zatrudnił  się  na  etacie,  nie  ożenił się,  miał  pracę  dającą  mu  stosunkowo  dużo  swobody,  znalazł  sobie  satysfakcjonującą partnerkę  seksualną  (mającą  niewielkie  wymagania),  w  wolnym  czasie  –  którego  mu  nie brakowało  –  pisał  powieści.  Trafił  mu  się  mentor  literacki  pod  postacią  Komatsu,  dzięki któremu  regularnie  dostawał  też  zlecenia  pisania  tekstów  do  magazynów.  Jego  własne  utwory nie  ujrzały  jeszcze  światła  dziennego,  ale  w  tej  chwili  to,  co  zarabiał,  zupełnie  wystarczało  mu na  życie.  Nie  miał  bliskich  przyjaciół  ani  oficjalnej  dziewczyny.  Do  tej  pory  chodził  co prawda  z  dziesięcioma  i  utrzymywał  z  nimi  stosunki  seksualne,  ale  żaden  z  tych  związków nie  trwał  długo.  Za  to  przynajmniej  był  wolny.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 1, 2009)
   
   
   

jeżeli ... jesteśmy jedynie nośnikami genów. . .

Idąc  do  stacji  metra,  Aomame  rozmyślała  nad  tym,  jaki  dziwny  jest  świat.  Jeżeli,  tak  jak powiedziała  starsza  pani,  jesteśmy  jedynie  nośnikami  genów,  dlaczego  tak  wielu  z  nas  musi mieć  takie  dziwne  życie?  Gdybyśmy  wiedli  prostą  egzystencję,  nie  rozmyślalibyśmy  na  żadne niepotrzebne  tematy  i  zajmowalibyśmy  się  wyłącznie  utrzymaniem  się  przy  życiu  i reprodukcją;  bez  trudu  udałoby  się  nam  przekazać  DNA.  Jaką  korzyść  mogą  mieć  geny  z tego,  że  ludzie  zmuszeni  są  do  przeżywania  takiego  kłopotliwie  pokręconego,  a  czasami wręcz  nienormalnego  życia?
(...)
Aomame  nie  wiedziała.  Wiedziała  tylko,  że  teraz  nie  może  już  wybrać  innego  życia.  Bez względu  na  wszystko  mogę  żyć  tylko  tym.  Nie  mogę  swojego  życia  oddać  i  wymienić  na nowe.  Choćby  było  dziwne,  choćby  było  skrzywione,  ja  nośnik  istnieję  właśnie  w  nim.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 1, 2009)
   
   
   

04 sierpnia 2015

szukam ich, ale nigdy nie znajduję martwych. . .

Nawet  bez  imion  można  je  odróżnić  po  plamkach  czy kształcie.  A  poza  nie  ma  sensu  tego  robić,  bo  szybko  umierają.  To  tylko  chwilowi  bezimienni przyjaciele.  Przychodzę  tu  codziennie,  widuję  się  z  motylami,  witam  się  z  nimi,  rozmawiam  o różnych  rzeczach.  Lecz  kiedy  nadchodzi  ich  pora,  znikają  gdzieś.  Szukam  ich,  ale  nigdy  nie znajduję  martwych.  Znikają  bez  śladu,  jakby  rozpłynęły  się  w  powietrzu.  Motyle  to stworzenia  pełne  ulotnej  gracji.  Nie  wiadomo,  skąd  się  biorą,  mają  skromne  i  ograniczone pragnienia  i  wkrótce  gdzieś  cicho  znikają.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 1, 2009)
   
   
   

w niedzielny poranek. . .

Wiele  osób  uważa  niedzielny  poranek  za  symbol  odpoczynku.  Lecz  Tengo  w  okresie dorastania  nigdy  nie  cieszył  się  z  tych  poranków.  Niedziele  zawsze  go  przygnębiały.  Gdy nadchodził  weekend,  zaczynał  się  czuć  ociężały,  tracił  apetyt,  tu  i  tam  coś  go  pobolewało. Niedziela  zawsze  przypominała  mu  zwichrowany  księżyc,  który  ciągle  pokazuje  tylko  swoją ciemną  stronę.  [...] zdarzało  mu  się  budzić  w  niedzielny  poranek  w  niewyjaśnionym  złym  nastroju. Czuł  łamanie  w  kościach,  czasami  miewał  mdłości.  Ta  reakcja  stała  się  częścią  jego osobowości.  Prawdopodobnie  przesiąkła  głęboko  do  podświadomości.

Haruki Murakami (fragment powieści 1Q84, tom 1, 2009)