30 grudnia 2013

moja to była sprawa uporać się z samym sobą i znaleźć własną drogę. . .

Moja to była sprawa uporać się z samym sobą i znaleźć własną drogę, a wywiązałem się z tego zadania źle, jak większość tych, których dobrze wychowano.
   Każdy człowiek przeżywa tę trudność. Dla przeciętnej natury jest to ów punkt życia, w którym wymagania własnego bytu wiodą najbardziej zaciekły spór z otaczającym światem, w którym stoczyć trzeba najbardziej zaciętą walkę o własną drogę naprzód. Wielu przeżywa ów zgon i ponowne narodziny, które są naszym losem, jedynie ten jeden raz w życiu, w chwili gdy próchnieć i stopniowo rozpadać się zaczyna świat dzieciństwa, gdy wszystko co ulubione chce nas opuścić, i nagle odczuwamy wokół siebie samotność oraz śmiertelny chłód wszechświata. A bardzo wielu na zawsze już pozostaje na tej mieliźnie, przez całą resztę życia lgnąc boleśnie do wszystkiego, co bezpowrotnie minęło, do marzenia o raju utraconym — najgorszego i najbardziej morderczego ze wszystkich marzeń.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

albo umieć z tych pragnień zrezygnować, albo pragnąć ich całkowicie i prawdziwie. . .

— Nie powinien pan oddawać się pragnieniom, w które pan nie wierzy. Wiem, czego pan pragnie. Musi pan albo umieć z tych pragnień zrezygnować, albo pragnąć ich całkowicie i prawdziwie. Jeśli zdoła pan raz prosić tak, że w samym sobie będzie pan pewien spełnienia tej prośby, spełni się ona. Ale pan pragnie, a potem znowu żałuje i lęka się przy tym. A to wszystko trzeba przezwyciężyć.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

my, napiętnowani, słusznie mogliśmy uchodzić w oczach świata za dziwaków, a nawet szaleńców. . .

My, napiętnowani, słusznie mogliśmy uchodzić w oczach świata za dziwaków, a nawet szaleńców i ludzi niebezpiecznych. Byliśmy obudzeni, czy też budzący się, a dążyliśmy do coraz bardziej doskonałego przebudzenia, podczas gdy dążenia i poszukiwanie szczęścia innych zmierzały ku temu, aby przekonania ich, ideały, obowiązki, życie i szczęście coraz ciaśniej powiązać z życiem stada. Oni także przejawiali dążenia, także mieli wielkość swoją i siłę. Lecz z chwilą gdy my — jak sądziliśmy — przejawialiśmy dążenie natury do jednostkowości, do przyszłości, tamci żyli wolą przetrwania. Dla nich ludzkość — którą tak jak i my kochali — była czymś już gotowym, co trzeba jedynie zachować i ochraniać. Dla nas ludzkość była daleką przyszłością, ku której dążyliśmy wszyscy, której obrazu nie znał nikt, której prawa nigdzie nie były zapisane.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

narodzić się jest zawsze trudno. . .

   — O, tak, właśnie, dokładnie tak było. A potem znalazłem Beatrice, a potem wreszcie znów przyszedł do mnie przewodnik. Nazywał się Pistorius. I wtedy dopiero zrozumiałem, dlaczego chłopięce moje lata tak mocno związane były z Maksem, dlaczego nie mogłem się od niego oderwać. Droga pani, droga matko, często wydawało mi się wówczas, że muszę odebrać sobie życie. Czyż ta droga jest dla każdego taka trudna?
   Ruchem ręki lekkim jak powietrze przesunęła po moich włosach:
   — Narodzić się jest zawsze trudno. Wie pan, że ptak z wysiłkiem musi dobywać się z jajka. Niechże się pan cofnie myślami i zada sobie pytanie: czy istotnie ta droga była taka trudna? Tylko trudna? Czy nie była także i piękna? Czy znalazłby pan inną, piękniejszą i łatwiejszą?

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

musisz zastanowić się nad sobą, a wówczas robić to, co istotnie jest zgodne z twoją naturą. . .

   — Wszystkiego już próbowałem! — lamentował Knauer u mego boku. — Robiłem wszystko, co tylko można, wypróbowałem zimną wodę i śnieg, gimnastykę i biegi, ale to wszystko nic nie pomaga. Co noc budzę się ze snów, o których nawet pomyśleć mi nie wolno. A najokropniejsze w tym wszystkim jest to, że wskutek tego stopniowo tracę znowu wszystko, co zdołałem pojąć w sferze ducha. Nigdy już prawie nie udaje mi się skoncentrować czy doprowadzić do zaśnięcia i często nie śpię przez całą noc. Długo już tego nie wytrzymam. A jeśli w końcu nie będę mógł przeprowadzić tej walki, jeśli ustąpię i znowu stanę się nieczysty, gorszy będę od wszystkich, którzy w ogóle nigdy nie walczyli. To przecież rozumiesz?
(...) 
   — Nic ci nie mogę powiedzieć, Knauer. W tych sprawach jeden drugiemu nie może pomóc. Mnie też nikt nie pomagał. Musisz zastanowić się nad sobą, a wówczas robić to, co istotnie jest zgodne z twoją naturą. Nic innego nie istnieje. Jeśli zaś sam siebie nie zdołasz znaleźć, wydaje mi się, że i duchów żadnych nie spotkasz.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

nienawidzimy w jego obrazie czegoś, co tkwi w nas samych. . .

Człowiek, którego by pan chciał zabić, nigdy nie jestem panem X lub Y, z pewnością jest on maską jedynie. Bo z chwilą, gdy nienawidzimy jakiegoś człowieka, nienawidzimy w jego obrazie czegoś, co tkwi w nas samych. Nie oburza nas bowiem coś, czego w nas samych nie ma.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

cisza, pustka, przestwór, gwiezdne przestrzenie, samotna śmierć!. . .

   Widok ten sprawił, że zadrżałem. On umarł! pomyślałem i omal nie powiedziałem tego głośno. Wiedziałem jednak, że nie umarł. Przywarłem, jak urzeczony, spojrzeniem do jego twarzy, do tej bladej, kamiennej maski, i czułem: to jest Demian! Bo taki, jaki był zazwyczaj, gdy ze mną chodził i rozmawiał, to był jedynie Demian połowiczny, tymczasowo grający pewną rolę, zniżający się ku niej, uczestniczący w niej z uprzejmości. A prawdziwy Demian wyglądał tak właśnie jak ten, był taki kamienny, prastary, zwierzęcy, skamieniały, piękny i zimny, martwy a potajemnie pełen niebywałego życia. I wokół niego ta cisza, pustka, przestwór, gwiezdne przestrzenie, samotna śmierć!
   Gdzież, gdzie był teraz? Co myślał, co czuł? Czy znajdował się w niebie jakim, czy w piekle?
   Niepodobieństwem było dla mnie zapytać go o to. Gdy bowiem pod koniec lekcji zobaczyłem, że znowu żyje i oddycha, gdy spojrzenie jego spotkało się z moim, był taki sam jak dawniej. Skąd wracał? Gdzie przebywał? Wydawał się zmęczony. Twarz jego nabrała znów koloru, ręce poruszały się, ale kasztanowe włosy pozbawione były połysku i jakby znużone.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

każdy musi odpowiadać za siebie. . .

— Dziś się z tą sprawą nie uporamy — łagodził Maks. — Z pewnością nie powinieneś nikogo zabijać, ani gwałcić i mordować dziewcząt, nie. Ale jeszcze nie doszedłeś do punktu, z którego dostrzec można, co właściwie oznaczają pojęcia „dozwolone" i „zabronione". Przeczułeś dopiero część prawdy. A reszta też do ciebie dojdzie, wierz mi! Odczuwasz na przykład teraz w sobie, od roku już mniej więcej, popęd silniejszy od wszystkich innych, a uważasz go za „zabroniony". Grecy zaś i wiele innych narodów uczynili przeciwnie, uznając ów popęd za boga i cześć mu oddając podczas wielkich uroczystości. A zatem to co „zabronione" nie jest wcale wieczne i bywa zmienne. Obecnie przecież każdy człowiek może spać z kobietą, z chwilą kiedy wraz z nią zgłosił się do księdza i kiedy ją poślubił. U innych narodów natomiast sprawy te jeszcze dzisiaj przedstawiają się inaczej. Dlatego też każdy z nas musi sam dla siebie dochodzić, co dozwolone, a co zabronione — dla niego zabronione. Można nigdy nie uczynić nic zabronionego i być przy tym arcyłotrem. I odwrotnie także. Właściwie to tylko kwestia wygody! Kto za wygodny, żeby sam myśleć i sam sobie być sędzią, poddaje się po prostu zakazom takim, jakie istnieją, i łatwo mu żyć. Lecz inni sami czują w sobie przykazania i dla nich zabronione są rzeczy, które każdy człowiek honoru czyni codziennie, natomiast dozwolone są dla nich rzeczy na ogół potępiane. Każdy musi odpowiadać za siebie.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

świeży i delikatny zapach mydła, wydzielany przez jego szyję. . .

   W owej minucie znowu nawiązał się kontakt między mną i Demianem. I — dziwne — z chwilą, gdy pojawiło się owo uczucie pewnej duchowej wspólnoty, ujrzałem je jakby w sposób magiczny przeniesione także w przestrzeń. Nie wiedziałem, czy sam zdołał się o to postarać, czy też był to czysty przypadek — wierzyłem wówczas jeszcze mocno w przypadki — lecz po paru dniach Demian zmienił nagle swoje miejsce na lekcjach religii i siedział akurat przede mną (pamiętam jeszcze, z jaką przyjemnością wciągałem w tym nieprzyjemnym powietrzu naszej klasy, przepełnionej uczniami z ubogich domów, świeży i delikatny zapach mydła, wydzielany przez jego szyję!), po kilku następnych dniach zmienił je znowu i siedział oto obok mnie, i na tym miejscu pozostał przez całą zimę i przez całą wiosnę.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

kroczy wśród nich obcy, samotny i cichy, niczym daleka gwiazda, otoczony własną aurą, żyjący według własnych praw. . .

   Szukam jego postaci i oto teraz, kiedy go sobie przypominam, widzę, że przecież istniał i był przeze mnie zauważony. Widzę go, jak idzie do szkoły, sam lub pomiędzy innymi, starszymi uczniami, widzę też, jak kroczy wśród nich obcy, samotny i cichy, niczym daleka gwiazda, otoczony własną aurą, żyjący według własnych praw. Nikt go nie lubił, nikt nie znał go bliżej oprócz własnej jego matki, a z nią zdawał się także przestawać nie jak dziecko, tylko jak dorosły. Nauczyciele dawali mu o ile możności spokój, był dobrym uczniem, ale nie starał się przypodobać nikomu, a od czasu do czasu rodziły się pogłoski o jakimś słówku, uwadze czy odpowiedzi, jakie adresował podobno do któregoś z nauczycieli: szorstkiej, wyzywającej albo też ironicznej.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

bardziej niż w rzeczywistości traciłem życie i siły w tym królestwie cieni. . .

Towarzyszył mi także jak cień w moich snach, a męczarnie, jakich nie zadawał mi w rzeczywistości, wyobraźnia moja kazała mu zadawać mi w snach, w których stawałem się absolutnym jego niewolnikiem. Żyłem tymi snami, a że zawsze miałem ich wiele, bardziej niż w rzeczywistości traciłem życie i siły w tym królestwie cieni.

Hermann Hesse (fragment powieści Demian, 1919)
   
   
   

jeśli. . .

   - Pan gra lepiej ode mnie - rzekł kelner. - Musi mi pan dać dziesięć punktów for.
   - Dobra.
   „Jeśli wygram tę partię, wszystko będzie dobrze - myślał Steiner. - Żyję, zobaczę ją, może wyzdrowieje...”
   Skupił się na grze i wygrał.
   Teraz dam panu dwadzieścia punktów - rzekł.
   Te dwadzieścia punktów były życiem, zdrowiem i wspólną ucieczką, zaś stuk białych kul był jak szczęk kluczy przeznaczenia. Gra była zacięta. Kelner zrobił dobrą serię i brakowało mu tylko dwóch punktów do wygranej. Potem jednak chybił ostatnią kulę o centymetr.
   Steiner ujął kij i zaczął grać. Migało mu w oczach i musiał kilka razy przerwać, jednak doszedł do końca bez pudła.
   - Dobrze zagrane - rzekł kelner z uznaniem.
   Steiner podziękował skinieniem głowy i spojrzał na zegarek. Było po trzeciej. Zapłacił szybko i wyszedł.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

chleb ma dzisiaj smak befsztyka. . .

   - Chleb ma dzisiaj smak befsztyka - rzekł Ludwik. - Dobrego, soczystego befsztyka z cebulką.
   - A dla mnie ma smak kurczaka - odparła Ruth. - Młodego pieczonego kurczaka ze świeżą zieloną sałatą.
   - Możliwe. Może z tamtego końca. Daj mi kromkę. Znajdę jeszcze miejsce na porcję kurczaka.
   Ruth ukroiła gruby kawałek długiego francuskiego chleba pszennego.
   - Masz - rzekła. - Tu udko. A może wolisz pierś?
   Ludwik roześmiał się.
   - Ruth, gdybym ciebie nie miał, kłóciłbym się teraz z Bogiem!
   - A ja bez ciebie leżałabym w łóżku i beczała.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

historia kultury jest historią męczeństwa. . .

- Pouczająca kronika! - rzekł. - Niech żyje unicestwienie osobowości! U starych Greków myślenie było zaszczytem! Potem stało się szczęściem. Potem chorobą. Dziś jest zbrodnią. Historia kultury jest historią męczeństwa tych, którzy ją stworzyli.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

na zgubę papieru. . .

   Marill patrzał na niego przez chwilę ubawiony, potem przepił do Steinera.
   - Wypijmy na zgubę papieru, drogi Huber! To zdumiewające, jaką on uzyskał moc nad człowiekiem. Nasi praojcowie drżeli przed grzmotem i piorunem, przed tygrysami i trzęsieniem ziemi, późniejsi przodkowie przed mieczami, rozbójnikami, zarazą i Bogiem, my zaś drżymy przed zadrukowanym papierem - czy to w postaci pieniądza, czy paszportu. Neandertalczyk ginął od maczugi, Rzymianin od miecza, człowiek średniowieczny od zarazy - nas zaś może unicestwić zwykły świstek papieru.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

człowiek jest wielki w rzeczach krańcowych. . .

   Marill założył okulary i rozejrzał się dokoła.
   - Człowiek jest wielki w rzeczach krańcowych: w sztuce, w miłości, w głupocie, w nienawiści, w egoizmie, a nawet w ofiarności - ale światu najbardziej brak przeciętnej dobroci.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

ja jestem bardziej bezczelny, to wszystko. . .

   - Z meldunkami nie będziemy tu mieli kłopotu. Słyszałaś, jak mówiłem po francusku? Rozumiałem wszystko, co powiedział portier.
   - To wspaniale! - zachwycała się Ruth.
   - Ja nie potrafiłabym ust otworzyć. - A przecież ty mówisz po francusku o wiele lepiej niż ja. Tylko ja jestem bardziej bezczelny, to wszystko! Chodź, pójdziemy coś zjeść.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

o trzeciej mówili sobie ty. . .

Steinerowi szła karta. Austriacki urząd celny bronił się z rozpaczliwą odwagą. Walczyli zaciekle, ale uczciwie. O pierwszej w nocy zwracali się do niego po imieniu, o trzeciej mówili sobie ty, a o czwartej spoufalili się już zupełnie. Wyrażenia, jak świntuch, czarcie nasienie, dupa, nie były już uważane za obrazę, lecz za objaw zdumienia, zachwytu lub życzliwości.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

27 grudnia 2013

w rosji mężczyźni umieli płakać, a mimo to zachować męskość i odwagę. . .

   - Chodź - usłyszał za sobą głos Lilo - kolacja gotowa. Zrobiłam dla ciebie pierogi.
   Steiner odwrócił się i otoczył ją ramieniem.
   - Kolacja, pierogi - rzekł. - Dla nas, tułaczy, wspólny posiłek jest już czymś w rodzaju ojczyzny, prawda?
   - Istnieje jeszcze coś innego. Ale ty o tym nie wiesz. - Milczała chwilę. - Nie wiesz, bo nie umiesz płakać i nie rozumiesz, co to znaczy smucić się razem.
   - Nie, tego nie znam - odparł Steiner. - Nieczęsto byliśmy smutni, Lilo.
   - Nie. Ty nie. Jesteś szalony albo obojętny, albo się śmiejesz, albo jesteś - jak wy to nazywacie - odważny. A to wcale nie jest odwaga.
   - A co to jest, Lilo?
   - Strach przed poddaniem się uczuciu. Strach przed łzami. Strach przed brakiem męskości. W Rosji mężczyźni umieli płakać, a mimo to zachować męskość i odwagę. A ty nigdy nie ulżyłeś swemu sercu.
   - Nie - odparł Steiner.
   - Na co czekasz?
   - Nie wiem. I nie chcę wiedzieć.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

wierzę w święty egoizm! w bezlitosność! w kłamstwo! w brak serca!. . .

   - Chciałbym pana o coś spytać - rzekł sędzia po chwili. - To do sprawy nie należy. Ale chciałbym pana jednak o to spytać. Czy pan jeszcze w coś wierzy?
   - O tak! Wierzę w święty egoizm! W bezlitosność! W kłamstwo! W brak serca!
   - Tego się obawiałem. Jakżeby mogło być inaczej...
   - To jeszcze nie wszystko - ciągnął Ludwik spokojnie. - Wierzę także w dobroć, w przyjaźń, w miłość i uczynność. Doznałem tego może więcej niż wielu, którym się dobrze powodzi.
   Sędzia wstał ociężale i wymijając swój fotel podszedł do niego.
   - Przyjemnie jest to usłyszeć - rzekł. - Gdybym tylko wiedział, co mógłbym dla pana zrobić!
   - Nic - odparł Ludwik. - Znam już przepisy prawne i mam znajomego, który jest nawet specjalistą w tej dziedzinie. Proszę mnie posłać do więzienia.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

zakończyli życie w obłędzie, jak gdyby przyroda zakreśliła jakąś granicę. . .

   - Im nie można dyktować - rzekł. - Ani motylom, ani listowiu drzew. I tym także nie - wskazał na kilka książek noszących ślady częstego czytania. - Hólderlin i Nietzsche. Jeden pisał najczystsze hymny ku czci życia - drugi wyśnił boskie tańce dionizyjskiej wesołości i obaj zakończyli życie w obłędzie, jak gdyby przyroda zakreśliła jakąś granicę.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

trzeba zaczynać od najskromniejszego szczęścia. . .

   - Wiem, wiem - ode mnie nikt się o niczym nie dowie. A teraz niech mi pan da kawałek mydła. Czy trzy franki do dosyć?
   - To za dużo.
   - Nie za dużo. Za mało. Niech pan nie traci odwagi.
   - Samą odwagą daleko się nie zajdzie - odparł Ludwik biorąc pieniądze. - Ale od czasu do czasu ma się szczęście. To lepsze.
   - Mógłby mi pan jeszcze teraz przez kilka godzin pomóc w sprzątaniu. Franka za godzinę. Czy to też pan nazywa szczęściem?
   - Tak - odparł Ludwik. - Trzeba zaczynać od najskromniejszego szczęścia. Wówczas przychodzi częściej.
   - Gdzie pan się tego nauczył, na wędrówce?
   - Nie, w przerwach, kiedy nie jestem w drodze. Wówczas zastanawiam się nad wszystkim i staram się wyciągnął naukę. Codziennie można się czegoś nauczyć.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

strach to wszystko. . .

   - Że jednostkom czy też pewnym grupom źle się powodzi - Oppenheim odsapnął - no cóż, to jest twarda konieczność polityczna! Wielka polityka nie zna sentymentów. Z tym trzeba się pogodzić...
   - Oczywiście...
   - Widzi pan - ciągnął Oppenheim. - Lud ma pracę. Godność narodowa się podnosi. Oczywiście, zdarza się przesada, ale tak dzieje się zawsze na początku. To się ułoży. Spójrz pan tylko, co się zrobiło z naszej armii! Nagle staliśmy się znowu pełnowartościowi. Naród bez silnej armii, gotowej do boju, jest niczym, niczym!
   - Nie znam się na tym - odparł Ludwik. Oppenheim spojrzał nań z ukosa.
   - Ale powinien się pan znać - oświadczył wstając z fotela. - Właśnie za granicą! - Złapawszy komara w locie zgniótł go staranne. - Inne państwa znowu się nas boją! A strach to wszystko, wierz ni pan! Tylko gdy inni nas się boją, możemy coś osiągnąć!

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  


  

26 grudnia 2013

granica to nasza ojczyzna. . .

   Posterunek celny był jasno oświetlony. Ci sami funkcjonariusze pełnili nadal służbę. Konwojent przekazał im Ludwika.
   - Usiądź pan tymczasem - rzekł jeden z nich. - Jeszcze za wcześnie.
   - Wiem - odparł Ludwik.
   - Tak? Pan wie już o tym?
   - Oczywiście. Granica to nasza ojczyzna.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)
  
  
   

deszcz, najstarsza kołysanka świata. . .

   Burza zbliżała się szybko. Grzmot zagłuszał bębnienie deszczu na napiętym dachu namiotu, z którego woda spływała strumieniami; ziemia drżała od potężnych uderzeń i nagle, w ciszy, jaka nastąpiła po ostatnim szczególnie silnym wstrząsie, karuzela zaczęła się z wolna obracać. Wolniej niż w dzień, niemal niechętnie, jak pod jakimś tajemnym przymusem. Również muzyka była powolniejsza niż w dzień i dziwnie przerywana. Karuzela zrobiła tylko pół obrotu, jak gdyby na chwilę przebudzona ze snu, i znieruchomiała znowu.
   Umilkła również katarynka, jakby znużona, i tylko deszcz szumiał jeszcze - deszcz, najstarsza kołysanka świata.

Erich Maria Remarque (fragment powieści Kochaj bliźniego, 1939)